| • Wstęp |
| • Św. Bernadetta Soubirous |
| • Św. Katarzyna Laboure |
| • Św. Agnieszka z Montepulciano |
| • Św. Klara Offreducci |
| • Św. Rita z Cascia |
| Źródła internetowe |
| Lektura uzupełniająca |
| Prawa autorskie |
|
"... Do Niej, do Maryi,
która jest Matką pięknej Miłości, pragnę przybliżyć
szczególnie młodzież z całego świata i całego Kościoła. Ona
nosi w sobie niezniszczalne znamię młodości i piękności,
które nigdy nie przemijają. Pragnę i proszę, aby młodzi
zbliżyli się do Niej, aby pokładali w Niej ufność, aby zawierzyli Jej
życie, które jest przed nimi, aby pokochali Ją prostą i
gorącą miłością serc ..." |
![]() |
![]() |
Wstęp | ![]() |
Wielkim skarbem Świętego Kościoła Katolickiego byli i są Jego
święci. Wybrane dusze, które zawierzyły swoją wolną wolę i
całe życie Bożemu wezwaniu, przyjmując współudział w Męce i
Krzyżu Chrystusa.
Wielu świętych za swe pełne zawierzenie Panu, już za życia zostało
obdarzonych ponadnaturalnymi darami takimi jak: lewitacja (zdolność
unoszenia się w powietrzu), bilokacja (zdolność przebywania w
dwóch miejscach jednocześnie), czy nadnaturalną energią (w
tym inedia, czyli zdolność do życia przez wiele lat bez jedzenia i
picia), niezwykłego blasku i aromatu.
Dary te są tak cudowne, że wydają się przeczyć zdrowemu rozsądkowi i
wszelkim prawom fizyki, a jednak są faktem historycznym, obserwowanym
nawet współcześnie.
Trwałym dowodem nadzwyczajności tych zjawisk jest cudowny dar
zachowania niektórych z tych uświęconych ciał od naturalnego
rozkładu po śmierci. Wielokrotnie w czasie procesu beatyfikacyjnego
ekshumowano doczesne szczątki świętych (po 50 czy 100 latach), by
stwierdzić, że zamiast szkieletu znajdowano nienaruszone ciało
świętego. Zamiast trupiego odoru, ciała te wydzielały niebiańską woń i
były naturalnie elastyczne. Niejednokrotnie pobierano części z tych
ciał jako relikwie, co powodowało wypływ świeżej krwi (czasem
bezbarwnej cieczy) wraz z cudownym zapachem.
Oto najistotniejsze wątki zaczerpnięte z życia pięciu świętych kobiet:
![]() |
Św. Bernadetta Soubirous | ![]() |
Bernadeta urodziła się w 1844 roku w Lourdes. Jej rodzicami
byli Francois Soubirous i Louise Casterot. Swoje dzieciństwo spędziła w
młynie Boly. Jednak w 1854 roku rodzina Soubirous musiała opuścić młyn
Boly i przenieść się do domu Laborde. Ojciec Bernadety był najemnym
robotnikiem, który z trudem utrzymywał swą 6-osobową
rodzinę. Bernadeta w tym czasie opiekowała się swoim rodzeństwem. W
1855 roku do Lourdes dotarła epidemia cholery. Bernadecie udało się
przeżyć, ale jej stan zdrowia pogorszył się --- cierpiała
bowiem na astmę. Z chorobą tą borykała się przez całe życie.
Zimą 1855/56 sytuacja rodziny Soubirous stała się krytyczna. Nie mając
czym zapłacić za czynsz zostali wyrzuceni z domu i zamieszkali w dawnym
więzieniu --- Cachot. Była tam wilgotna izba o rozmiarach 4 na 4,5 m.
Na
domiar złego ojciec Bernadety został posądzony o kradzież
dwóch worków mąki i aresztowany. W wieku 13 lat
Bernadeta udała się do Bartes, aby paść owce --- rodziców
nie
było stać na wyżywienie wszystkich swoich dzieci. Po kilku miesiącach
(w grudniu 1857) wróciła jednak do Lourdes, ponieważ w
Bartes tęskniła za najbliższymi, a poza tym chciała przygotować się do
I Komunii Świętej.
Rankiem
11 lutego 1858 roku Bernadeta wraz z siostrą udała się na
poszukiwanie suchych gałęzi, aby rozpalić ogień w kominku. Dołączyła
się do nich córka kamieniarza. Dziewczynki przeszły przez
most na Gave, minęły młyn Savy i doszły do miejsca, w którym
kanał Savy łączył się z rzeką. Za kanałem wznosiła się Stara Skała
(Masse Vieille lub w dialekcie Massabielle). Siostra Bernadety z
koleżanką przeszły na drugą stronę kanału. Bernadeta została sama.
Nagle usłyszała dziwny dźwięk podobny do szumu wiatru i na wysokości
ok. 3 metrów zobaczyła światłość, z której
wyłoniła się postać kobiety. Było to pierwsze z 18 Objawień Matki
Bożej. 25 marca Maryja podała Bernadecie swoje imię, mówiąc:
"Jestem Niepokalane Poczęcie".
Po objawieniach Bernadeta wstąpiła do klasztoru w Newers (Francja),
obierając sobie imię zakonne Maria-Bernarda. W klasztorze pracowała
jako pielęgniarka, lecz sama ciężko chorowała.
Bernadeta Soubirous, dziewczynka z Pirenejów,
której oczy oglądały za życia Niepokalaną Dziewicę zmarła 16
kwietnia 1878 roku.

Jej ciało spoczywa dziś w specjalnym relikwiarzu w klasztorze w Newers.


Od momentu objawień Matki Bożej w 1858 roku aż do naszych
czasów, Lourdes pozostaje fenomenem, który
szokuje nie tylko agnostyków i ateistów. Bez
przerwy dokonują się tam ewangeliczne cuda wbrew wszelkim prawom natury
i medycyny. W ten sposób Lourdes jest znakiem,
który prowokuje do korekty myślenia, do zmiany życia,
zachęca do otwarcia się na tajemnicę Bożej Miłości. To, co się dzieje w
Lourdes jest szczególnym orędziem, jakie Bóg
kieruje do ludzi zniewolonych i ogłupionych
liberalno-materialistycznymi ideologiami; jest apelem wzywającym do
nawrócenia.
Bernadeta Soubirous, która dostąpiła przywileju objawień
Matki Bożej, wstąpiła do nowicjatu sióstr w Nevers w 1866
roku i pozostała w tym domu aż do swojej śmierci 16 kwietnia 1878 roku.
Mało znanym jest niesamowity fakt, że ciało Bernadety od śmierci aż do
dnia dzisiejszego zachowuje zadziwiającą świeżość i piękno. Wbrew
wszelkim prawom natury, w ogóle nie ulega procesowi rozkładu
zarówno zewnętrznego jak i wewnętrznego. Pielgrzymi,
przybywający do kaplicy konwentu Saint-Gildard, widzą nienaruszone
ciało św. Bernadety Soubirous ubrane w strój zakonny.
Sprawia wrażenie, że śpi. Wydaje się, że śmierć ją przemieniła, głowa
jest lekko przechylona na lewą stronę, dookoła złożonych rąk owinięty
jest różaniec.

Widok leżącej w szklanym sarkofagu św. Bernadety zawsze wywołuje u pielgrzymów ogromne zaskoczenie i zdziwienie. Zaraz potem zaczynają pytać: "Czy to jest naprawdę ona? Czy rzeczywiście nie uległa rozkładowi? Czy jest zabalsamowana? Czy to jej prawdziwa twarz, czy tylko sztuczna maska?” Są to słuszne pytania, na które spróbujemy szczegółowo odpowiedzieć w oparciu o naukowe studium o. Andre Ravier, który praktycznie całe swoje życie poświęcił badaniom i opracowaniu całego życia św. Bernadety, ze szczególnym uwzględnieniem okresu jej pobytu w zakonie. Napisał również naukową pracę na temat fenomenu nierozkładającego się ciała św. Bernadety.

Wiadomość o śmierci św. Bernadety rozeszła się lotem
błyskawicy.
Natychmiast tłumy mieszkańców Nevers zaczęły się tłoczyć,
aby zobaczyć i oddać cześć ciału św. Bernadety, które
zostało wystawione w kaplicy klasztornej. W miarę upływu godzin, ludzie
zaczęli przyjeżdżać pociągami z innych regionów Francji. Aby
zdyscyplinować tłumy pielgrzymów, trzeba było ustawić
porządkowych. Cztery siostry cały czas stały obok otwartej trumny, aby
dewocjonaliami, które ludzie przynosili, dotykać ciała
zmarłej. Ze względu na ogromne tłumy, ekspozycja zmarłej musiała się
przedłużyć aż do soboty 19 kwietnia. Tego dnia ciało Bernadety zostało
zamknięte w dębowej trumnie włożonej do trumny cynkowej. Całość została
opatrzona pieczęciami. Wszystkie te czynności wykonane zostały w
obecności mera miasta, dwóch policjantów oraz
księży i sióstr zakonnych. Świadkowie musieli podpisać
stosowny dokument. Ciało Bernadety zostało pochowane --- za specjalną
zgodą merostwa --- w klasztornym ogrodzie. Grób ten był
celem
pielgrzymek tysięcy wiernych przez ponad 30 lat. Dopiero jesienią 1909
roku zakończył się proces informacyjny s. Bernadety na szczeblu
diecezjalnym. Według ówczesnych przepisów
kościelnych trzeba było dokonać tak zwane kanoniczne "rozpoznanie ciała
zmarłej". Właśnie wtedy --- 22 września 1909 roku --- miała miejsce
pierwsza ekshumacja jej ciała. Oficjalna, szczegółowa
relacja z tej ekshumacji znajduje się w archiwum konwentu
Saint-Gildard. Czytamy tam, że o godz. 8.30 rano biskup Gauthey z
Nevers, razem z członkami trybunału diecezjalnego, wszedł do kaplicy
klasztornej. Przy wejściu ustawiony był stół z otwartą
Ewangelią.
Trzech świadków, dwóch lekarzy, dwóch
murarzy, dwóch stolarzy --- po kolei składają przysięgę na
Biblię, że będą mówić prawdę. Następnie wszyscy zgromadzeni,
wśród których był także mer miasta, idą do grobu
Bernadety. Po jego otwarciu wyjmują trumnę i niosą do pobliskiego
pomieszczenia. Jest tam przygotowane białe płótno na
śmiertelne szczątki zmarłej. W emocjonalnym napięciu zgromadzeni
obserwują, jak dwóch stolarzy otwiera trumnę. Po zdjęciu
wieka, ukazuje im się zdumiewający i szokujący widok idealnie
zachowanego ciała Bernadety, chociaż jej habit jest zmurszały i mokry.
Z jej twarzy promieniuje dziewicze piękno, oczy ma zamknięte, jakby
była pogrążona w spokojnym śnie, usta nieco rozchylone. Głowa lekko
przechylona na lewo. Skóra jest w idealnym stanie i przylega
do mięśni. Ręce są złożone na piersi i owinięte różańcem,
który już mocno pordzewiał. Pod skórą można
zobaczyć zarys żył. Paznokcie u rąk i nóg są
również w doskonałym stanie.
Następnie badania przeprowadzili dwaj lekarze. Według ich pisemnej
relacji okazało się, że po zdjęciu habitu i nakrycia głowy, całe ciało
prezentowało się w doskonałym stanie, było elastyczne i integralne w
każdej swojej części. Tekst relacji medycy kończą tak: "zredagowaliśmy
to świadectwo zgodnie z prawdą. Podpisali: doktor Ch. David lekarz
chirurg, doktor A. Jordan lekarz". Po tych badaniach siostry umyły
ciało Bernadety i ułożyły je w nowej, podwójnej trumnie,
która została zamknięta i opieczętowana siedmioma
pieczęciami. Na koniec pracownicy złożyli ją ponownie do tego samego
grobu.
Komentując ten zadziwiający fakt doskonałego zachowania ciała po 30
latach przechowywania w grobie o. Andre Ravier podkreślił, że tego
faktu nie można zrozumieć i wytłumaczyć. Tym bardziej, że Bernadeta
cierpiała na wiele chorób i ciało znajdowało się w miejscu
nasyconym wilgocią (habit zmurszał i był przemoczony,
różaniec i krzyż profesyjny były mocno zardzewiałe).
Wszystkie te okoliczności sprzyjały bardzo szybkiemu rozkładowi ciała,
a pomimo tego, ciało było zachowane w idealnym stanie.
Drugie rozpoznanie ciała miało miejsce w czasie trwania procesu
beatyfikacyjnego 3 kwietnia 1919 roku w obecności biskupa Nevers,
komisarza policji, reprezentantów miejskiej rady i
członków trybunału diecezjalnego. Rozpoznania dokonano
podobnie jak 10 lat wcześniej z tą tylko różnicą, że
dwóch lekarzy --- Talon i Comte --- redagowało
swój
raport oddzielnie, bez wzajemnej konsultacji. Jak wynika z oryginalnych
dokumentów, oba raporty doskonale zgadzają się ze sobą, a
także z relacjami lekarzy Davida i Jordana badających w 1909 roku
Pojawiła się tylko jedna mała zmiana, a mianowicie na
niektórych partiach ciała widoczna była pleśń i
sól. Lekarze przypisali to myciu ciała po ekshumacji w 1909
roku. W 1923 roku Papież ogłasza heroiczność cnót Bernadety
Soubirous i w ten sposób otwiera się droga do jej
beatyfikacji.
W tej sytuacji konieczne jest trzecie i ostatnie rozpoznanie ciała.
Dokonuje się ono 18 kwietnia 1925 roku, czyli 46 lat i dwa dni po
śmierci Bernadety. Są obecni, między innymi, biskup Never, komisarz
policji i mer miasta. Po złożeniu wymaganej przysięgi, trumnę
przeniesiono i otwarto w kaplicy św. Heleny. Ciało Bernadety było i tym
razem zachowane w idealnym stanie. Dr Comte pisał: "Ciało Czcigodnej
było nietknięte (nienaruszone), w ogóle nie uległo procesom
gnicia i rozkładu, które są czymś normalnym po tak długim
pobycie w grobie wykopanym w ziemi". Nieco później dr Comte
opublikował w czasopiśmie naukowym artykuł skierowany do swoich
kolegów. Pisał tam: "To, co mnie tak naprawdę uderzyło
podczas badań, to doskonale zachowany szkielet, wszystkie wiązania,
skóra, a także elastyczność i jędrność muskułów.
To, co mnie przede wszystkim zadziwiło, to stan wątroby, po 46 latach
od śmierci. Ten organ, tak przecież kruchy i delikatny, powinien bardzo
szybko ulec rozpadowi albo zwapnieniu i stać się twardy. Tymczasem,
przecinając go (aby pobrać relikwie), odkryłem, że posiada konsystencję
elastyczną, normalną. Natychmiast pokazałem to asystentom
mówiąc im, że ten fakt nie wydaje się być w porządku
naturalnym".
Na relikwie pobrano fragmenty wątroby, muskuł i dwa żebra. Poza tym
ciało zachowano nietknięte. Pozostało w kaplicy św. Heleny,
którą zapieczętowano do czasu beatyfikacji dokonanej przez
Piusa XI --- 14 czerwca 1925 roku.
W dniu 18 lipca 1925 r. ciało Błogosławionej umieszczono w
przezroczystym sarkofagu w tej samej nowicjackiej sali, gdzie
Bernadeta, po przyjeździe z domu, po raz pierwszy i ostatni
szczegółowo opowiedziała 300 siostrom o objawieniach Matki
Bożej. Sarkofag przeniesiono 3 sierpnia 1925 r. do kaplicy po prawej
stronie głównego ołtarza i jest tam do dnia dzisiejszego.

Gdy kiedykolwiek będziesz na pielgrzymce do Lourdes i Nevers,
to
pamiętaj, patrząc na szklany sarkofag, że jest tam cudownie zachowane,
nietknięte ciało św. Bernadety Soubirous. To jest ta sama twarz i oczy,
które 18 razy oglądały objawiającą się Matkę Bożą w Lourdes;
te same ręce i palce, które przesuwały ziarenka
różańca przed, i w czasie objawień, i odgrzebały cudowne
źródło wody; te same uszy, które słyszały orędzie
Maryi, i te same wargi, które przekazały niedowierzającemu
proboszczowi imię Maryi --- Niepokalane Poczęcie; to samo
serce, które było zakochane w Miłości.
Od ciała św. Bernadety emanuje wewnętrzny głos. Tutaj, w znaku swego
nienaruszonego ciała, w sposób duchowy jest rzeczywiście
obecna, modli się i daje świadectwo. Będzie tutaj do czasu powszechnego
zmartwychwstania w dniu Sądu Ostatecznego. Jest i będzie znakiem
wzywającym do nawrócenia, do przyjęcia radosnej prawdy, że
Bóg jest Miłością, że tylko Jego miłość może nas
przeprowadzić ze strasznej niewoli grzechu do radości i wolności
dziecka Bożego.
![]() |
Św. Katarzyna Laboure | ![]() |
Katarzyna Laboure urodziła się 2 maja 1806 roku w
Fain-les-Moutiers, małej wiosce burgundzkiej, liczącej zaledwie dwustu
mieszkańców. Od patronki dnia, w którym się
urodziła, nazywano ją Zoe. Była dziewiątym z dziesięciorga dzieci
Piotra Laboure i Magdaleny Gontard. Piotr był właścicielem dobrze
prosperującego gospodarstwa wiejskiego. W okolicy cieszył się dobrą
sławą i szacunkiem. Pani Magdalena również pochodziła z
zamożnej rodziny. Była kobietą dzielną i pobożną. Swoim dzieciom
ukazywała drogę świętości. Kiedy ta dobra matka osierociła dzieci,
Katarzyna jako dziewięcioletnia dziewczynka doznała poczucia ogromnej
pustki. Po pogrzebie weszła do pokoju, gdzie była figurka Matki Bożej.
Sądząc, że nikt jej nie widzi, wspięła się na krzesło, przycisnęła
figurkę do siebie i powiedziała: "Teraz ty, droga i błogosławiona
Matko, będziesz moją mamą". Świadkiem tego zdarzenia była jedna z
pracownic, która opowiedziała je jej siostrze Toni. Jak się
później okazało, nie był to przejaw chwilowego nastroju,
lecz trwały akt.
Kiedy najstarsza siostra Maria-Ludwika, za zgodą ojca, wstąpiła do
Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia, wtedy na barki
dwunastoletniej Zoe spadł trud prowadzenia gospodarstwa i domu, w
którym mieszkało pięciu członków rodziny oraz
trzynastu pracowników najemnych. Do obowiązków
Zoe należało gotowanie, podawanie do stołu, dbanie o stan spiżarni,
pranie, zmywanie naczyń, sprzątanie, obsługa pieca chlebowego, praca w
sadzie, oborze, kurniku, gołębniku (z 800 gołębiami) i opieka nad
kalekim bratem. Pracowała z takim zapałem, z jakim powierzyła się woli
Bożej. Dzielnie pomagała jej Tonia.
Biografowie zauważają, że Katarzyna od młodych lat prowadziła życie
zaskakująco kontemplacyjne. Wśród zajęć i w kościele, dokąd
udawała się w wolnych chwilach, "modlitwa tryskała z niej jakby z
dobrego źródła". W niedzielę towarzyszyła jej zazwyczaj
Tonia. "Na Mszy świętej modliła się jak anioł, nie kręcąc głową". Przez
całe życie Tonia wspominała, że jej siostra po przyjęciu Komunii Św.
wyglądała jakby już nie należała do tej ziemi. Często opowiadano o jej
wyjątkowo skupionej postaci, która urzekała obecnych i
każdego zmuszała do refleksji nad własną pobożnością. Znajdowała Pana w
swoim sercu, w ubogich, których wspierała i w chorych,
których odwiedzała.
Córka miłosierdzia
Gdy
Zoe miała dziewiętnaście lat, śniło się jej, że modliła się w
kościele, przyszedł starszy księdz, ubrał się do Mszy Świętej, skinął
na nią, by się zbliżyła. Przelękniona wycofała się z kościoła i w
drodze do domu odwiedziła chorą osobę. Kapłan ten pojawił się tam znowu
i powiedział: "Moje dziecko, dobrze jest troszczyć się o chorych. Teraz
przede mną uciekasz, ale któregoś dnia będziesz rada, że do
mnie idziesz. Bóg ma pewne plany co do ciebie. Nie zapominaj
o tym".
Kiedy po jakimś czasie Katarzyna gościła w przytułku prowadzonym przez
Szarytki, wzrok jej zatrzymał się na portrecie wiszącym na ścianie, bo
rozpoznała w nim kapłana ze snu. Dowiedziała się, że to św. Wincenty a
Paulo, założyciel Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia, zwanych
Szarytkami. Gdy opowiedziała to spowiednikowi, ten oznajmił jej: "wzywa
cię św. Wincenty. Chce, żebyś została córką miłosierdzia".
Gdy Katarzyna miała 21 lat, przedstawiła ojcu swój plan
wstąpienia do Szarytek. Ojciec nie chciał o tym słyszeć. Wysłał ją do
Paryża, do brata Karola, aby pracowała w jego jadłodajni jako kelnerka.
Źle czuła się w barze wśród butelek i dowcipów.
Sprawiała wrażenie tak nieszczęśliwej, że brat odesłał ją do szwagierki
Joanny Antoniny, żony brata Huberta, podporucznika żandarmerii. Ta
znając jej sytuację, zaczęła błagać teścia, by pozwolił
córce wypełnić wolę Bożą. Nieprzejednany Piotr Laboure w
końcu ustąpił.
Trzymiesięczny postulat Katarzyna odbyła w Chatillon-sur-Seine. Tam
miała czas, by nadrobić braki w czytaniu i pisaniu. 21 kwietnia 1830
roku przybyła uszczęśliwiona do Paryża, aby w domu macierzystym
Sióstr Miłosierdzia, przy ulicy du Bać 140, odbyć seminarium
jako przygotowanie do złożenia ślubów świętych i stać się
siostrą miłosierdzia.
Powiernica
Niepokalanej
Jako seminarzystka, Katarzyna zaczęła mieć wizje mistyczne.
Podczas
nowenny odprawianej przed przeniesieniem relikwii św. Wincentego a
Paulo, każdego dnia objawiało się jej serce tego świętego. Codziennie
widywała Jezusa. Pisała później o tym: "Obdarowano mnie
wielką łaską: mogłam oglądać Pana w Najświętszym Sakramencie. Widywałam
Go przez wszystkie dni mego seminarium". Ponadto od 18 lipca widywała
Matkę Bożą. Każdym z tych doświadczeń mistycznych dzieliła się ze swym
spowiednikiem, młodym misjonarzem, ks. Aladelem. Kapłan ten początkowo
odnosił się do tych relacji krytycznie, sądząc, że może to być wybujała
fantazja młodej nowicjuszki.
W
nocy z 18 na 19 lipca 1830 roku Św. Katarzyna miała widzenie,
które później wspominała: "Nadszedł dzień
uroczystości Świętego Wincentego. W wigilię nasza dobra siostra Marta
skierowała do nas pouczenie o nabożeństwie do Świętych, zwłaszcza do
Najświętszej Maryi Panny. Już od dawna chciałam Ją zobaczyć. Zasnęłam
myśląc, że Święty Wincenty uprosi mi tą łaskę. Około wpół do
dwunastej w nocy usłyszałam jak ktoś mnie wołał po imieniu. Było to 4
lub 5 letnie dziecko w bieli i mówiło do mnie:
»Choć do kaplicy Najświętsza Panna czeka na
ciebie«. Natychmiast pomyślałam, że ktoś mnie usłyszy.
Wówczas dziecko mi odpowiedziało: »Nie
bój się jest wpół do dwunastej, wszyscy dobrze
śpią. Chodź czekam na ciebie«. Ubrałam się szybko i poszłam w
stronę dziecka. Poszłam za nim. Wszędzie paliły się światła. Gdy
weszłam do kaplicy, drzwi otwarły się ledwo dziecko dotknęło ich
palcem. Świeczniki były zapalone jak na pasterkę. Nie widziałam jednak
Najświętszej Maryi Panny. Dziecko zaprowadziło mnie do prezbiterium,
tam uklękłam. Około północy dziecko powiedziało:
»Oto Najświętsza Panna. Oto Ona«. Usłyszałam szmer,
jakby szelest jedwabnej sukienki. Piękna Pani usiadła w fotelu księdza
Dyrektora. Wówczas jednym skokiem znalazłam się przy Niej, u
Jej stóp na stopniach ołtarza, opierając ręce na jej
kolanach. Trwałam tak nie wiem jak długo”. Z dalszych relacji
wiemy, że spotkanie trwało około dwóch godzin.
7 listopada 1830 roku miało miejsce inne objawienie, które
tak wspominała św. Katarzyna: "Była sobota przed pierwszą niedzielą
Adwentu, godzina 17.30. W czasie modlitwy po przeczytaniu tekstu
rozmyślania wydało mi się, że słyszę szmer od strony chóru.
Spojrzawszy w tym kierunku zauważyłam Najświętszą Pannę. Stała w
jedwabnej sukni w kolorze jutrzenki. Stopy jej spoczywały na kuli,
której widziałam zaledwie połowę, w rękach wzniesionych na
wysokości piersi, trzymała lekko kulę, oczy miała wzniesione ku niebu.
Jej postać była niezwykle piękna, nie umiałabym jej opisać. Nagle
zauważyłam na jej palcach pierścienie wysadzane klejnotami, z
których jedne były większe, inne mniejsze. Rzucały one
promienie, jedne piękniejsze od drugich. Nie potrafię wyrazić tego,
czego doświadczyłam i co widziałam: piękna i niezwykłego blasku
promieni. Głos wewnętrzny mówił mi: »Te promienie
to symbole łask, jakie udzielam osobom, które mnie o nie
proszą. Dziecko moje lubię udzielać łask«. Następnie
wokół Najświętszej Panny utworzył się jakby owalny obraz,
gdzie widniały słowa, wypisane złotymi literami: »O Maryjo
bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się
do Ciebie uciekamy«. I dał się słyszeć głos:
»Postaraj się o wybicie Medalika na ten wzór.
Wszystkie osoby, które będą go nosić, otrzymają wiele łask.
Łaski będą obfite dla tych, którzy będą go nosić z
ufnością«. W jednej chwili wydało mi się, że obraz się
odwrócił. Zobaczyłam drugą stronę Medalika: litera
»M« z krzyżem powyżej, niżej dwa serca, jedno
otoczone koroną, a drugie przebite mieczem, wokół było
dwanaście gwiazd”.

Wzór
medalika Katarzyna przekazała spowiednikowi do
zrealizowania, zgodnie z wolą Niepokalanej. Znów miał
wątpliwości, ale przynaglany przez Katarzynę, przedstawił to
arcybiskupowi Paryża. Ten rozważywszy wszystko, zezwolił na jego
wybicie i rozpowszechnianie. Pierwsze medaliki ukazały się w maju 1832
r. Ks. Aladel wręczył je siostrom, między innymi siostrze Katarzynie
Laboure. Przeżyła wielką radość, gdy wreszcie zobaczyła upragniony
medalik.
Nikt, poza spowiednikiem, nie znał wybranki niebios. Wraz z
rozpowszechnianiem się małego medalika rozpoczęła się lawina cudownych
uzdrowień fizycznych i duchowych. Medalik zaczęto nazywać "cudownym". W
wielu milionach egzemplarzy rozchodził się po całej Francji i daleko
poza jej granicami, budząc wszędzie cześć dla Niepokalanej i potężnego
Jej wstawiennictwa u Boga.
Chyba żadne życie zakonne nie było tak zwykłe i tak proste, jak życie
siostry Katarzyny. Modliła się, była posłuszna, uległa. Nikt nie
wiedział o jej objawieniach. Zaraz po przywdzianiu sukni Siostry
Miłosierdzia opuściła Dom Macierzysty. Przełożeni przeznaczyli ją do
Przytułku w Enghien. Pozostała tam do końca swego życia.
Przez ponad czterdzieści lat św. Katarzyna pracowała w domu opieki w
Enghien, najpierw w kuchni, a potem usługując pensjonariuszom. Dopiero
kilka miesięcy przed śmiercią (zmarła w 1876 roku) wyjawiła swoją
tajemnicę przełożonej, siostrze Dufes. W roku 1876 siostra Katarzyna
oznajmiła: „Mam 70 lat nie ujrzę już następnego roku. To czas
by mówić. Najświętsza Panna zwalnia mnie z
sekretu”. 31 grudnia 1876 roku po przyjęciu
Sakramentów siostra Katarzyna jakby zasnęła.
Po
śmierci św. Katarzyny, przełożona natychmiast powiadomiła wszystkie
siostry, że zmarła była tajemniczą służebnicą Maryi. Św. Katarzyna
nazwana jest również Milczącą Świętą, ponieważ na życzenie
Jasnej Pani zachowała w sekrecie fakt, że Matka Boża ukazywała się jej
przez 45 lat. Wiadomość ta rozeszła się po Paryżu, jak błyskawica.
Podczas uroczystości pogrzebowych (3 stycznia 1877 roku) siostry i
starcy z przytułku oraz wielki tłum oddali hołd tej, która
bardzo ich kochała. Pochowano ją w kaplicy Reuilly.
57 lat po śmierci (21 marca 1933 roku) przeprowadzono ekshumację
niezbędną do beatyfikacji i znaleziono jej ciało nietknięte ---
było świeże jak w dniu pogrzebu. Przeniesiono je do Domu
Sióstr Miłosierdzia w Paryżu przy 140 Rue du Bac --- do
Kaplicy Objawień --- tam spoczywa do dzisiaj.

Do grona Błogosławionych została zaliczona 28 maja 1933, a w
poczet
Świętych --- 27 lipca 1947 roku. Ojciec Święty Pius XII nazwał wtedy
siostrę Katarzynę Świętą Milczenia. Obchód liturgiczny ---
28
listopada.
Propagatorem "Cudownego Medalika" był św. Maksymilian Maria Kolbe ---
kapłan i męczennik, założyciel Stowarzyszenia "Rycerstwo Niepokalanej".
Rozszerzał on ten medalik wśród katolików i
wśród niewierzących. Św. Maksymilian tak pisał na temat
medalika: "Jej medalik rozdawać, gdzie się tylko da: i dzieciom, by
zawsze go na szyi nosiły i starszym, i młodzieży zwłaszcza, by pod Jej
opieką miała dosyć sił do odparcia tylu pokus i zasadzek czyhających na
nią w naszych czasach. A już tym, co do kościoła nie zaglądają, do
spowiedzi boją się przyjść, z praktyk religijnych szydzą, z prawd wiary
się śmieją, zagrzęźli w błoto moralne albo poza Kościołem w herezji
przebywają --- o tym, to już koniecznie medalik Niepokalanej ofiarować
i
prosić, by zechcieli go nosić, a tymczasem gorąco Niepokalaną błagać o
ich nawrócenie. Wielu nawet wtedy radę znajduje, gdy kto nie
chce w żaden sposób przyjąć medalika. Ot po prostu wszywają
go po kryjomu do ubrania i modlą się, a Niepokalana prędzej czy
później okazuje, co potrafi [...]. Dużo jest zła na świecie,
ale pamiętajmy, że Niepokalana potężniejsza i Ona zetrze głowę węża
piekielnego".
Rozszerzajmy "Cudowny Medalik", gdyż mając przy sobie Niepokalaną, masz
wszystko.
![]() |
![]() |
"...Idąc
za Nią, nie
schodzisz na manowce, modląc się do Niej nie wpadasz w rozpacz, myśląc o Niej, nie błądzisz..., z Jej łaską - dochodzisz..." św. Bernard |
![]() |
![]() |
Św. Agnieszka z Montepulciano | ![]() |
Agnieszka urodziła się w 1268 roku w Gracciano, we Włoszech,
około 30 km na zachód od jeziora Trasimeno, w bogatej,
szlacheckiej rodzinie Segni. W wieku 9 lat wstąpiła do klasztoru
Sakinek w Montepulciano, a mając zaledwie 15 lat stanęła na czele grupy
zakonnic i założyła z nimi nowy klasztor w Procero. Wbrew własnej woli,
lecz za zezwoleniem Stolicy Piotrowej, została przełożoną klasztoru w
Procero, gdzie, wiodąc dziewicze życie, dała się poznać jako osoba
pobożna, pokorna, cierpliwa i roztropna. Była mistyczką. W 1306 roku
założyła w swoim rodzinnym miasteczku klasztor, który z
początku funkcjonował według reguły św. Augustyna, a po kilku latach
oddał się pod kierownictwo Zakonu Kaznodziejskiego. Agnieszka
przyczyniła się więc do jego włączenia do dominikańskiej rodziny
zakonnej. Wracając (po 22 latach) do Montepulciano na prośbę
mieszkańców zamieszkała w ufundowanym przez siebie nowym
klasztorze, stając się matką nowej gałęzi dominikańskiej. Swoją
mądrością, pobożnością i darami nadprzyrodzonymi rozsławiła klasztor na
tyle, że zaczęły się doń zgłaszać młode wiekiem, ale dojrzałe duchowo,
nowe, liczne kandydatki. Posiadała ogromny autorytet wśród
obywateli, których podtrzymywała w dążeniu do jedności i
pokoju. Agnieszka żywiła wielkie nabożeństwo do Dzieciątka Jezus i
Dziewicy Matki. Cechowało ją bezgraniczne poświęcenie, pokora i
cierpliwość --- dzięki tym zaletom zjednywała sobie serca swoich
podopiecznych. Bóg obdarzył ją również darem
wizji, proroctw i ekstaz. Zmarła 20 kwietnia 1317 roku otoczona
córkami duchowymi.
Trzydzieści
lat po jej śmierci pielgrzymowała do jej grobu św.
Katarzyna Sieneńska. W 1532 roku papież Klemens VII wyniósł
ją do chwały błogosławionych, a 10 grudnia 1726 roku została
kanonizowana przez Papieża Benedykta XIII.
Święta Agnieszka najczęściej jest przedstawiana z lilią w
prawym ręku i
z klasztorem przez siebie założonym w prawym ręku. Czasem bywa też
przedstawiana w towarzystwie św. Katarzyny ze Sieny i św.
Róży z Limy --- jako trzy wielkie dominikanki.
Święta zmarła w 1317 roku i jej ciało pozostawało nienaruszone prawie
przez 300 lat. Jej szczątki umieszczono w woskowej figurze; widoczne na
zdjęciu ręce i stopy pozostają nadal nienaruszone.

![]() |
Św. Klara Offreducci | ![]() |
Data urodzin św. Klary nie jest pewna. Jedne źródła
podają rok 1193, inne --- 1194. Najbardziej prawdopodobną datą jest 16
lipca 1194 r. Miejscem urodzin był Asyż, gdzie mieszkali jej rodzice
---
Ortolana i Favarone Offreducci. Początkowo mała Klara wychowywała się w
rodzinnym domu. W 1201 roku doszło do wojny między Asyżem, a sąsiednim
miastem Perugią. Ojciec Klary wraz ze swoim bratem Monaldo i swoimi
rodzinami przenieśli się do Perugii, gdzie przebywali do roku 1205. W
Perugii zaprzyjaźniła się z Filippą i Benwenutą, która
później została jedną z jej pierwszych sióstr
zakonnych. Od powrotu do Asyżu Klara na stałe zamieszkała w rodzinnym
pałacu, który stał się jej "pierwszym klasztorem" ze względu
na czas jaki poświęcała na modlitwę i umartwienia.
Takie podejście do życia sprawiało, że Klara odróżniała się
od swoich rówieśniczek "jaśniejąc" swoją postacią. W ukryciu
przed wszystkimi nosiła włosiennicę i rozdawała jałmużnę ubogim.
Wyrazem jej gorliwości chrześcijańskiej były też pielgrzymki,
które odbyła z matką i siostrą. W tym czasie miało miejsce
niezwykłe wydarzenie, które wstrząsnęło całym Asyżem.
Otóż na początku 1206 roku Franciszek, syn bogatego kupca
Piotra Bernardone porzucił dom, karierę, bogactwo, aby żyć jak żebrak
prosząc o jałmużnę. Swój czas i siły przeznaczał na
modlitwę, usługiwanie trędowatym oraz odbudowywanie zrujnowanych
kościołów: św. Damiana, Matki Bożej Anielskiej. Tam też w
Porcjunkuli, jak zwykł nazywać kościół Matki Bożej
Anielskiej, rozpoznał swe powołanie do zachowywania Ewangelii i
głoszenia światu pokuty. Od tego momentu Franciszek wędrował po
okolicznych wioskach i miastach i głosił orędzie Dobrej Nowiny. W
kazaniach głoszonych przy każdej okazji wzywał wszystkich do
nawrócenia, zachęcając do życia zgodnego z Ewangelią.
Kiedy Klara skończyła szesnaście lat, rodzice postanowili wydać ją za
mąż. Jednak ona miała już swoją wizję przyszłego życia, dlatego
stanowczo odmawiała. Jej pragnieniem było całkowite poświęcenie się
Bogu. Dlatego, gdy usłyszała o tym, że Franciszek naśladuje Chrystusa
ubogiego i czystego postanowiła poznać ten nowy sposób
życia. Bliska znajomość z Franciszkiem i podziw dla jego zapału
naśladowania Chrystusa zaowocowały u Klary pragnieniem obrania takiego
stylu życia, który jej wewnętrznie odpowiadał. Otrzymawszy
pouczenie od Franciszka, pragnęła zachować dziewiczą czystość dla
Chrystusa. Tym samym wyraziła swoją wolę podporządkowania się we
wszystkim Franciszkowi. Dzięki niemu odkryła własne powołanie. Słuchała
go i przyglądała się jego życiu. Zaowocowało to pragnieniem służenia
Bogu wyrzekając się świata, a obierając Chrystusa jako swego
Oblubieńca. Swoje pragnienia zrealizowała w Niedzielę Palmową 1212
roku. Wówczas to za radą Franciszka ubrała się w
najdrogocenniejsze szaty i udała się do katedry. Tam w przeciwieństwie
do innych panien nie wzięła gałązki palmowej osobiście i dopiero biskup
zauważywszy jej nieśmiałość sam wręczył jej palmę. Było to jakby
zapowiedzią tego, że ta dziewczyna odegra znaczącą rolę w życiu
Kościoła.
Następnego wieczoru pod osłoną nocy, przez nikogo nie zauważona
opuściła dom rodzinny i udała się do kościoła Matki Bożej Anielskiej,
gdzie oczekiwał na nią Franciszek z braćmi. Tam też dokonało się
włączenie Klary w życie, jakie prowadzili Bracia Mniejsi. Duchowy
ojciec przyjął od swojej córki ślubowanie, obciął włosy i
wręczył jej znak tej konsekracji --- ubogi habit, który
odtąd
miał zastępować jej wytworne suknie.
Następnie Klara w otoczeniu Franciszka i braci udała się do klasztoru
benedyktynek, przy kościele San Paolo (św. Pawła). Rodzina bardzo
szybko zareagowała na jej ucieczkę. Do San Paolo przybył stryj Monaldo,
aby ją zabrać do domu. Widząc jej stałość w postanowieniu ustąpił.
Jednak Klara musiała opuścić to miejsce i przeniosła się do innego
klasztoru benedyktynek --- św. Anioła w Panzo, gdzie dołączyła do niej
młodsza siostra --- Katarzyna, która na znak swojej
konsekracji zmieniła imię na Agnieszka. Również tam, Klara
musiała potwierdzić swój wybór, a nadto wesprzeć
siostrę, po którą przybył stryj Monaldo. Tam też, jak
opisuje br. Tomasz z Celano, zdarzył się cud. Otóż
zdenerwowany Monaldo postanowił siłą zabrać Agnieszkę z klasztoru. Wraz
ze zbrojnymi rycerzami próbował wyprowadzić ją z kościoła
Agnieszka wówczas zaczęła błagać siostrę o pomoc. Wtedy
Klara padłszy na ziemię zaczęła gorliwie modlić się o łaskę dla
siostry. W tym momencie ciało Agnieszki stało się tak ciężkie, że nawet
wszyscy obecni mężczyźni nie byli w stanie podnieść jej z ziemi i
dlatego zostawiwszy ją odeszli. Pomimo tego zwycięstwa Klara i
Agnieszka musiały zmienić miejsce. Zamieszkały przy kościele św.
Damiana. Później dołączyły przyjaciółki Klary:
Pacyfika di Guelfuccio, Benwenuta z Perugii, Filipa di Leonardo di
Gislerio.
Wkrótce sposób życia Klary i jej
sióstr stał się tak sławny, że pojawiały się coraz to nowe
naśladowczynie doskonałego ubóstwa. W ten sposób
miała się wypełnić przepowiednia św. Franciszka, który,
odbudowując kościół św. Damiana, wzywał ludzi do pomocy
mówiąc: "Chodźcie, pomóżcie przy kościele św.
Damiana! On stanie się klasztorem Pań, których sława i życie
okryją chwałą Kościół powszechny niebieskiego Ojca".
Mając
22 lata Klara została mianowana przez Franciszka opatką
klasztoru. W związku ze wzrastającą liczbą sióstr zaczęła
dostrzegać potrzebę prawnego uregulowania życia zakonnego (w tym czasie
na Soborze Laterańskim IV w 1215 roku ustalono, że każda nowa
wspólnota zakonna musi przyjąć jedną z zatwierdzonych reguł:
św. Benedykta, św. Bazylego lub św. Augustyna). Wówczas
jeszcze Franciszek nie uzyskał pisemnego zatwierdzenia swojej Reguły
życia, dlatego Klara musiała prosić pp. Innocentego III o "Privilegium
paupertatis" --- "Przywilej ubóstwa". Otrzymała go 16 lipca
1216 roku (Kolejny przywilej Klara otrzymała od pp. Grzegorza IX dnia
17 września 1228 roku). Był to początek oficjalnego formowania się
nowego zakonu żeńskiego opartego na całkowitym zachowywaniu
ubóstwa. Kolejni papieże (Honoriusz III, Innocenty IV)
próbowali złagodzić Regułę życia Ubogich Panien. Najpierw
pp. Honoriusz III w bulli wydanej dnia 27 sierpnia 1218 roku zgodził
się na sposób życia Klary i jej sióstr, ale
pozwolił legatowi apostolskiemu na przyjmowanie dóbr
nieruchomych dla sióstr. Miała to być własność Stolicy
Apostolskiej. Klara nie mogła pogodzić się z taką interpretacją. Także
późniejsze Konstytucje Hugoliańskie z 1219 roku nie
zadowalały jej oczekiwań (wg tych Konstytucji wspólnota
sióstr zachowywała własny charakter, ale oficjalnie były
podporządkowane Regule św. Benedykta, na którą składały
profesję). W 1247 roku pp. Innocenty IV ogłosił nową Regułę, w
której imię Benedykta zastąpił Franciszkiem i zmienił
formułę profesji. Pomimo takich ustępstw Klara nadal dążyła do
zatwierdzenia sposobu życia, które wiodła od samego
początku. Osiągnęła to dopiero 9 sierpnia 1253 r., kiedy to pp.
Innocenty IV zatwierdził jej Regułę uroczystą bullą. Tym samym Klara
została pierwszą kobietą, która napisała Regułę dla zakonu
żeńskiego.
Nowy wzór życia zapoczątkowany przez Klarę zjednywał sobie
naśladowczynie na całym świecie. Młode i starsze, panny i wdowy, ubogie
i bogate --- wszystkie stawały się równe wobec siebie i,
zrywając kontakt ze światem, wybierały Chrystusa ubogiego. Postawa
Klary wzmacniała w nich pragnienie wytrwania w obranym sposobie życia.
Jej troska o siostry, a ponadto ciężkie umartwienia i posty
doprowadziły do tego, że około 1224 roku popadła w chorobę. Przyjęła ją
z pokorą i cichością. W czasie tego osłabienia nie zaniedbywała się w
pragnieniu wspomagania sióstr. Troszczyła się nie tylko o
siostry, z którymi mieszkała, ale i też o te,
które prowadziły ten sposób życia na całym
świecie. Swoją troskę zawarła zwłaszcza w listach do Agnieszki
Praskiej, którą wspierała w dążeniu do doskonałego
zachowywania ubóstwa. W listach tych Klara odsłania samą
siebie. Niedługo potem pożegnała swojego duchowego ojca Franciszka,
który zmarł 3 października 1226 r. Dwa lata
później do Klasztoru św. Damiana wstąpiła jej druga siostra
Beatrycze, a nieco później, po śmierci ich ojca, matka
Ortolana.
We wrześniu 1240 roku swoją modlitwą ocaliła klasztor od
zbezczeszczenia przez Saracenów. Rok później wraz
z siostrami poprzez pokutę i całonocne czuwanie wyjednała u Boga łaskę
ocalenia Asyżu przed wojskami cesarza Fryderyka.
Pod koniec życia Klara zaczęła pisać Regułę, której
zatwierdzenie otrzymała na dwa dni przed śmiercią. Klara w klasztorze
św. Damiana żyła przez 42 lata. Wyczerpujące posty, umartwienia i
czuwania spowodowały, że 11 sierpnia 1253 roku umarła w otoczeniu
sióstr, które z wielkim bólem żegnały
swoją matkę. Następnego dnia odbył się jej uroczysty pogrzeb,
któremu przewodniczył papież Innocenty IV. Jej ciało złożono
w grobie, w którym przedtem spoczywało ciało św. Franciszka.
W dwa lata po śmierci, tj. 1255 roku, pp. Aleksander IV, wcześniejszy
kardynał protektor zakonu franciszkańskiego, wpisał jej imię do
katalogu świętych. Zaś papież Urban IV w bulli z 18 października 1263
roku ogłosił ją patronką drugiego zakonu franciszkańskiego.
Ciało św. Klary, które nie poddaje się rozkładowi od ponad
750 lat, spoczywa w asyskiej bazylice, dedykowanej jej imieniu.

Imię Klara pochodzi od łacińskiego słowa clarus --- jasny,
sławny,
dostojny, znakomity. To imię nadała swej córce Ortolana
Offreduccio, gdy modląc się w kościele usłyszała wewnętrzny głos:
"Kobieto nie bój się, ponieważ wydasz na świat światło,
które rozbłyśnie jaśniej od słońca". Tak też się stało.
Klara całym swym życiem zdawała się potwierdzać tę przepowiednię.
Papież Aleksander IV, w Bulli kanonizacyjnej św. Klary napisał:
"Zajaśniała bowiem w świecie, rozbłysła w zakonie; w domu jaśniała jak
promyk, w klasztorze rozbłysła jak światło błyskawicy. Zajaśniała w
życiu, promieniuje po śmierci; zajaśniała na ziemi, sieje blaski w
niebie!". Słowa te trafnie streszczają życie Klary oraz wyjaśniają
znaczenie jej imienia.
Do świętości Klara nie doszła sama. Pomagał jej w tym żyjący
współcześnie Franciszek Bernardone. Ich wzajemne relacje
opierały się na bardzo czułej więzi. Podstawą było oparcie w czystości,
którą zachowywali w stopniu najwyższym. Miłość pomiędzy
Franciszkiem a Klarą była zawsze podporządkowana miłości do Chrystusa i
do ubogich. Obdarzona pogodą ducha szła przez życie spokojna,
opanowana, zmierzając prosto do celu, wykorzystując obrane środki. Była
prekursorką życia zakonnego opartego na wzajemnej miłości,
współodpowiedzialności i uczestnictwie wszystkich
sióstr. Zrezygnowała z życia w bogactwie obierając
ubóstwo i służbę.
![]() |
Św. Rita z Cascia | ![]() |
Wszystko w życiu świętej Rity jest nadzwyczajne od jej niezwykłego poczęcia, przypominającego historię św. Jana Chrzciciela, aż do niezwykłych łask, jakie otrzymywała dla tych, którzy ją usilnie o to prosili. Dary te wysłużyły jej miano orędowniczki w sprawach beznadziejnych. Zanim wstąpiła do klasztoru była żoną i matką, dlatego wzywają jej wstawiennictwa zarówno ojcowie i matki rodzin, jak i zakonnicy, i zakonnice.
Dziecko
wybrane przez Boga
Był rok 1380. Od pół wieku trwała Wojna Stuletnia
pomiędzy
Anglią i Francją. Joanna d’Arc jeszcze się nie urodziła i
trzeba było czekać jeszcze 50 lat nim uwolniła Francję. Właśnie w tym
czasie w Cascia, w małej umbryjskiej wiosce, położonej w Apeninach,
około 150 km na północ od Rzymu, w osadzie zwanej
Roccaporena żyło małżeństwo Antoniego Lotti i Amaty Mancini.
Małżonkowie kochający się czule budowali przykładem otoczenie.
Realizowali w życiu ewangeliczne cnoty. Przede wszystkim wprowadzali
pokój. Zwano ich rozjemcami, bo dokładali wszelkich starań,
najczęściej uwieńczonych sukcesem, by zażegnywać spory między
sąsiadami. Od dawna zaślubieni byliby w pełni szczęśliwi, gdyby Niebo
dało im radość posiadania dzieci. Jednak Amata już się zestarzała i
małżonkowie stracili nadzieję.
Właśnie wtedy w pewien jesienny dzień, zajęta pracami domowymi
usłyszała szum wiatru, a potem głos, który wyszeptał:
„Nie lękaj się, Amato. Urodzisz dziewczynkę. Antoni i ty
będziecie ją bardzo kochać, ale Pan ukocha ją jeszcze
bardziej!” Kiedy nadszedł wieczór powierzyła
Antoniemu słowa Anioła. Któż bowiem, jeśli nie Anioł,
mógł wypowiedzieć takie słowa? Po jakimś czasie znowu dało
się słyszeć tchnienie wiatru i ten sam głos powiedział:
„Amato, zbliża się dzień narodzin. Nazwiesz ją Rita, ku czci
świętej Margarity. To zdrobnienie imienia, lecz stanie się dzięki niej
wielkie!”
Słowo margarita znaczy po łacinie perła. Rzeczywiście dziecko stało się
jedną z pereł Kościoła. I tak w maju 1381 roku urodziła się małżonkom
Lotti córeczka – mała Margarita. Wszyscy sąsiedzi
przybyli pogratulować szczęśliwym małżonkom, ale i wszyscy dziwili się
nadanemu dziecku imieniu Rita. Nie było go w tradycji żadnej z rodzin i
nawet proboszcza parafii Cascia trzeba było prosić, by zechciał ją pod
tym imieniem ochrzcić.
Rodzice Rity pracowali w polu. Kiedy dziewczynka miała zaledwie rok, a
pogoda była sprzyjająca, zabierali ją ze sobą i kładli spać w cieniu w
wiklinowym koszyku. Pewnego dnia wieśniak, zraniwszy się sierpem,
spieszył do domu opatrzyć ranę. Przechodząc obok dziewczynki stanął
zaskoczony widokiem roju pszczół latającego nad nią.
Wchodziły nawet do ust, nie czyniąc jej krzywdy. Mała Rita uśmiechała
się tylko. Przerażony wieśniak wyciągnął jednak zranioną rękę, aby je
odgonić. Kiedy odsunął rękę, zobaczył, że został całkowicie uzdrowiony.
Nie ma potrzeby wracać do domu. Pobiegł więc opisać, co się stało
rodzicom, pracującym w pobliżu. Rodzice i cała wioska zadawali sobie
pytanie: Kim będzie to dziecko?
Mała Rita wzrastała w głęboko chrześcijańskiej atmosferze, w rodzinie
wdzięcznej Bogu za wielką łaskę jej narodzin, tak długo oczekiwanych.
Otrzymała wszelkie zasady wiary, a przede wszystkim przykład. Od
najwcześniejszych lat rodzice uczyli jej modlitwy i wzbudzali miłość do
Boga i Dziewicy Maryi. Bardzo wcześnie Rita zaczęła podejmować małe,
dziecięce umartwienia. Spontanicznie czyniła wszystko, aby
pomóc starym rodzicom. W wieku dorastania kiełkuje w niej
myśl o życiu zakonnym i poświęceniu życia na kontemplowanie Męki
Zbawiciela.
Rita
--- małżonka i matka
Jej rodzice również myśleli o jej przyszłości, ale
mieli
odmienne plany. Nie brali w ogóle pod uwagę życia zakonnego
dla swej córki. Szukali męża, zabiegali o spotkanie z
kandydatem. Doprowadzili do zaręczyn. Ich wybrańcem był Paolo. Rodzice
byli zachwyceni, bo pozycja społeczna przyszłego męża Rity była wyższa
od ich stanu. Tylko samej Ricie daleko było do zachwytu. Plan ten
oznaczał rezygnację z życia zakonnego. W dodatku Paolo miał opinię
człowieka brutalnego, pijaka i lubiącego uciechy. Rita
próbowała się przeciwstawić, jednak rodzice byli nieugięci.
W ich decyzji dziewczyna starała się więc widzieć wolę Bożą, sądząc, że
to Bóg uznał ją za niegodną stanu zakonnego. Być może w tym
małżeństwie dojrzała też możliwość bardziej skutecznej pomocy rodzicom?
Po ślubie, po upływie zaledwie kilku tygodni miodowego miesiąca, w
zachowaniu Paolo wzięła górę natura. Potwierdziła się opinia
o nim: to człowiek brutalny i autorytarny. Biedna Rita cierpiała w
milczeniu. Nigdy nie wyzbyła się łagodności i cierpliwości. Była tak
łagodna, że jej sąsiadki, które dobrze zdawały sobie sprawy
z jej sytuacji nazwały ją niewiastą bez urazy. Rita ofiarowywała swe
cierpienia za nawrócenie męża. Dorzucała do nich umartwienia
wszelkich rodzajów, również częste posty.
Paolo gorąco pragnął dziedzica dla zapewnienia ciągłości rodu.
Szczęśliwe rozwiązanie dało uradowanym małżonkom bliźnięta.
Przynajmniej na jakiś czas zapewniło to rodzinie spokój.
Paolo zaczął w końcu dostrzegać nadzwyczajne cechy swej małżonki. Jego
natura złagodniała nieco i małżeństwo poznało lata prawdziwego
szczęścia, czego nie mogły wróżyć początkowe burze. Jednak
to szczęście nie miało trwać długo.
Nieszczęście
rodziny
Pewnego zimowego wieczoru, kiedy na dworze szalała burza
sąsiad dał
znać Ricie, że Paolo wpadł w zasadzkę. Kiedy przybiegła do jego
posłania wydał właśnie ostatnie tchnienie. Sąsiad oświadczył, że w
ostatnich słowach przebaczył napastnikom i zwrócił się w
modlitwie do Boga. Nieszczęśliwą wdowę pocieszyła myśl, że Paolo umarł
po chrześcijańsku. To najlepsza gwarancja, że odnajdą się razem w Raju.
Mówiono nawet, że Niebo objawiło Ricie, iż jej mąż osiągnął
zbawienie. Przeżyli razem 18 lat.
Bliźniacy nie przebaczyli tak łatwo jak matka. W ich ustach były tylko
słowa zemsty, uczucie ludzkie, lecz mało chrześcijańskie. Rita długo im
tłumaczyła, że ten, kto nie przebacza, sam nie otrzyma przebaczenia i
poważnie zagraża to jego zbawieniu. Nie chcieli zrozumieć. Rita
podwoiła modlitwy i pokuty dla ich nawrócenia, a oni z
uporem trwali w chęci zemsty. Rita była przekonana, że lepiej umrzeć
przebaczając niż żyć bez przebaczenia. Kilka miesięcy po śmierci ojca
bracia powrócili z pola w gorączce. Żaden środek nie okazał
się skuteczny, choroba szybko postępowała. Matka poprosiła dla nich o
sakramenty. Wtedy wybaczyli zabójcy ojca. Umarli w odstępie
kilku dni.
Zakonnica
w augustiańskim klasztorze
Rita od dawna nie miała już rodziców. A teraz w
ciągu kilku
miesięcy straciła męża i dzieci. Pozostawszy całkiem sama,
powróciła do myśli o drodze życia zakonnego i zapukała do
drzwi klasztoru świętej Marii Magdaleny w Cascia. Przeorysza przyjęła
ją, wysłuchała i obiecała przedstawić jej sprawę kapitule. Jednak,
kiedy Rita przyszła ponownie, odpowiedź była negatywna. Przeorysza
oświadczyła, że zgromadzenie przeznaczone dla panien nie może przyjąć
wdowy. Odmowa nie zniechęciła Rity. Po jakimś czasie znowu zapukała do
bram klasztoru. Otrzymała tę samą odpowiedź negatywną. Przyszła więc po
raz trzeci i tym razem spotkała ją odmowa. Wydawało się jednak, że
prawdziwy powód tej odmowy był inny. W klasztorze w Cascia
przebywały zakonnice pochodzące z dwóch wrogich sobie rodzin
z okolicy. Niektóre z nich były więc z rodziny
zabójcy Paolo. Przed przyjęciem Rity trzeba było pogodzić
obydwa rody. Rita była przekonana o tym, że to właśnie stanowiło
zasadniczą przeszkodę jej przyjęcia do klasztoru. Wzięła więc do ręki
laskę podróżną i zaczęła pukać od drzwi do drzwi jako
posłanniczka pokoju. I dokonał się cud: wszyscy mieszkańcy wioski
pogodzili się ze sobą. Ona zaś oddała się modlitwie i tak stało się to,
co było dotąd niemożliwe.
Pewnego zimowego wieczoru usłyszała, że ktoś wywołuje ją na
dwór. Otwarła drzwi i zobaczyła nieznajomego, odzianego w
zwierzęcą skórę. Przypominał św. Jana Chrzciciela z
kościoła. Osobnik dał znak, aby szła za nim. Rita ubrała płaszcz i
poszła. Doszli do skały wznoszącej się nad całą osadą Roccaporena. Tam
przyłączyli się do nich dwaj inni święci, znani Ricie z
wizerunków: Augustyn i Mikołaj. I nagle, nie wiedząc jak,
nasza bohaterka znalazła się w kaplicy klasztoru.
Przeorysza odniosła się do tego widocznego cudu początkowo nieufnie.
Zaczęła wypytywać siostrę furtiankę, czy wszystkie drzwi były wieczorem
dobrze zamknięte. Po otrzymaniu odpowiedzi twierdzącej, poprosiła o
wyjaśnienia tę, która pozwoliła sobie na takie wtargnięcie.
Rita odrzekła po prostu: „Pan tego chciał, moja
Matko!” Nie przekonana przeorysza pytała dalej:
„Kto stał się twoim wspólnikiem, umożliwiając ci
wejście tutaj?” Rita opowiedziała jej więc w
szczegółach, kto jej dopomógł. W tej sytuacji
przeorysza wraz z innymi siostrami podjęła wreszcie tak długo
oczekiwaną decyzję: Rita zostaje przyjęta po to, by „nie
przeciwstawiać się woli Bożej".
Postulantka, a potem wzorowa nowicjuszka, oderwana od wszelkich
ziemskich uczuć mogła wypowiedzieć bez trudu trzy zakonne śluby.
Przeorysza i mistrzyni nowicjatu niczego jej nie oszczędziły: żadnej
udręki, żadnego upokorzenia, ale nigdy nie pozbawiły jej cierpliwości i
słodyczy. Aby ją doświadczyć przełożona żądała od niej, np. podlewania
codziennie rano i wieczorem kawałka drewna włożonego do wysuszonej
ziemi. Mogłoby się to wydawać absurdem, ale... siostra Rita nie
stawiała pytań i była posłuszna... Niespodzianka czekała za to
przełożoną, bowiem po jakimś czasie kawałek drewna wypuścił pączki,
potem zakwitł, aż wreszcie dał wspaniałe kiście winogron.
Po daniu dostatecznych dowodów posłuszeństwa, pokory i
pobożności siostra Rita otrzymała pozwolenie na złożenie
ślubów. Przyrzeka żyć odtąd według reguły św. Augustyna. Z
innymi siostrami nowa profeska mogła wychodzić udzielać pomocy ubogim i
chorym.
Udział
w cierpieniach Zbawiciela --- stygmat ciernia
Siostra Rita chciała się we wszystkim upodobnić do Boskiego
Mistrza.
Aby cierpieć jak On nosiła włosiennicę, biczowała się kilka razy w
ciągu dnia tak mocno, że jedna z sióstr znalazła ją kiedyś
nieprzytomną w celi. Jednak jej to nie wystarczało. W roku 1443, w
okresie Wielkiego Postu rekolekcje głosił znany Franciszkanin. Cała
wioska chciała go usłyszeć. Siostry także należały do grona słuchaczy.
W
Wielki Piątek, kiedy wyjaśniał z wielkim realizmem boleści
Zbawiciela, siostra Rita błagała Pana, by móc odczuć
ból przynajmniej jednego z cierni Jego korony... I nagle
jeden z gipsowych cierni wielkiego krucyfiksu oderwał się i spadł na
sam środek jej czoła. Ból był tak straszny, że siostra Rita
straciła przytomność. Nazajutrz rana powiększyła się i zaczęła
wydzielać nieprzyjemną woń. Rana nie goiła się. Odpychający zapach
pozostawał. Przeorysza ze względu na pozostałe siostry przeznaczyła jej
więc celę w głębi korytarza.
Minęło kilka lat. Papież ogłosił rok 1450 rokiem jubileuszowym.
Delegacja klasztoru miała wziąć udział w uroczystościach w Rzymie.
Siostra Rita też wyraziła chęć pojechania. Przeorysza chętnie by ją
wysłała, jednak z jej raną ropiejącą i cuchnącą...! Podróż
była niemożliwa. Siostra Rita była głęboko przekonana, że w stosownym
czasie zostanie uzdrowiona. Rzeczywiście na kilka dni przed wyjazdem
zakonnic, na czole nie było widać najmniejszego śladu stygmatu, choć
nie zniknął ból. Przeorysza umieściła ją więc na czele
delegacji. Siostry po drodze zastanawiały się, czy mają dość pieniędzy
na dotarcie do celu, Rita, widząc w ich zachowaniu brak wiary w
Opatrzność, na oczach przerażonych zakonnic, wrzuciła wszystkie
pieniądze do potoku. Niczego im nie zabrakło ani w drodze do Rzymu, ani
w drodze powrotnej.
Ostatnie
chwile życia
Po powrocie do Cascia, zgodnie z prośbą siostry Rity stygmat
znowu
pojawił się na jej czole, a z nim odrażający odór. Siostra
podjęła na nowo życie w całkowitym odosobnieniu, rozmyślając nad Męką
Zbawiciela i poszcząc. Karmiła się jedynie Eucharystią.
W 1457 roku była już całkowicie wyczerpana życiem pełnym cierpień i
pokuty. Zbliżał się jej koniec i nikt w to nie wątpił. Siostra
przydzielona jej jako pielęgniarka lękała się każdego wejścia do celi,
tak bardzo odpychała woń wydobywająca się z rany. Chorą odwiedzała
jednak kuzynka, do której Rita zwróciła się z
zaskakującą prośbą. Miała przynieść jej różę z krzaka
rosnącego w ogrodzie, którym kiedyś się zajmowała. Trwała
surowa zima! Ziemię pokrywał śnieg, więc wszyscy sądzili, że chora
majaczy. Jednak kuzynka zaciekawiona poszła i wbrew oczekiwaniu
wszystkich znalazła przepiękną różę o wspaniałym zapachu.
Urwała ją i przyniosła Ricie. Sadzonka tej róży włożona do
ziemi klasztornego ogrodu rośnie tam od pięciu wieków.
Innym razem Rita poprosiła o przyniesienie fig z jej dawnego figowca. I
tym razem kuzynka znalazła w ogrodzie wszystkie drzewa ogołocone:
pozbawione liści i owoców... z wyjątkiem figowca. Tylko na
nim znajdowały się dwie wspaniałe figi. Urwała je i zaniosła chorej.
Z każdym dniem chorej ubywało sił. Pewnego dnia oświadczyła, że zjawił
się jej Pan Jezus ze Swą Matką. Na jej pytanie: „Kiedy,
mój Jezu, będę mogła posiąść Ciebie na zawsze?”,
otrzymała odpowiedź: „Za trzy dni będziesz ze Mną w
Niebie”.
Siostra Rita poprosiła o sakramenty. W dniu zapowiedzianym przez Jezusa
poprosiła przeoryszę o błogosławieństwo. W chwilę po jego otrzymaniu
jej życie łagodnie zgasło. Było to 22 maja 1457 roku. I tak Święta
odeszła do Nieba. Dzwon w klasztorze sam ogłosił to zdarzenie. Cela, do
której nikt nie chciał się zbliżyć z powodu wywołującego
mdłości odoru rany, napełniła się światłem i cudnym zapachem. Można
naprawdę powiedzieć, że Rita umarła otoczona zapachem świętości.
Jedna z sióstr w klasztorze miała sparaliżowane ramię. Kiedy
pochyliła się nad zmarłą, by ją pocałować prostując się stwierdziła, że
jej ramię zostało w jednej chwili uzdrowione. Ciało siostry Rity,
umieszczone w bazylice w Cascia, od ponad 5 wieków zachowuje
się w doskonałym stanie.


Kult
Świętej
Kult Świętej rozpoczął wraz z jej śmiercią. Cuda nie przestały
się
mnożyć: uzdrowienia i nawrócenia. O jednym z pierwszych
doniósł wiejski stolarz. Nie mógł już wykonywać
zawodu z powodu paraliżu i deformacji ręki. Przyzywał więc
wstawiennictwa św. Rity wystawionej na śmiertelnym łożu. Obiecał, że
jeśli odzyska władzę w ręce, wykona dla niej trumnę. Ledwie skończył
modlitwę, stwierdził, że ręka odzyskała swobodę ruchów i
rzeczywiście on wykonał trumnę, w której złożono ciało. Po 3
dniach od śmierci św. Rity liczba cudów stale wzrastała.
Czas mijał i trzeba było pochować zmarłą. Jednak jej ciało pozostawało
nienaruszone i nadal wydzielało piękny zapach. Postanowiono więc
zachować je w kaplicy, pod ołtarzem. I tak nigdy ciała Rity nie złożono
w ziemi.
W roku 1595, kiedy napływ pielgrzymów zbytnio przeszkadzał
wspólnocie zakonnej, zadecydowano przenieść ciało Świętej do
wiejskiego kościoła. Było to wygodniejsze dla sióstr i dla
pielgrzymów.
W kilka lat później na stolicy Piotrowej zasiadł Urban VIII.
Jedna z jego siostrzenic zainteresowana życiem i sławą Rity, przekonana
o jej świętości udała się do Rzymu przedstawić tę sprawę do
szczegółowego zbadania. Papież powołał komisję. Mając przed
sobą niezniszczone od 170 lat ciało, wydzielające nadal piękny zapach i
po zbadaniu akt stwierdzających liczne cuda, przypisywane
wstawiennictwu Rity, doniesienie komisji było tak przychylne, że Urban
VIII podpisał w roku 1628 dekret beatyfikacyjny. Ceremonia odbyła się w
kościele parafialnym w obecności niezliczonego tłumu. Wywołało to
niewyobrażalne przepychanie się, a co za tym idzie ---
nieporządek, krzyki wygrażających sobie osób. Ponieważ cuda
nie były naszej Świętej obce... podniosła głowę, otwarła oczy i
spojrzała na przepychających się. Natychmiast zapadła cisza! Jeszcze
wiele razy powtórzył się cud otwarcia oczu.
Papież Leon XIII kanonizował ją 24 maja 1900 roku, wyznaczając jej
święto na dzień 22 maja.
Nienaruszone ciało "Świętej od spraw niemożliwych i
rozpaczliwych"
spoczywa w szklanej gablocie w Bazylice św. Rity z Casica we Włoszech.
Choć zmarła w 1457 roku, jej ciało kilka razy zmieniało pozycję, a jej
oczy same się otwierały i zamykały.
Rita jest postacią godną pamięci, gdyż doświadczywszy wielu cierpień i
przeciwności w różnych stanach życia, potrafiła pokonywać
wszelkie przeszkody w duchu pokory i miłości. Wszędzie czyniła
pokój, była lekarstwem dla zwaśnionych i
skłóconych. Wierni widzą w św. Ricie skuteczną orędowniczkę
w trudnych i beznadziejnych sprawach życiowych. Przez wieki wielu ludzi
za jej przyczyną doznało łaski rozwiązania trudnych
problemów życiowych. Jest czczona w całym świecie
katolickim, a zwłaszcza we Włoszech, w Ameryce Południowej i na
Filipinach, gdzie znajduje się wiele kościołów pod jej
wezwaniem, a nawet miejscowości noszących jej imię. W Polsce jest mało
znana; w Krakowie na Kazimierzu znajduje się klasztor ss. Augustianek,
gdzie co tydzień odbywa się specjalne nabożeństwo do św. Rity, kiedy to
wierni polecają jej swoje problemy i trudne sprawy.
Szczególnym kultem cieszy się właśnie w zakonie
augustiańskim. Wielką czcicielką św. Rity była śp. Janina Habela-Juin,
fundatorka obrazu św. Rity do kościoła MB Niepokalanego Poczęcia w
Nowym Sączu.
![]() |
Źródła internetowe | ![]() |
![]() |
Lektura
uzupełniająca![]() |
![]() |


Polecam również "Leksykon Świętych". Tutaj możesz bezpłatnie pobrać plik PDF.
![]() |
Prawa
autorskie ![]() |
![]() |
| Drukuj bieżącą stronę... |
| Do góry |
| Pomoc techniczna |