"... Do Niej, do Maryi, która jest Matką pięknej Miłości, pragnę przybliżyć szczególnie młodzież z całego świata i całego Kościoła. Ona nosi w sobie niezniszczalne znamię młodości i piękności, które nigdy nie przemijają. Pragnę i proszę, aby młodzi zbliżyli się do Niej, aby pokładali w Niej ufność, aby zawierzyli Jej życie, które jest przed nimi, aby pokochali Ją prostą i gorącą miłością serc ..."

Jan Paweł II, 2.V.1979 r.

Jan Paweł II

Wstęp

Wielkim skarbem Świętego Kościoła Katolickiego byli i są Jego święci. Wybrane dusze, które zawierzyły swoją wolną wolę i całe życie Bożemu wezwaniu, przyjmując współudział w Męce i Krzyżu Chrystusa.
Wielu świętych za swe pełne zawierzenie Panu, już za życia zostało obdarzonych ponadnaturalnymi darami takimi jak: lewitacja (zdolność unoszenia się w powietrzu), bilokacja (zdolność przebywania w dwóch miejscach jednocześnie), czy nadnaturalną energią (w tym inedia, czyli zdolność do życia przez wiele lat bez jedzenia i picia), niezwykłego blasku i aromatu.
Dary te są tak cudowne, że wydają się przeczyć zdrowemu rozsądkowi i wszelkim prawom fizyki, a jednak są faktem historycznym, obserwowanym nawet współcześnie.
Trwałym dowodem nadzwyczajności tych zjawisk jest cudowny dar zachowania niektórych z tych uświęconych ciał od naturalnego rozkładu po śmierci. Wielokrotnie w czasie procesu beatyfikacyjnego ekshumowano doczesne szczątki świętych (po 50 czy 100 latach), by stwierdzić, że zamiast szkieletu znajdowano nienaruszone ciało świętego. Zamiast trupiego odoru, ciała te wydzielały niebiańską woń i były naturalnie elastyczne. Niejednokrotnie pobierano części z tych ciał jako relikwie, co powodowało wypływ świeżej krwi (czasem bezbarwnej cieczy) wraz z cudownym zapachem.
Oto najistotniejsze wątki zaczerpnięte z życia pięciu świętych kobiet:



Św. Bernadetta Soubirous

Bernadeta urodziła się w 1844 roku w Lourdes. Jej rodzicami byli Francois Soubirous i Louise Casterot. Swoje dzieciństwo spędziła w młynie Boly. Jednak w 1854 roku rodzina Soubirous musiała opuścić młyn Boly i przenieść się do domu Laborde. Ojciec Bernadety był najemnym robotnikiem, który z trudem utrzymywał swą 6-osobową rodzinę. Bernadeta w tym czasie opiekowała się swoim rodzeństwem. W 1855 roku do Lourdes dotarła epidemia cholery. Bernadecie udało się przeżyć, ale jej stan zdrowia pogorszył się --- cierpiała bowiem na astmę. Z chorobą tą borykała się przez całe życie.
Zimą 1855/56 sytuacja rodziny Soubirous stała się krytyczna. Nie mając czym zapłacić za czynsz zostali wyrzuceni z domu i zamieszkali w dawnym więzieniu --- Cachot. Była tam wilgotna izba o rozmiarach 4 na 4,5 m. Na domiar złego ojciec Bernadety został posądzony o kradzież dwóch worków mąki i aresztowany. W wieku 13 lat Bernadeta udała się do Bartes, aby paść owce --- rodziców nie było stać na wyżywienie wszystkich swoich dzieci. Po kilku miesiącach (w grudniu 1857) wróciła jednak do Lourdes, ponieważ w Bartes tęskniła za najbliższymi, a poza tym chciała przygotować się do I Komunii Świętej.
Niepokalane Poczęcie z LourdesRankiem 11 lutego 1858 roku Bernadeta wraz z siostrą udała się na poszukiwanie suchych gałęzi, aby rozpalić ogień w kominku. Dołączyła się do nich córka kamieniarza. Dziewczynki przeszły przez most na Gave, minęły młyn Savy i doszły do miejsca, w którym kanał Savy łączył się z rzeką. Za kanałem wznosiła się Stara Skała (Masse Vieille lub w dialekcie Massabielle). Siostra Bernadety z koleżanką przeszły na drugą stronę kanału. Bernadeta została sama. Nagle usłyszała dziwny dźwięk podobny do szumu wiatru i na wysokości ok. 3 metrów zobaczyła światłość, z której wyłoniła się postać kobiety. Było to pierwsze z 18 Objawień Matki Bożej. 25 marca Maryja podała Bernadecie swoje imię, mówiąc: "Jestem Niepokalane Poczęcie".
Po objawieniach Bernadeta wstąpiła do klasztoru w Newers (Francja), obierając sobie imię zakonne Maria-Bernarda. W klasztorze pracowała jako pielęgniarka, lecz sama ciężko chorowała.
Bernadeta Soubirous, dziewczynka z Pirenejów, której oczy oglądały za życia Niepokalaną Dziewicę zmarła 16 kwietnia 1878 roku.

Zdjęcie pośmiertne Bernadety wykonane 16 kwietnia 1878 roku

Jej ciało spoczywa dziś w specjalnym relikwiarzu w klasztorze w Newers.

Św. Bernadetta SoubirousŚw. Bernadetta Soubirous

Od momentu objawień Matki Bożej w 1858 roku aż do naszych czasów, Lourdes pozostaje fenomenem, który szokuje nie tylko agnostyków i ateistów. Bez przerwy dokonują się tam ewangeliczne cuda wbrew wszelkim prawom natury i medycyny. W ten sposób Lourdes jest znakiem, który prowokuje do korekty myślenia, do zmiany życia, zachęca do otwarcia się na tajemnicę Bożej Miłości. To, co się dzieje w Lourdes jest szczególnym orędziem, jakie Bóg kieruje do ludzi zniewolonych i ogłupionych liberalno-materialistycznymi ideologiami; jest apelem wzywającym do nawrócenia.
Bernadeta Soubirous, która dostąpiła przywileju objawień Matki Bożej, wstąpiła do nowicjatu sióstr w Nevers w 1866 roku i pozostała w tym domu aż do swojej śmierci 16 kwietnia 1878 roku. Mało znanym jest niesamowity fakt, że ciało Bernadety od śmierci aż do dnia dzisiejszego zachowuje zadziwiającą świeżość i piękno. Wbrew wszelkim prawom natury, w ogóle nie ulega procesowi rozkładu zarówno zewnętrznego jak i wewnętrznego. Pielgrzymi, przybywający do kaplicy konwentu Saint-Gildard, widzą nienaruszone ciało św. Bernadety Soubirous ubrane w strój zakonny. Sprawia wrażenie, że śpi. Wydaje się, że śmierć ją przemieniła, głowa jest lekko przechylona na lewą stronę, dookoła złożonych rąk owinięty jest różaniec.

Św. Bernadetta Soubirous

Widok leżącej w szklanym sarkofagu św. Bernadety zawsze wywołuje u pielgrzymów ogromne zaskoczenie i zdziwienie. Zaraz potem zaczynają pytać: "Czy to jest naprawdę ona? Czy rzeczywiście nie uległa rozkładowi? Czy jest zabalsamowana? Czy to jej prawdziwa twarz, czy tylko sztuczna maska?” Są to słuszne pytania, na które spróbujemy szczegółowo odpowiedzieć w oparciu o naukowe studium o. Andre Ravier, który praktycznie całe swoje życie poświęcił badaniom i opracowaniu całego życia św. Bernadety, ze szczególnym uwzględnieniem okresu jej pobytu w zakonie. Napisał również naukową pracę na temat fenomenu nierozkładającego się ciała św. Bernadety.

Św. Bernadetta Soubirous

Wiadomość o śmierci św. Bernadety rozeszła się lotem błyskawicy. Natychmiast tłumy mieszkańców Nevers zaczęły się tłoczyć, aby zobaczyć i oddać cześć ciału św. Bernadety, które zostało wystawione w kaplicy klasztornej. W miarę upływu godzin, ludzie zaczęli przyjeżdżać pociągami z innych regionów Francji. Aby zdyscyplinować tłumy pielgrzymów, trzeba było ustawić porządkowych. Cztery siostry cały czas stały obok otwartej trumny, aby dewocjonaliami, które ludzie przynosili, dotykać ciała zmarłej. Ze względu na ogromne tłumy, ekspozycja zmarłej musiała się przedłużyć aż do soboty 19 kwietnia. Tego dnia ciało Bernadety zostało zamknięte w dębowej trumnie włożonej do trumny cynkowej. Całość została opatrzona pieczęciami. Wszystkie te czynności wykonane zostały w obecności mera miasta, dwóch policjantów oraz księży i sióstr zakonnych. Świadkowie musieli podpisać stosowny dokument. Ciało Bernadety zostało pochowane --- za specjalną zgodą merostwa --- w klasztornym ogrodzie. Grób ten był celem pielgrzymek tysięcy wiernych przez ponad 30 lat. Dopiero jesienią 1909 roku zakończył się proces informacyjny s. Bernadety na szczeblu diecezjalnym. Według ówczesnych przepisów kościelnych trzeba było dokonać tak zwane kanoniczne "rozpoznanie ciała zmarłej". Właśnie wtedy --- 22 września 1909 roku --- miała miejsce pierwsza ekshumacja jej ciała. Oficjalna, szczegółowa relacja z tej ekshumacji znajduje się w archiwum konwentu Saint-Gildard. Czytamy tam, że o godz. 8.30 rano biskup Gauthey z Nevers, razem z członkami trybunału diecezjalnego, wszedł do kaplicy klasztornej. Przy wejściu ustawiony był stół z otwartą Ewangelią.
Trzech świadków, dwóch lekarzy, dwóch murarzy, dwóch stolarzy --- po kolei składają przysięgę na Biblię, że będą mówić prawdę. Następnie wszyscy zgromadzeni, wśród których był także mer miasta, idą do grobu Bernadety. Po jego otwarciu wyjmują trumnę i niosą do pobliskiego pomieszczenia. Jest tam przygotowane białe płótno na śmiertelne szczątki zmarłej. W emocjonalnym napięciu zgromadzeni obserwują, jak dwóch stolarzy otwiera trumnę. Po zdjęciu wieka, ukazuje im się zdumiewający i szokujący widok idealnie zachowanego ciała Bernadety, chociaż jej habit jest zmurszały i mokry. Z jej twarzy promieniuje dziewicze piękno, oczy ma zamknięte, jakby była pogrążona w spokojnym śnie, usta nieco rozchylone. Głowa lekko przechylona na lewo. Skóra jest w idealnym stanie i przylega do mięśni. Ręce są złożone na piersi i owinięte różańcem, który już mocno pordzewiał. Pod skórą można zobaczyć zarys żył. Paznokcie u rąk i nóg są również w doskonałym stanie.
Następnie badania przeprowadzili dwaj lekarze. Według ich pisemnej relacji okazało się, że po zdjęciu habitu i nakrycia głowy, całe ciało prezentowało się w doskonałym stanie, było elastyczne i integralne w każdej swojej części. Tekst relacji medycy kończą tak: "zredagowaliśmy to świadectwo zgodnie z prawdą. Podpisali: doktor Ch. David lekarz chirurg, doktor A. Jordan lekarz". Po tych badaniach siostry umyły ciało Bernadety i ułożyły je w nowej, podwójnej trumnie, która została zamknięta i opieczętowana siedmioma pieczęciami. Na koniec pracownicy złożyli ją ponownie do tego samego grobu.
Komentując ten zadziwiający fakt doskonałego zachowania ciała po 30 latach przechowywania w grobie o. Andre Ravier podkreślił, że tego faktu nie można zrozumieć i wytłumaczyć. Tym bardziej, że Bernadeta cierpiała na wiele chorób i ciało znajdowało się w miejscu nasyconym wilgocią (habit zmurszał i był przemoczony, różaniec i krzyż profesyjny były mocno zardzewiałe). Wszystkie te okoliczności sprzyjały bardzo szybkiemu rozkładowi ciała, a pomimo tego, ciało było zachowane w idealnym stanie.
Drugie rozpoznanie ciała miało miejsce w czasie trwania procesu beatyfikacyjnego 3 kwietnia 1919 roku w obecności biskupa Nevers, komisarza policji, reprezentantów miejskiej rady i członków trybunału diecezjalnego. Rozpoznania dokonano podobnie jak 10 lat wcześniej z tą tylko różnicą, że dwóch lekarzy --- Talon i Comte --- redagowało swój raport oddzielnie, bez wzajemnej konsultacji. Jak wynika z oryginalnych dokumentów, oba raporty doskonale zgadzają się ze sobą, a także z relacjami lekarzy Davida i Jordana badających w 1909 roku Pojawiła się tylko jedna mała zmiana, a mianowicie na niektórych partiach ciała widoczna była pleśń i sól. Lekarze przypisali to myciu ciała po ekshumacji w 1909 roku. W 1923 roku Papież ogłasza heroiczność cnót Bernadety Soubirous i w ten sposób otwiera się droga do jej beatyfikacji.
W tej sytuacji konieczne jest trzecie i ostatnie rozpoznanie ciała. Dokonuje się ono 18 kwietnia 1925 roku, czyli 46 lat i dwa dni po śmierci Bernadety. Są obecni, między innymi, biskup Never, komisarz policji i mer miasta. Po złożeniu wymaganej przysięgi, trumnę przeniesiono i otwarto w kaplicy św. Heleny. Ciało Bernadety było i tym razem zachowane w idealnym stanie. Dr Comte pisał: "Ciało Czcigodnej było nietknięte (nienaruszone), w ogóle nie uległo procesom gnicia i rozkładu, które są czymś normalnym po tak długim pobycie w grobie wykopanym w ziemi". Nieco później dr Comte opublikował w czasopiśmie naukowym artykuł skierowany do swoich kolegów. Pisał tam: "To, co mnie tak naprawdę uderzyło podczas badań, to doskonale zachowany szkielet, wszystkie wiązania, skóra, a także elastyczność i jędrność muskułów. To, co mnie przede wszystkim zadziwiło, to stan wątroby, po 46 latach od śmierci. Ten organ, tak przecież kruchy i delikatny, powinien bardzo szybko ulec rozpadowi albo zwapnieniu i stać się twardy. Tymczasem, przecinając go (aby pobrać relikwie), odkryłem, że posiada konsystencję elastyczną, normalną. Natychmiast pokazałem to asystentom mówiąc im, że ten fakt nie wydaje się być w porządku naturalnym".
Na relikwie pobrano fragmenty wątroby, muskuł i dwa żebra. Poza tym ciało zachowano nietknięte. Pozostało w kaplicy św. Heleny, którą zapieczętowano do czasu beatyfikacji dokonanej przez Piusa XI --- 14 czerwca 1925 roku.
W dniu 18 lipca 1925 r. ciało Błogosławionej umieszczono w przezroczystym sarkofagu w tej samej nowicjackiej sali, gdzie Bernadeta, po przyjeździe z domu, po raz pierwszy i ostatni szczegółowo opowiedziała 300 siostrom o objawieniach Matki Bożej. Sarkofag przeniesiono 3 sierpnia 1925 r. do kaplicy po prawej stronie głównego ołtarza i jest tam do dnia dzisiejszego.

Św. Bernadetta Soubirous

Gdy kiedykolwiek będziesz na pielgrzymce do Lourdes i Nevers, to pamiętaj, patrząc na szklany sarkofag, że jest tam cudownie zachowane, nietknięte ciało św. Bernadety Soubirous. To jest ta sama twarz i oczy, które 18 razy oglądały objawiającą się Matkę Bożą w Lourdes; te same ręce i palce, które przesuwały ziarenka różańca przed, i w czasie objawień, i odgrzebały cudowne źródło wody; te same uszy, które słyszały orędzie Maryi, i te same wargi, które przekazały niedowierzającemu proboszczowi imię Maryi --- Niepokalane Poczęcie; to samo serce, które było zakochane w Miłości.
Od ciała św. Bernadety emanuje wewnętrzny głos. Tutaj, w znaku swego nienaruszonego ciała, w sposób duchowy jest rzeczywiście obecna, modli się i daje świadectwo. Będzie tutaj do czasu powszechnego zmartwychwstania w dniu Sądu Ostatecznego. Jest i będzie znakiem wzywającym do nawrócenia, do przyjęcia radosnej prawdy, że Bóg jest Miłością, że tylko Jego miłość może nas przeprowadzić ze strasznej niewoli grzechu do radości i wolności dziecka Bożego.




Św. Katarzyna Laboure

Katarzyna Laboure urodziła się 2 maja 1806 roku w Fain-les-Moutiers, małej wiosce burgundzkiej, liczącej zaledwie dwustu mieszkańców. Od patronki dnia, w którym się urodziła, nazywano ją Zoe. Była dziewiątym z dziesięciorga dzieci Piotra Laboure i Magdaleny Gontard. Piotr był właścicielem dobrze prosperującego gospodarstwa wiejskiego. W okolicy cieszył się dobrą sławą i szacunkiem. Pani Magdalena również pochodziła z zamożnej rodziny. Była kobietą dzielną i pobożną. Swoim dzieciom ukazywała drogę świętości. Kiedy ta dobra matka osierociła dzieci, Katarzyna jako dziewięcioletnia dziewczynka doznała poczucia ogromnej pustki. Po pogrzebie weszła do pokoju, gdzie była figurka Matki Bożej. Sądząc, że nikt jej nie widzi, wspięła się na krzesło, przycisnęła figurkę do siebie i powiedziała: "Teraz ty, droga i błogosławiona Matko, będziesz moją mamą". Świadkiem tego zdarzenia była jedna z pracownic, która opowiedziała je jej siostrze Toni. Jak się później okazało, nie był to przejaw chwilowego nastroju, lecz trwały akt.
Kiedy najstarsza siostra Maria-Ludwika, za zgodą ojca, wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia, wtedy na barki dwunastoletniej Zoe spadł trud prowadzenia gospodarstwa i domu, w którym mieszkało pięciu członków rodziny oraz trzynastu pracowników najemnych. Do obowiązków Zoe należało gotowanie, podawanie do stołu, dbanie o stan spiżarni, pranie, zmywanie naczyń, sprzątanie, obsługa pieca chlebowego, praca w sadzie, oborze, kurniku, gołębniku (z 800 gołębiami) i opieka nad kalekim bratem. Pracowała z takim zapałem, z jakim powierzyła się woli Bożej. Dzielnie pomagała jej Tonia.
Biografowie zauważają, że Katarzyna od młodych lat prowadziła życie zaskakująco kontemplacyjne. Wśród zajęć i w kościele, dokąd udawała się w wolnych chwilach, "modlitwa tryskała z niej jakby z dobrego źródła". W niedzielę towarzyszyła jej zazwyczaj Tonia. "Na Mszy świętej modliła się jak anioł, nie kręcąc głową". Przez całe życie Tonia wspominała, że jej siostra po przyjęciu Komunii Św. wyglądała jakby już nie należała do tej ziemi. Często opowiadano o jej wyjątkowo skupionej postaci, która urzekała obecnych i każdego zmuszała do refleksji nad własną pobożnością. Znajdowała Pana w swoim sercu, w ubogich, których wspierała i w chorych, których odwiedzała. 

Córka miłosierdzia

Gdy Zoe miała dziewiętnaście lat, śniło się jej, że modliła się w kościele, przyszedł starszy księdz, ubrał się do Mszy Świętej, skinął na nią, by się zbliżyła. Przelękniona wycofała się z kościoła i w drodze do domu odwiedziła chorą osobę. Kapłan ten pojawił się tam znowu i powiedział: "Moje dziecko, dobrze jest troszczyć się o chorych. Teraz przede mną uciekasz, ale któregoś dnia będziesz rada, że do mnie idziesz. Bóg ma pewne plany co do ciebie. Nie zapominaj o tym".
Kiedy po jakimś czasie Katarzyna gościła w przytułku prowadzonym przez Szarytki, wzrok jej zatrzymał się na portrecie wiszącym na ścianie, bo rozpoznała w nim kapłana ze snu. Dowiedziała się, że to św. Wincenty a Paulo, założyciel Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia, zwanych Szarytkami. Gdy opowiedziała to spowiednikowi, ten oznajmił jej: "wzywa cię św. Wincenty. Chce, żebyś została córką miłosierdzia".
Gdy Katarzyna miała 21 lat, przedstawiła ojcu swój plan wstąpienia do Szarytek. Ojciec nie chciał o tym słyszeć. Wysłał ją do Paryża, do brata Karola, aby pracowała w jego jadłodajni jako kelnerka. Źle czuła się w barze wśród butelek i dowcipów. Sprawiała wrażenie tak nieszczęśliwej, że brat odesłał ją do szwagierki Joanny Antoniny, żony brata Huberta, podporucznika żandarmerii. Ta znając jej sytuację, zaczęła błagać teścia, by pozwolił córce wypełnić wolę Bożą. Nieprzejednany Piotr Laboure w końcu ustąpił.
Trzymiesięczny postulat Katarzyna odbyła w Chatillon-sur-Seine. Tam miała czas, by nadrobić braki w czytaniu i pisaniu. 21 kwietnia 1830 roku przybyła uszczęśliwiona do Paryża, aby w domu macierzystym Sióstr Miłosierdzia, przy ulicy du Bać 140, odbyć seminarium jako przygotowanie do złożenia ślubów świętych i stać się siostrą miłosierdzia. 

Powiernica Niepokalanej

Jako seminarzystka, Katarzyna zaczęła mieć wizje mistyczne. Podczas nowenny odprawianej przed przeniesieniem relikwii św. Wincentego a Paulo, każdego dnia objawiało się jej serce tego świętego. Codziennie widywała Jezusa. Pisała później o tym: "Obdarowano mnie wielką łaską: mogłam oglądać Pana w Najświętszym Sakramencie. Widywałam Go przez wszystkie dni mego seminarium". Ponadto od 18 lipca widywała Matkę Bożą. Każdym z tych doświadczeń mistycznych dzieliła się ze swym spowiednikiem, młodym misjonarzem, ks. Aladelem. Kapłan ten początkowo odnosił się do tych relacji krytycznie, sądząc, że może to być wybujała fantazja młodej nowicjuszki.
Cudowny Medalik Najświętszej Maryi PannyW nocy z 18 na 19 lipca 1830 roku Św. Katarzyna miała widzenie, które później wspominała: "Nadszedł dzień uroczystości Świętego Wincentego. W wigilię nasza dobra siostra Marta skierowała do nas pouczenie o nabożeństwie do Świętych, zwłaszcza do Najświętszej Maryi Panny. Już od dawna chciałam Ją zobaczyć. Zasnęłam myśląc, że Święty Wincenty uprosi mi tą łaskę. Około wpół do dwunastej w nocy usłyszałam jak ktoś mnie wołał po imieniu. Było to 4 lub 5 letnie dziecko w bieli i mówiło do mnie: »Choć do kaplicy Najświętsza Panna czeka na ciebie«. Natychmiast pomyślałam, że ktoś mnie usłyszy. Wówczas dziecko mi odpowiedziało: »Nie bój się jest wpół do dwunastej, wszyscy dobrze śpią. Chodź czekam na ciebie«. Ubrałam się szybko i poszłam w stronę dziecka. Poszłam za nim. Wszędzie paliły się światła. Gdy weszłam do kaplicy, drzwi otwarły się ledwo dziecko dotknęło ich palcem. Świeczniki były zapalone jak na pasterkę. Nie widziałam jednak Najświętszej Maryi Panny. Dziecko zaprowadziło mnie do prezbiterium, tam uklękłam. Około północy dziecko powiedziało: »Oto Najświętsza Panna. Oto Ona«. Usłyszałam szmer, jakby szelest jedwabnej sukienki. Piękna Pani usiadła w fotelu księdza Dyrektora. Wówczas jednym skokiem znalazłam się przy Niej, u Jej stóp na stopniach ołtarza, opierając ręce na jej kolanach. Trwałam tak nie wiem jak długo”. Z dalszych relacji wiemy, że spotkanie trwało około dwóch godzin.
7 listopada 1830 roku miało miejsce inne objawienie, które tak wspominała św. Katarzyna: "Była sobota przed pierwszą niedzielą Adwentu, godzina 17.30. W czasie modlitwy po przeczytaniu tekstu rozmyślania wydało mi się, że słyszę szmer od strony chóru. Spojrzawszy w tym kierunku zauważyłam Najświętszą Pannę. Stała w jedwabnej sukni w kolorze jutrzenki. Stopy jej spoczywały na kuli, której widziałam zaledwie połowę, w rękach wzniesionych na wysokości piersi, trzymała lekko kulę, oczy miała wzniesione ku niebu. Jej postać była niezwykle piękna, nie umiałabym jej opisać. Nagle zauważyłam na jej palcach pierścienie wysadzane klejnotami, z których jedne były większe, inne mniejsze. Rzucały one promienie, jedne piękniejsze od drugich. Nie potrafię wyrazić tego, czego doświadczyłam i co widziałam: piękna i niezwykłego blasku promieni. Głos wewnętrzny mówił mi: »Te promienie to symbole łask, jakie udzielam osobom, które mnie o nie proszą. Dziecko moje lubię udzielać łask«. Następnie wokół Najświętszej Panny utworzył się jakby owalny obraz, gdzie widniały słowa, wypisane złotymi literami: »O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy«. I dał się słyszeć głos: »Postaraj się o wybicie Medalika na ten wzór. Wszystkie osoby, które będą go nosić, otrzymają wiele łask. Łaski będą obfite dla tych, którzy będą go nosić z ufnością«. W jednej chwili wydało mi się, że obraz się odwrócił. Zobaczyłam drugą stronę Medalika: litera »M« z krzyżem powyżej, niżej dwa serca, jedno otoczone koroną, a drugie przebite mieczem, wokół było dwanaście gwiazd”.
Św. Katarzyna LaboureCudowny MedalikWzór medalika Katarzyna przekazała spowiednikowi do zrealizowania, zgodnie z wolą Niepokalanej. Znów miał wątpliwości, ale przynaglany przez Katarzynę, przedstawił to arcybiskupowi Paryża. Ten rozważywszy wszystko, zezwolił na jego wybicie i rozpowszechnianie. Pierwsze medaliki ukazały się w maju 1832 r. Ks. Aladel wręczył je siostrom, między innymi siostrze Katarzynie Laboure. Przeżyła wielką radość, gdy wreszcie zobaczyła upragniony medalik.
Nikt, poza spowiednikiem, nie znał wybranki niebios. Wraz z rozpowszechnianiem się małego medalika rozpoczęła się lawina cudownych uzdrowień fizycznych i duchowych. Medalik zaczęto nazywać "cudownym". W wielu milionach egzemplarzy rozchodził się po całej Francji i daleko poza jej granicami, budząc wszędzie cześć dla Niepokalanej i potężnego Jej wstawiennictwa u Boga.
Chyba żadne życie zakonne nie było tak zwykłe i tak proste, jak życie siostry Katarzyny. Modliła się, była posłuszna, uległa. Nikt nie wiedział o jej objawieniach. Zaraz po przywdzianiu sukni Siostry Miłosierdzia opuściła Dom Macierzysty. Przełożeni przeznaczyli ją do Przytułku w Enghien. Pozostała tam do końca swego życia.
Przez ponad czterdzieści lat św. Katarzyna pracowała w domu opieki w Enghien, najpierw w kuchni, a potem usługując pensjonariuszom. Dopiero kilka miesięcy przed śmiercią (zmarła w 1876 roku) wyjawiła swoją tajemnicę przełożonej, siostrze Dufes. W roku 1876 siostra Katarzyna oznajmiła: „Mam 70 lat nie ujrzę już następnego roku. To czas by mówić. Najświętsza Panna zwalnia mnie z sekretu”. 31 grudnia 1876 roku po przyjęciu Sakramentów siostra Katarzyna jakby zasnęła.
Św. Katarzyna LabourePo śmierci św. Katarzyny, przełożona natychmiast powiadomiła wszystkie siostry, że zmarła była tajemniczą służebnicą Maryi. Św. Katarzyna nazwana jest również Milczącą Świętą, ponieważ na życzenie Jasnej Pani zachowała w sekrecie fakt, że Matka Boża ukazywała się jej przez 45 lat. Wiadomość ta rozeszła się po Paryżu, jak błyskawica. Podczas uroczystości pogrzebowych (3 stycznia 1877 roku) siostry i starcy z przytułku oraz wielki tłum oddali hołd tej, która bardzo ich kochała. Pochowano ją w kaplicy Reuilly.
57 lat po śmierci (21 marca 1933 roku) przeprowadzono ekshumację niezbędną do beatyfikacji i znaleziono jej ciało nietknięte --- było świeże jak w dniu pogrzebu. Przeniesiono je do Domu Sióstr Miłosierdzia w Paryżu przy 140 Rue du Bac --- do Kaplicy Objawień --- tam spoczywa do dzisiaj. 

Św. Katarzyna Laboure

Do grona Błogosławionych została zaliczona 28 maja 1933, a w poczet Świętych --- 27 lipca 1947 roku. Ojciec Święty Pius XII nazwał wtedy siostrę Katarzynę Świętą Milczenia. Obchód liturgiczny --- 28 listopada.
Propagatorem "Cudownego Medalika" był św. Maksymilian Maria Kolbe --- kapłan i męczennik, założyciel Stowarzyszenia "Rycerstwo Niepokalanej". Rozszerzał on ten medalik wśród katolików i wśród niewierzących. Św. Maksymilian tak pisał na temat medalika: "Jej medalik rozdawać, gdzie się tylko da: i dzieciom, by zawsze go na szyi nosiły i starszym, i młodzieży zwłaszcza, by pod Jej opieką miała dosyć sił do odparcia tylu pokus i zasadzek czyhających na nią w naszych czasach. A już tym, co do kościoła nie zaglądają, do spowiedzi boją się przyjść, z praktyk religijnych szydzą, z prawd wiary się śmieją, zagrzęźli w błoto moralne albo poza Kościołem w herezji przebywają --- o tym, to już koniecznie medalik Niepokalanej ofiarować i prosić, by zechcieli go nosić, a tymczasem gorąco Niepokalaną błagać o ich nawrócenie. Wielu nawet wtedy radę znajduje, gdy kto nie chce w żaden sposób przyjąć medalika. Ot po prostu wszywają go po kryjomu do ubrania i modlą się, a Niepokalana prędzej czy później okazuje, co potrafi [...]. Dużo jest zła na świecie, ale pamiętajmy, że Niepokalana potężniejsza i Ona zetrze głowę węża piekielnego".
Rozszerzajmy "Cudowny Medalik", gdyż mając przy sobie Niepokalaną, masz wszystko.

Cudowny Medalik (awers) Cudowny Medalik (rewers) "...Idąc za Nią, nie schodzisz na manowce,
modląc się do Niej nie wpadasz w rozpacz,
myśląc o Niej, nie błądzisz...,
z Jej łaską - dochodzisz..."
św. Bernard
Cudowny Medalik

Kliknij, jeśli chcesz zamówić Cudowny Medalik



Św. Agnieszka z Montepulciano

Agnieszka urodziła się w 1268 roku w Gracciano, we Włoszech, około 30 km na zachód od jeziora Trasimeno, w bogatej, szlacheckiej rodzinie Segni. W wieku 9 lat wstąpiła do klasztoru Sakinek w Montepulciano, a mając zaledwie 15 lat stanęła na czele grupy zakonnic i założyła z nimi nowy klasztor w Procero. Wbrew własnej woli, lecz za zezwoleniem Stolicy Piotrowej, została przełożoną klasztoru w Procero, gdzie, wiodąc dziewicze życie, dała się poznać jako osoba pobożna, pokorna, cierpliwa i roztropna. Była mistyczką. W 1306 roku założyła w swoim rodzinnym miasteczku klasztor, który z początku funkcjonował według reguły św. Augustyna, a po kilku latach oddał się pod kierownictwo Zakonu Kaznodziejskiego. Agnieszka przyczyniła się więc do jego włączenia do dominikańskiej rodziny zakonnej. Wracając (po 22 latach) do Montepulciano na prośbę mieszkańców zamieszkała w ufundowanym przez siebie nowym klasztorze, stając się matką nowej gałęzi dominikańskiej. Swoją mądrością, pobożnością i darami nadprzyrodzonymi rozsławiła klasztor na tyle, że zaczęły się doń zgłaszać młode wiekiem, ale dojrzałe duchowo, nowe, liczne kandydatki. Posiadała ogromny autorytet wśród obywateli, których podtrzymywała w dążeniu do jedności i pokoju. Agnieszka żywiła wielkie nabożeństwo do Dzieciątka Jezus i Dziewicy Matki. Cechowało ją bezgraniczne poświęcenie, pokora i cierpliwość --- dzięki tym zaletom zjednywała sobie serca swoich podopiecznych. Bóg obdarzył ją również darem wizji, proroctw i ekstaz. Zmarła 20 kwietnia 1317 roku otoczona córkami duchowymi.

Św. Agnieszka z MontepulcianoTrzydzieści lat po jej śmierci pielgrzymowała do jej grobu św. Katarzyna Sieneńska. W 1532 roku papież Klemens VII wyniósł ją do chwały błogosławionych, a 10 grudnia 1726 roku została kanonizowana przez Papieża Benedykta XIII.

 Święta Agnieszka najczęściej jest przedstawiana z lilią w prawym ręku i z klasztorem przez siebie założonym w prawym ręku. Czasem bywa też przedstawiana w towarzystwie św. Katarzyny ze Sieny i św. Róży z Limy --- jako trzy wielkie dominikanki.

Święta zmarła w 1317 roku i jej ciało pozostawało nienaruszone prawie przez 300 lat. Jej szczątki umieszczono w woskowej figurze; widoczne na zdjęciu ręce i stopy pozostają nadal nienaruszone.

Św. Agnieszka z Montepulciano


Św. Klara Offreducci

Data urodzin św. Klary nie jest pewna. Jedne źródła podają rok 1193, inne --- 1194. Najbardziej prawdopodobną datą jest 16 lipca 1194 r. Miejscem urodzin był Asyż, gdzie mieszkali jej rodzice --- Ortolana i Favarone Offreducci. Początkowo mała Klara wychowywała się w rodzinnym domu. W 1201 roku doszło do wojny między Asyżem, a sąsiednim miastem Perugią. Ojciec Klary wraz ze swoim bratem Monaldo i swoimi rodzinami przenieśli się do Perugii, gdzie przebywali do roku 1205. W Perugii zaprzyjaźniła się z Filippą i Benwenutą, która później została jedną z jej pierwszych sióstr zakonnych. Od powrotu do Asyżu Klara na stałe zamieszkała w rodzinnym pałacu, który stał się jej "pierwszym klasztorem" ze względu na czas jaki poświęcała na modlitwę i umartwienia.
Takie podejście do życia sprawiało, że Klara odróżniała się od swoich rówieśniczek "jaśniejąc" swoją postacią. W ukryciu przed wszystkimi nosiła włosiennicę i rozdawała jałmużnę ubogim. Wyrazem jej gorliwości chrześcijańskiej były też pielgrzymki, które odbyła z matką i siostrą. W tym czasie miało miejsce niezwykłe wydarzenie, które wstrząsnęło całym Asyżem. Otóż na początku 1206 roku Franciszek, syn bogatego kupca Piotra Bernardone porzucił dom, karierę, bogactwo, aby żyć jak żebrak prosząc o jałmużnę. Swój czas i siły przeznaczał na modlitwę, usługiwanie trędowatym oraz odbudowywanie zrujnowanych kościołów: św. Damiana, Matki Bożej Anielskiej. Tam też w Porcjunkuli, jak zwykł nazywać kościół Matki Bożej Anielskiej, rozpoznał swe powołanie do zachowywania Ewangelii i głoszenia światu pokuty. Od tego momentu Franciszek wędrował po okolicznych wioskach i miastach i głosił orędzie Dobrej Nowiny. W kazaniach głoszonych przy każdej okazji wzywał wszystkich do nawrócenia, zachęcając do życia zgodnego z Ewangelią.
Kiedy Klara skończyła szesnaście lat, rodzice postanowili wydać ją za mąż. Jednak ona miała już swoją wizję przyszłego życia, dlatego stanowczo odmawiała. Jej pragnieniem było całkowite poświęcenie się Bogu. Dlatego, gdy usłyszała o tym, że Franciszek naśladuje Chrystusa ubogiego i czystego postanowiła poznać ten nowy sposób życia. Bliska znajomość z Franciszkiem i podziw dla jego zapału naśladowania Chrystusa zaowocowały u Klary pragnieniem obrania takiego stylu życia, który jej wewnętrznie odpowiadał. Otrzymawszy pouczenie od Franciszka, pragnęła zachować dziewiczą czystość dla Chrystusa. Tym samym wyraziła swoją wolę podporządkowania się we wszystkim Franciszkowi. Dzięki niemu odkryła własne powołanie. Słuchała go i przyglądała się jego życiu. Zaowocowało to pragnieniem służenia Bogu wyrzekając się świata, a obierając Chrystusa jako swego Oblubieńca. Swoje pragnienia zrealizowała w Niedzielę Palmową 1212 roku. Wówczas to za radą Franciszka ubrała się w najdrogocenniejsze szaty i udała się do katedry. Tam w przeciwieństwie do innych panien nie wzięła gałązki palmowej osobiście i dopiero biskup zauważywszy jej nieśmiałość sam wręczył jej palmę. Było to jakby zapowiedzią tego, że ta dziewczyna odegra znaczącą rolę w życiu Kościoła.
Następnego wieczoru pod osłoną nocy, przez nikogo nie zauważona opuściła dom rodzinny i udała się do kościoła Matki Bożej Anielskiej, gdzie oczekiwał na nią Franciszek z braćmi. Tam też dokonało się włączenie Klary w życie, jakie prowadzili Bracia Mniejsi. Duchowy ojciec przyjął od swojej córki ślubowanie, obciął włosy i wręczył jej znak tej konsekracji --- ubogi habit, który odtąd miał zastępować jej wytworne suknie.
Następnie Klara w otoczeniu Franciszka i braci udała się do klasztoru benedyktynek, przy kościele San Paolo (św. Pawła). Rodzina bardzo szybko zareagowała na jej ucieczkę. Do San Paolo przybył stryj Monaldo, aby ją zabrać do domu. Widząc jej stałość w postanowieniu ustąpił. Jednak Klara musiała opuścić to miejsce i przeniosła się do innego klasztoru benedyktynek --- św. Anioła w Panzo, gdzie dołączyła do niej młodsza siostra --- Katarzyna, która na znak swojej konsekracji zmieniła imię na Agnieszka. Również tam, Klara musiała potwierdzić swój wybór, a nadto wesprzeć siostrę, po którą przybył stryj Monaldo. Tam też, jak opisuje br. Tomasz z Celano, zdarzył się cud. Otóż zdenerwowany Monaldo postanowił siłą zabrać Agnieszkę z klasztoru. Wraz ze zbrojnymi rycerzami próbował wyprowadzić ją z kościoła Agnieszka wówczas zaczęła błagać siostrę o pomoc. Wtedy Klara padłszy na ziemię zaczęła gorliwie modlić się o łaskę dla siostry. W tym momencie ciało Agnieszki stało się tak ciężkie, że nawet wszyscy obecni mężczyźni nie byli w stanie podnieść jej z ziemi i dlatego zostawiwszy ją odeszli. Pomimo tego zwycięstwa Klara i Agnieszka musiały zmienić miejsce. Zamieszkały przy kościele św. Damiana. Później dołączyły przyjaciółki Klary: Pacyfika di Guelfuccio, Benwenuta z Perugii, Filipa di Leonardo di Gislerio.
Wkrótce sposób życia Klary i jej sióstr stał się tak sławny, że pojawiały się coraz to nowe naśladowczynie doskonałego ubóstwa. W ten sposób miała się wypełnić przepowiednia św. Franciszka, który, odbudowując kościół św. Damiana, wzywał ludzi do pomocy mówiąc: "Chodźcie, pomóżcie przy kościele św. Damiana! On stanie się klasztorem Pań, których sława i życie okryją chwałą Kościół powszechny niebieskiego Ojca".
Św. Klara OffreducciMając 22 lata Klara została mianowana przez Franciszka opatką klasztoru. W związku ze wzrastającą liczbą sióstr zaczęła dostrzegać potrzebę prawnego uregulowania życia zakonnego (w tym czasie na Soborze Laterańskim IV w 1215 roku ustalono, że każda nowa wspólnota zakonna musi przyjąć jedną z zatwierdzonych reguł: św. Benedykta, św. Bazylego lub św. Augustyna). Wówczas jeszcze Franciszek nie uzyskał pisemnego zatwierdzenia swojej Reguły życia, dlatego Klara musiała prosić pp. Innocentego III o "Privilegium paupertatis" --- "Przywilej ubóstwa". Otrzymała go 16 lipca 1216 roku (Kolejny przywilej Klara otrzymała od pp. Grzegorza IX dnia 17 września 1228 roku). Był to początek oficjalnego formowania się nowego zakonu żeńskiego opartego na całkowitym zachowywaniu ubóstwa. Kolejni papieże (Honoriusz III, Innocenty IV) próbowali złagodzić Regułę życia Ubogich Panien. Najpierw pp. Honoriusz III w bulli wydanej dnia 27 sierpnia 1218 roku zgodził się na sposób życia Klary i jej sióstr, ale pozwolił legatowi apostolskiemu na przyjmowanie dóbr nieruchomych dla sióstr. Miała to być własność Stolicy Apostolskiej. Klara nie mogła pogodzić się z taką interpretacją. Także późniejsze Konstytucje Hugoliańskie z 1219 roku nie zadowalały jej oczekiwań (wg tych Konstytucji wspólnota sióstr zachowywała własny charakter, ale oficjalnie były podporządkowane Regule św. Benedykta, na którą składały profesję). W 1247 roku pp. Innocenty IV ogłosił nową Regułę, w której imię Benedykta zastąpił Franciszkiem i zmienił formułę profesji. Pomimo takich ustępstw Klara nadal dążyła do zatwierdzenia sposobu życia, które wiodła od samego początku. Osiągnęła to dopiero 9 sierpnia 1253 r., kiedy to pp. Innocenty IV zatwierdził jej Regułę uroczystą bullą. Tym samym Klara została pierwszą kobietą, która napisała Regułę dla zakonu żeńskiego.
Nowy wzór życia zapoczątkowany przez Klarę zjednywał sobie naśladowczynie na całym świecie. Młode i starsze, panny i wdowy, ubogie i bogate --- wszystkie stawały się równe wobec siebie i, zrywając kontakt ze światem, wybierały Chrystusa ubogiego. Postawa Klary wzmacniała w nich pragnienie wytrwania w obranym sposobie życia. Jej troska o siostry, a ponadto ciężkie umartwienia i posty doprowadziły do tego, że około 1224 roku popadła w chorobę. Przyjęła ją z pokorą i cichością. W czasie tego osłabienia nie zaniedbywała się w pragnieniu wspomagania sióstr. Troszczyła się nie tylko o siostry, z którymi mieszkała, ale i też o te, które prowadziły ten sposób życia na całym świecie. Swoją troskę zawarła zwłaszcza w listach do Agnieszki Praskiej, którą wspierała w dążeniu do doskonałego zachowywania ubóstwa. W listach tych Klara odsłania samą siebie. Niedługo potem pożegnała swojego duchowego ojca Franciszka, który zmarł 3 października 1226 r. Dwa lata później do Klasztoru św. Damiana wstąpiła jej druga siostra Beatrycze, a nieco później, po śmierci ich ojca, matka Ortolana.
We wrześniu 1240 roku swoją modlitwą ocaliła klasztor od zbezczeszczenia przez Saracenów. Rok później wraz z siostrami poprzez pokutę i całonocne czuwanie wyjednała u Boga łaskę ocalenia Asyżu przed wojskami cesarza Fryderyka.
Pod koniec życia Klara zaczęła pisać Regułę, której zatwierdzenie otrzymała na dwa dni przed śmiercią. Klara w klasztorze św. Damiana żyła przez 42 lata. Wyczerpujące posty, umartwienia i czuwania spowodowały, że 11 sierpnia 1253 roku umarła w otoczeniu sióstr, które z wielkim bólem żegnały swoją matkę. Następnego dnia odbył się jej uroczysty pogrzeb, któremu przewodniczył papież Innocenty IV. Jej ciało złożono w grobie, w którym przedtem spoczywało ciało św. Franciszka. W dwa lata po śmierci, tj. 1255 roku, pp. Aleksander IV, wcześniejszy kardynał protektor zakonu franciszkańskiego, wpisał jej imię do katalogu świętych. Zaś papież Urban IV w bulli z 18 października 1263 roku ogłosił ją patronką drugiego zakonu franciszkańskiego.
Ciało św. Klary, które nie poddaje się rozkładowi od ponad 750 lat, spoczywa w asyskiej bazylice, dedykowanej jej imieniu.

Św. Klara Offreducci

Imię Klara pochodzi od łacińskiego słowa clarus --- jasny, sławny, dostojny, znakomity. To imię nadała swej córce Ortolana Offreduccio, gdy modląc się w kościele usłyszała wewnętrzny głos: "Kobieto nie bój się, ponieważ wydasz na świat światło, które rozbłyśnie jaśniej od słońca". Tak też się stało. Klara całym swym życiem zdawała się potwierdzać tę przepowiednię. Papież Aleksander IV, w Bulli kanonizacyjnej św. Klary napisał: "Zajaśniała bowiem w świecie, rozbłysła w zakonie; w domu jaśniała jak promyk, w klasztorze rozbłysła jak światło błyskawicy. Zajaśniała w życiu, promieniuje po śmierci; zajaśniała na ziemi, sieje blaski w niebie!". Słowa te trafnie streszczają życie Klary oraz wyjaśniają znaczenie jej imienia.
Do świętości Klara nie doszła sama. Pomagał jej w tym żyjący współcześnie Franciszek Bernardone. Ich wzajemne relacje opierały się na bardzo czułej więzi. Podstawą było oparcie w czystości, którą zachowywali w stopniu najwyższym. Miłość pomiędzy Franciszkiem a Klarą była zawsze podporządkowana miłości do Chrystusa i do ubogich. Obdarzona pogodą ducha szła przez życie spokojna, opanowana, zmierzając prosto do celu, wykorzystując obrane środki. Była prekursorką życia zakonnego opartego na wzajemnej miłości, współodpowiedzialności i uczestnictwie wszystkich sióstr. Zrezygnowała z życia w bogactwie obierając ubóstwo i służbę.


Św. Rita z Cascia

Wszystko w życiu świętej Rity jest nadzwyczajne od jej niezwykłego poczęcia, przypominającego historię św. Jana Chrzciciela, aż do niezwykłych łask, jakie otrzymywała dla tych, którzy ją usilnie o to prosili. Dary te wysłużyły jej miano orędowniczki w sprawach beznadziejnych. Zanim wstąpiła do klasztoru była żoną i matką, dlatego wzywają jej wstawiennictwa zarówno ojcowie i matki rodzin, jak i zakonnicy, i zakonnice. 

Dziecko wybrane przez Boga

Był rok 1380. Od pół wieku trwała Wojna Stuletnia pomiędzy Anglią i Francją. Joanna d’Arc jeszcze się nie urodziła i trzeba było czekać jeszcze 50 lat nim uwolniła Francję. Właśnie w tym czasie w Cascia, w małej umbryjskiej wiosce, położonej w Apeninach, około 150 km na północ od Rzymu, w osadzie zwanej Roccaporena żyło małżeństwo Antoniego Lotti i Amaty Mancini. Małżonkowie kochający się czule budowali przykładem otoczenie. Realizowali w życiu ewangeliczne cnoty. Przede wszystkim wprowadzali pokój. Zwano ich rozjemcami, bo dokładali wszelkich starań, najczęściej uwieńczonych sukcesem, by zażegnywać spory między sąsiadami. Od dawna zaślubieni byliby w pełni szczęśliwi, gdyby Niebo dało im radość posiadania dzieci. Jednak Amata już się zestarzała i małżonkowie stracili nadzieję.
Właśnie wtedy w pewien jesienny dzień, zajęta pracami domowymi usłyszała szum wiatru, a potem głos, który wyszeptał: „Nie lękaj się, Amato. Urodzisz dziewczynkę. Antoni i ty będziecie ją bardzo kochać, ale Pan ukocha ją jeszcze bardziej!” Kiedy nadszedł wieczór powierzyła Antoniemu słowa Anioła. Któż bowiem, jeśli nie Anioł, mógł wypowiedzieć takie słowa? Po jakimś czasie znowu dało się słyszeć tchnienie wiatru i ten sam głos powiedział: „Amato, zbliża się dzień narodzin. Nazwiesz ją Rita, ku czci świętej Margarity. To zdrobnienie imienia, lecz stanie się dzięki niej wielkie!”
Słowo margarita znaczy po łacinie perła. Rzeczywiście dziecko stało się jedną z pereł Kościoła. I tak w maju 1381 roku urodziła się małżonkom Lotti córeczka – mała Margarita. Wszyscy sąsiedzi przybyli pogratulować szczęśliwym małżonkom, ale i wszyscy dziwili się nadanemu dziecku imieniu Rita. Nie było go w tradycji żadnej z rodzin i nawet proboszcza parafii Cascia trzeba było prosić, by zechciał ją pod tym imieniem ochrzcić.
Rodzice Rity pracowali w polu. Kiedy dziewczynka miała zaledwie rok, a pogoda była sprzyjająca, zabierali ją ze sobą i kładli spać w cieniu w wiklinowym koszyku. Pewnego dnia wieśniak, zraniwszy się sierpem, spieszył do domu opatrzyć ranę. Przechodząc obok dziewczynki stanął zaskoczony widokiem roju pszczół latającego nad nią. Wchodziły nawet do ust, nie czyniąc jej krzywdy. Mała Rita uśmiechała się tylko. Przerażony wieśniak wyciągnął jednak zranioną rękę, aby je odgonić. Kiedy odsunął rękę, zobaczył, że został całkowicie uzdrowiony. Nie ma potrzeby wracać do domu. Pobiegł więc opisać, co się stało rodzicom, pracującym w pobliżu. Rodzice i cała wioska zadawali sobie pytanie: Kim będzie to dziecko?
Mała Rita wzrastała w głęboko chrześcijańskiej atmosferze, w rodzinie wdzięcznej Bogu za wielką łaskę jej narodzin, tak długo oczekiwanych. Otrzymała wszelkie zasady wiary, a przede wszystkim przykład. Od najwcześniejszych lat rodzice uczyli jej modlitwy i wzbudzali miłość do Boga i Dziewicy Maryi. Bardzo wcześnie Rita zaczęła podejmować małe, dziecięce umartwienia. Spontanicznie czyniła wszystko, aby pomóc starym rodzicom. W wieku dorastania kiełkuje w niej myśl o życiu zakonnym i poświęceniu życia na kontemplowanie Męki Zbawiciela.

Rita --- małżonka i matka

Jej rodzice również myśleli o jej przyszłości, ale mieli odmienne plany. Nie brali w ogóle pod uwagę życia zakonnego dla swej córki. Szukali męża, zabiegali o spotkanie z kandydatem. Doprowadzili do zaręczyn. Ich wybrańcem był Paolo. Rodzice byli zachwyceni, bo pozycja społeczna przyszłego męża Rity była wyższa od ich stanu. Tylko samej Ricie daleko było do zachwytu. Plan ten oznaczał rezygnację z życia zakonnego. W dodatku Paolo miał opinię człowieka brutalnego, pijaka i lubiącego uciechy. Rita próbowała się przeciwstawić, jednak rodzice byli nieugięci. W ich decyzji dziewczyna starała się więc widzieć wolę Bożą, sądząc, że to Bóg uznał ją za niegodną stanu zakonnego. Być może w tym małżeństwie dojrzała też możliwość bardziej skutecznej pomocy rodzicom?
Po ślubie, po upływie zaledwie kilku tygodni miodowego miesiąca, w zachowaniu Paolo wzięła górę natura. Potwierdziła się opinia o nim: to człowiek brutalny i autorytarny. Biedna Rita cierpiała w milczeniu. Nigdy nie wyzbyła się łagodności i cierpliwości. Była tak łagodna, że jej sąsiadki, które dobrze zdawały sobie sprawy z jej sytuacji nazwały ją niewiastą bez urazy. Rita ofiarowywała swe cierpienia za nawrócenie męża. Dorzucała do nich umartwienia wszelkich rodzajów, również częste posty.
Paolo gorąco pragnął dziedzica dla zapewnienia ciągłości rodu. Szczęśliwe rozwiązanie dało uradowanym małżonkom bliźnięta. Przynajmniej na jakiś czas zapewniło to rodzinie spokój. Paolo zaczął w końcu dostrzegać nadzwyczajne cechy swej małżonki. Jego natura złagodniała nieco i małżeństwo poznało lata prawdziwego szczęścia, czego nie mogły wróżyć początkowe burze. Jednak to szczęście nie miało trwać długo.

Nieszczęście rodziny

Pewnego zimowego wieczoru, kiedy na dworze szalała burza sąsiad dał znać Ricie, że Paolo wpadł w zasadzkę. Kiedy przybiegła do jego posłania wydał właśnie ostatnie tchnienie. Sąsiad oświadczył, że w ostatnich słowach przebaczył napastnikom i zwrócił się w modlitwie do Boga. Nieszczęśliwą wdowę pocieszyła myśl, że Paolo umarł po chrześcijańsku. To najlepsza gwarancja, że odnajdą się razem w Raju. Mówiono nawet, że Niebo objawiło Ricie, iż jej mąż osiągnął zbawienie. Przeżyli razem 18 lat.
Bliźniacy nie przebaczyli tak łatwo jak matka. W ich ustach były tylko słowa zemsty, uczucie ludzkie, lecz mało chrześcijańskie. Rita długo im tłumaczyła, że ten, kto nie przebacza, sam nie otrzyma przebaczenia i poważnie zagraża to jego zbawieniu. Nie chcieli zrozumieć. Rita podwoiła modlitwy i pokuty dla ich nawrócenia, a oni z uporem trwali w chęci zemsty. Rita była przekonana, że lepiej umrzeć przebaczając niż żyć bez przebaczenia. Kilka miesięcy po śmierci ojca bracia powrócili z pola w gorączce. Żaden środek nie okazał się skuteczny, choroba szybko postępowała. Matka poprosiła dla nich o sakramenty. Wtedy wybaczyli zabójcy ojca. Umarli w odstępie kilku dni.

Zakonnica w augustiańskim klasztorze

Rita od dawna nie miała już rodziców. A teraz w ciągu kilku miesięcy straciła męża i dzieci. Pozostawszy całkiem sama, powróciła do myśli o drodze życia zakonnego i zapukała do drzwi klasztoru świętej Marii Magdaleny w Cascia. Przeorysza przyjęła ją, wysłuchała i obiecała przedstawić jej sprawę kapitule. Jednak, kiedy Rita przyszła ponownie, odpowiedź była negatywna. Przeorysza oświadczyła, że zgromadzenie przeznaczone dla panien nie może przyjąć wdowy. Odmowa nie zniechęciła Rity. Po jakimś czasie znowu zapukała do bram klasztoru. Otrzymała tę samą odpowiedź negatywną. Przyszła więc po raz trzeci i tym razem spotkała ją odmowa. Wydawało się jednak, że prawdziwy powód tej odmowy był inny. W klasztorze w Cascia przebywały zakonnice pochodzące z dwóch wrogich sobie rodzin z okolicy. Niektóre z nich były więc z rodziny zabójcy Paolo. Przed przyjęciem Rity trzeba było pogodzić obydwa rody. Rita była przekonana o tym, że to właśnie stanowiło zasadniczą przeszkodę jej przyjęcia do klasztoru. Wzięła więc do ręki laskę podróżną i zaczęła pukać od drzwi do drzwi jako posłanniczka pokoju. I dokonał się cud: wszyscy mieszkańcy wioski pogodzili się ze sobą. Ona zaś oddała się modlitwie i tak stało się to, co było dotąd niemożliwe.
Pewnego zimowego wieczoru usłyszała, że ktoś wywołuje ją na dwór. Otwarła drzwi i zobaczyła nieznajomego, odzianego w zwierzęcą skórę. Przypominał św. Jana Chrzciciela z kościoła. Osobnik dał znak, aby szła za nim. Rita ubrała płaszcz i poszła. Doszli do skały wznoszącej się nad całą osadą Roccaporena. Tam przyłączyli się do nich dwaj inni święci, znani Ricie z wizerunków: Augustyn i Mikołaj. I nagle, nie wiedząc jak, nasza bohaterka znalazła się w kaplicy klasztoru.
Przeorysza odniosła się do tego widocznego cudu początkowo nieufnie. Zaczęła wypytywać siostrę furtiankę, czy wszystkie drzwi były wieczorem dobrze zamknięte. Po otrzymaniu odpowiedzi twierdzącej, poprosiła o wyjaśnienia tę, która pozwoliła sobie na takie wtargnięcie. Rita odrzekła po prostu: „Pan tego chciał, moja Matko!” Nie przekonana przeorysza pytała dalej: „Kto stał się twoim wspólnikiem, umożliwiając ci wejście tutaj?” Rita opowiedziała jej więc w szczegółach, kto jej dopomógł. W tej sytuacji przeorysza wraz z innymi siostrami podjęła wreszcie tak długo oczekiwaną decyzję: Rita zostaje przyjęta po to, by „nie przeciwstawiać się woli Bożej".
Postulantka, a potem wzorowa nowicjuszka, oderwana od wszelkich ziemskich uczuć mogła wypowiedzieć bez trudu trzy zakonne śluby.
Przeorysza i mistrzyni nowicjatu niczego jej nie oszczędziły: żadnej udręki, żadnego upokorzenia, ale nigdy nie pozbawiły jej cierpliwości i słodyczy. Aby ją doświadczyć przełożona żądała od niej, np. podlewania codziennie rano i wieczorem kawałka drewna włożonego do wysuszonej ziemi. Mogłoby się to wydawać absurdem, ale... siostra Rita nie stawiała pytań i była posłuszna... Niespodzianka czekała za to przełożoną, bowiem po jakimś czasie kawałek drewna wypuścił pączki, potem zakwitł, aż wreszcie dał wspaniałe kiście winogron.
Po daniu dostatecznych dowodów posłuszeństwa, pokory i pobożności siostra Rita otrzymała pozwolenie na złożenie ślubów. Przyrzeka żyć odtąd według reguły św. Augustyna. Z innymi siostrami nowa profeska mogła wychodzić udzielać pomocy ubogim i chorym.

Udział w cierpieniach Zbawiciela --- stygmat ciernia

Siostra Rita chciała się we wszystkim upodobnić do Boskiego Mistrza. Aby cierpieć jak On nosiła włosiennicę, biczowała się kilka razy w ciągu dnia tak mocno, że jedna z sióstr znalazła ją kiedyś nieprzytomną w celi. Jednak jej to nie wystarczało. W roku 1443, w okresie Wielkiego Postu rekolekcje głosił znany Franciszkanin. Cała wioska chciała go usłyszeć. Siostry także należały do grona słuchaczy.
Św. Rita z CasciaW Wielki Piątek, kiedy wyjaśniał z wielkim realizmem boleści Zbawiciela, siostra Rita błagała Pana, by móc odczuć ból przynajmniej jednego z cierni Jego korony... I nagle jeden z gipsowych cierni wielkiego krucyfiksu oderwał się i spadł na sam środek jej czoła. Ból był tak straszny, że siostra Rita straciła przytomność. Nazajutrz rana powiększyła się i zaczęła wydzielać nieprzyjemną woń. Rana nie goiła się. Odpychający zapach pozostawał. Przeorysza ze względu na pozostałe siostry przeznaczyła jej więc celę w głębi korytarza.
Minęło kilka lat. Papież ogłosił rok 1450 rokiem jubileuszowym. Delegacja klasztoru miała wziąć udział w uroczystościach w Rzymie. Siostra Rita też wyraziła chęć pojechania. Przeorysza chętnie by ją wysłała, jednak z jej raną ropiejącą i cuchnącą...! Podróż była niemożliwa. Siostra Rita była głęboko przekonana, że w stosownym czasie zostanie uzdrowiona. Rzeczywiście na kilka dni przed wyjazdem zakonnic, na czole nie było widać najmniejszego śladu stygmatu, choć nie zniknął ból. Przeorysza umieściła ją więc na czele delegacji. Siostry po drodze zastanawiały się, czy mają dość pieniędzy na dotarcie do celu, Rita, widząc w ich zachowaniu brak wiary w Opatrzność, na oczach przerażonych zakonnic, wrzuciła wszystkie pieniądze do potoku. Niczego im nie zabrakło ani w drodze do Rzymu, ani w drodze powrotnej.

Ostatnie chwile życia

Po powrocie do Cascia, zgodnie z prośbą siostry Rity stygmat znowu pojawił się na jej czole, a z nim odrażający odór. Siostra podjęła na nowo życie w całkowitym odosobnieniu, rozmyślając nad Męką Zbawiciela i poszcząc. Karmiła się jedynie Eucharystią.
W 1457 roku była już całkowicie wyczerpana życiem pełnym cierpień i pokuty. Zbliżał się jej koniec i nikt w to nie wątpił. Siostra przydzielona jej jako pielęgniarka lękała się każdego wejścia do celi, tak bardzo odpychała woń wydobywająca się z rany. Chorą odwiedzała jednak kuzynka, do której Rita zwróciła się z zaskakującą prośbą. Miała przynieść jej różę z krzaka rosnącego w ogrodzie, którym kiedyś się zajmowała. Trwała surowa zima! Ziemię pokrywał śnieg, więc wszyscy sądzili, że chora majaczy. Jednak kuzynka zaciekawiona poszła i wbrew oczekiwaniu wszystkich znalazła przepiękną różę o wspaniałym zapachu. Urwała ją i przyniosła Ricie. Sadzonka tej róży włożona do ziemi klasztornego ogrodu rośnie tam od pięciu wieków.
Innym razem Rita poprosiła o przyniesienie fig z jej dawnego figowca. I tym razem kuzynka znalazła w ogrodzie wszystkie drzewa ogołocone: pozbawione liści i owoców... z wyjątkiem figowca. Tylko na nim znajdowały się dwie wspaniałe figi. Urwała je i zaniosła chorej.
Z każdym dniem chorej ubywało sił. Pewnego dnia oświadczyła, że zjawił się jej Pan Jezus ze Swą Matką. Na jej pytanie: „Kiedy, mój Jezu, będę mogła posiąść Ciebie na zawsze?”, otrzymała odpowiedź: „Za trzy dni będziesz ze Mną w Niebie”.
Siostra Rita poprosiła o sakramenty. W dniu zapowiedzianym przez Jezusa poprosiła przeoryszę o błogosławieństwo. W chwilę po jego otrzymaniu jej życie łagodnie zgasło. Było to 22 maja 1457 roku. I tak Święta odeszła do Nieba. Dzwon w klasztorze sam ogłosił to zdarzenie. Cela, do której nikt nie chciał się zbliżyć z powodu wywołującego mdłości odoru rany, napełniła się światłem i cudnym zapachem. Można naprawdę powiedzieć, że Rita umarła otoczona zapachem świętości.
Jedna z sióstr w klasztorze miała sparaliżowane ramię. Kiedy pochyliła się nad zmarłą, by ją pocałować prostując się stwierdziła, że jej ramię zostało w jednej chwili uzdrowione. Ciało siostry Rity, umieszczone w bazylice w Cascia, od ponad 5 wieków zachowuje się w doskonałym stanie. 

Św. Rita z Cascia w szklanej trumnieŚw. Rita z Cascia w szklanej trumnie

Kult Świętej

Kult Świętej rozpoczął wraz z jej śmiercią. Cuda nie przestały się mnożyć: uzdrowienia i nawrócenia. O jednym z pierwszych doniósł wiejski stolarz. Nie mógł już wykonywać zawodu z powodu paraliżu i deformacji ręki. Przyzywał więc wstawiennictwa św. Rity wystawionej na śmiertelnym łożu. Obiecał, że jeśli odzyska władzę w ręce, wykona dla niej trumnę. Ledwie skończył modlitwę, stwierdził, że ręka odzyskała swobodę ruchów i rzeczywiście on wykonał trumnę, w której złożono ciało. Po 3 dniach od śmierci św. Rity liczba cudów stale wzrastała. Czas mijał i trzeba było pochować zmarłą. Jednak jej ciało pozostawało nienaruszone i nadal wydzielało piękny zapach. Postanowiono więc zachować je w kaplicy, pod ołtarzem. I tak nigdy ciała Rity nie złożono w ziemi.
W roku 1595, kiedy napływ pielgrzymów zbytnio przeszkadzał wspólnocie zakonnej, zadecydowano przenieść ciało Świętej do wiejskiego kościoła. Było to wygodniejsze dla sióstr i dla pielgrzymów.
W kilka lat później na stolicy Piotrowej zasiadł Urban VIII. Jedna z jego siostrzenic zainteresowana życiem i sławą Rity, przekonana o jej świętości udała się do Rzymu przedstawić tę sprawę do szczegółowego zbadania. Papież powołał komisję. Mając przed sobą niezniszczone od 170 lat ciało, wydzielające nadal piękny zapach i po zbadaniu akt stwierdzających liczne cuda, przypisywane wstawiennictwu Rity, doniesienie komisji było tak przychylne, że Urban VIII podpisał w roku 1628 dekret beatyfikacyjny. Ceremonia odbyła się w kościele parafialnym w obecności niezliczonego tłumu. Wywołało to niewyobrażalne przepychanie się, a co za tym idzie --- nieporządek, krzyki wygrażających sobie osób. Ponieważ cuda nie były naszej Świętej obce... podniosła głowę, otwarła oczy i spojrzała na przepychających się. Natychmiast zapadła cisza! Jeszcze wiele razy powtórzył się cud otwarcia oczu.
Papież Leon XIII kanonizował ją 24 maja 1900 roku, wyznaczając jej święto na dzień 22 maja.

Nienaruszone ciało "Świętej od spraw niemożliwych i rozpaczliwych" spoczywa w szklanej gablocie w Bazylice św. Rity z Casica we Włoszech. Choć zmarła w 1457 roku, jej ciało kilka razy zmieniało pozycję, a jej oczy same się otwierały i zamykały.
Rita jest postacią godną pamięci, gdyż doświadczywszy wielu cierpień i przeciwności w różnych stanach życia, potrafiła pokonywać wszelkie przeszkody w duchu pokory i miłości. Wszędzie czyniła pokój, była lekarstwem dla zwaśnionych i skłóconych. Wierni widzą w św. Ricie skuteczną orędowniczkę w trudnych i beznadziejnych sprawach życiowych. Przez wieki wielu ludzi za jej przyczyną doznało łaski rozwiązania trudnych problemów życiowych. Jest czczona w całym świecie katolickim, a zwłaszcza we Włoszech, w Ameryce Południowej i na Filipinach, gdzie znajduje się wiele kościołów pod jej wezwaniem, a nawet miejscowości noszących jej imię. W Polsce jest mało znana; w Krakowie na Kazimierzu znajduje się klasztor ss. Augustianek, gdzie co tydzień odbywa się specjalne nabożeństwo do św. Rity, kiedy to wierni polecają jej swoje problemy i trudne sprawy. Szczególnym kultem cieszy się właśnie w zakonie augustiańskim. Wielką czcicielką św. Rity była śp. Janina Habela-Juin, fundatorka obrazu św. Rity do kościoła MB Niepokalanego Poczęcia w Nowym Sączu.


Źródła internetowe


Opracowanie ukończyłem 05-04-2005 roku. Autor



Lektura uzupełniająca

Joan Carroll Cruz - "Niezniszczalni"Wincenty Łaszewski - "Cudowny medalik. Klucz do skarbnicy łask"Ewa Hanter - "Dar Niepokalanej. Cudowny medalik"

Polecam również "Leksykon Świętych". Tutaj możesz bezpłatnie pobrać plik PDF.


Prawa autorskie