| • Czy dzisiaj ukrzyżowalibyśmy Jezusa po raz wtóry? |
| • Publiczna działalność Chrystusa |
| • Etapy procesu(ów) |
| • Odium potępienia |
| Prawa autorskie |
![]() |
Czy dzisiaj ukrzyżowalibyśmy Jezusa po raz wtóry? | ![]() |
|
Wnikliwa analiza procesu
Jezusa. Teraz? Po co? Profesor Alicja Grześkowiak rozbija w puch
interpretacje usprawiedliwiające lub łagodnie oceniające Piłata. Proces
był maskaradą, służącą do ukrycia bezprawia. Na ukrzyżowanie Jezusa
skazał --- niby w majestacie prawa --- Piłat, a nikt inny. Dawne
dzieje?
Tak, ale postawy jakże aktualne. Czy dzisiaj ukrzyżowalibyśmy Jezusa po
raz wtóry? |
![]() |
Proces Chrystusa jest bez wątpienia najsłynniejszym i
najbardziej znamiennym procesem karnym w dziejach ludzkości. Jego
przebieg dzięki tekstom Ewangelii jest dobrze znany. Był on dokładnie
analizowany tak przez egzegetów, jak i prawników.
Poświęcono mu ponad 500 prac --- wśród nich znajduje
się doskonała polska monografia ks. dra Eugeniusza Dąbrowskiego.
Jednak pomimo tak olbrzymiej literatury, stanowiska co do przebiegu
procesu i jego prawnych ocen nie zostały ujednolicone ---
przeciwnie, nadal nie widać końca kontrowersjom.
Podstawowym materiałem źródłowym wszelkich rekonstrukcji
procesu Chrystusa były zawsze Ewangelie. Ewangeliści jednak nie byli
prawnikami, mogli zatem o instytucjach prawokarnych stosowanych w
procesie Chrystusa pisać językiem potocznym, oddając ich
ogólny sens, a nie ścisłą treść; mogli oni nawet nie znać
obowiązujących wówczas przepisów prawa karnego. W
Ewangeliach zawarli prawdę o tym wydarzeniu, a opisy procesu podane w
poszczególnych tekstach są względem siebie wyraźnie
komplementarne. Jest powszechnie znane, że bezpośrednimi świadkami
pewnych faz tego procesu byli św. Mateusz i św. Jan, zaś św. Łukasz
pozostawał z nimi w kontakcie, natomiast św. Marek spisał w Ewangelii
katechezę św. Piotra, więc również świadka procesu. Dostrzec
można w opisach procesu Chrystusa zawartych w Ewangeliach pewne
różnice, ale nie ma między nimi sprzeczności.
Proces Chrystusa, jako fakt historyczny, znajduje potwierdzenie także
w źródłach laickich tamtych czasów. Historycy
wymieniają tutaj:
Wskazane źródła dostarczają dwóch
istotnych informacji: pierwszej --- że Chrystus został skazany
na śmierć przez Poncjusza Piłata, prokuratora rzymskiego i drugiej ---
że postawienie Chrystusa przed trybunałem rzymskim było
dziełem władz żydowskich. Oczywiście, do odtworzenia przebiegu procesu
Chrystusa to nie wystarcza, źródłem zasadniczym nadal
pozostać muszą zapisy Ewangelii.
Proces Chrystusa odbył się w 33 roku. Badania przeprowadzone przez
uczonych brytyjskich wykazały, że Jezus został ukrzyżowany w piątek 3
kwietnia 33 roku.
Proces Chrystusa był procesem karnym. Powinny więc mieć w nim
zastosowanie przepisy ówcześnie obowiązującego prawa karnego
i procedury karnej. Toczył się on bowiem, jak wiadomo, najpierw przed
Sanhedrynem --- najwyższym kolegialnym organem
ustawodawczo-sądowniczym z siedzibą w Jerozolimie, później
przed Poncjuszem Piłatem, rzymskim namiestnikiem Judei, sprawującym
również kompetencje sądownicze.
Analiza prawnych aspektów procesu musi zatem obejmować
zarówno żydowskie, jak i rzymskie prawo karne, ponieważ one
oba miały zastosowanie w procesie Chrystusa.
Źródłem wiedzy o obowiązującym wówczas prawie
karnym żydowskim jest Talmud. Opiera on swoje przepisy na Biblii,
zwłaszcza Pięcioksięgu czyli Torze (nauce) pisanej. Talmud jest zbiorem
przepisów i ich interpretacji dokonanej przez nauczycieli
Prawa. Składają się nań dwie części: Miszna i Gemara. Spisywanie Miszny
(ustna Tora) rozpoczęło się po wojnie żydowskiej, gdy judaizm narażony
został na unicestwienie. Ostatecznie jednak Miszna zredagowana została
ok. 220 r. po Chr., Gemara jest późniejsza ---
pochodzi z przełomu V i VI wieku. Ponieważ istnieją dwie Gemary,
powstały dwa Talmudy: jerozolimski i babiloński, Miszna jest dla obu
Talmudów wspólna. Nie ma żadnych bezpośrednich
dowodów na to, że między czasem procesu Chrystusa a okresem
powstania Miszny nastąpiły jakieś modyfikacje w prawie i procedurze
karnej. Gdyby tak było, historycy żydowscy z pewnością
zwróciliby na to uwagę, podkreślali oni jednak zawsze
stabilność prawa karnego obowiązującego w Judei.
Proces Chrystusa w pewnej fazie toczył się przed prokuratorem rzymskim,
który rozstrzygać powinien w oparciu o przepisy rzymskiego
prawa karnego. Dość łatwo wskazać przepisy o charakterze
materialno-prawnym, do których powinien odwołać się Piłat.
Była to lex Iulia de
maiestate z 8 roku po Chr. Przepisy te zebrane
zostały w Digestach, opublikowanych w 533 r. zawierających jednak
teksty przepisów prawnych z okresu od połowy II wieku przed
Chr. do końca III w. po Chrystusie. W tekście włączonym do
Digestów Paulus podaje także karę, na jaką skazywane były
osoby dopuszczające się przestępstwa obrazy majestatu.
Gorzej jest z przepisami proceduralnymi. W tej materii obowiązywać
powinna lex Iulia
iudiciorum publicorum (D. 48, 14, 1, 4) z 17 r.
przed Chr. Trudno jest jednak z całą pewnością ustalić, jakie
modyfikacje w procedurze karnej wprowadzali, dość swobodnie traktujący
problem postępowania sądowego przez siebie prowadzonego w ramach
przysługującego im imperium prokuratorzy rzymscy w prowincjach.
![]() |
Publiczna działalność Chrystusa | ![]() |
Publiczna
działalność Chrystusa wywołała reakcję dwojakiego
rodzaju. Za Chrystusem szły coraz większe rzesze Żydów
przyjmujących głoszoną przez Niego naukę i ulegających wymowie
czynionych przezeń cudów. Znaczna ich część widziała lub
skłonna była widzieć w Jezusie proroka, a niektórzy Mesjasza.
Z drugiej jednak strony wzrastało zaniepokojenie wśród
religijnych i świeckich władz żydowskich. Zdawały one sobie dobrze
sprawę z możliwych skutków publicznej działalności
Chrystusa. Szczególnie zagrożeni w swoich pozycjach poczuli
się faryzeusze. Ich to bowiem Chrystus najbardziej piętnował wskazując
zgoła odmienne wzorce zachowania od tych, które oni
reprezentowali. Żydowscy przywódcy stronnictw
religijno-politycznych --- mimo rzymskiej okupacji Judei --- zachowali
wielkie wpływy w narodzie żydowskim. Krytyka
dokonywana przez Chrystusa wzbudziła w nich obawę o posiadane pozycje.
Obawiali się również, że ruch religijny zapoczątkowany
publiczną działalnością Chrystusa może być uznany przez Rzymian za
dowód utraty zdolności kierowania narodem żydowskim w ramach
jeszcze wówczas dość znacznej autonomii, co oznaczałoby
koniec ich rządów.
Stanowisko władz żydowskich uległo radykalizacji pod wpływem oddźwięku,
jaki zdobyło wskrzeszenie Łazarza. Nauka Jezusa doszła do Jerozolimy, a
sam Chrystus przyjęty w niej został przez tłumy Żydów z
prawdziwym uwielbieniem. Ta widoczna przychylność Żydów dla
nowej nauki stanowiła realne zagrożenie dla wszystkich stronnictw
religijno-politycznych. Arcykapłani i faryzeusze zwołali Wysoką Radę i
uznali za konieczną bezpośrednią akcję przeciwko Chrystusowi. Dobrze
znane jest uzasadnienie podjętej przez nich decyzji o zabiciu
Chrystusa. Zasłonięto się tutaj interesem narodu żydowskiego powołując
się na uniformistyczną jedność Żydów, a w gruncie rzeczy
mając na względzie chęć utrzymania swojej władzy. Obawiano się, że
zostawienie Jezusa przy życiu spowoduje, iż wszyscy w Niego uwierzą ---
a byłby to kres ich panowania nad narodem żydowskim.
Decyzji o zabiciu Chrystusa nadano wymowę polityczną. Zasłonięto się
między innymi groźbą interwencji zbrojnej okupanta rzymskiego --- wobec
tego przejawu mesjanizmu politycznego, łączonego z
osobą Chrystusa, co mogłoby wzbudzić niepokoje społeczności żydowskiej.
Zebrani na tajnej radzie faryzeusze i arcykapłani wskazywali, że
doprowadzić mogłoby to --- nie tylko do zniszczenia największej
świętości Żydów --- ich świątyni w Jerozolimie, ale
do zagłady całego narodu. W obliczu tak formułowanych katastroficznych
wizji, arcykapłan Kajfasz przekonał zebranych o słuszności, więcej, o
konieczności zabicia Chrystusa --- mówiąc, że
„lepiej dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby
zginąć cały naród”. W ślad za tą decyzją wydano
polecenie, by każdy, ktokolwiek dowie się o miejscu pobytu Chrystusa
niezwłocznie doniósł o tym władzom żydowskim tak, by można
było Go ująć. Odwołano się tu do metody denuncjacji --- tak
potępianej przez moralność a tak często stosowanej przez rządzących ---
prawdopodobnie nawet wyznaczając nagrodę dla denuncjatora
za wskazanie miejsca pobytu Chrystusa. Jak wiadomo, wezwanie to
przyniosło efekt --- znalazł się zdrajca, Judasz Iskariota,
wynagrodzony 30 srebrnikami.
Na tle tych zdarzeń widoczna jest wyraźnie taktyka władz
religijno-politycznych. Zawiązały one coś w rodzaju spisku przeciwko
Jezusowi, przy czym nie występowały jeszcze w imieniu oficjalnych
organów sprawujących wówczas władzę w dziedzinie
wymiaru sprawiedliwości --- tj. Sanhedrynu. Był to nieformalny
sposób działania części ugrupowań faktycznie sprawujących
władzę nad narodem żydowskim w ramach pozostawionej mu przez Rzymian
autonomii. Nie chodziło już tylko o zatrzymanie Chrystusa i o
uniemożliwienie Mu prowadzenia działalności publicznej, ale o pojmanie
i zabicie. Termin wykonania tej decyzji był krótki --- miało
ono nastąpić jeszcze przed Paschą tak, by śmierć
Chrystusa nie wywołała niepokojów i zamieszek
wśród Żydów przybyłych do Jerozolimy z okazji
tego święta. Można więc z całą pewnością stwierdzić, że w ten
nieformalny sposób przesądzono o losie Chrystusa, skazując
Go na śmierć jeszcze zanim zadecydował o tym Sanhedryn --- i
również zanim zapadł w tej sprawie prawomocny wyrok.
Antycypowano w ten sposób rozstrzygnięcie sądu, co odczytać
należy niewątpliwie jako swoisty sposób nacisku na
członków Sanhedrynu, z których zresztą duża część
brała udział w tym spisku, w Ewangeliach mowa o arcykapłanach,
faryzeuszach i uczonych w Piśmie, którzy taką decyzję
podjęli.
![]() |
Etapy procesu(ów) | ![]() |
W procesie Chrystusa można wskazać następujące jego
najważniejsze etapy:
[Jeśli chcesz dowiedzieć się, co się działo z Chrystusem w nocy (między posiedzeniami Sanhedrynu), kliknij tutaj].
[Jeśli chcesz obejrzeć film o tej tematyce, kliknij tutaj].
Ad
1. Wydanie nakazu aresztowania Chrystusa rozpatrywane może
być jako pierwsza czynność procesowa rozpoczynająca postępowanie karne.
Pojmanie Chrystusa w ogrodach Getsemani jest już tego tylko prostą
konsekwencją. Oznacza ono zatrzymanie Chrystusa w celu doprowadzenia
przed Sanhedryn. Od tego momentu należy oceniać działania Sanhedrynu
jako organu sądowniczego w świetle ówczesnego prawa karnego
żydowskiego.
Na dzień pojmania Chrystusa wyznaczony został czwartek --- jak
można dziś już ustalić --- 2 kwietnia 33 roku. Zatrzymania
dokonał oddział żydowskiej straży świątynnej. Towarzyszył on Judaszowi
i na wcześniej umówiony z nim sygnał aresztował Jezusa. Ta
kwestia --- już na marginesie głównego nurtu tych
rozważań --- z uwagi na tekst Ewangelii św. Jana wzbudza wiele
kontrowersji. Niektórzy opierając się wyłącznie na nim
przyjmują, że aresztowania dokonała stacjonująca w Jerozolimie kohorta
żołnierzy rzymskich. Trudno w to uwierzyć, chociażby ze względu na jej
liczebność (ok. 600 osób) i tajemnicę, jaką miało być
otoczone aresztowanie Jezusa. Ponadto,
gdyby aresztowania dokonali rzymscy żołnierze, doprowadzić by musieli
Chrystusa do Piłata, a nie do władz żydowskich.
Ad 2. Chrystus został zatrzymany, związany i doprowadzony
do pałacu, w
którym zamieszkiwał urzędujący wówczas arcykapłan
Kajfasz. Św. Jan, uzupełniając relacje pozostałych
Ewangelistów, podaje w opisie procesu Chrystusa epizod,
przez innych nie opisywany w ogóle, obejmujący stawienie
Chrystusa przed Annaszem. Zaistniał on przed doprowadzeniem Jezusa do
Sanhedrynu.
Annasz w roku procesu Chrystusa nie był arcykapłanem urzędującym.
Rzymianie pozbawili go tego urzędu w 15 roku po Chr. Sposób,
w jaki przestał pełnić urząd arcykapłana --- na mocy
przymusowej decyzji okupanta rzymskiego --- spowodował zapewne,
że Żydzi odnosili się doń z szacunkiem, był dla nich Annasz
autorytetem, mimo iż nie pełnił funkcji w czasie, o którym
mowa, zachował tytuł arcykapłana, co zwyczajowo było przyjmowane.
Annasz przesłuchiwał Jezusa pytając Go o Jego naukę i
uczniów. Było to jakby rozpytanie wstępne przed właściwym
procesem prowadzonym przed Sanhedrynem. Chrystus zachował się w jego
trakcie bardzo godnie i dyplomatycznie zarazem, wskazując, że zawsze
nauczał jawnie w świątyni oraz synagogach, gdzie gromadzą się Żydzi.
Odwołał się pośrednio do świadków, by potwierdzili treść
jego nauki.
Znana jest też reakcja jednego członka straży świątynnej,
który uznał słowa Chrystusa za niezbyt pokorne. Uderzył on
Chrystusa w twarz za zachowanie, które widocznie wyraźnie
odbiegało od zazwyczaj obserwowanych postaw oskarżonych przed sądem.
Było to jaskrawe naruszenie nietykalności cielesnej Chrystusa.
Annasz widząc, że nic nie osiągnie przez rozpytywanie Jezusa o fakty,
które chciano Mu przypisać, nakazał odprowadzenie Go do
Kajfasza, u którego zebrali się członkowie Sanhedrynu.
Doprowadzenie Chrystusa do Annasza z prawnego punktu widzenia nie mogło
mieć żadnego znaczenia. Było to działanie nie mieszczące się w regułach
prawa. Gwoli wierności chronologii procesu trzeba jednak o nim
wspomnieć. Widzieć w nim można jedynie sposób pozaprawnych
działań części Sanhedrynu --- któremu mogło chodzić
o wyrażenie negatywnego sądu o Chrystusie przez osobę cieszącą się
szacunkiem Żydów. Gdyby Annasz potępił Chrystusa wprost,
łatwiejsza mogła być sprawa akceptacji przez nich skazania Chrystusa na
śmierć.
Była to także forma swoistego nieformalnego nacisku na
członków Sanhedrynu, któremu przewodził Kajfasz
--- zięć Annasza.
Ad 3. Dalsze postępowanie przeciwko Chrystusowi toczyło
się już przed
Sanhedrynem.
Sanhedryn przez wieki był w Izraelu organem najwyższej władzy tak
religijnej, jak i politycznej. Sprawował władzę ustawodawczą i
sądowniczą. Sanhedryn w ramach kompetencji sądowych uważany
mógł być bardziej za najwyższą magistraturę państwa, niż
organ wymiaru sprawiedliwości. Pełnił funkcję Sądu Najwyższego ---
kierowano doń wszystkie wątpliwe lub skomplikowane sprawy
karne z prośbą o wykładnię prawa, zwracano się doń z pytaniami
prawnymi. Do jego właściwości należały także, chociaż w niewielkim
zakresie, sprawy o przestępstwa religijne i powszechne o
szczególnej wadze, zagrożone karą śmierci. Sanhedryn działał
wówczas jako sąd orzekający. Kompetencje te zostały
ograniczone w czasach okupacji rzymskiej. Pozostawiono orzekanie w
zakresie dotychczasowej właściwości rzeczowej, gdy chodziło o
przestępstwa religijne, ale Żydom odebrano prawo skazywania na karę
śmierci.
W skład Sanhedrynu (Wielkiego) wchodziło 71 członków,
którzy wybierali ze swego grona przewodniczącego ---
mógł nim być, chociaż nie było to obowiązkowe ---
urzędujący arcykapłan, którego w czasach rzymskiej okupacji
mianował namiestnik rzymski.
Tworzyli go arcykapłani (tj. obok urzędującego także poprzedni,
którzy zachowali ten tytuł dożywotnio) i kapłani oraz starsi
ludu, reprezentujący bogaty patrycjat świecki. Obie te grupy
członków Sanhedrynu w zasadzie należały do stronnictwa
saduceuszy. Trzecią grupę tworzyli uczeni w Piśmie --- a więc
faryzeusze, którzy dzięki znajomości Prawa odgrywali w
Sanhedrynie rolę zasadniczą.
Quorum niezbędne dla podejmowania wiążących decyzji wynosiło 23 osoby,
co najmniej więc w takim składzie Sanhedryn musiał obradować. Siedzibą
Sanhedrynu była świątynia w Jerozolimie, gdzie do jego narad
przeznaczona była specjalna sala zwana kwadratową (liszchat hagazit).
W czasach procesu Chrystusa Sanhedryn obradował pod przewodnictwem
pełniącego w tym czasie funkcję arcykapłana ---
Józefa zwanego Kajfaszem. Zapisał on się w historii
Żydów długim panowaniem na tym urzędzie --- od 18 r.
do 36 r. po Chr., co świadczyło o jego umiejętności
współżycia z okupantem rzymskim. Cechowała go, obok
wiernopoddańczej uległości wobec cudzoziemców rządzących
jego narodem, niesłychana elastyczność i koniunkturalność postaw.
Tego wieczoru, gdy Chrystus został zatrzymany, Sanhedryn w bliżej
nieokreślonym składzie personalnym zebrał się w pałacu arcykapłana
Kajfasza. Oczekiwał na doprowadzenie oskarżonego, by zgodnie z
wcześniejszym potajemnym postanowieniem części członków
Sanhedrynu --- skazać Go na śmierć.
Jest trudno zrekonstruować przebieg procesu przed Sanhedrynem. I już
nie tylko dlatego, że nie pisze o nim w ogóle św. Jan ---
ale głównie z tego powodu, że inaczej
przedstawiają przebieg tego procesu św. Mateusz i św. Marek, a inaczej
św. Łukasz. Dotyczy to sprawy zasadniczej --- liczby posiedzeń
Sanhedrynu, co nie jest obojętne z punktu widzenia prawnych ocen tego
procesu. Część badaczy tego problemu przyjmuje, że Sanhedryn odbył dwa
posiedzenia: jedno --- wieczorem w czwartek, a właściwie nocne,
na którym wniesiono przeciwko Chrystusowi oskarżenie i
przeprowadzono przeciwko Niemu dowody, i przesądzono kwestię winy oraz
drugie --- ranne w piątek, na którym zapadł wyrok
śmierci. Jest jednak wielu zwolenników poglądu
wyprowadzonego z Ewangelii św. Łukasza, że Sanhedryn odbył tylko jedno
posiedzenie w sprawie Chrystusa --- w piątek rano, zakończone
skazaniem Chrystusa na śmierć.
W Ewangeliach św. Mateusza i św. Marka jest mowa o dwóch
posiedzeniach Sanhedrynu. I tak też należy przyjąć, opierając się na
założeniu, co do komplementarnego względem siebie charakteru wszystkich
Ewangelii.
Kwestia ta ma dlatego tak istotne znaczenie, bowiem zgodnie z prawem
karnym procesowym tamtych czasów Sanhedryn nie
mógł wydać wyroku skazującego na jednym posiedzeniu sądu.
Rozprawa karna musiała toczyć się na dwóch, odbywanych dzień
po dniu, posiedzeniach Sanhedrynu, co więcej, mogły one odbywać się
tylko w ciągu dnia. Okres rozdzielający przewód sądowy od
wydania wyroku skazującego przeznaczony był na tzw. "przenocowanie
sprawy", tj. rozważanie
członków Sanhedrynu nad zebranymi dowodami, winą i karą,
która nazajutrz miałaby być orzeczona. Taki przewidziany
prawem rozkład rozprawy karnej wykluczał jej rozpoczynanie w dzień
przed szabatem lub świętami, postępowanie musiało bowiem toczyć się bez
przerwy w dwa kolejne dni.
Zgodnie z prawem Talmudu proces karny rozpoczynał się wniesieniem
oskarżenia przez co najmniej dwóch
świadków-oskarżycieli. Sanhedryn w żadnym przypadku nie
mógł wszcząć postępowania z urzędu, nie mógł sam
wykazywać inicjatywy w kierunku zbierania
dowodów oskarżenia. Świadkowie-oskarżyciele sami wnosili
sprawę przed sąd. Wniesienie oskarżenia następowało na rozprawie,
która była jedynym stadium procesu karnego. Prawo to nie
znało żadnego postępowania przygotowawczego, podobnie nie przewidywało
ono postępowania odwoławczego. Wyrok Sanhedrynu był ostateczny i
prawomocny z chwilą ogłoszenia. Jak wiadomo, w czasach panowania
rzymskiego wyrok śmierci wydany w sprawach pozostawionych w kompetencji
tego sądu wymagał jednak zatwierdzenia władz rzymskich.
Świadkowie w procesie karnym pełnili podwójną rolę --- byli
oskarżycielami, ale równocześnie ---
zgodnie z legalną teorią dowodów --- ich zeznania
były jedynym środkiem dowodowym w procesie, dającym podstawę
rozstrzygnięcia sprawy. Ich rola była więc szczególna: na
ich zeznaniach opierał się proces karny. Stąd niezwykle wysokie
wymagania stawiało prawo Talmudu tym zeznaniom.
Miszna wskazuje, że nie można dać wiary świadkom, którym
odmówiono zdolności testowania z uwagi na ich właściwości
osobiste (np. nieletni do 13 roku życia, kobiety, uprawiający gry
hazardowe, określone zawody --- celnicy, pasterze itp.).
Zeznania świadków musiałby być jednoznaczne i
równobrzmiące. Najmniejsze odchylenie zeznań jednego świadka
od zeznań drugiego powodowało uniewinnienie oskarżonego. Prawo
przewidywało zresztą zestaw pytań, na które świadkowie
musieli przed sądem odpowiedzieć. Świadkom zeznającym nieprawdę groziła
surowa odpowiedzialność za fałszywe oskarżenia i zeznania.
Przyznanie się oskarżonego do winy i jego wyjaśnienia składane w
sprawie nie stanowiły środka dowodowego i nie miały żadnego znaczenia
procesowego, nawet gdyby znalazło to potwierdzenie w zeznaniach jednego
świadka. Oskarżonego w czasie rozprawy w ogóle nie
przesłuchiwano. Przysługiwało mu jednak prawo do obrony i w jego ramach
oskarżony miał prawo głosu dotyczące okoliczności uniewinniających lub
łagodzących odpowiedzialność karną.
Gdy przewód sądowy dostarczył dowodów winy i
Sanhedryn na naradzie doszedł do przekonania, że oskarżony jest winien,
przerywał rozprawę. Naradę kontynuowano następnego dnia, wydając wyrok
skazujący, chociaż oczywiście i wówczas można było jeszcze
oskarżonego uniewinnić, gdyby wyszły na jaw okoliczności uzasadniające
takie rozstrzygnięcie.
Te formalne wymogi procesowe były modyfikowane w sprawach o pewne
kategorie przestępstw, np. bałwochwalstwo czy bluźnierstwo. W tym
ostatnim przypadku prawo, wychodząc z założenia, że jest to
przestępstwo
obrażające najświętsze uczucia religijne całego narodu żydowskiego,
przewidywało wobec sprawcy wyłącznie karę śmierci. Ustalało ono jednak,
z uwagi na dość nieokreślony zakres treściowy pojęcia bluźnierstwa,
pewne utrudnienia przy skazywaniu bluźniercy na karę śmierci.
Mógł on bowiem zostać skazany tylko w przypadku, gdy
wyraźnie wprost posłużył się imieniem Boga. Jeżeli natomiast
słów bluźnierczych użył w kontekście pośredniego określenia
Boga, synonimu nie zawierającego imienia "Bóg", nie
mógł być za to
przestępstwo skazany.
Prawo przewidywało w przypadku bluźnierstwa nieco odmienny tok
rozprawy, zwłaszcza zaś przesłuchania świadków.
Słów bluźnierczych im nie wolno było powtórzyć,
ale z drugiej strony był to jedyny dowód w sprawie, bez
którego skazanie nie mogłoby nastąpić.
Talmud normował to następująco: przez cały czas przesłuchania
świadkowie nie wymawiali imienia Boga, podawali tylko bluźnierczy
kontekst słów oskarżonego, wstawiając w miejsce tego imienia
--- imię ludzkie. To jednak nie wystarczało do skazania na
śmierć. Należało zatem, po zamknięciu przewodu sądowego, a bezpośrednio
przed ogłoszeniem wyroku skazującego i po wyłączeniu jawności rozprawy,
zapoznać się z prawdziwym słowem użytym przez bluźniercę. Jeden ze
świadków uprawniony był do wiernego powtórzenia
słów oskarżonego z wymienieniem imienia Boga. Po
wypowiedzeniu tych słów przez świadka, sędziowie zobowiązani
byli rozedrzeć szaty, co oznaczało potwierdzenie winy sprawcy. Reszta
świadków zwolniona była od powtarzania imienia Boga, każdy z
nich stwierdzał jedynie: "i ja tak słyszałem".
Dopiero po tak przeprowadzonym uzupełnieniu przewodu sądowego,
przewodniczący ogłaszał wyrok skazujący.
Chrystus doprowadzony został przed Sanhedryn zaraz po wstępnym
przesłuchaniu informacyjnym przed Annaszem. Rozpoczęła się rozprawa.
Oczywiście jej początek powinno dać oskarżenie, przedstawione zgodnie
przez co najmniej dwóch świadków. Podają
Ewangelie, że występowało wielu świadków fałszywie
zeznających, nie znaleziono jednak dwóch, którzy
twierdzili identycznie. Plejada świadków przechodzących w
sprawie Chrystusa przed trybunałem żydowskim dowodzić może tego, że
rozprawa była wcześniej przygotowywana z inicjatywy oskarżycielskiej
tej części Sanhedrynu, która już wcześniej wydała
nieformalny wyrok na Chrystusa. Trudno ustalić co było dokładnie
przedmiotem zarzutów w ich oskarżeniach, wiadomo jedynie, że
zarzuty te nie ostały się. Wreszcie stanęło dwóch
świadków, którzy oskarżyli Chrystusa o chęć
zburzenia świątyni w Jerozolimie. Było to w świetle Prawa oskarżenie
straszne, o jedno z najcięższych przestępstw --- bezbożność.
Żydzi uważali świątynię za największą świętość Izraela. I to oskarżenie
jednak nie ostało się, ponieważ i jemu brakowało sformułowania
zarzutów równobrzmiących (Mk). Sytuacja stawała
się wielce niekorzystna z punktu widzenia planów Kajfasza i
jego stronników w tej sprawie. Nie udowodniono, jak dotąd,
ani jednego oskarżenia umożliwiającego nadanie pozorów
legalności decyzji o uśmierceniu Chrystusa. Przewodniczący rozprawy
chciał szukać dowodów winy Chrystusa w Jego wyjaśnieniach
--- co oczywiście byłoby wbrew przepisom prawa. Ale Chrystus
milczał. Wówczas zdecydował się Kajfasz na niezwykły
sposób uzyskania podstawy skazania Chrystusa.
Zwrócił się do Chrystusa z bezpośrednim pytaniem tak
sformułowanym, że odpowiedź nań udzielona w swej treści zawierałaby
przestępstwo bluźnierstwa zagrożone karą śmierci. A o skazanie na
śmierć mu przecież chodziło. Pytał Kajfasz: "Czy Ty jesteś
Mesjasz Syn Boży?". Zastosował przy tym niedozwolone wobec
oskarżonego wymuszenie --- zaprzysiągł Chrystusa na Boga
żywego, by udzielił odpowiedzi na jego pytanie. To zaprzysiężenie to
nie tylko chwyt psychologiczny, to faktyczne i prawne zmuszenie
Chrystusa do udzielenia odpowiedzi będącej w treści
przestępstwem bluźnierstwa. Naruszone zostało też prawo do obrony
pozwalające oskarżonemu milczeć. Kajfasz wyraźnie nakłaniał Chrystusa
do popełnienia bluźnierstwa po to tylko, by pociągnąć Go za to
przestępstwo do odpowiedzialności karnej.
W świetle współczesnych standardów prawa karnego
Kajfasz uznany byłby za prowokatora i spotkałby się z surową reakcją
karną. Jako przewodniczący najwyższej judykatury i najwyższej władzy
żydowskiej czuł się bezkarnie. Wiedział dobrze, czego chce i
zabezpieczył się podwójnie, by Chrystus za bluźnierstwo
został skazany. Raz --- bo odpowiedź Chrystusa udzielona wobec
wszystkich członków Sanhedrynu równałaby się
przestępstwu popełnionemu wobec wielkiej liczby bezpośrednich
świadków, po wtóre --- bowiem zaprzysiągł
udzielenie odpowiedzi przez Chrystusa. W tej sytuacji Chrystus
odpowiedział --- Jam jest (Mk), uzupełniając tę wypowiedź w
oparciu o proroctwa Daniela (7, 13) i psalm 110,1 tekstem:
"…a ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego na
prawicy Mocy Bożej i przychodzącego w obłokach niebieskich"
(Mt, Mk). Wrażenie dokonania bluźnierstwa odniesione przez
członków
Sanhedrynu wzmocnione zostało odpowiedzią Chrystusa na kolejne pytanie:
"Więc Ty jesteś Synem Bożym?". Brzmiała ona: "Tak, jestem Nim" (Łk).
Ani arcykapłan, ani pozostali członkowie Sanhedrynu nie mieli już
wątpliwości --- Chrystus dopuścił się bluźnierstwa. Na te słowa
arcykapłan potwierdził winę Chrystusa rozdarciem szat.
Przewód sądowy został zamknięty --- pozostało orzec
karę śmierci. Wszyscy sędziowie opowiedzieli się za jej orzeczeniem już
w trakcie nocnego posiedzenia Sanhedrynu.
Następnego dnia rano odbyło się drugie posiedzenie Sanhedrynu. Pisze o
tym św. Mateusz: "A gdy nadszedł ranek zeszli się na radę
wszyscy przedniejsi kapłani i starsi ludu przeciw Jezusowi, aby Go na
śmierć skazać", i św. Marek: "I zaraz z rana
najwyżsi kapłani po naradzie wraz ze starszymi, uczonymi w Piśmie i
całym trybunałem związawszy Jezusa powiedli i wydali
Piłatowi". Przedstawia je także św. Łukasz, który
wszakże nie opisał posiedzenia nocnego.
Cel tego posiedzenia był oczywisty --- powtórzenie
wydanego nocą wyroku skazującego Chrystusa na śmierć i przekazanie
Chrystusa Piłatowi, który musiał ten wyrok zbadać,
zatwierdzić i skierować do wykonania, gdyby uznał go za słuszny.
Prawne oceny procesu prowadzonego przeciwko Chrystusowi przed
Sanhedrynem są co prawda jednoznaczne, ale bardzo skomplikowane.
Zajmujący się prawną stroną procesu wskazują wiele naruszeń
przypuszczalnie obowiązujących wówczas przepisów
procedury karnej zawartych w później powstałym zbiorze ---
Misznie. Można ich doliczyć się 27, jak chcą jedni, czy 16,
jak przyjmują inni badacze. Do najpoważniejszych uchybień procesowych
należało bezsprzecznie: zmuszenie Chrystusa do wypowiedzi dającej
podstawę oskarżenia o przestępstwo bluźnierstwa, prowadzenie
procesu karnego nocą,
prowadzenie rozprawy w sprawie o przestępstwo zagrożone karą śmierci w
przeddzień szabatu lub święta, wydanie wyroku już na pierwszym
posiedzeniu Sanhedrynu.
Talmud ustanowił normy mające na celu zapewnienie sprawiedliwego i
bezstronnego rozstrzygnięcia sprawy. Wśród nich znajdują się
reguły naruszone przez sędziów w procesie Chrystusa przed
Sanhedrynem. Część z nich wcześniej zawiązała przeciwko Jezusowi zmowę
--- nieformalnie skazując Go na śmierć. W skład kompletu
orzekającego zgodnie z prawem nie mógł wchodzić sędzia
będący przyjacielem lub wrogiem strony, zachodziło podejrzenie jego
stronniczości. Sędziowie tacy powinni wyłączyć się, co oczywiście w
procesie Chrystusa nie nastąpiło.
Przepisy procedury potraktowano zatem czysto instrumentalnie, jako
środek prowadzący do celu, stosowano je tam, gdzie nie przeszkadzało to
jego realizacji, gdyby natomiast utrudnić mogły przeprowadzenie
rozprawy --- po prostu ich nie respektowano. Z racji celu można
na cały proces prowadzony przeciwko Chrystusowi przez Sanhedryn
popatrzeć inaczej, uznać go można za ważny element w walce wytoczonej
Chrystusowi przez jego przeciwników.
Proces Chrystusa był pseudoprocesem karnym, miał też swój
drugi, pozaprawny cel. Chodziło w nim nie tylko o skazanie na śmierć,
ale w równym stopniu o odebranie Jezusowi wiarygodności,
podważenie zaufania, jakim Go obdarzano, o obalenie jego autorytetu
moralnego, jakim cieszył się w opinii części narodu żydowskiego.
Wiadome było jednak, że wyrok musi być oceniony i zatwierdzony przez
najwyższego funkcjonariusza okupacyjnej władzy rzymskiej w Judei.
Kajfasz i pozostali członkowie Sanhedrynu musieli zatem to
potwierdzenie
uzyskać, by swój spisek zrealizować do końca. Oczywiście
mogliby oni wystąpić od razu do Poncjusza Piłata z zarzutami natury
politycznej przeciwko Chrystusowi, co spowodowałoby, że sprawa byłaby w
wyłącznej kompetencji prokuratora rzymskiego.
Dlaczego tego nie zrobili?
Wydaje się, ze ich decyzja pociągnięcia do odpowiedzialności karnej
Chrystusa przez żydowski organ władzy sądowniczej, nadal mimo okupacji
działający w Judei, determinowana była właśnie chęcią zniszczenia
prestiżu moralnego Chrystusa. Gdyby bowiem Jezus Chrystus został
skazany tylko przez władze okupacyjne, naród żydowski
kreowałby Go z pewnością na bohatera narodowego, ukrzyżowanego przez
znienawidzonego okupanta. Autorytet Chrystusa zyskałby blask męczennika
i jeszcze bardziej wzrosłyby chociaż już pośmiertnie, wpływy i prestiż
Chrystusa, a więc to, z czym rządzący Żydzi chcieli się rozprawić.
Władze żydowskie za wszelką cenę musiały, przeciwstawiając się
Chrystusowi, do tego nie dopuścić. Temu służyć miał także proces
Chrystusa przed Sanhedrynem.
Ad 4. Władze rzymskie zarezerwowały sobie prawo życia i
śmierci na
prowincjach. Wyrok śmierci wydany przez sąd żydowski musiał być
każdorazowo zatwierdzony przez namiestnika rzymskiego w ramach tzw.
Procedury exequatur.
Z drugiej strony namiestnik prowincji rzymskiej
był uprawniony do prowadzenia procesu karnego. Pełnił w nim funkcję
sędziego, chociaż mógł występować i w roli oskarżyciela
publicznego. Ten tryb postępowania karnego nie był oparty na jakichś
przepisach czy określonej procedurze, stał właściwie poza wyznaczonym
porządkiem procesowym i trudno go uznać za wymiar sprawiedliwości w
dzisiejszym znaczeniu. Było to tzw. cognitio
extra ordinem.
Po zatwierdzeniu w piątek rano, na drugim posiedzeniu Sanhedrynu
skazania na śmierć, ogłoszonego nocą, doprowadzono Chrystusa do
Poncjusza Piłata, by prawu okupacyjnemu stało się zadość i by wyrok
został wykonany. Bezprawie Sanhedrynu miało znaleźć usankcjonowanie w
postaci zatwierdzenia przez prokuratora rzymskiego.
Piłat był w l. 26-38 prokuratorem Judei, która od 6 r. po
Chr. była prowincją rzymską. Zakres jego kompetencji był rozległy.
Tytularnie należało do niego zbieranie podatków i dbałość o
dochody cesarza, ale miał on uprawnienia o wiele szersze. Był zarządcą,
administratorem prowincji, osobistym przedstawicielem władzy cesarza w
Judei. Jako namiestnikowi przysługiwało mu także ius gladii,
odziedziczone po poprzednikach. Od 6 r. przed Chr. namiestnicy mogli
skazywać obywatela rzymskiego na śmierć, a w wyjątkowych przypadkach
mogli --- gdy było to niezbędne dla utrzymania porządku w
prowincji --- z najwyższych racji państwowych zarządzić też
egzekucję nieobywatela rzymskiego.
Namiestnik z biegiem lat uważany był za pana życia i śmierci
Żydów w Judei. W tym zakresie posiadał uprawnienia prefekta.
Władztwo Piłata potwierdza inskrypcja odnaleziona w 1961 r. w Cezarei,
umieszczona na płycie kamiennej, brzmiąca (po uzupełnieniach):
(Pon)tius
Pilatus… (Praef)ectus Juda(a)e. Tytuł prawny do
sądzenia Chrystusa dawał zatem Poncjuszowi Piłatowi pełniony przezeń
urząd prefekta Judei wraz z ius
gladii oraz obowiązek exequatur
wyroków trybunałów żydowskich.
Piszą Ewangeliści wyraźnie, że Chrystus został wydany Piłatowi. Żydzi
--- członkowie Sanhedrynu, straż świątynna i zjawiający się po
raz pierwszy w tym procesie tłum przeciwników Chrystusa ---
przywiedli Chrystusa do pretorium
pałacu, w
którym mieszkał Piłat, sami jednak pozostali na zewnątrz, by
nie skalać się i móc spożyć Paschę.
Tłum, o którym mowa w Ewangeliach, być może został
specjalnie zwerbowany przez żydowskie władze polityczno-religijne dla
wzmocnienia wrażenia autentyczności poparcia społecznego dla ich żądań.
Z pewnością podburzany był przez Sanhedryn kolportowanymi wiadomościami
o złamaniu przez Chrystusa norm religijnych i popełnieniu przezeń
ciężkiego przestępstwa --- bluźnierstwa, za które
został skazany na karę śmierci. Być może kierował się uczuciem
rozgoryczenia, zawiedziony został przecież w swoich nadziejach
politycznych. Żydzi cierpiący w niewoli oczekiwali Mesjasza,
który ich wyzwoli. Liczyli raczej na przywódcę
politycznego, który pociągnie ich do zrywu wolnościowego, a
zjawił się Chrystus mówiący, że Jego królestwo
nie z tego jest świata. Te nie spełnione nadzieje mogły w czasie
procesu Chrystusa ujawnić się nienawiścią tłumu. A w końcu, uczestnicy
zgromadzenia przed Piłatem mogli liczyć na wynagrodzenie ich lojalności
wobec władzy. Tak czy inaczej --- ten tłum odegrał istotną
rolę, zresztą nie tylko faktyczną ale i prawną w procesie Chrystusa
prowadzonym przez Piłata. Był posłusznym narzędziem nacisku na Piłata i
w jakimś sensie wymógł na nim decyzję o ukrzyżowaniu.
Piłat wyszedł do Żydów zapytując: "Jakie
oskarżenie wnosicie przeciwko temu Człowiekowi?". Słowa te
można uznać za początek postępowania karnego prowadzonego przez Piłata
w sprawie Chrystusa.
Żydzi najpierw bardzo ogólnie stwierdzili, jakby sondując
nastawienie Piłata do skazanego --- że "gdyby to nie
był przestępca, nie wydalibyśmy Go tobie". Oświadczenie tego
rodzaju nie miało z punktu widzenia procedury karnej żadnego znaczenia
ze względu na zbytnią ogólnikowość. Na jego podstawie nie
można było wszcząć procedury exequatur.
Piłat, przypominając Żydom o
ich uprawnieniach sądowniczych wskazał, by sami osądzili Chrystusa
zgodnie z prawem żydowskim. Dopiero w tym momencie Żydzi określili
nieco dokładniej charakter sprawy, z którą przyszli do
prefekta Judei. Nadal nie jest to jeszcze prawem wymagana forma dla
zatwierdzenia i polecenia wykonania wyroku Sanhedrynu (exequatur).
Mówią bowiem znowu zbyt ogólnie, że im nie wolno
nikogo zabijać, czym pośrednio ujawniają treść wyroku i swoje intencje.
Jeszcze na razie można całą rzecz uznać za mieszczącą się w ramach
exequatur.
Sędziowie żydowscy powinni więc byli w tym miejscu
przedstawić oskarżenie, które było podstawą skazania
Chrystusa, dowody na jego poparcie, wyrok i uzasadnienie
rozstrzygnięcia. Było to niezbędne dla kontroli uprzednio wydanego
wyroku. W procesie Chrystusa stało się jednak inaczej.
Żydzi oczekiwali od Piłata jednego --- zatwierdzenia wyroku
śmierci i skierowania go do wykonania. Widocznie jednak skazanie przez
Sanhedryn na karę śmierci za bluźnierstwo nie gwarantowało im tego,
było to przecież przestępstwo religijne, a więc w rzeczywistości
prawnie obojętne Rzymianom, mającym własną religię.
Wydaje się, że Żydzi, gdy zorientowali się po wstępnej rozmowie z
Piłatem, że nie jest on skłonny przychylić się do ich wyroku --- nie
znalazł w Chrystusie winy --- zmienili taktykę.
A może opracowali ją już wcześniej. Przedstawili sfałszowany akt
oskarżenia o inne czyny, dotąd nie podnoszone przeciwko Chrystusowi,
takie, które stanowiły ciężkie przestępstwa polityczne
według prawa rzymskiego. Wszystkie te zarzuty były fałszywym
oskarżeniem Chrystusa o czyny, których nie popełnił.
Wiadomo, jak surowo Pięcioksiąg traktował fałszywe oskarżenie.
Sędziowie --- członkowie Sanhedrynu doskonale o tym wiedzieli,
a mimo to sami dopuścili się przestępstwa zagrożonego karą śmierci.
Czuli się ponad prawem, chociaż występowali jako rzecznicy tego prawa.
Można przyjąć, że z momentem przedstawienia Piłatowi nowych
zarzutów rozpoczął się nowy, drugi proces przeciwko
Chrystusowi.
Problem czy toczył się jeden, czy dwa procesy przeciwko Chrystusowi
nurtował wielu badaczy tej kwestii. Do stanowiska, że był tylko jeden
proces, ten przeprowadzony przez Sanhedryn, zakończony wyrokiem
skazującym na śmierć, zatwierdzonym w ramach exequatur przez
Piłata
przychylił się najznakomitszy historyk rzymskiego prawa karnego
Mommsen.
Tak też sądzi ks. Dąbrowski w powołanej monografii. Jest to jednak już
dzisiaj stanowisko dość odosobnione. Twierdzenie, że był to tylko jeden
proces powinno być
oparte na wskazaniu, że dwa oskarżenia przedstawione przed tymi
różnymi sądami były tożsame. Tylko wówczas Piłat
mógłby wykonać swą władzę kontrolną. Tak nie było w procesie
Chrystusa. Zaświadczają to wyraźnie Ewangelie, podając zupełnie inne
oskarżenia oraz inną podstawę skazania. Przed Sanhedrynem podstawą
skazania było przestępstwo religijne. Piłat sądził i skazał Chrystusa
za przestępstwo polityczne. Innym ważnym argumentem na poparcie tej
tezy jest fakt niepodważalny, że Chrystus został skazany na karę
śmierci przez powieszenie na krzyżu. Była to kara typowa dla prawa
rzymskiego, często orzekana i wykonywana, wskazana w Digestach (48, 19,
4, 1). Natomiast system żydowskiego prawa karnego nie znał kary śmierci
tego rodzaju. Miszna podaje, że karę śmierci wykonywano w Izraelu przez
ukamienowanie, spalenie, uduszenie lub ścięcie.
Wypowiedzenie zarzutów przeciwko Chrystusowi było
przewidzianym w prawie rzymskim accusatio,
które zaczynało
proces. Żydzi, w tym sędziowie najwyższego trybunału, oskarżyli
Chrystusa o:
Dwa z zarzuconych czynów miały charakter
przestępstw
politycznych i wyczerpywały znamiona przestępstwa przewidzianego w lex
Julia de maiestate z 8 r. przed Chr. Ustawa ta uznawała za
crimen
laesae maiestatis czyny skierowane przeciwko narodowi
rzymskiego lub
jego bezpieczeństwu. Zgodnie z lex
Julia de vi publica et privata (Dig.
48, 19, 38, 2) ci, którzy prowokują bunt, zamieszki,
wzbudzają niepokoje społeczne karani są śmiercią. W zależności od ich
pozycji społecznej, było to powieszenie na krzyżu, rzucenie dzikim
zwierzętom na pożarcie lub deportacja na wyspę.
Piłat rozpoczął przesłuchanie Chrystusa. Właściwie Chrystus po
raz
pierwszy w procesie przeciwko Niemu prowadzonym złożył wyjaśnienia.
Przed Sanhedrynem milczał. Dopiero teraz zaczął mówić. Piłat
prowadził przesłuchanie w pretorium,
więc pod nieobecność
Żydów. Zatrzymał się na trzecim zarzucie, pytając: "czy Ty
jesteś królem żydowskim?". Dalej
potoczył się wielce wymowny dialog, znany dzięki Ewangelii św. Jana.
Jezus składał wyjaśnienia mówiąc, że Królestwo
Jego nie jest z tego świata, wskazując w tym sensie, że przecież gdyby
chodziło o ziemskie rządy --- Jego zwolennicy nie pozwoliliby
tak łatwo na ujęcie przywódcy. Chrystus wyraźnie odciął się
tutaj od mesjanizmu politycznego i od jakiegokolwiek działania z
intencji politycznych, co było niezbędne dla przypisania winy za
zbrodnię zdrady stanu.
Piłat badał dalej, chcąc usłyszeć wyraźną odpowiedź na pytanie, czy
Chrystus jest królem Żydów. Odpowiedział zatem
Jezus twierdząco, ale z pewnością w podanym przez siebie sensie: --- ty
powiedziałeś (tu dicis).
Złożył także słynne oświadczenie: "Ja się na to narodziłem i na to
przyszedłem na świat, aby
dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy słucha mojego
głosu". Czy Chrystus apelował tu do Piłata, by tej prawdzie
uległ? Piłat zapytał filozoficznie: "... cóż to
jest prawda?", jakby wskazując na relatywność pojęcia "prawda". Pytanie
to mogło dawać pewną nadzieję, że
nie ma ono charakteru czysto retorycznego i że Piłat będzie poszukiwał
prawdy obiektywnej w prowadzonym przez siebie procesie.
Wyjaśnienia Chrystusa wystarczyły Piłatowi do wyrobienia sobie
przekonania o bezzasadności zarzutów. Nie prowadził żadnych
innych dowodów. Piłat poinformował więc Żydów, że
nie znalazł żadnej winy w Chrystusie, co równało się
rzymskiej klauzuli absolutio.
Oznaczało uniewinnienie. I na dobrą
sprawę w tym miejscu powinien zakończyć się drugi proces Chrystusa.
Ogłaszając formułę uniewinnienia Piłat --- po 7 latach
rządów już dość dobrze znający Żydów ---
jednak nie docenił ich, chociaż przecież wiedział, jak podaje Ewangelia
św. Mateusza, że wydali Chrystusa przez zawiść (27, 18). Żydzi
wcześniej już zadecydowali o losie Chrystusa i Jego nauki, musieli
zrealizować swój plan za wszelką cenę. Domagali się więc
coraz głośniej śmierci Chrystusa, teraz podnosząc najpoważniejsze
zarzuty polityczne --- wzbudzanie niepokojów
prowincji Judei i Galilei.
Ad 5. Gdy Piłat usłyszał o Galilei, która
stanowiła odrębne
prowincję rzymską zarządzaną przez tetrarchę żydowskiego Heroda
Antypasa, postanowił wykorzystać tę okazję, by pozbyć się sprawy
Jezusa. W zasadzie już ją zakończył, ale wzburzony tłum napierał,
trzeba było coś zrobić. Piłat zdecydował się przekazać sprawę Herodowi.
Rzymskie prawo przewidywało, że proces karny toczy się z zasady przed
sądem miejsca popełnienia przestępstwa (forum delicti commissi).
Można
było jednak zastosować przepis o tzw. właściwości miejscowej
przemiennej, co oznaczało, że proces ten przeprowadzony mógł
być przez sąd forum
originis lub domicili.
Digesty precyzują, że
namiestnik prowincji mógł przesłać sprawę do sądu
kompetentnego według miejsca pobytu lub popełnienia przestępstwa w
innej prowincji. Ale mógł też przesłać sprawę wraz z aktami
do tego, kto zarządzał prowincją w celu zajęcia przez niego stanowiska
co do dalszego prowadzenia sprawy --- w celu tzw. konsultacji.
Jeżeli zapytany chciał prowadzić sprawę --- kontynuowana była
ona przed sądem tej prowincji.
Słowa Żydów dawały Piłatowi tytuł do przekazania sprawy
tetrarsze Galilei. Ten fragment procesu Chrystusa znany jest z
Ewangelii św. Łukasza. W Jerozolimie przebywał wówczas,
przybyły tu na święto Paschy, Herod Antypas. Piłat odesłał Chrystusa do
Heroda. Przeszli za Nim też członkowie Sanhedrynu, przedstawiając i tam
swoje fałszywe oskarżenia.
Herod Antypas od dawna chciał zobaczyć Chrystusa. Pisze dużo wcześniej
św. Łukasz (9, 7-9), że Herod był zaniepokojony działalnością Chrystusa
w Galilei i Perei. Być może uważał on Chrystusa za kontynuatora misji
św. Jana, który ścięty został z jego polecenia. Ale, choć
miał wiele możliwości wcześniejszego uwięzienia Chrystusa, jednak tego
nie zrobił. Pozwolił Chrystusowi działać prawie trzy lata.
Wówczas tylko ustami faryzeuszy ostrzegł Jezusa przed samym
sobą, chcąc, być może, by Chrystus opuścił Galileę. Zamiary te
przejrzał Chrystus nazywając Heroda lisem.
Teraz gdy nadarzyła się okazja rozmowy z Chrystusem, Herod Antypas
ucieszył się licząc także na zobaczenie jakiegoś cudu zdziałanego przez
Jezusa. Pomijając jakiekolwiek formuły procesowe, zasypał Jezusa
pytaniami. Nie dotyczyły one sprawy karnej prowadzonej przeciwko
Chrystusowi, ale ogólnie działalności i cudów.
Jezus słuchał i milczał.
Ciekawość Heroda nie została zaspokojona, co spowodować musiało jego
irytację. Nie zajął on jednak w sprawie Chrystusa merytorycznego
stanowiska. Herod Antypas mógł przecież Chrystusa
uniewinnić, mógł Go skazać, ale uchylił się od sądzenia
Chrystusa. Odesłał Go do Piłata.
Ad 6. Sprawa Chrystusa powróciła zatem znowu do
namiestnika
Judei, który chcąc definitywnie zakończyć ją
powtórzył teraz już wyraźnie formułę absolutio,
mówiąc do zebranych członków Sanhedrynu i tłumu
Żydów: "Przywiedliście mi tego człowieka pod
zarzutem, że podburza lud. Otóż ja przesłuchałem Go wobec
was i nie znalazłem w Nim żadnej winy w sprawach, o które Go
oskarżacie. Ani też Herod --- bo odesłał Go do nas, a oto nie
popełnił On nic godnego śmierci".
Dalsze stwierdzenie Piłata jest zupełnie niezrozumiałe z prawniczego
punktu widzenia. Powiedział on: "Każę Go więc wychłostać i
uwolnię" (Łk 23, 14-16). Jeżeli jednak Piłat, będący sędzią w
tym procesie uniewinnił Chrystusa od zarzucanych Mu czynów,
za cóż chce Go wychłostać?
W związku z kolejnym etapem procesu Chrystusa prowadzonym przez Piłata
powstaje wiele pytań, w tym natury prawnej. Zdarzenie to opisują
wszyscy czterej Ewangeliści. Chodzi o podjętą przez Piłata jeszcze
jedną próbę uwolnienia Chrystusa, tym razem w drodze tzw.
privilegium paschale.
Ale przecież Piłat uznał Chrystusa za niewinnego,
powinien Go uwolnić z tego tytułu, a nie szukać możliwości umorzenia
sprawy czy darowania grożącej kary. Piłat dalej prowadził
przewód sądowy (Mt 27, 19).
Namiestnik prowincji w ramach swojego władztwa mógł skazać,
uniewinnić, umorzyć postępowanie czy też darować karę. Było w zwyczaju,
że na prośbę tłumów uwalniał od kary przestępców
politycznych z okazji jakichś ważnych uroczystości. Odbywało się ono w
ramach tzw. formuły amnestyjnej bądź jako abolitio, gdy
następowało
przed wyrokiem, bądź indywidualnego aktu łaski po skazaniu wyrokiem. To
prawo namiestnika rzymskiego do uwalniania więźniów
politycznych na prośbę społeczeństwa było zgodne ze zwyczajem żydowskim
i stanowiło dowód wielkoduszności rządzącego okupanta.
Dotyczyło ono wyłącznie więźniów politycznych, a nie
religijnych czy kryminalnych. Opierając się na tekstach Miszny badacze
wskazują, że w czasach okupacji rzymskiej w Palestynie bez wątpienia
taka praktyka była stosowana z okazji święta Paschy. Piłat miał
nadzieję, że korzystając z prawa rzymskiego i zwyczajów
żydowskich uwolni Chrystusa. Miał prawo sądzić, że taka będzie wola
tłumów, bo zazwyczaj więźniowie polityczni otoczeni są w
narodzie pozbawionym wolności wielki szacunkiem ze strony
społeczeństwa. Piłat popełnił tu kolejny błąd polityczny, odwołując się
do zgromadzonych. Tłum sterowany przez sanhedrytów domagał
się ukrzyżowania Chrystusa, podtrzymując zarzuty popełnienia crimen
laesae maiestatis. Wnoszono natomiast o uwolnienie
Barabasza,
który został uwięziony w związku z udziałem w
rozruchach i zabójstwem człowieka.
Pod presją tłumów Piłat zdecydował się na uwolnienie
Barabasza. Skazanie Chrystusa zdawało się nieuchronne. Piłat, mimo
wszystkich swoich wcześniejszych oświadczeń uznaniu Jezusa za
niewinnego, dalej prowadził proces przeciwko Niemu. Próbował
jednak raz jeszcze zakończyć sprawę. Oświadczył, że ponieważ nie
znalazł w Chrystusie nic, co zasługiwałoby na śmierć, ukarze go w inny
sposób i wypuści. Tak więc Piłat, jakby uznał Jezusa
pośrednio winnym jakiegoś, bliżej nieokreślonego, lżejszego
przestępstwa nie zagrożonego karą śmierci (Łk, 23,22). Zdecydował się
na wymierzenie kary biczowania, zapewne znowu przypuszczając, że na tym
uda się poprzestać i może tak uratuje życie Chrystusowi.
Biczowanie,
zgodnie z prawem rzymskim, było bądź karą samoistną, bądź
dodatkową towarzyszącą skazaniu na śmierć przez ukrzyżowanie.
Wykonywano ją przez biczowanie kijami, czy rózgami (dla
obywateli rzymskich), lub specjalnym biczem (flagellum),
składającym
się z licznych rzemieni skórzanych zakończonych najczęściej
kulkami z ołowiu (dla nieobywateli, wyzwoleńców i
niewolników). Biczowanie było karą okrutną, często
powodującą śmierć skazanego. Piłat zlecił wykonanie tej kary w
pretorium
żołnierzom rzymskim, którzy dodali do niej dalsze
jeszcze obostrzenia, będące w treści jakby karą na czci. Po biczowaniu
włożyli Jezusowi --- jako pretendentowi to tronu żydowskiego --- koronę
cierniową na głowę, odziali Go w płaszcz purpurowy,
także kojarzący się z tronem królewskim i policzkowali Go,
bili trzciną po głowie, obrzucając obelgami; znieważali, naruszali
nietykalność osobistą Jezusa. Dzisiaj całe to zajście uważalibyśmy za
formę tortur, zabronionych surowo przez międzynarodowe akty ochrony
praw człowieka, chociaż czasem faktycznie tolerowanych przez systemy
państwowe. Wówczas nikt nie zwrócił uwagi na
bezprawność takiego zachowania.
Piłat wyprowadził z pretorium Chrystusa biczowanego, skrwawionego,
przebranego w ośmieszający ubiór, wymęczonego tak długo już
trwającym procesem i przedstawił zgromadzonym Żydom, mówić
słynne: "Ecce homo" --- Oto człowiek.
Piłat znowu dość naiwnie sądził, że widok tak zmaltretowanego Chrystusa
zaspokoi poczucie zemsty u Żydów. Jeszcze raz, niestety, dał
dowód nieznajomości psychologii tłumu z jednej i
determinacji władz żydowskich z drugiej strony.
Wrogość nie ustała, ale wzmogła się. Krzyki domagające się ukrzyżowania
Chrystusa nasiliły się. Piłat znowu zaproponował, by Żydzi sami ukarali
Chrystusa.
Wielokrotnie w procesie przeciwko Chrystusowi Piłat oświadczał, że
uwalnia Jezusa --- z braku dowodów winy ---
od zarzutów popełnienia przestępstw politycznych
przedstawianych w oskarżeniu złożonym przez członków
Sanhedrynu. Oskarżenie to upadło. Żydzi chcący śmierci Chrystusa
powrócili do oskarżenia natury religijnej, jakby nawiązując
do wydanego przez siebie wcześniej wyroku. Tłumaczyli Piłatowi, że
Jezus Chrystus powinien, zgodnie z prawem żydowskim, umrzeć, ponieważ
sam siebie uczynił Synem Bożym (J 19, 7).
W tym stanie rzeczy Poncjusz Piłat postanowił kolejny już raz
przesłuchać Chrystusa. Znowu wprowadził Go do pretorium i zapytał:
"Skąd Ty jesteś?", a gdy Chrystus nie udzielał
odpowiedzi, grożąc oświadczył, że ma nad Chrystusem władzę życia i
śmierci. Jezus wskazał mu, że nie miałby żadnej władzy "gdyby
mu jej nie dano z góry" (J 19, 8-11). Rozmowa z
Chrystusem niczego nie zmieniła, chociaż umocniła w Piłacie przekonanie
o niewinności Chrystusa. Cóż z tego. Namiestnik rzymski nie
dał --- w prawnie wymaganej formie absolutio
--- wyrazu
temu ugruntowanemu chyba wreszcie przekonaniu.
Ten nastrój Piłata wyczuli zgromadzeni sanhedryci i
pozostali Żydzi. Odwołali się do kolejnego środka potępianego przez
moralność, a tak użytecznego w nieuczciwej grze politycznej ---
do szantażu. Zagrozili Piłatowi, że gdyby ośmielił się uwolnić
Chrystusa, doniosą o tym Cezarowi, doniosą, że Piłat nie jest
przyjacielem Cezara, ponieważ każdy kto czyni się królem,
sprzeciwia się Cezarowi. Jak widać, znowu tutaj Żydzi
wrócili do oskarżeń politycznych Chrystusa, do oskarżenia o
crimen laesae maiestatis,
które przecież na początku
postępowania przed Piłatem już raz upadło.
Piłat
uląkł się tej groźby, której realizacja była wielce
prawdopodobna.
Kontynuował proces, wracając do wymogów procedury karnej.
Zasiadł na trybunale, na krześle kurulnym, na podwyższeniu, co
zarezerwowane było dla czynności władczych namiestnika (J 19, 13). Z
tego już miejsca zadawał pytania Żydom: wskazując na Chrystusa rzekł do
nich: "Oto król wasz!". Dowodziło to, że
z licznych oskarżeń Piłat przyjął wcześniej odrzucone oskarżenie o
przestępstwo --- crimen
laesae maiestatis. Powtarzając rzucone
przez nich żądania zapytał któryś już raz: "Czyż
króla waszego mam ukrzyżować?".
Tutaj
arcykapłani
udzielili odpowiedzi niesłychanej z punktu widzenia zasad i wartości
moralnych: "Poza Cezarem nie mamy
króla". By
dobrze zrozumieć sens tej odpowiedzi,
trzeba przypomnieć sobie historię narodu żydowskiego, często żyjącego w
niewoli. Podbity naród, pozbawiony niepodległości, walczył o
swoje wyzwolenie, o zachowanie godności narodowej. Tutaj spotykamy się
z wiernopoddańczym deklarowaniem lojalności złożonym przez
polityczno-religijne władze żydowskie wobec najeźdźcy i gnębiącego
naród okupanta. Wydaje się, że demoralizacja tych władz
osiągnęła swój szczyt.
Św. Mateusz pisze jeszcze o dwóch epizodach,
które poprzedziły wydanie wyroku przez Poncjusza Piłata (27,
24-25). Chodzi
o dwa zdarzenia o wyłącznie symbolicznej wymowie.
Pierwsze --- to obmycie rąk przez Piłata, który w
ten sposób --- zgodny z tradycją starożytnego prawa
tak rzymskiego, jak greckiego czy żydowskiego --- chciał
podkreślić, że nie popiera zamiarów Żydów, że nie
będzie winien śmierci Chrystusa. Gest ten stanowił potwierdzenie winy
oskarżycieli w śmierci Chrystusa. Zresztą Piłat wyraźnie
stwierdził: "nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To
wasza rzecz". I tutaj następuje drugi epizod wielce wymowny.
Tłum zebrany przed Piłatem skwapliwie woła, domagając się ukrzyżowania
Chrystusa: "Krew Jego na nas i na dzieci nasze".
Piłatowi pozostało już tylko jedno. Ogłosić zgodnie z prawem, z
wysokości swojego trybunału --- wyrok i zamknąć proces
przeciwko Chrystusowi. Tak więc proces Chrystusa zakończył się
skazaniem na śmierć. Piłat wydał Jezusa na ukrzyżowanie. Egzekucję
przeprowadzili żołnierze rzymscy.
![]() |
Odium potępienia | ![]() |
Według utartego schematu przedstawia się często "złym"
Żydom --- "dobrego" Piłata, pełnego skrupułów, ba
filozofującego, rozważającego wartość prawdy, którego
poczucie sprawiedliwości i humanitaryzmu w końcu zostało przełamane,
ale pod przymusem psychicznym. Dało to nawet podstawę do kreowania go
na świętego w Kościele koptyjskim. Opinie te są dla Piłata zbyt
łaskawe. Pomijają prawdę, którą potwierdzają nawet
źródła niechrześcijańskie --- że to właśnie Piłat
ostatecznie skazał i wydał Chrystusa na śmierć krzyżową, wykonaną z
gorliwością przez podległych mu żołnierzy rzymskich. Jakkolwiek na to
by patrzeć, to właśnie Poncjusz Piłat mógł Chrystusa
uratować, a skoro nie był przekonany o Jego winie, miał jako sędzia
obowiązek to zrobić. Jako sędzia Piłat podjął decyzję nieautonomiczną,
wbrew swojemu przekonaniu, co prawda wymuszoną szantażem politycznym,
ale sędzia działający niezawiśle w postępowaniu karnym kierować się
powinien wyłącznie własnym sumieniem, sprawiedliwością, winien dążyć do
wykrycia prawdy obiektywnej i szanować godność człowieka,
którego przyszło mu sądzić. Sędzia uczciwie sprawujący
wymiar sprawiedliwości nie dałby sobie narzucić rozstrzygnięcia sprawy,
nie uległby naciskom zewnętrznym. Odium potępienia nie zdjęło owo
umycie rąk i przerzucenie winy za krew Chrystusa na Żydów. W
procesie Chrystusa każdy z tych dwóch podmiotów
odegrał swoją niechlubną rolę, każdy gwałcił prawo i elementarne zasady
moralne.
Prawo karne i normy postępowania karnego służyły w tym procesie tylko
do pokrycia bezprawia. Proces Chrystusa jest widomym dowodem na to, do
czego może być sprowadzone prawo traktowane czysto funkcjonalnie.
Proces ten odkrył prawdziwe mechanizmy, które rządzić mogą
wymiarem sprawiedliwości, gdy prawo karne traci swój sens
moralny, a staje się zbiorem reguł technicznych, wskazał na
instrumentalne i koniunkturalne traktowanie prawa przez
ówcześnie rządzących, ówczesny wymiar
sprawiedliwości. Powołują się rządzący na normy prawa tam, gdzie to
potrzebna dla ochrony ich interesów, a łamią je, gdy normy
te są mało operatywne dla realizacji założonego bezprawnego celu.
Proces Chrystusa wykazał także, jak przy pomocy środków
prawnych można uzasadnić bezprawie rządzących tak charakterystycznie
tłumaczone przez Żydów niemoralną zasadą wyboru zła
mniejszego dla uchronienia przed złem większym. Ponadto ujawnił on, jak
łatwo system prawa i procedury karnej stać się może narzędziem
niszczenia człowieka, a nie jego ochrony.
Proces Chrystusa stawia przed nami wiele problemów natury
teologicznej, prawnej, moralnej. Jest dla nas dzisiaj niewyczerpanym
źródłem osobistych refleksji i głębokiej zadumy.
Dnia
25 kwietnia 1933 roku w Jerozolimie zebrał się specjalny trybunał
żydowski. Zaaranżowano przed nim proces Chrystusa, prowadzony ściśle
według norm prawnych autentycznego procesu tamtych czasów.
Wynik procesu był łatwy do przewidzenia. Chrystus został przez
współczesny Sanhedryn uniewinniony czterema głosami
przeciwko jednemu. Ogłoszono, że skazanie
Chrystusa było jednym z
najbardziej godnych pożałowania błędów popełnionych przez
ludzkość. Nie przeprowadzono jednak już drugiego procesu
przed
współczesnym Piłatem.
Całe przedsięwzięcie było widowiskiem tyle spektakularnym co i
pozbawionym sensu. Łatwo nam dzisiaj, kiedy czcimy Chrystusa jako Boga,
o takie lub tym podobne gesty. Zastanowić się jednak należy, czy
postąpilibyśmy i dzisiaj podobnie jak wówczas Żydzi i Piłat
wobec osoby współcześnie nam działającej, gdyby głosić
zaczęła idee sprawiedliwości i prawdy, godząc w utarte schematy,
struktury organizacyjne i układy. Czy my dzisiaj bylibyśmy zdolni do
wyraźnego opowiedzenia się po stronie tego Sprawiedliwego,
który potępiałby nie tylko wady świata, w którym
żyjemy, ale także nasze wady? I gdyby dziś rządzący postanowili Go
unicestwić, tak jak kiedyś władze żydowskie Chrystusa, niszcząc
głoszone przezeń prawdy, jak postąpilibyśmy? Czy znaleźlibyśmy w sobie
--- my, współcześni --- tyle odwagi, a może
tylko zwykłej uczciwości --- by wystąpić w Jego obronie, by
przeciwstawić się bezprawiu? Czy dzisiaj ukrzyżowalibyśmy Chrystusa po
raz wtóry?
![]() |
Prawa autorskie: | ![]() |

KATOLICKIE PISMO SPOŁECZNO-KULTURALNE
| Drukuj bieżącą stronę... |
| Do góry |
| Pomoc techniczna |