 |
Oblicze Niewiasty: Wybranki Bożej
i Świątyni Ducha Świętego |
 |

[...] Od początku swego
istnienia
(„od poczęcia”) Maryja jawi się jako
„pobłogosławiona”: pobłogosławiona przez Boga już w
tajemnicy poczęcia swego i później w tajemnicy zwiastowania;
obie zaś tajemnice służyły tajemnicy wcielenia Syna Bożego
„za sprawą Ducha Świętego”; misterium wcielenia z
kolei miało głęboki sens w perspektywie misterium odkupienia,
dokonanego przez ofiarę paschalną Jezusa, i zwieńczonego posłaniem
Kościoła do świata. Kościół do dziś uobecnia i przedłuża
zbawcze i kultyczne dzieło Chrystusa. Oto tak dalece sięga sens,
znaczenie i perspektywa daru świętości Maryi Niepokalanie Poczętej,
„zrodzonej przed wiekami” (Prz 8, 22-35),
„wybranej przed założeniem świata” (Ef 1, 4).
[...]
|
KS.
MARIAN PISARZAK MIC
"Pobłogosławiona
przez Boga Najwyższego"
|
 |
|
|

 |
Stolica Mądrości |
 |

Czyż Mądrość nie nawołuje? Nie wysila głosu Roztropność?
Na najwyższym szczycie, przy drodze, na rozstaju zasiada, przy bramach,
u wejścia do miasta, w przejściach głos
swój podnosi: Odzywam się do was, mężowie, wzywam was,
synowie ludzcy, prostacy --- mądrości się uczcie, nierozumni ---
nabierzcie rozsądku!
Słuchajcie, mówię rzeczy wzniosłe, z warg moich wychodzi
prawość,
podniebienie me prawdę podaje, wstrętna mym wargom nieprawość.
Moje wszystkie mowy są słuszne --- obcy mi fałsz i krętactwo ---
dla rozumnych one wszystkie są jasne, prawe dla tych --- co mądrość
posiedli.
Nabądźcie moją naukę --- nie srebro, raczej wiedzę --- niż złoto
najczystsze;
bo mądrość cenniejsza od pereł i żaden klejnot nie jest jej
równy.
Jam Mądrość --- Roztropność mi bliska, posiadam wiedzę głęboką.
Bojaźnią Pańską --- zła nienawidzić. Nie znoszę dumy, złych
dróg, wyniosłości ust przewrotnych.
Moja jest rada i stałość, moja --- rozwaga, potęga.
Dzięki mnie królowie panują, słusznie wyrokują
urzędnicy.
Dzięki mnie rządzą władcy i wielmoże --- rządcy prawowierni.
Tych kocham, którzy mnie kochają, znajdzie mnie ten, kto
mnie szuka.
Bogactwo jest ze mną i sława, wspaniałe dobra i prawość;
mój owoc cenniejszy niż złoto, a plony niż srebro
najczystsze.
Drogą prawości ja kroczę, ścieżkami sprawiedliwości,
by przyjaciół obsypać bogactwem i napełnić ich skarbce.
Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy, od
dawna,
od wieków jestem stworzona, od początku, nim ziemia
powstała.
Przed oceanem istnieć zaczęłam, przed źródłami pełnymi
wody;
zanim góry zostały założone, przed pagórkami
zaczęłam istnieć;
nim ziemię i pola uczynił --- początek pyłu na ziemi.
Gdy niebo umacniał, z Nim byłam, gdy kreślił sklepienie nad
bezmiarem wód,
gdy w górze utwierdzał obłoki, gdy źródła
wielkiej otchłani umacniał,
gdy morzu stawiał granice, by wody z brzegów nie wyszły,
gdy kreślił fundamenty pod ziemię.
Ja byłam przy Nim mistrzynią, rozkoszą Jego dzień po dniu, cały
czas igrając przed Nim,
igrając na okręgu ziemi, znajdując radość przy synach ludzkich.
Więc teraz, synowie, słuchajcie mnie, szczęśliwi, co
dróg moich strzegą.
Przyjmijcie naukę i stańcie się mądrzy, pouczeń mych nie
odrzucajcie!
Błogosławiony ten, kto mnie słucha, kto co dzień u drzwi moich
czeka, by czuwać u progu mej bramy,
bo kto mnie znajdzie, ten znajdzie życie i uzyska łaskę u Pana;
kto mnie nie znajdzie, duszę swą rani, śmierć kocha każdy, kto mnie
się wyrzeka.
Biblia
Tysiąclecia, Księga Przysłów
8:1-36

Poznałem
i co zakryte, i co jest jawne, pouczyła mnie bowiem Mądrość ---
sprawczyni wszystkiego!
Jest bowiem w niej duch rozumny, święty, jedyny, wieloraki, subtelny,
rączy, przenikliwy, nieskalany, jasny, niecierpiętliwy, miłujący dobro,
bystry,
niepowstrzymany, dobroczynny, ludzki, trwały, niezawodny, beztroski,
wszechmogący i wszystkowidzący, przenikający wszelkie duchy rozumne,
czyste i najsubtelniejsze.
Mądrość bowiem jest ruchliwsza od wszelkiego ruchu i przez wszystko
przechodzi, i przenika dzięki swej czystości.
Jest bowiem tchnieniem mocy Bożej i przeczystym wypływem chwały
Wszechmocnego, dlatego nic skażonego do niej nie przylgnie.
Jest odblaskiem wieczystej światłości, zwierciadłem bez skazy działania
Boga, obrazem Jego dobroci.
Jedna jest, a wszystko może, pozostając sobą, wszystko odnawia, a przez
pokolenia zstępując w dusze święte, wzbudza przyjaciół
Bożych i proroków. Bóg bowiem miłuje tylko tego,
kto przebywa z Mądrością. Bo ona piękniejsza niż słońce i wszelki
gwiazdozbiór. Porównana ze światłością --- uzyska
pierwszeństwo, po tamtej bowiem nastaje noc, a Mądrości zło nie
przemoże.
Biblia
Tysiąclecia, Księga Mądrości
7:21-30
 |
Jezus o Dziewicy-Maryi |
 |
"[...]
Chciałem zapoznać was z Maryją. Wielu z was zna Ją jako
Matkę, ale nikt nie zna Dziewicy-Maryi. Chciałbym wam Ją przedstawić w
tym ogródku pełnym kwiatów, w którym
serce wasze szuka odpoczynku.
Znacie Ją już, ale tylko ze strony ludzkiej. Widzicie w Niej niewiastę,
może nieco lepszą, ale taką samą jak inne. Teraz chcę wam odkryć duszę
Mojej Matki, tę Jej prawdziwą i wieczystą piękność. Chodź tu, Matko
Moja. Nie rumień się. Nie usuwaj się onieśmielona, Gołąbko Boża.
Twój Syn jest Słowem Bożym, może więc mówić o
Tobie i o Twoich tajemnicach, wzniosła Tajemnico Boga. Usiądźmy tu, w
cieniu tych kwitnących drzew, obok tego świętego domku. O tak!
Podnieśmy teraz tę zasłonę dziewiczego pokoiku i niech otoczą nas fale
świętości. Tak. Ja też chcę przejąć się Twą wonią, Dziewico Doskonała,
by móc znieść grzechy świata i chcę nasycić Mój
wzrok Twą bielą [...].
Powiedziałem: »wieczne piękno duszy Mojej
Matki«. Jestem Słowem, więc nie mylę się w mowie.
Powiedziałem: »wieczne«, a nie nieśmiertelne.
Nieśmiertelnym jest to, co po narodzeniu się już nie umiera. Tak więc
dusza sprawiedliwego jest nieśmiertelna, a grzesznika --- w piekle. Bo
dusza stworzona raz może umrzeć tylko łasce. Dusza ma życie i istnieje
od chwili, w której powstała w myśli Bożej, bo myśl Boża
stwarza ją. Dusza Mojej Matki była od wieków pomyślana przez
Boga. Dlatego piękno Jej jest wieczne i Bóg napełnił Ją
wszelką doskonałością, dla Swego upodobania.
--- Jesteś, o Matko, któraś istniała w Bogu, czyli:
w Jego Boskiej myśli, bo od zawsze myślał On o Tobie z miłością...
Połączony w miłości z Ojcem, widziałem Cię w Sobie, o duszo Mojej
Matki, Twoja modlitwa i przewidziana myśl stania się Twym Synem,
pocieszały od wieków... Jesteś, Matko, tą, którą
nosił w Sobie Bóg NIEZMIERZONY, Najwyższy, Dziewiczy,
Niestworzony. Nosił Cię jako Swój słodki ciężar, obdarzając
Cię twórczymi łaskami i uśmiechami. Tyś Doskonałością
Stworzenia, Światłością Raju, Radą Boga, który patrząc na
Ciebie mógł przebaczyć winę, bo Ty Sama z Siebie umiesz
kochać jak cała ludzkość razem wzięta nie potrafi. W Tobie jest zawarte
przebaczenie Boga! Tyś uleczeniem Boga, bo jesteś pieszczotą
Przedwiecznego na ranie uczynionej Bogu przez człowieka. W Tobie jest
zbawienie świata, o Matko Miłości Niestworzonej i udzielonego
Odkupiciela! Duszo Matki Mojej! Złączony z Miłością Ojca patrzyłem na
Ciebie, o duszo Matki Mojej!... A Twoja wspaniałość, Twoja modlitwa,
Twoje pragnienie pocieszały Mnie od wieków w Moim
przeznaczeniu na ból i doznania nieludzkie, jakie szykował
zepsuty świat Bogu Najdoskonalszemu. Dziękuję Ci, o Matko! Przyszedłem
już pocieszony przez Ciebie, zstąpiłem, słysząc tylko Ciebie, Twoją
woń, Twój śpiew, Twoją Miłość...
O radości, radości Moja!...
Lecz posłuchajcie wy, którzy teraz wiecie, że jest
Ona jedyną Niewiastą bez zmazy, która nie zadała rany
Odkupicielowi, posłuchajcie o drugiej przemianie Maryi, Wybranki Bożej.
Było to pogodne wiosenne popołudnie. W cichym ogrodzie kwitły
drzewa i Maryja zaślubiona Józefowi, zerwała kwitnącą
gałązkę, by zmienić w Swej izdebce inną, tam stojącą.
Niedawno przybyła Ona do Nazaretu ze Świątyni, by być ozdobą domku
Świętych. I z duszą podzieloną między świętymi, domek i Niebo patrzyła
na tę kwitnącą gałązkę. I myślała jeszcze, że w dniu zaślubin
Józef przyniósł Jej inne kwiaty, ale nie było już
tam takiego, który by miał napisane na swych płatkach:
»Chcę, byś połączyła się z Józefem«...
Tyle rzeczy myślała... A myślą uniosła się ku Bogu! Ręce Jej były
zajęte kądzielą i wrzecionem, snuły nić cieńszą nad włosek z Jej
dziewiczej Głowy...
Dusza tkała dywan miłości, pracując pilnie jak szpula na
warsztacie, między Niebem a ziemią. Dążyła od potrzeb domu i oblubieńca
do spraw duszy i do Boga. Śpiewała i modliła się. A na mistycznych
krosnach snuł się dywan, nawijał się od ziemi ku Niebu i ginął tam... Z
czego był utworzony? Z cieniutkich, doskonałych a mocnych nici, z Jej
cnót, nici nawiniętej na szpulę, którą uważała za
»swoją«, ale była ona Bożą. Szpulę Woli Bożej, na
której była nawinięta wola tej małej, a tak wielkiej
Dziewicy, znanej Bogu, bo ta Jej wola zlała się z Wolą Bożą. Dywan
kwitł kwiatami miłości i czystości, palmami pokoju i chwały, fiołkami i
jaśminem. Każda cnota zakwitła na tym dywanie miłości, jaki Dziewica
Boża tkała od ziemi do Nieba. A ponieważ dywan nie wystarczał, rzuciła
jeszcze swe ręce, śpiewając: »Niech zstąpi umiłowany do
ogrodu Swego i spożyje owoce Swoje«... A z nieskończonej
odległości, wśród potoków światła, dał się
słyszeć głos, którego żadne ucho ludzkie nie usłyszy, ani
usta ludzkie nie wymówią. Mówił on:
»Jesteś piękna, Przyjaciółko Moja... Siostro,
Oblubienico Moja!«. I te dwa głosy połączyły się razem, by
wyśpiewać Odwieczną Prawdę: »Miłość jest mocniejsza od
śmierci. Nic jej nie może zgasić!«. I Dziewica tak się
przemieniła, aż zstąpił Gabriel i przywołał Ją na ziemię, połączył Jej
duszę z ciałem, by mogła słyszeć i zrozumieć żądanie Tego,
który Ją nazwał »Siostrą«, ale chciał
mieć »Oblubienicą«.
Tu właśnie nastąpiła Tajemnica... Była wstydliwą,
najwstydliwszą ze wszystkich niewiast. Nie znała Ona nawet
instynktownej pobudki ciała, toteż zadrżała wobec Anioła Bożego, bo
nawet Anioł niepokoi pokorę i wstydliwość Dziewicy. Uspokoiła się
jedynie, słysząc jego słowa, uwierzyła mu i wyrzekła słowo,
»dzięki« któremu
»Ich« Miłość stała się Ciałem, by zwyciężyć śmierć,
a żadna woda nie będzie mogła jej zagasić, ani złośliwość zatopić.
Jezus pochylił się łagodnie ku Maryi, która osunęła
Mu się do nóg, jakby w zachwycie na to wspomnienie dawnego
zajścia, jaśniejąc szczególnym światłem, jakby
promieniującym z Jej duszy --- i zapytał Ją z cicha:
--- Jakąż była Twa odpowiedź, o Najczystsza i kto Cię upewnił,
że stając się Matką Bożą nie stracisz Swego doskonałego Dziewictwa?
A Maryja, jakby we śnie, powoli z uśmiechem i oczyma pełnymi
łez wyszeptała:
--- »Oto ja, służebnica Pańska! Niech Mi się stanie
według Słowa Twego!« -- i pochyliła głowę na kolano Swego
Syna, adorując Go.
Jezus
zasłonił Ją Swym płaszczem przed wszystkimi i powiedział:
--- I stało się. I będzie
tak aż do końca: aż do następnych
Twoich przemian. Będziesz zawsze Służebnicą Pańską. Będziesz zawsze
taka, jak powie Ci »Słowo« --- Moja Matka! To jest
Moja Matka! Trzeba, byście Ją zaczęli poznawać w całej Jej świętej
Postaci... Matko! Matko! Ukaż Swe oblicze, Umiłowana... I odkrył Maryję
po jakimś czasie milczenia, podczas którego słuchać było
tylko szmer pszczół.
Maryja uniosła twarz mokrą od łez i wyszeptała:
--- Synu, po coś Mi to uczynił? Tajemnice
Królewskie są święte...
--- Ale Król może je wyjawić, gdy zechce. Matko. Chciałem,
by zrozumiano powiedzenie proroka: »Oto Dziewica pocznie i
porodzi syna«. Wtedy nie zgorszą się z tego... [...]".
Słowa
Jezusa
wypowiedziane w obecności Marii Valtorty
spisującej Jego objawienia na kartach
"Poematu Boga-Człowieka" (tom V)
 |
Uśnięcie Maryi (rozmowa NMP z
apostołem Janem o tajemnicach Boga) |
 |
Maryja w swej samotnej izdebce, na tarasie, cała w bieli, układa suknie
Swoje i Jezusa, które zawsze przechowuje osobno. Swą suknię
i płaszcz z Kalwarii, szatę lnianą, którą wkładał na święta,
i płaszcz znaleziony w Getsemani, jeszcze poplamiony krwawym potem
konania w Ogrodzie Oliwnym. Złożyła dobrze odzież, a ucałowała krwawy
płaszcz i zwróciła się do kuferka, w którym od
lat przechowywała relikwie z Ostatniej Wieczerzy i z Męki Pańskiej.
Zebrała je razem na jednej półce. Zamyka kuferek, gdy Jan,
stojąc za Nią, pyta:
--- Co robisz, Matko?
Zwykle rano spędzała czas w kuchni, gotując posiłek na cały dzień, a
dziś wcale tam jeszcze nie weszła.
--- Uporządkowałam wszystko, co należało zachować...
--- Po co, o Matko, ranisz Swe serce tymi wspomnieniami? Jesteś blada i
ręka Ci drży... co Ci jest naprawdę?
--- Janie, mylisz się, sądząc, że wspomnienia sprawiają Mi cierpienie.
Jestem teraz pełna radości, bo czuję, że życie Moje jest już dokonane.
Zrobiłam już wszystko, co do Mnie należało, wszystko już jest
skończone. A tamto w Niebie, nie będzie miało końca. A teraz dziwna
radość Mnie napełnia, bo czuję, że: dokonało się! Radość Moja jest
niezrozumiała dla ludzi. Tak jak dla Mnie niezrozumiała była Męka Mego
Syna albo Jego opuszczenie od Ojca. Światło zagasło wtedy dla całego
świata, który nie chciał Go przyjąć, również i
dla Mnie. Mając być Współodkupicielką, musiałam znieść
udrękę braku pociechy Bożej, ciemności, nawet pokusy diabelskie, tak iż
nie zdawało Mi się możliwe wtedy to, co Jezus powiedział, ani co
wycierpiał duchowo w tych dniach. Ale potem, gdy ujrzałam
Zmartwychwstałego, zrozumiałam wszystko. Zrozumiałam nawet tajemnicę
najwyższą: radość Chrystusa, gdy mógł już powiedzieć:
"Wszystko się dokonało!... umiłowałem Ojca aż do ofiary z Siebie...
ukochałem ludzi aż do śmierci za nich...". Ja też dokonałam
wszystkiego, co od wieków było przeznaczone dla Mnie. Od
urodzenia Zbawiciela, do pomocy wam --- Jego kapłanom, byście się stali
doskonałymi. Kościół już jest mocny. Duch Święty oświeca
was, a
krew pierwszych chrześcijan pomnaża. Pomoc moja
współdziałała,
by stał się on organizmem świętych, wzmocnionych miłością ku Bogu i
braciom, gdzie nienawiść, urazy, zazdrość i inne szkodliwe diabelskie
zielska dostępu nie mają. Bóg jest z tego zadowolony i chce,
byście wiedzieli o tym ode Mnie, tak jak chce, bym was zachęciła do
wzrastania w miłości, by móc wzrastać w doskonałości i w
liczbie. Życie Jezusa, również i Moje, było zawsze kierowane
miłością. Nie odepchnęliśmy nikogo, przebaczyliśmy wszystkim, chyba że
ktoś tego nie chciał przyjąć. Jezus dał wam miarę tej
wspólnej
miłości, mówiąc: "Kochajcie się tak jak Ja was umiłowałem!".
Kościół więc, by żyć i wzrastać, potrzebuje miłości.
Zwłaszcza
miłości wśród braci kapłanów. Jeśli się nie
ukochacie
wzajemnie z całych sił i podobnie nie ukochacie waszych braci w Panu,
Kościół nie będzie płodnym. Wtedy próżne będzie
przywracanie im stanu synów Bożych i Dziedziców
Królestwa Niebieskiego, bo Bóg przestanie pomagać
wam w
waszym posłannictwie. Bóg jest Miłością. Każdy Jego czyn
jest
czynem miłości. Od stworzenia do Wcielenia. I od Wcielenia do
Odkupienia. A potem do założenia Kościoła. Od tego zaś do Jeruzalem
Niebieskiego, które zbierze wszystkich sprawiedliwych, by
radowali się w Bogu. Mówię ci to, bo jesteś apostołem
Miłości i
rozumiesz to lepiej od innych...
Jan przerwał słowami:
--- Przecież inni kochają również...
--- Tak, ale ty jesteś największym miłośnikiem... Każdy z was ma swoją
cechę. Ty, wśród dwunastu, byłeś zawsze miłością czystą i
nadprzyrodzoną. Piotr był zawsze szczerym i porywczym człowiekiem. Brat
jego Andrzej był milczący i nieśmiały jak żaden inny. Jakub,
twój brat, był tak porywczy, że Jezus nazwał go "synem
gromu".
Jakub Alfeuszowy był sprawiedliwy i heroiczny. Juda, jego brat, był
zawsze szlachetny i szczery. Filip i Bartłomiej byli tradycjonalistami.
Szymon Zelota był mądry, Tomasz lubił spokój. Mateusz był
pokorny i nie wybijał się nigdzie. Iskariota, czarna owca, był zawsze
diabelskim i kłamcą. A ty, pełen miłości, możesz Mnie lepiej zrozumieć
i stać się głosem miłości do najdalszych, by przekazać im Moje ostatnie
rady.
Powiedz im, by się kochali i kochali wszystkich, nawet
prześladowców, by należeli do Boga tak jak Ja i do tego
stopnia,
że zostałam wybrana na Oblubienicę Miłości Przedwiecznej, bo zostałam
Matką Chrystusa. Oddałam się Bogu bez miary, rozumiejąc potem ile
cierpienia sprawi Mi to. Pamiętałam słowa proroków, a
światło
Boże wyjaśniło Mi je. Toteż od Mojego pierwszego "fiat" aniołowi,
wiedziałam, że oddaję się na największy ból, jaki matka
mogłaby
znieść. Ale nic nie stawiało granic Mej Miłości, bo wiedziałam, że jest
ona ogniem, który oczyszcza i upiększa, gdy bierze w swe
objęcia. Tak. Miłość jest naprawdę płomieniem. Płomień ten, niszcząc
to, co jest przemijające, choćby to był tylko szczątek człowieka, czyni
go duchem godnym Nieba. Ileż to takich szczątków, ludzi
zmarnowanych, zepsutych znajdziecie na swojej drodze! Nie gardźcie
żadnym! Kochajcie ich raczej, bo oni odpowiedzą na miłość i zbawią się.
Często człowiek staje się złym, bo nikt go nie kocha, lub kocha źle.
Bóg, by stworzyć człowieka, nie wziął anioła, ani żadnej
wybranej materii. Wziął błoto, rzecz najniższą. Potem tchnął na nie z
miłością i podniósł tym samym do stopnia przybranych
synów Bożych. Syn Mój znalazł na Swej drodze
wielu
upadłych w błoto. Ale nie odrzucił ich z pogardą. Zebrał ich z miłością
i przemienił na wybrańców Nieba. Pamiętaj o tym zawsze.
Czyńcie,
jak Jezus czynił. Pamiętajcie na wszystkie uczynki Syna Mego. Zapiszcie
wszystko, by zostało na potem, aż do końca wieków i było
zawsze
wskazówką dla ludzi dobrej woli, by mogli zdobyć życie
wieczne.
Naturalnie, nie potraficie powtórzyć wszystkich
słów
Życia Wiecznego. Ale zapiszcie, co tylko możecie. Duch Boży zstąpił na
Mnie, bym dała światu Zbawiciela, zstąpił również na was i
dopomoże wam mówić o tym innym i nawróci ich do
Boga.
Będziecie więc prowadzić dalej to macierzyństwo duchowe, jakie Ja
zaczęłam na Kalwarii, by dać wielu synów Panu. Tenże Duch
umocni
ich tak, że słodko im będzie umierać wśród mąk, znosić
wygnanie
i prześladowanie, by wyznać swą miłość do Chrystusa i osiągnąć Go w
Niebie, jak to było ze Stefanem i Jakubem, i innymi jeszcze... Kiedy
już zostaniesz sam, przechowaj ten kuferek...
Jan zbladł i zawołał:
--- Matko, dlaczego tak mówisz? Czy czujesz się źle?
--- Nie, ale przygotuj się do rozstania. Czuję w Sobie tyle pełni
nadprzyrodzonej, że nie sposób żyć z tym dłużej. Przecież
nie
jestem wieczna i ciało Moje musi umrzeć.
--- Nie mów tak! Twoje Niepokalane Ciało nie może umrzeć tak
jak nasze!
--- Mylisz się, Janie! Umarł Jezus i Ja też umrę. Ale nie zaznam
choroby i konania. Jednak umrę. Zresztą, wiedz o tym, synu
Mój,
że jeśli mam jakieś pragnienie, to tylko śmierci. Jest to Moje pierwsze
i największe pragnienie. Wszystko inne w życiu Moim było tylko zgodą
Mej woli na wolę Bożą. Pragnienie należenia tylko do Boga było w Mym
sercu dziecka pragnieniem zostania dziewicą. Pragnienie zaślubin z
Józefem było od Boga. Wolą Bożą było Moje dziewicze
macierzyństwo. Wszystko w Moim życiu było wolą Bożą i Moim
posłuszeństwem Jemu. Ale pragnienie pójścia do Jezusa jest
całkowicie Moją wolą. Pragnę opuścić ziemię, by już być z Nim na
zawsze. Jest to Moje wielokrotne pragnienie! A teraz czuję, że się to
spełni nareszcie. Nie martw się, Janie! Lecz raczej wysłuchaj Mej
ostatniej woli. Co do tego ciała po śmierci, niech zostanie w pokoju,
nie chcę żadnego balsamowania, jak jest w zwyczaju u Żydów.
Zresztą nie jestem już Żydówką, ale chrześcijanką i to
pierwszą
chrześcijanką, bo pierwsza miałam Chrystusa, Jego Ciało i Krew w Sobie.
Byłam Jego pierwszą uczennicą, Współodkupicielką, razem z
Nim i
wśród was. Nikt z ludzi nie widział Mego ciała, z wyjątkiem
ojca
Mego i matki oraz będących przy moim narodzeniu. Nie chcę, by jeszcze
ktoś Mnie widział, przeto nie dotykaj Mnie. Zresztą ja się obmyłam i
przybrałam czyste szaty, szaty zaślubin wiecznych... Ale dlaczego
płaczesz, Janie?...
--- Rozumiem, że Cię stracę, ale jak będę żył bez Ciebie? Serce mi pęka
na tę myśl. Czy wytrzymam ten ból?
--- Wytrzymasz. Bóg pomoże ci żyć jeszcze długo, jak
dopomógł Mnie. Gdyby Mi nie pomógł, to na
Golgocie Ja też
bym umarła. Pomoże więc i tobie żyć, i zapamiętać to, co ci
mówiłam dla dobra wszystkich.
--- O zapamiętam wszystko i uczynię, co chcesz, nawet co do Ciebie.
Rozumiem dobrze, że zwyczaje żydowskie nie są dla Ciebie. Nie
może Ciało Twoje, ubóstwione jak żadne inne, zaznać rozkładu
wszelkiego ciała ludzkiego. Byłaś przecież wolna od grzechu
pierworodnego, a pełnia łaski sprawiła, że zawarłaś w Sobie łaskę samą
--- Słowo, co sprawiło, że jesteś najprawdziwszą relikwią Jezusa.
Będzie to ostatni cud Boży nad Tobą i w Tobie. Będziesz zachowana.
--- A więc nie płacz! --- zawołała Maryja, patrząc na zapłakaną twarz
apostoła. Przecież mnie nie stracisz! Nie martw się więc!
--- Czuję dokoła burzę! Ty byłaś moim wszystkim, zwłaszcza gdy umarli
moi rodzice, a bracia są daleko, nawet kochany Marcjan,
którego
Piotr zabrał ze sobą. I teraz zostanę sam...
Jan pada do stóp Maryi z jeszcze większym płaczem. Matka
pochyla
się nad nim, kładzie rękę na jego głowie wstrząsanej płaczem i
mówi:
--- Ależ uspokój się! Byłeś taki mocny pod Krzyżem, choć
było to
takie okropne! Ta męka Jego i ta diabelska nienawiść ludzi! Tak Mnie
wtedy podtrzymywałeś! A dzisiaj w ten wieczór sobotni, tak
pogodny, wobec Mnie, pełnej radości, ty się tak zachowujesz?
Uspokój się więc i napełnij pokojem. Teraz jest tak
spokojnie,
tylko oliwki szeleszczą tak, że wydaje się to lotem aniołów
dokoła domu. Zawsze aniołowie byli Mi bliscy --- jeden lub wielu --- w
szczególnych chwilach Mego życia. Byli w Nazarecie, kiedy
Duch
Święty zapłodnił Moje Dziewicze Łono. Byli też u Józefa, gdy
martwił się o Mnie. W Betlejem i kiedy trzeba było uciekać do Egiptu. A
w Egipcie potem kazali wracać do Palestyny. A po Zmartwychwstaniu
strzegli Grobu Króla Aniołów. Zawsze w chwilach
decydujących zjawiali się aniołowie. Stwarzali oni również
zasłonę świetlaną nad tajemnicami Boga, by szatan nie poznał ich przed
czasem, zwłaszcza tajemnicy Wcielenia. Teraz czuję również,
choć
nie widzę, aniołów dokoła Mnie. Czuję również,
jak
wzrasta dokoła Mnie i we Mnie światłość anielska. Czuję, że moc miłości
otacza Mnie teraz i przeniesie Mnie ona teraz tam, dokąd z całej duszy
pragnę pójść na wieki, by śpiewać z chórami
aniołów i Niebian Moje wieczne Magnificat Bogu,
który
uczynił wielkie rzeczy służebnicy Swojej...
--- A tobie odpowie ziemia cała, która przez swe ludy i
narody
wielbić Cię będzie, dopóki świat będzie istniał. Ty sama
dałaś
Bogu tyle miłości, ile wszyscy najwyżsi kapłani i wszyscy inni ze
Świątyni nie złożą Mu przez wieki wieków. Dałaś miłość
gorącą i
czystą, dlatego Bóg uczyni Cię Najświętszą.
--- I spełni Moje jedyne pragnienie, Moją jedyną wolę. Bo miłość kiedy
jest tak zupełna, że staje się prawie doskonałą jak Mego Syna-Boga,
otrzymuje wszystko, nawet to, co po ludzku zdawało by się niemożliwe.
Pamiętaj o tym, Janie, i powiedz braciom swoim. Będziecie tak
zwalczani! Będą wam groziły takie przeszkody, zabójstwa od
prześladowców, a upadki ze strony chrześcijan
moralne...
judaszowe, udręczą ducha waszego. Ale nie bójcie się.
Kochajcie
i nie bójcie się. W miarę waszej miłości Bóg wam
pomoże i
da wam zwycięstwo nad wszystkim. Wszystko się otrzyma, jeśli się
staniecie jak Serafini. Wtedy dusza, to cudowne, wieczyste tchnienie
Boże w nas, unosi się ku Niebu i pada jak płomień u stóp
Bożego
tronu. Bóg jej słucha wtedy i otrzymuje od Wszechmocy co
tylko
chce. Gdyby ludzie umieli kochać jak wskazuje Prawo i jak nauczał Syn
Mój, otrzymaliby wszystko. Ja kocham właśnie tak. Dlatego
czuję,
że opuszczę ziemię, umrę z miłości. Moja miara zdolności kochania jest
przepełniona. Nie mogę już nic więcej otrzymać. Miłość zalewa i
pochłania Mnie, i unosi Mnie zarazem ku Niebu, ku Bogu, ku Memu Synowi.
A głos Jego mówi do Mnie: "Przyjdź! Wyjdź! Chodź w Nasze
Troiste
objęcia!". Janie, nadeszła już dla Mnie godzina tego Objęcia Boskiego!
Żegnaj!
Jan uspokoił się trochę, słuchając Najświętszej Maryi Panny i patrzył
na Nią z zachwytem. Widzi teraz, że zaczyna Ona jaśnieć powoli i jakby
mienić się, podbiega więc, by Ją podtrzymać i woła:
--- Jesteś jak Jezus na górze Tabor! Nie jesteś już ludzka,
o Matko! Ciało Twe traci wagę i jesteś cała Światłością! Chodź, pomogę
Ci położyć się! Spocznij trochę!...
I z wielką miłością prowadzi Matkę Bożą do Jej ubogiego
łóżka i pomaga położyć się na nim. Maryja nie zdjęła nawet
płaszcza, złożyła ręce na piersi, zamknęła oczy i powiedziała do
pochylonego nad Nią Jana:
--- Odmawiaj teraz psalmy, przeczytaj parę stron z Pisma, a Duch Święty
wskaże ci, co masz brać! Odmów potem modlitwę Syna Mego:
Ojcze nasz. Powtórz Pozdrowienie Anielskie i Moją
Magnificat. Będę łączyła się z tobą, póki będę jeszcze na
ziemi.
Jan, panując nad łkaniem, zaczął psalm 41, potem 8 wierszy psalmu 38,
psalm 22 i 1. Potem odmówił "Ojcze nasz", słowa Archanioła
Gabriela, kantyk Tobiasza, 24 rozdział Eklezjastyka, 11-46. Wreszcie
zaintonował Magnificat. Modlił się z zapałem, swym pięknym głosem,
który z latami coraz bardziej stawał się podobny do głosu
Chrystusa. Przy 9 wersie Magnificat zauważył, że Maryja nie oddycha
już, choć się nic nie zmieniła.
Jan z krzykiem rzucił się przy łóżku na ziemię i wołał,
wołał Maryję. Nie mógł zrozumieć, że Ona już mu nie odpowie,
bo dusza Jej odeszła. Ale musiał uznać rzeczywistość! Pochylił się nad
Jej obliczem i łzy jego spadały na tę słodką twarz i na skrzyżowane
ręce. Było to jedyne obmycie ciała Niepokalanej. To łzy apostoła
Miłości.
Jan uspokoił się wreszcie i wspominając pragnienie Maryi, zebrał długie
poły płaszcza zwieszonego z łóżka i ułożył je, okrywając
całą postać. Welon również ułożył na poduszce. Maryja
wyglądała teraz jak figura z białego marmuru złożona na wieku
sarkofagu. Jan wpatrywał się w Nią i jeszcze ronił łzy za Nią.
Uprzątnął potem izdebkę, usunął rzeczy niekonieczne. Zostawił tylko
łóżko, maleńki stolik pod ścianą. Postawił na nim kuferek z
relikwiami, a przy łóżku postawił stołeczek. Zapalił też
lampkę, bo był już wieczór.

Zszedł potem do
ogrodu i zerwał kilka kwiatów i gałęzi oliwnych. Ułożył to
wszystko dokoła Maryi. Wyglądała jak w wianku. Czyniąc to wszystko,
przemawiał do Niej różnymi aktami z Pisma:
--- Ty byłaś zawsze lilią polną, różą duchową, oliwką
drogocenną... Matko, teraz stawiam lampkę za ziemi i siadam na
stołeczku przy Tobie, by czuwać, a Ty czuwaj też nade mną. Nie wiem co
mam robić i jak postąpić. Myślę, żeś Ty nie umarła prawdziwie, tylko
dusza tymczasem odeszła z ciała. Czuję, że nie umarłaś, że to jest
przejściowe rozłączenie Twej czystej duszy, pełnej łaski, z Twoim
Dziewiczym Ciałem. Kiedy i jak nastąpi połączenie i życie
powróci, tego nie wiem. Lecz tak jestem pewny tego, że
pozostanę tu, aż Bóg Swym słowem czy czynem pokaże mi, co
mam dalej robić.
Siedzi więc przy łóżku, modli się, czuwa i czeka.
Widzenie
Marii Valtorty zapisane
w "Poemacie Boga-Człowieka" (tom XI)
 |
Wniebowzięcie NMP (widzenie
apostoła Jana) |
 |
Ile dni upłynęło? Trudno to określić, bo jeśli sądzić po
kwiatach
leżących na łóżku można by dać kilka godzin zaledwie. Ale
gdy
się spojrzy na zwiędnięte liście oliwek pod kwiatami lub kwiaty
położone na kuferku, to widzi sie, że minęło już kilka dni...
Lecz Ciało Maryi wygląda jakby tylko zasnęła, żadnego znaku śmierci nie
widać na Niej. Unosi się nawet od Niej nieokreślony zapach, jakby
kadzidła, lilii, róż, konwalii razem zmieszanych.

Jan, który czuwał cały czas śpi, zwyciężony zmęczeniem,
siedząc
na stołeczku, z plecami opartymi o ścianę. Stojąca na ziemi lampka
oświeca go z dołu i pozwala widzieć jego bladą, zmęczoną twarz i
zaczerwienione od płaczu oczy. jest już zapewne świt, bo rozwidnia sie
coraz bardziej.
Nagle
wielka światłość napełnia izbę i coraz to wzrasta. A w tym świetle
rajskim ukazują się anielskie postacie jeszcze bardziej jaśniejące od
tej wielkiej jasności. A od ich skrzydeł unoszą się iskry
różnego koloru i wydają jakiś srebrzysty, harmonijny szmer.
Aniołowie stoją dokoła łóżka, pochylają się nad nim,
podnoszą
nieruchome Ciało i z szybszym poruszeniem skrzydeł, co zwiększa
harmonijny dźwięk, unoszą Ciało Swej Królowej, poddane
jeszcze
prawom materii. Dźwięk skrzydeł anielskich wciąż się zwiększa i teraz
jest potężny jak organy. Jan budzi się nagle, zwłaszcza pod wpływem
wytworzonego przeciągu, który gasi lampkę i zamyka głośno
drzwi
na taras. Apostoł, jeszcze zaspany, rozgląda się dokoła. Widzi, że
łóżko jest puste, a w dachu świeci otwór. Wyczuwa
cud i
biegnie na taras. Podnosi tam głowę i widzi! Widzi Ciało Maryi, jeszcze
uśpione, które wznosi się coraz wyżej, podtrzymywane przez
aniołów. Jakby ostatnim pożegnaniem. Kraj płaszcza i welon
poruszają się, pewnie pod wpływem wiatru i od powiewu skrzydeł
anielskich, a może z powodu kwiatów spadających na ziemię,
podczas gdy potężne "Hosanna" oddala się wciąż coraz bardziej.
Jan patrzy do góry i widzi wyraźnie jak Maryja, otoczona
teraz
promieniami słońca, budzi się, podnosi na nogi, ma już widocznie
właściwość ciał uwielbionych.
A Jan patrzy, patrzy. Cud Boży daje mu moc, wbrew wszelkiemu prawu
naturalnemu, widzieć Maryję jak wstępuje do Nieba, otoczona przez
aniołów, ale już nie potrzebuje ich pomocy. Jan jest porwany
tym
widzeniem, którego piękna żadne pióro ludzkie,
ani słowo,
czy utwór artystyczny nigdy nie potrafi odtworzyć, bo było
to
piękno nieopisane. Jan, stojąc wciąż oparty o murek tarasu, patrzył
wciąż w górę na Niepokalaną, która unosi się
coraz
wyżej...
Wreszcie najwyższy cud został udzielony apostołowi umiłowanemu: cud
ujrzenia spotkania Matki Najświętszej z Jej Najświętszym Synem. Choć
tak wspaniały i nieopisanie piękny, Jezus zstępuje z Nieba ku Swej
Matce, przyciska Ją do Serca i razem --- jaśniejsi od słońca z
księżycem --- powracają do Nieba.
Widzenie Jana skończyło się. [...]
Maria
Valtorta:
"Poemat Boga-Człowieka" (tom XI)
 |
Prawa
autorskie: |
 |