e 
_PEWNA STRONA INTERNETU_ ✝✟✝ _BEZKOMPROMISOWO OPOWIADAMY SIĘ ZA ŻYCIEM_
LuxDei.StudiumSacrum to PEWNA STRONA INTERNETU na LuxDei.pl

Jesteś tutaj: Profanum VPowołanie do Miłości

Powołanie do Miłości

Maleńka droga miłości szkołą dziecięctwa Bożego dusz najmniejszych




"Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych"
(BT, Mt 22:14).
"Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników"
(BT, Mk 2:17b).
"Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których powoła Pan Bóg nasz"
(BT, Dz 2:39).
"Wierny jest Bóg, który powołał nas do wspólnoty z Synem swoim Jezusem Chrystusem, Panem naszym"
(BT, 1Kor 1:9).
"Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi. Przeto przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć;"
(BT, 1Kor 1:22-27).
"A Bóg wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do wiecznej swojej chwały w Chrystusie, gdy trochę pocierpicie, sam was udoskonali, utwierdzi, umocni i ugruntuje. Jemu chwała i moc na wieki wieków! Amen"
(BT, 1P 5:10-11).
Biblia Tysiąclecia
LuxDei
"Miłość jest najdoskonalszym oczyszczeniem i uwolnieniem od wszelkiego zła — Miłość nadprzyrodzona rozpalająca serce i przenikająca umysł. Taka Miłość czyni człowieka świętym i rodzi święte czyny: heroizm wiary i miłosierdzia".
Z DZIENNIKÓW ALICJI LENCZEWSKIEJ: Słowo Pouczenia, nr 354
Jezus w koronie cierniowej
LuxDei

Odkrywając swoje powołanie

— Była pustka, nicość...
— Ja byłem pustką i nicością...
— Nie istniałem poza Twoim zamysłem o mnie...
— To Ty mnie wymyśliłeś...
— Ty o mnie postanowiłeś...
— Ty, Dobry Boże, wymarzyłeś mnie sobie...
— Właśnie takim, jakim zapragnąłeś, abym zaistniał...
— Kochając już zatęskniłeś, abym i ja kiedyś pokochał Cię całym sercem, całym umysłem, ze wszystkich sił, całym swoim jestestwem...
— Jednym słowem powołałeś mnie więc do istnienia...
— Z Miłości, z Miłością, przez Miłość, do Miłości...
— Jedynym Słowem, które za sprawą Ducha Świętego weszło w historię Stworzenia jako Logos — Słowo Wcielone...
— Panie mój, oto jestem, wołałeś mnie?
[...]
— Bądź uwielbiony teraz i zawsze...

Historię mojego powołania zna przede wszystkim sam Bóg. On ją zainicjował swym Boskim aktem sprawczym, dokonując onegdaj dzieła stworzenia mnie — osoby ludzkiej — na swój obraz i podobieństwo. A uczynił to, kierując się bezgraniczną Miłością Ojcowską do mnie — swojego dziecka — dziecka Bożego. »Powołał Mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię« (BT, Iz 49:1).
Gdy już stałem się gotowym przyjąć Jego Dobrą Nowinę, stopniowo objawiał mi tę wielką tajemnicę, którą przed nawróceniem widziałem wyłącznie jako fikcję opartą na faktach, a dziś postrzegam jako absolutnie wyjątkowy Dar przerastający (ufam, że tylko do czasu) każdy umysł ludzki. Dlaczego? Otóż, analizując konkretną historię powołania bez trudu można dostrzec właściwą dla niej chronologię miejsca i czasu, ale nie tylko. Istnieją też wyraźne związki z jej charakterystyczną (nie rzadko wręcz unikalną) geografią powołania, a także liczne odniesienia do Bożej logiki i ekonomii (tak różnej od ludzkiego sposobu wartościowania). Niestety człowiek ograniczony doczesnością nie jest w stanie objąć swym intelektem tak wielowątkowej tajemnicy. Najchętniej spycha ją wówczas do kategorii historical ficta, a dzieje się tak dlatego, »bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami — wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje — nad waszymi drogami i myśli moje — nad myślami waszymi« (BT, Iz 55:8-9).
Dziś widzimy tylko po części, niewyraźnie, jakby w zwierciadle, ale w wieczności wszystko stanie się dla nas jasne i oczywiste. Każda dusza otrzyma pełnię poznania i rozumienia (oczywiście na miarę swojego rozwoju duchowego). Bóg udziela bowiem ze swego nigdy niewyczerpującego się skarbca tyle, ile dusza zdoła przyjąć. Nie więcej i nie mniej, miarą dobrą i natłoczoną, zgodnie z zasadą Boskiej Sprawiedliwości: jaką miarą mierzysz — taką i tobie odmierzą (por. BT, Łk 6:38).
— Dlaczego właśnie tak?
— Cóż powiedzieć? Widocznie na tej zasadzie opiera się Boża pedagogia. Tymczasem powołanie pozostaje tajemnicą Bożego wybrania, którą doskonale ilustrują następujące słowa z księgi proroka Jeremiasza i Ewangelii św. Jana:
  • Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię (BT, Jr 1:5);
  • Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał (BT, J 15:16).
Inspiracje biblijne
LuxDei
Te słowa (zapisane w Biblii pod natchnieniem Ducha Świętego) dogłębnie przejmują drżeniem każdą duszę wybraną. Wybraną i powołaną do Miłości. Dlatego, decydując się zaświadczyć o tym w ramach niniejszej refleksji nad swym (odkrywanym z Woli Ojca Niebieskiego) powołaniem do Miłości, postanowiłem uczynić to w postawie wielkiej pokory, świadom, iż Bóg mnie wezwał nie na podstawie mych czynów lub zasług, lecz stosownie do własnego Ojcowskiego postanowienia i łaski (por. BT, 2Tm 1:9). Równoczesnie zdaję sobie sprawę z faktu, że ludzka mowa nie jest w stanie do końca wyrazić głębi tej tajemnicy, jaką dziecięctwo Boże w sobie zawiera. Podejmując zatem próbę odpowiedzi na szeroko rozumiane Boże ustanowienie, pragnę tym samym uwielbić Go ze względu na Niego samego. Przed tobą zaś — drogi Internauto — pragnę szczodrze otworzyć swe serce, aby, dzieląc się miłością, mnożyć ją. Na tym właśnie polega Boża ekonomia: im więcej dajesz, tym więcej zyskujesz; im bardziej zaufasz, tym więcej otrzymasz; im bardziej umiłujesz, tym liczniejsze grzechy będą ci odpuszczone, etc. Bóg bowiem nigdy nie pozostaje dłużnikiem, zwłaszcza ludzi o szczodrych sercach, które czynią nas pokornymi i małymi w ramionach Bożych, nas świadomych swej słabości i ufnych, aż do zuchwalstwa w Jego Ojcowską dobroć, ale z synowskim oddaniem. Ufność w dobroć Ojca, aż do błogosławionego zuchwalstwa — oto przekaz mojego małego e-@postolstwa haftowanego nicią Miłości na tkaninie duchowego dziecięctwa.

Analizując własną historię powołania do Miłości (a mówiąc bardziej precyzyjnie: powołania na drogę zawierzenia i miłości) dostrzegam trzy główne zakresy (lub jak kto woli poziomy) formacji duchowej, które dają się streścić następującymi aktami strzelistymi:
  • Jezu, ufam Tobie... 
  • Jezu, Ty się tym zajmij... 
oraz nieustannym aktem miłości, który nie jest zwykłym aktem strzelistym:
  • Jezu, Maryjo kocham Was, ratujcie dusze... 
Choć zdeterminowane chronologią i chronozofią mają tę zaskakującą właściwość, że ich spiritus movens stanowi Osoba Syna Bożego — Jezusa Chrystusa. A także wyraźnie na siebie zachodzą. Są zatem wzajemnie uzupełniającymi się koncentrycznymi strukturami mentalno-duchowymi, których dobrą, lecz nie do końca kompletną ilustracją są moje synkretologizmy. Tak czy inaczej owe zakresy pokrywają się z treścią kierunkowskazów ustawianych przez Trójjedynego Boga na drożynie mojego rzeczywistego i nieustannego wzrostu duchowego, które mają (co do tego nie mam żadnych wątpliwości) umożliwiać mi ufne podążanie za Miłością.
Na pierwszym poziomie formacji duchowej Bóg pokazał mi, że mogę się nie bać, że mogę otworzyć się na Jego Miłosierdzie, a On (za przyczyną św. s. Faustyny) zbuduje dla mnie most ze swej Miłości i Osierdzia. Wówczas odkryłem i zachwyciłem się książką, która zmieniła moje życie (ale nie od razu). Z tamtego okresu zostało mi żywe do dziś przeświadczenie o Bezgranicznej Dobroci Boga. Dlatego, gdy wokół mnie pojawia się coś lub ktoś, kto wzbudza lub próbuje wzbudzić we mnie (w dowolnych okolicznościach) poczucie strachu wiem, że to nie pochodzi od Boga. Trójjedyny bowiem nigdy nie posługuje się strachem dla osiągnięcia swych celów, a zarówno Jego motywacje jak i same działania przesycone są wyłącznie Miłością, którą obdarza swoje dzieci.
Na drugim poziomie z Woli Najwyższego poznałem Czcigodnego Sługę Bożego o. Dolindo Ruotolo i podyktowany mu przez samego Jezusa akt zawierzenia: Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!. Tym razem wręcz pochłonąłem cieniutką książeczkę, pt. "Jezu, Ty się tym zajmij", która wciąż przynosi mi błogosławione owoce duchowe.
Zakres trzeciego poziomu obecnie jest moim doświadczeniem duchowym, a jego tłem — pandemia 2020, która sprawiła, że świat wręcz się zatrzymał.
☙❤❧


Głębia przekazu zachętą do wypłynięcia

Głębia może przerażać, ale tylko w sytuacji, gdy jest ciemna i tajemnicza. Jednak, gdy pojawia się Ktoś, kto staje się dla nas Autorytetem, wówczas uświadamiamy sobie wzrost poczucia bezpieczeństwa, a motywacja podpowiada nam, aby wypłynąć na głębię, mimo potencjalnych trudności lub zagrożeń. Zachęceni ciekawością i asekurowani zaufaniem do naszego Przewodnika decydujemy się na wykonywanie kolejnych kroków. Tak właśnie jest w sferze ducha, gdy pod czujnym okiem doświadczonego opiekuna duchowego wkraczamy na nieznane nam wcześniej obszary:
  • rozpoznania powołania,

  • otwarcia serca na Boży głos powołania,

  • gotowości na przyjęcie pouczenia,

  • całkowitego poddania się Woli Bożej,

  • uczynienia swego serca dziecięcym.

Nie bez znaczenia dla szeroko rozumianego wzrostu duchowego jest osoba owego opiekuna. Wnikliwie obserwowany i słuchany staje się (stopniowo) wzorem do naśladowania. Oczywiście nie chodzi tu o jakiś nakaz czy przymus naśladownictwa. Raczej o spontaniczną relację, która z czasem (trochę jakby niezależnie od okoliczności zewnętrznych) przeradza się w więź mentalno-duchową. Wówczas sami odkrywamy, że gdy już nie ma przy nas naszego przewodnika duchowego, nadal pamiętamy o nim (np. w modlitwie) i chętnie wracamy do jego wskazówek, zaleceń i napomnień.
Zestawiając jednak wszystkie (nawet najbardziej osobiste) relacje i więzi międzyludzkie, warto uświadomić sobie pierwszoplanową rolę Matki Najświętszej jako (ze wszech miar wyjątkowej) Piastunki każdej duszy powołanej do Miłości: "Dusza, która się wybiera na górę doskonałości bez Matki Najświętszej, niedaleko zajdzie. Ustanie, a nawet w tym kawałku, który przebędzie, dozna wielkiego zmęczenia, toteż łatwo się zniechęci. Im dalej w górę, tym większe napotka trudności. Łatwo o z[a]błąkanie się w labiryncie dróg. Toteż dusze dążące do świętości powinny całym sercem przylgnąć do Matki Najświętszej, a Ona nie zawiedzie nikogo. Jeżeli Matka Najświętsza jest potrzebna w życiu wewnętrznym każdego człowieka, jest Ona niezbędna na drodze niemowlęctwa duchowego. Niemowlę bez matki to listek gnany wiatrem, to ptaszyna bez gniazdka. Napisz, że dusze, które uczują powołanie do wejścia na drogę niemowlęctwa duchowego, powinny iść za pociągiem łaski, ale pierwszą ich czynnością, pierwszym niejako aktem tego życia, niech będzie gorąca, serdeczna i szczera miłość Matki Najświętszej. Trzeba się Jej oddać całkowicie i zupełnie, bo Ona wie, co niemowlęciu jest potrzebne, a równocześnie zna upodobanie swego Syna. Trzeba zaufać Matce Najświętszej, bo Ona nikogo nie zawiedzie. Więcej Maryja wyprosić może u Boga, niż niemowlę zapragnąć jest zdolne. Niech dusza-niemowlę nie czyni nic takiego, czym mogłaby sprawić przykrość swej niebieskiej Matce, czym mogłaby Ją zasmucić. Trzeba być posłusznym dzieckiem Niepokalanej. Widziałaś nieraz matkę otoczoną liczną rodziną. Dla każdego dziecka ma ona słowo pociechy czy zachęty. Obchodzi ją los każdego dziecka, a jednak najwięcej starań poświęca niemowlęciu. Najczęściej pochyla się nad jego kolebką, tuli go najbliżej swojego serca, karmi go mlekiem swoich piersi, żyje niejako dla niego, spędza całe godziny w jego towarzystwie, choć w zamian otrzymuje tylko uśmiech, spojrzenie i niezrozumiałe dla innych, ale wymowne dla niej, gaworzenie. Dziecino, jeżeli dusza chce być przedmiotem takiej czułej opieki i miłości Matki Najświętszej, niech wejdzie na drogę niemowlęctwa duchowego. Dzieciom większym matka wskazuje drogę, którą iść mają. Małe — prowadzi za rękę, a niemowlęta sama przenosi na drugi brzeg. Czyż nie jest to szczęście dla duszy? Czyż nie jest to bezpieczeństwo przylgnąć do Matki; nie odwracać nawet oczu na kamienie przydrożne, na drogę opoczystą, na zbrukaną ziemię, ale wzrok swej duszy zatopić w błękitach, wpatrywać się w słońce złagodzone blaskiem zorzy — a nade wszystko kochać, kochać bez obawy" [ 10 ].
☙❤❧


Spod pióra o. Lorenzo Salesa

Odkrywanie swego powołania (w tym również powołania do Miłości, które z czasem powinno stawać się dla nas pierwszoplanowe) jest procesem lub (jak kto woli) dziełem opatrznościowym. To piękna, lecz bardzo rozbudowana i skomplikowana miłosna symfonia istnienia nie tylko skomponowana przez samego Stwórcę na wielki chór, ale również zaaranżowana na jeszcze większą orkiestrę, w której nie my gramy pierwsze skrzypce i nie my (póki co) wykonujemy partie solowe. Narazie jeśli już wybraliśmy jakiś instrument, to najpierw (pod cierpliwym okiem Mistrza) zaczynamy próbować wydobywać z niego pierwsze dźwięki, potem (fałszując bezlitośnie) uczymy się melodii, aby wreszcie (po wielu wpadkach) dołączyć do orkiestry stworzenia i, gubiąc (daj Boże tylko czasami!) swój rytm lub tonację, podążać po partyturze życia za wiodącą ręką rozkochanego w nas Boskiego Dyrygenta. A rozkochanego nie dlatego, że tak doskonale gramy, lecz ze względu na nasze nieporadne dziecięctwo.
[...]
Jakże wspaniały to dzień, w którym, podążając za Miłością, odkrywamy, że ta Miłość tak bardzo pragnie naszej miłości: pokornej, odwzajemniającej, maleńkiej...
Modlitwa zawierzenia napisana i odmawiana przez o. Lorenzo Sales:
O, Jezu, który masz upodobanie w małych i pokornych sercem, i objawiasz im tajemnice swojej miłości, uczyń także i mnie małą i pokorną, objaw mi również, dla dobra dusz, tajemnice Twojej miłości. Ty, o Jezu, który dla jednego aktu miłości cały oddajesz się duszy, oddaj się także i mnie, gdyż pragnę żyć miłością dla Ciebie. Amen
Traktat o maleńkiej drodze miłości MP3
WWW
Modlitwa końcowa o. Lorenzo Sales:
Zanim odłożę pióro, przed Tobą, Panie Jezu, Twój sługa upokarza się, że ośmielił się do słowa, które uważa za Twoje, dołączyć bełkot słów ludzkich, z powodu niezdatności i braków, być może psując Twoje dzieło. Ty jednak, Panie, jesteś Wszechmogący, i tak, jak z niczego wyprowadzasz wszystko, tak samo możesz ludzkie przewinienia skierować ku wypełnianiu Twoich planów. Dlatego tylko Tobie należy się chwała, cześć i sława.
[...]
Orędzie miłości Serca Jezusa do świata MP3
WWW
☙❤❧


Kim jesteś? Co mówisz sam o sobie? (Autoindagacja sytuacyjna)

Niech punktem wyjścia dla niniejszej autoindagacji będzie ewangeliczne świadectwo Jana Chrzciciela, aby w jej kolejnych fragmentach zatytułowanych odpowiednio:
  1. Konstatacja Wielkopostna 2020...|[];
  2. Ekskurs Adwentowy 2020...|[];
  3. Puenta kwarantanny 2021...|[];
udzielić możliwie wyczerpującej odpowiedzi na tak sformułowane pytania sytuacyjne.

Świadectwo Jana Chrzciciela:
Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: «Kto ty jesteś?», on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: «Ja nie jestem Mesjaszem». Zapytali go: «Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?» Odrzekł: «Nie jestem». «Czy ty jesteś prorokiem?» Odparł: «Nie!» Powiedzieli mu więc: «Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?» Odpowiedział: «Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz». A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: «Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?» Jan im tak odpowiedział: «Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała». Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.
BT, J 1:19-28
Biblia Tysiąclecia
LuxDei.pl
1. Konstatacja Wielkopostna 2020... Jestem nikim...
Jestem ostatni...
Jestem człowiekiem czasów ostatecznych.
  Czy się boisz...
Uczucie lęku nie jest mi obce, choć, myśląc o nim, dziś nie mogę nazwać go strachem, a jedynie Bojaźnią Bożą. Boję się grzechu, bo jest on obrazą Boga samego. Tak więc w tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak nawiązać do słów Benedykta XVI, który onegdaj powiedział:

«Kto boi się Boga, nie lęka się»

  Czy według ciebie lęk daje się klasyfikować...
Tak. Zdecydowanie TAK! Lęk można odczuwać i przeżywać na wiele sposobów: zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. W obu jednak wariantach pojawiają się diametralnie różne skutki, czego najlepszą ilustracją jest samo życie. Czym innym w skutkach będzie lęk kierowcy przed gołoledzią, a czym innym lęk chorego na klaustrofobię wywołany samą myślą o przejażdżce w ciasnej windzie. Pierwszy z nich na pewno zdecyduje się na jazdę ze szczególną ostrożnością, drugi zaś odstąpi we właściwy dla siebie sposób.
  Na czym więc, twoim zdaniem, polega różnica między strachem, a Bojaźnią Bożą...
Najprościej rzecz ujmując: Bojaźń Boża jest jednym z siedmiu Darów Ducha Świętego, a strach pochodzi od złego.
Rozwijając tę myśl warto sobie uświadomić, że Bojaźń Boża i strach są całkowicie odmiennymi stanami ducha. Więcej: są jakby swoimi przeciwieństwami (zgodnie z analogią do świata barw, gdzie biel jest sumą wszystkich, a czerń — brakiem jakiegokolwiek koloru). Zatem strach i Bojaźń Pańska istnieją na odległych krańcach rzeczywistości duchowej człowieka. Jeden kraniec zbudowany jest przez dobro (na Prawdzie i Miłości), a więc tu żyje Bojaźń Boża, natomiast na drugim krańcu panuje strach, który karmi się złem — zatrutym owocem nienawiści szatańskiej.
  A zatem Bojaźń Boża jest czymś dobrym. Jak należy to rozumieć...
Dokładnie tak jak wyjaśnia to sam Bóg na kartach Biblii Tysiąclecia (m.in. w Księdze Przysłów, w Psalmach i w Księdze Syracha):
  • "Źródłem życia jest bajaźń Pańska, by sideł śmierci uniknąć" (patrz Prz 14:27);
  • "Miłość i wierność gładzą winę, bajaźń Pańska ze złych dróg sprowadza" (patrz Prz 16:6);
  • "Owocem pokory jest bojaźń Pańska, bogactwo, szacunek i życie" (patrz Prz 22:4);
  • "Strach przed człowiekiem to sidło, kto ufa Panu, bezpieczny" (patrz Prz 29:25);
  • "Bogactwo i siła podnoszą na duchu, a bardziej niż jedno i drugie — bojaźń Pana. Przy bojaźni Pańskiej nie ma niedostatku, a [żyjąc] w niej nie potrzeba szukać pomocy. Bojaźń Pana jest jak raj błogosławieństwa, a jej osłona przewyższa wszelką sławę" (patrz Syr 40:26-27);
  • "Bojaźń Pańska początkiem mądrości; wspaniała zapłata dla tych, co według niej postępują, a sprawiedliwość Jego trwać będzie zawsze" (patrz Ps 111:10).
Zatem Bojaźń Boża jest nie tylko dobra dla nas, ale i cenna w oczach Boga. Pod tym pojęciem kryje się moja głęboka obawa przed obrażaniem Boga, który mnie kocha, a ja jedynie pragnę ze wszystkich sił odwzajemniać tę Jego wielką i piękną Miłość. Będąc jednak grzesznikiem, a więc człowiekiem słabym, niewystarczalnym, upadającym, etc. mam wrodzoną skłonność do grzechu, który jest skutkiem upadku pierwszych rodziców i zła narzucającego się odtąd wszystkim potomkom Adama i Ewy. Choć pragnę czynić tylko dobrze, niechciane zło infekuje moje myśli i czyny, a wtedy ze smutkiem mogę powtórzyć za św. Pawłem: "Nie rozumiem, bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę — to właśnie czynię" (BT, Rz 7:15). Zatem nie potrafimy — nikt nie potrafi (sam z siebie) żyć, myśleć, mówić, postępować tak, by nie grzeszyć. Możemy jednak przeżyć dzień tak, by zła nie szukać (zwłaszcza tego mniejszego), by zła nie usprawiedliwiać (nawet wyższą koniecznością), by na zło się nie godzić (również na to zawoalowane), by zło nazywać złem (bo takie jest jego imię). To możemy na pewno! Przez jeden dzień! Tylko jeden dzień? A jeśli jeden, to dlaczego nie drugi? I następny. I kolejny. A może zacząć żyć racjonalną (nie spontaniczną) koniecznością ustawicznego zabiegania o dobro, tj. starannie utrzymywać (w sobie i wokół siebie) stan braku odporności na otaczające i uprzykrzające się zło oraz stan stabilnego braku (choćby ledwie zauważalnych) objawów przyzwyczajania się do tego, co nieprzyzwoite, niegodziwe, brudne (por. KKK 1868-1869). Gdy jednak pojawiają się sytuacje arcytrudne, warto stosować (praktyczną i pragmatyczną) zasadę moralną autorstwa św. s. Faustyny (patrz Dz. 800), a wszystko w atmosferze nie tylko niezafałszowanej świadomości swej słabości, ale i pełnej ufności (jak dziecko), aż do zuchwalstwa w Jego ojcowską dobroć, jednakże zawsze z synowskim oddaniem.
  Jaki związek dostrzegasz między strachem ludzkim, a działaniem szatana...
  A może lepiej zapytać — między szatanem, a strachem ludzkim...
W zasadzie kolejność pojęciowa nie ma tu większego znaczenia, bo mówimy o związku bezpośrednim i opartym na wzajemności. Tak czy inaczej im więcej stachu, tym zło szerzy się szybciej, a szatan — osobowe zło — chętniej go używa jako jednej z najskuteczniejszych (obok kłamstwa) swoich broni ofensywnych. Poza tym swoje działanie opiera na prostej zasadzie: mieszanką kłamstwa i strachu złapać przyczółek — zasiać więcej strachu — rozwinąć ofensywę strachu — zebrać jak najwięcej ofiar strachu. Nie trudno zatem pojąć, że jego celem było jest i będzie (do czasu swej ostatecznej i nieodwracalnej klęski) wywoływanie chaosu oraz zamętu na jak najszerszą skalę, poczynając od duszy pojedynczego człowieka, a kończywszy na globalnych systemach gospodarczych i ekonomicznych. Dlatego diabeł najpierw wmówił nam współczesnym, że go nie ma, aby pod płaszczykiem swojej nieobecności móc szerzyć destrukcję i bezhołowie. I to niestety wciąż mu się udaje na wszystkich szerokościach geograficznych. Ostatnie tygodnie na świecie są tego wymownym obrazem.
  Czy masz na myśli czas obecnej pandemii...
Tak. Wystarczy bacznie obserwować wypowiedzi jednych i zachowania drugich, aby zauważyć destrukcyjny wpływ fauszu i zła na tych, których wcześniej nawet byśmy o to nie podejrzewali. Komuś zaczyna bardzo zależeć na tym, aby jeden drugiego karmił swym strachem. Wówczas uruchamiana jest i (świadomie lub nieświadomie) nakręcana spirala kłamstw, pomówień, hejtu, fake newsów, itp. Strach jednostki infekuje grupę, a grupa zaraża całe środowisko. To jest efekt domina w kilku prostych krokach:
  1. gdy jeden się boi — mówimy o strachu o małym zasięgu, a jego skutków prawie nie dostrzegamy (oprócz rozbieganych oczu, spoconych dłoni, drżącego głosu i paru jeszcze innych symptomów, które zwykle bagatelizujemy);
  2. gdy boi się grupa — widzimy strach o dużym zasięgu i jego oczywiste skutki (wówczas niektórym "palą" się włosy i głosy, a dotyczy to również prawdopodobieństwa przegranych wyborów);
  3. gdy boi się określone środowisko — to już psychoza (zaczynają się zwoływać, np. na portalach społecznościowych, aby "podpalić" Polskę);
  4. teraz wystarczy tylko drobna iskra, aby wybuchła panika.
Oto infekcja strachem, która najpierw przeistacza się w lokalną zarazę, a następnie rozlewa się szerzej, przyjmując postać epidemii...
  Jaki zatem widzisz środek zaradczy...
Dobry środek gaśniczy, który skutecznie odetnie dostęp tlenu do materiału łatwopalnego (nasączonego kłamstwem i strachem).
  A bez przenośni...
Z czeluści zostały wypuszczone konie Apokalipsy tratujące świat!
Wyłącz telewizor, z którego płynie przekaz obliczony na eskalację strachu, weż do ręki Różaniec św. i przytul się do Niepokalanej, a na koniec Jej Niepokalane Serce zatriumfuje. Wszak najskuteczniejszym lekiem na całe zło była, JEST i będzie Miłość, Miłość, i jeszcze raz Miłość.
  Potrójna...
Bynajmniej! Trójjedyna! A zatem:
Kochaj i rób, co chcesz — to jest recepta przekazana przez św. Augustyna z Hippony;
Módl się i pracuj — to jest recepta przekazana przez św. Benedykta z Nursji;
Jezu, ufam Tobie — to jest recepta przekazana przez św. s. Faustynę;
Jezu, Ty się tym zajmij — to jest recepta przekazana przez sługę Bożego o. Dolindo;
Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze| — to jest recepta przekazana przez sługę Bożą s. Konsolatę;
Nie lękajcie się! Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi — to jest recepta przekazana przez św. Jana Pawła II;
Gdybyście wiedzieli jak bardzo was kocham, płakalibyście z radości — oto słowa wypowiedziane przez Królową Pokoju;
Wstańcie, nie lękajcie się! A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata — oto słowa wypowiedziane przez samego Jezusa... i tak można by dalej, ale nie o wyliczankę tu chodzi. Chodzi o twój i mój wybór... o nasz wybór...
Opowiadając się bowiem po stronie Miłości uznajemy, że strach jest toksyczny, bo prowadzi do paniki. Zamiast strachu zaczynamy używać wtedy zdrowego rozsądku i serca. Respekt dla niewidzialnego wroga i wręcz dziecięce zaufanie do Jezusa — oto wybór godny uznania, oto zaiste postawa na czasy ostateczne. Zanim jednak wybierzesz: przestań się bać, zatrzymaj emocje, zablokuj spiralę zła, przestań karmić się strachem, zmień sposób wartościowania, wróć do fundamentu wiary, na którym całe pokolenia budowały nasz piękny dom Ojczysty. Powrót do fundamentów wiary ojców to dobra okazja do nawrócenia. Jednak wyrzeczenie się grzechu i szatana to nie jest akt jednorazowy, lecz nieustanny proces. To wielkie, duchowe zobowiązanie do ciągłego oczyszczania i formowania w sobie tej wewnętrznej przestrzeni, o której tak często mówi Ewangelia (np. BT, Łk 11:24-26). Nie chodzi więc tylko o wyrzeczenie się poszczególnych grzechów, ale o wyrzeczenie się tego, co jest ich korzeniem, tj. pychy, która karmi się miłością własną oraz poczuciem samodzielności i samowystarczalności. To jest ważny, ale dopiero pierwszy krok. Człowiek bowiem sam z siebie nie jest mocen uwolnić się od zła. Tego może dokonać tylko Bóg. Dlatego najdoskonalszym i najpełniejszym wyrzeczeniem się grzechu, szatana i wszystkich jego spraw jest życie duchem dziecięctwa. Przez Dziecięctwo duchowe:
  • sam Bóg działa w duszy i uwalnia ją od zła,
  • Duch Święty wlewa w pokorne serca Bożą Miłość,
  • człowiek zdaje się całkowicie na Jezusa i pozwala Mu działać,
  • Jezus staje się naszym jedynym Panem,
  • Jezus może nam się cały oddać.
Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi jest zatem bramą do Dziecięctwa Duchowego. Oddając się Maryi dobrowolnie i całkowicie, przyjmujesz radykalnie i totalnie prawdę o tym, że Ona jest twoją Matką, a ty jesteś jej dzieckiem. Skoro więc ani grzech, ani szatan nie mają do Niej dostępu, Maryja — jedyne stworzenie w pełni wolne od grzechu — pragnie poprowadzić do tej wolności wszystkie swoje dzieci. To jest Jej właściwa misja.
Jeśłi nie potrafisz lub nie wiesz jak rozpocząć ową radykalną, dobrą zmianę — zaproś Jezusa i Maryję do swego serca (korzystając, np. z najbardziej osobistego aktu mojego autorstwa). Jeszcze nie jest za późno. Niech poprowadzi nas Ten, który o sobie powiedział: JAM JEST. Oddaj się Mu bez reszty, nie inaczej jak przez ręce Niepokalanej Maryi Dziewicy, korzystając, np. z owocu duchowego jaki zostawił nam św. Ludwik Maria Grignion de Montfort w swoim akcie ofiarowania się Jezusowi Chrystusowi. Jednocześnie serdecznie zawierzajmy Bożemu Miłosierdziu losy całego, ogarniętego pandemią świata.
Piękne jest miłosierdzie przychodzące w czasie utrapienia, jak chmury deszczowe — w czasie posuchy (BT, Syr 35:24).
  Zatem kim jesteś tu i teraz...
  Co mówisz sam o sobie w Wielką Sobotę, po zakończeniu Wigilii Paschalnej...
Całą rzeczywistość, w której Bóg mnie osadził staram się (na ile to możliwe) widzieć w perspektywie Krzyża jako życie paschalne, a więc tu i teraz czuję się człowiekiem paschalnym czyli homo paschalis. Nie jest to jednak w żadnej mierze moją zasługą, bo ani moje życie, ani jego rozumienie nie zależy wyłącznie ode mnie. Wszak nigdy nie byłem, nie jestem i nigdy nie będę samowystarczalnym, a wszystko, co mam i wszystko, kim jestem to wielki dar dla moich ubogich przybytków — serca i umysłu — które pragnę oddawać Trójjedynemu Dobru, otwierając się na Jego Świętą Wolę. Bóg bowiem to osobowa Wola, Trójjedyna osobowa Wola, która JEST samym Miłosierdziem (Świętym i Sprawiedliwym).
Zaprawdę, to dzięki Opatrzności Bożej jestem człowiekiem duchowej radości Wielkanocnej, dziecięcej ufności i radości prawdziwej, która (mimo ciemności pandemii i narzucających się mroków zła) jaśnieje blaskiem Zmartwychwstałej Miłości i światłem Nadziei.
ALLELUJA! JEZUS ŻYJE! Cieszę się w mym Dobrym Panu, pozostając najmniejszym z Najmniejszych czyli w wymiarze duchowym małym robaczkiem, a dla świata — ostatnim, a więc nikim.

JEZU CHRYSTE, ZWYCIĘŻAJ!

JMKWRD
[...]
2. Ekskurs Adwentowy 2020...
Dwa Najświętsze Serca: Najświętsze Serce Jezusa i Niepokalane Serce Maryi
LuxDei
  Co skrywa ów tajemniczy skrót: JMKWRD...
To Doskonały Akt Miłości zwany również Nieustannym Aktem Miłości, którego autorem jest sam Jezus. Formuła aktu: »Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze« przekazana przez sługę Bożą s. Konsolatę stanowi filar jej duchowości oraz łączy w sobie miłość duszy maleńkiej do Dwóch Najświętszych Serc: Najświętszego Serca Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi.
  Czy zatem duchowość s. Konsolaty można utożsamiać z Maleńką Drogą Miłości...
Tak! Nie tylko można utożsamiać, ale i należy to robić, poniewaź dziecięctwa duchowego uczył ją sam Jezus, wskazując drożynę miłości jako wybraną przez Boga na czasy ostateczne drogę duchowego ocalenia wielu. Z resztą tego typu wyraźne akcenty dotyczące dziecięctwa Bożego można znaleźć u innych mistyków ostatnich wieków.
  A konkretnie...
Oto kilka przykładów:
  • Rozmowa Alicji Lenczewskiej z Panem Jezusem, zaczerpnięta z jej Dziennika: Świadectwo, nr 497:
    — Czy droga dziecięctwa jest lepsza od innych?
    — Na te czasy, tak. Rozsadzone będą stare schematy. Zatem nie trzeba się ich trzymać, tylko słuchać głosu Mego.
    — A jeśli ktoś nie słyszy głosu Twego?
    — Niech pragnie i prosi, a usłyszy i rozpozna, jaka jest wola Moja.
    — Co z tymi, których powołujesz do innej niż mała droga dziecięctwa?
    — Duch dziecięctwa powinien przeniknąć wszystkich.
  • Bardziej znaną mistyczką jest św. Teresa od Dzieciątka Jezus i mała droga dziecięctwa. To właśnie dzięki jej życiu oraz słynnym «Dziejom duszy» wszyscy mogą poznać drogę dziecięctwa duchowego. Bóg, posługując się tą młodą francuską zakonnicą, ukazał potęgę dziecięcej ufności. Przykład jej życia rzucił nowe światło na słowa Jezusa: «Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego» (BT, Mt 18:3). Mała Tereska jest wielkim Bożym darem na nasze czasy, który mamy wciąż na nowo odkrywać.
  • Maria de Fiesole to pseudonim innej karmelitanki z Lisieux, która w 1942 roku napisała genialną (a niestety zbyt mało znaną) książkę « Sekret bycia najmniejszym. Mała droga maryjna ». Opisuje w niej, na czym polega życie w Maryi na wzór poczętego dziecka. Określa ona małą drogę świętej Teresy jako przygotowanie do duchowości życia w Maryi, bo tylko w Niepokalanym Sercu Maryi odnajdujemy pełnię dziecięctwa duchowego.
  • W podobnym czasie te same duchowe natchnienia odkrywał i nimi owocnie żył słynny proboszcz z parafii w Szewnej niedaleko Ostrowca Świętokrzyskiego — ks. Marcin Popiel. Był mistykiem, a równocześnie wielkim realistą. W życiu duchowym kierował się «w głąb — do łona Maryi, aby żyć tam razem ze swoim bratem Jezusem».
    Jestem non natus czyli nienarodzony — mawiał o sobie.
    Przez wiele lat studiował drogę dziecięctwa małej Teresy, ale cały czas czegoś mu w niej brakowało.
    — Być jak dziecko — owszem, ale małe dziecko potrafi już grymasić i wymuszać na mamie różne rzeczy, a on chciał być totalnie zależny i w pełni posłuszny. Oświecenie przyszło, kiedy ksiądz Marcin ujrzał kobietę w stanie błogosławionym.
    — To jest to! — wykrzyknął i zaczął robić notatki: Chcę być dzieckiem nienarodzonym. Wtedy będę totalnie zależny od Boga...
  • Leonia Nastał to polska zakonnica katolicka ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej, mistyczka, pisarka religijna, Czcigodna Służebnica Boża Kościoła Katolickiego oraz głosicielka idei mistycznego niemowlęctwa duchowego. Jest coraz bardziej znana, szczególnie po tym, jak opublikowano dekret o heroiczności jej cnót, który bardzo nas zbliża do jej beatyfikacji. Siostra Leonia otrzymała dar rozmów z Panem Jezusem, które spisała w dzienniku « Uwierzyłam miłości ». Pan Jezus powiedział do niej m.in.:
    «Poszukaj Mi uczniów, którzy by chcieli uczęszczać do mojej Boskiej szkoły. Jest to uczelnia pod nazwą: "Szkoła Bożego Serca dla dusz maleńkich, szukających Drogi, Prawdy i Życia". Sam udzielać będę wykładów dla tych, którzy Mnie słuchać umieją. Na lekturę podam kiedyś moim uczniom to, co napiszesz.
    (...) Pragnę, byś w szczególniejszy sposób ukochała moje niemowlęctwo. Każdy okres mojego życia ma wartość nieskończoną, Boską. Ten sam Jezus jest wiekuiście w chwaleu Ojca, ten sam — jako niemowlę kwili w żłobie betlejemskim, ten sam naucza, ten sam umiera, zmartwychwstaje i żyje chwalebnym i sakramentalnym życiem. Sługa moja Teresa [od Dzieciątka Jezus] doszła do doskonałości drogą dziecięctwa duchowego. Postąp o jeden szczebel wyżej, a raczej zstąp o jeden stopień niżej, do niemowlęctwa duchowego. Jeżeli wejdziesz na drogę niemowlęctwa, upodobnisz się najbardziej do Jezusa w Hostii — do Niemowlęcia Bożego w żłóbku. Wytłumaczę ci z czasem, na czym polega droga niemowlęctwa.
    (...) Leonio, droga niemowlęctwa duchowego jest dostępna dla wszystkich.
    (...) W niemowlęctwie duchowym muszą się połączyć ze sobą małeńkość z wielkością»
    [ * ].
  • W tym samym czasie, kiedy ojciec Maksymilian Kolbe organizował Milicję Niepokalanej, we Francji — inny "Szaleniec Matki Bożej" tworzył Krucjatę dla Królestwa Maryi. Był nim o. Gabriel Jacquier ze Zgromadzenia Misjonarzy św. Wincentego a Paulo — twórca oryginalnej doktryny dziecięctwa maryjnego. Jego zapiski zatytułowane Życie maryjne. Czarne zeszyty są ponadobfitym źródłem głębokich inspiracji duchowych dla osób pragnących wniknąć w istotę dziecięcej relacji z Maryją. Relacji prowadzącej do więzi.
Z dzisiejszej perspektywy wyraźnie widać, że św. Tereska odegrała rolę prekursora lub (jak kto woli) pionierki na małej drodze, której Maryja zawsze była i wciąż pozostaje błogosławionym zwieńczeniem i ukoronowaniem. Jednocześnie należy mieć świadomość istnienia wielu dróg wiodących do Boga. "Fakt ten — jak zauważyła to już Maria de Fiesole — jest czymś godnym podziwu i stanowi wielką tajemnicę miłości Bożej, która jest wybraniem, jak również tajemniczym powołaniem. Nie można powiedzieć: «chcę iść taką czy inną drogą», należy mówić raczej: «pragnę być ofiarą miłości i dać się wprowadzić na tę drogę, którą Bóg dla mnie wybierze»" [ * ].
  Czym zatem w swojej istocie jest dziecięctwo Boże...
Maria de Fiesole wyjaśnia: "Bycie najmniejszym nie jest cnotą, którą można zdobyć siłą woli i własną pracą czy cierpliwością. Jest to raczej stan stworzony w nas przez łaskę Bożą, udoskonalony przez działanie Ducha Świętego, czysty dar Boży udzielony duszy, która go przyjmuje, dar płynący z Bożego Miłosierdzia. Jest to dar ukryty, całkowicie Boski, dar wprowadzający dusze w «misterium Maryi». W istocie, bycie najmniejszym jest rzeczywistym udziałem w Jej macierzyńskich łaskach, w łaskach Niepokalanej" [ * ].
To wspaniały stan duchowego zawierzenia i ufności, do którego na mocy Łaski Bożej dusza powołana dochodzi drożyną Miłości. Stopniowo odkrywa, że dziecięce oddanie nie tylko wiąże się z tajemnicą przebóstwienia (całkowitym zjednoczeniem oraz akceptowanym duchowo panowaniem Boga), ale również jest drogą dróg i łaską łask. Oczywistym staje się fakt, że duchowa droga dziecięctwa Bożego, maleńka droga miłości, niemowlęctwo duchowe, mała droga dziecięctwa, dziecięctwo maryjne lub mała droga maryjna to w istocie rzeczy jedna i ta sama rzeczywistość duchowa (rozpięta jedynie między różnymi okolicznościami oddania), którą stworzył sam Jezus, a Przewodniczką, Opiekunką i Mistrzynią dusz powołanych uczynił swoją i naszą Matkę — Najświętszą Maryję Pannę. "Rzec można — cytując raz jeszcze Marię de Fiesole — że każda z dusz maryjnych zamkniętych w Sercu Najświętszej Dziewicy posiada sobie właściwy sposób bycia majmniejszą, tak wiele jest ich odmian, każda ma swoją własną barwę, odcień, harmonię, wygląd, swoje własne podobieństwo do Matki, swoje oryginalne rysy" [ * ].
Owa rzeczywistość duchowa jest przygotowana dla wszystkich chętnych bez względu na wiek, płeć, wykształcenie, status społeczny czy materialny. Wynika to wprost z licznych wypowiedzi Jezusa i Maryi skierowanych do nas za pośrednictwem Alicji Lenczewskiej, która spisała je na kartach swoich Dzienników. Oto wybrane fragmenty.
[Alicja:]
— Napełniłeś mnie, Panie, Swoją mocą. Dokąd iść i gdzie prowadzić dzieci Twoje, które mi dajesz pod opiekę?
[Jezus:]
— Do Mnie — najprostszą i najkrótszą drogą: Drogą dziecięcego oddania. Nie ma czasu na długie przygotowywanie i trening duchowy, bo siły nieprzyjaciela rosną w gotowość do ostatecznej walki. Ja będę prowadził was mocą Mojej potęgi miłości. Nadeszła chwila, kiedy trzeba przylgnąć do Mnie i iść na ślepo tam, gdzie prowadzę. I ufać wbrew własnej logice, własnym oczom i uszom. Trzeba otworzyć oczy duszy i uszy serca — wypatrywać Mnie i nadsłuchiwać Mojego głosu. I tylko we Mnie mieć skierowane całe swe jestestwo.
Macie mieć głuche uszy i ślepe oczy na wszystko inne poza Moim światłem i Moją miłością. Ja wszystko wskażę i wszystko powiem. Bądźcie ufni i posłuszni Moim rozkazom. Ja wyprowadzę was silną ręką wśród wielkich znaków na niebie i ziemi. Mnie zawierzcie i zaufajcie Mojej Matce, która jest z wami i pokrzepia wasze serca, i opatruje wasze zranienia. Kochajcie Ją i do Niej się tulcie.
Troszcz się o dzieci chore i słabe. Przyprowadzaj do Mojej Matki, by je opatrywała, i do Mnie, bym je karmił, aby nabrały sił [ * ].
Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze
LuxDei
[Maryja:]
— Dziecko Moje, przyjdź do Mnie, złóż w Moje ręce twe serce, a Ja oddam je oczyszczone i upiększone ukochanemu Synowi Mojemu. Nie lękaj się, że oddając się pod Moją opiekę i Mojemu prowadzeniu, oddalona będziesz od Jezusa. Że twoje oddanie Mojemu Synowi zejdzie jakoby na dalszy plan. Wprost przeciwnie, będziesz, upodobniając się do Mnie i współdziałając ze Mną, nosicielką Chrystusa i będziesz Go objawiała i dawała światu i ludziom [ * ].
[Jezus:]
— Serce w pełni Mi oddane jest sakramentem dla świata [ * ].
— Dałem obietnicę, że dusze oddane Mi będą deptać po wężach i skorpionach i żadna trucizna im nie zaszkodzi. Ufaj tej obietnicy i bądź spokojna w wypełnianiu twego powołania, choć świat pełen jest węży, skorpionów i trucizny. Jam zwyciężył świat i świt odrodzenia życia na ziemi już nadchodzi [ * ].
— Jakże szczęśliwi są ci, którzy całkowicie oddają Mi siebie: swoją wolę, pragnienia, swoje wszystko. Którzy kochając, pragną tylko Mnie samego ponad wszystko na świecie i ponad samych siebie. Ci są wolni i szczęśliwi, i zawsze bezpieczni, cokolwiek się dzieje i cokolwiek ich otacza [ * ].
— Cały twój czas powinien należeć do Mnie, jeśli pragniesz poznawać Mnie coraz głębiej i żyć Moją miłością coraz intensywniej. Poznawać przez obcowanie ze Mną i dzielić Moje pragnienia i czyny. W miłości nie może być czasu wydzielanego, fragmentarycznego, dozowanego. Albo kochasz i jesteś cała i zawsze dla Mnie albo nie kochasz Mnie, tylko siebie i swoje aktualne upodobania. Miłość nie znosi oddzielenia serc, pragnień, bo dąży do zjednoczenia coraz głębszego i wszechogarniającego, tak, jak powiedziałem: całym sercem, całym umysłem, ze wszystkich sił. Wyrazem tego jest oddanie na ślepo, na przepadłe, z radosnym: »Jezu, ufam Tobie«. To rodzi błogosławione owoce: poczucie bezpieczeństwa, pokój i radość.
Oto niebo już tu na ziemi bez względu na wydarzenia zewnętrzne i samopoczucie fizyczne [ * ].
  Co zatem należy czynić...
To jest bardzo dobre pytanie, na które sam Jezus udziela prostej odpowiedzi: "Dziecino moja, Ja kocham małość — ukochaj ją i ty. Choćby cię świat nie rozumiał — cóż ci na tym zależy? Ja zrozumiem twój szczebiot dziecięcy i chętnie będę przestawał z tobą w postawie dziecięcej. Jeżeli będziesz maleńką, zrozumiesz Jezusa. Żeby móc zrozumieć Jezusa, trzeba mieć wydelikacony zmysł słuchu duchowego, trzeba być wiernym żądaniom i natchnieniom Bożym.
(...) O, jak szczęśliwa jest dusza żyjąca w takim niemowlęcym ukryciu; nikt się nią nie zajmuje, tylko ci, którym zlecona została troska o to. Trzeba się starać przejść cicho i niepostrzeżenie przez życie, chyba że komu z góry dano osobne zlecenie, by dla chwały Bożej dokonać na ziemi czynów wielkich. Wam, moje dusze najmniejsze, wystarczy cicha ofiara. Tylko niech ona będzie nieustanna"
[ * ].
Dobre dzieci zatem nie kombinują, nie buntują się, ufają. Za wyjątkiem cudu, nie dochodzą jednak do tego stanu od razu. Potrzebują nauki cierpliwego kroczenia długą drogą w postawie gotowości na pouczenie. Przyjmując je całym sercem (a może pojawić się znienacka) natychmiast wcielają je w życie. To jest cudowna właściwość dziecięcego serca — dzisiaj tak bardzo potrzeba jej nam — dorosłym analfabetom i hiperlogicznym dyskutantom. Teraz jak nigdy wcześniej potrzeba nam następującej postawy ostatecznej:

słyszę Boże wezwanie ≫ przyjmuję je całym sercem ≫ usiłuję wprowadzać je w czyn...

Oczywiście pierwszoplanową powinna pozostawać Wola Boża, bo inaczej na nic się przydadzą wszelkie usiłowania ludzkie. Pięknie wyraziła to św. ś. Faustyna, pisząc: "Jezu mój i znowuż się zbliża chwila, w której pozostanę sam na sam z Tobą. Jezu, proszę Cię z całego serca, daj mi poznać, co Ci się we mnie nie podoba, a zarazem daj mi poznać, co robić, aby Ci się stać milszą. Nie odmów mi tej łaski i bądź ze mną. Ja wiem, że bez Ciebie, Panie, niewiele się przyda usiłowanie moje. O, jak się cieszę z wielkości Twojej, Panie. Im więcej Cię poznaję, tym Cię goręcej pragnę i pożądam" (Dz. 273).
Tak więc, gdy pytasz o to »co czynić?«, odpowiadam — Wolę Bożą. Gdy jednak zapytasz: »jak?« odpowiem — usiłując. Wynika to bezpośrednio ze słów samego Jezusa: "Nie za pomyślny wynik nagradzam, ale za cierpliwość i trud dla mnie podjęty" (Dz. 86).
  A co z wolną wolą człowieka...
  Czy nie jest w ten sposób zagrożona...
Ależ skąd. Dzięki temu, że:
  • stajemy się bezbronni — Jezus staje się naszą obroną;
  • wyrzekamy się postawy kontrolera otoczenia — umożliwiamy Jezusowi przejęcie pierwszeństwa we wszystkim;
  • zamykamy oczy duszy i zawierzamy Mu wszystkie nasze sprawy — Jezus może nas przenieść na rękach przez każde niebezpieczeństwo;
  • stajemy się prostaczkami — Jezus może nam objawiać największe tajemnice;
  • uzależniamy się we wszystkim od Niego — Jezus może nas wreszcie swobodnie prowadzić do Miłości;
  • wyrzekamy się naszych osobistych planów — Jezus może uczynić rzeczy, które przekraczają nasze najśmielsze oczekiwania.
Przytoczmy ponownie słowa Jezusa skierowane do Alicji Lenczewkiej:
[Jezus:]
— Bo w sercu ludzkim jestem jak dziecko: bezbronny i zdany na wolę człowieka.
Wolna wola jest tak absolutna, że w swoim sercu człowiek może ze Mną uczynić, co chce. I czyni. Tak bardzo oddałem się każdemu człowiekowi. Rzeczywistością pokazaną światu stało się to w chwili pojmania i później, aż do śmierci na krzyżu. Ale także rzeczywistością pokazaną światu było Moje ludzkie dzieciństwo: zupełne uzależnienie od woli Matki od chwili poczęcia przez trzydzieści lat. Takim bezbronnym i wyczekującym na twoją serdeczność i miłość Dzieckiem jestem nadal w twoim sercu. I pragnę, abyś była dla Mnie taka, jak Moja Matka: czuła, troskliwa, opiekuńcza, okazująca miłość. Zawsze o Mnie pamiętająca i wyczulona na Mój głos.
Zwracaj się do Mojej Matki — Ona cię nauczy.
Moje dzieciństwo ludzkie ma też jeszcze jedno znaczenie: jest dla was, ludzi, wzorem, jacy wy macie być wobec Boga — wobec Mnie.
Wasza zależność ode Mnie jest taka, jak dziecka wobec matki od chwili poczęcia w jej łonie. Chcę, abyś była tak zależna ode Mnie, tak ze Mną zespolona. Nawet nie jak niemowlę, ale jak embrion, który żyje życiem matki pod każdym względem. Tak jest rzeczywiście i dlatego najdoskonalszym czynem człowieka na ziemi jest oddać Mi całkowicie swoją wolę. Oddawać ją nieustannie w akcie najczystszej miłości.
Bądź matką dla Mnie w twoim sercu i jednocześnie dziecięciem w Moim Sercu. Taka jest jedność Miłości doskonałej i czystej. W ten sposób stanowimy Jedno: Ja w tobie i ty we Mnie. Ja oddaję się całkowicie tobie, a ty Mnie. Z takiego twojego oddania wynika wielka moc, bo oddaję ci do dyspozycji wszystko, co Moje. Wtedy możesz czynić to, co Ja: przenosić góry, chodzić po wodzie, wskrzeszać umarłych. Tak czynili ci, którzy zawierzyli Mi do końca i oddali się Mojej woli zupełnie. Taka możliwość jest otwarta przed każdym człowiekiem. Aby tak było, trzeba też do końca uwierzyć w swoją zupełną niemoc i trwać w doskonałej pokorze dziecka.
Droga dziecięctwa czyni człowieka mocarzem Moją mocą [ * ].
  Na czym więc polega dziecięctwo Boże...
To jest podstawowe pytanie, które zadaje sobie każdy, kto staje na początku drogi zawierzenia i ufności i potrzebuje pouczenia, aby nie zejść na manowce. Któż zatem udzieli lepszych wyjaśnień od tych, które sam Jezus skierował do nas za pośrednictwem s. Leonii oraz Alicji Lenczewskiej.
  • "Leonio, niemowlęctwo duchowe nie polega na tym, by większą część doby przesypiać, jak to czyni niemowlę ludzkie, ale na tym, by przez łaskę nabyć cech nadprzyrodzonych, które w niemowlęciu są naturalne. Jedna z tych cech — to szczerość i prostota" [ * ].
  • "Dziecięctwo Boże polega na całkowitym uzależnieniu się od Boga. Największym błędem jest samodzielność. Jest to jak gdyby powiedzenie Bogu: «nie jesteś mi potrzebny» i jest w tym ślad pogardy i stawiania siebie ponad Bogiem. To jest właśnie to, co charakteryzuje współczesny świat, a co zaczęło się w czasie oświecenia (epoki), kiedy to ubóstwiono człowieka i jego rozum, przeciwstawiając się Bogu. Człowiek stał się wrogiem Boga, zwalczając Go i starając się odebrać Bogu Jego wszechmoc, by ją zawłaszczyć. Walka z Bogiem jest zawsze walką z drugim człowiekiem. Stąd tyle krwi, przemocy i śmierci.
    Lucyfer chciał być samodzielny, równy Bogu i wreszcie górować nad Bogiem. A ponieważ nie jest stwórcą — nic nie może stwarzać — jedyną jego działalnością jest niszczenie i zabijanie nie tylko ciała, ale przede wszystkim duszy.
    Dziecięce oddanie się Bogu jest zatem najdoskonalszą decyzją stworzenia rozumnego. Najdoskonalszym dążeniem i pragnieniem człowieka — Mojego umiłowanego dziecka, któremu dałem rozum i serce zdolne do miłości. Odwrócenie się od Boga, zwłaszcza to definitywne zerwanie i bunt, są samobójstwem i bogobójstwem. Jest to zabicie w sobie tego, co Boskie, i przez to skazanie siebie na wieczne straszne cierpienie, tak jak wyrwanie własnego serca"
    [ * ].
Widać więc wyraźnie, że życie w duchu dziecięctwa Bożego powinno opierać się na tej prawdzie:

Bóg jest moim Ojcem, a Maryja jest moją Matką!

Mamy wówczas do czynienia z pełnym i prawdziwym synostwem. Bez Maryi zatem nie ma dziecięctwa Bożego.
  Czy duchowa droga dziecięctwa Bożego jest twoją drogą...
Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze
LuxDei
Tak! Jestem na tej drodze, bo:
  • pewnego dnia zapragnąłem bycia najmniejszym, ale nie sam z siebie, lecz pod przemożnym wpływem Ducha Świętego, który może — i tylko On JEST mocen — wprowadzić duszę do Serca Matki, gdzie najmniejsze dziecko przestaje działać samo i staje się bierne, a więc ogarnięte pokojem (aż do zniknięcia);
  • oddałem się Niepokalanej ( 2 lutego 2019 r.), a oddanie się Maryi i życie tym oddaniem jest najpierw stanięciem na progu misterium Maryi, a następnie wejściem w pełnię dziecięctwa duchowego, do którego Bóg zaprasza wszystkich.
Droga, po której idę (prowadzony Łaską) to ciągłe i usilne schodzenie z wyżyn pychy, wygórowanego mniemania o sobie, ze szczytów urojonej wielkości, z piedestału nieuporządkowanej miłości własnej, w niziny pokory, łagodności, dobroczynności i zapominania o sobie.
Przyjmując (każdorazowo) Słowo, otrzymuję Moc, abym stawał się dzieckiem Bożym...
Dziecko Boże, którym się staję, jest nowym stworzeniem...
Oto całkowicie nowy styl życia zapoczątkowany Łaską otrzymaną na Chrzcie Świętym, który daje pełnię uczestnictwa w życiu Boga...
Oddając się całkowicie Maryi pragnę połączyć się z Jezusem...
Wszystko ma się dokonywać w Maryi — w Jej Sercu i w Jej Łonie, a tak to opisuje Maria de Fiesole: "Gdy człowiek przekroczy ów próg, znajdzie się w Sercu Matki, gdzie zaczyna być kształtowany podobnie jak płód, który wszystko otrzymuje od matki. Wraz z tą chwilą Maryja poddaje swoje dziecko pod bezzwłoczne działanie Ducha Świętego i uzdalnia je do przyjmowania wszystkich Jego darów. Wprowadza w duszę dziecka bierność, czyli spokój, zdanie się na Boga i całkowite powierzenie się Duchowi-Miłości. Działanie Ducha Świętego polega na uczynieniu tej duszy, przedstawionej Mu przez Matkę, tak maleńką i tak ukorzoną, że dusza staje się ''aliquid Matris'', to znaczy «czymś w Niej»" [ * ].
Jezus wszedł do Łona Maryi przez akt Wcielenia...
Bóg stał się Dzieckiem w Maryi i my mamy stać się dziećmi w Maryi...
Ja wchodzę do Jej Łona przez akt osobistego poddaństwa Miłości, który w istocie wyraża moje poświęcenie się Jej Niepokalanemu Sercu...
Naszym powołaniem jest dziecięca miłość do Maryi — na wzór Jezusa...
Jezus chciał być Jej dzieckiem i ja chcę być Jej dzieckiem...
Oddać się Maryi to znaczy wejść z Nią w tę samą relację, jaką miał z Nią Jezus...
Syn Boży chciał przyjąć życie od Maryi i ja chcę przyjąć nowe życie od Maryi...
Jezus był Jej poddany i ja chcę być Jej poddanym...
Jezus mówił do Maryi: »Mamo« i ja chcę tak do Niej mówić...
Jezus wzrastał i rozwijał się w Maryi, z Maryją i przy Maryi i w ten sam sposób pragnie wzrastać i rozwijać się w nas...
Za nic mam wszystko co nie jest Miłością lub Jej owocem, bo wszystko inne to za mało, by zaspokoić pragnienia wzajemnej i zupełnie wyjątkowej więzi Jezusa i Maryi. Więź tą Maria de Fiesole opisuje następująco: "Istotnie, Maryja obdarowaa Jezusa pełnią świętego Człowieczeństwa; inaczej mówiąc, dała Mu wszystko, co było potrzebne do bycia najmniejszym, Jej pierworodnym najmniejszym. Syn, wdzięczny za dar, który ofiarowała Mu przez wypowiedzenie ''fiat'', sprawił, że stała się Matką Boga. Z najmniejszej Bóg uczynił Ją największą w niebie i na ziemi. Zechciał, by nie tylko Jej świętość przewyższała świętość wszystkich swiętych Starego i Nowego Testamentu, lecz by wspaniałość Jej bycia ''pełną łaski'' już w chwili poczęcia przewyższała nawet świętość aniołów w niebie" [ * ].
"Istnieje więc między Maryją a Jezusem jakby wzajemne przenikanie się w »jedności«. Jest to fakt niewyrażalny ludzkim językiem, wykraczający poza wszelkie znane człowiekowi pojęcia, należący do samej istoty żywej i spełnionej miłości łączącej Matkę i Syna" [ * ].
Chcę kochać Maryję Miłością Jezusa...
Miłością wewnętrzną, czułą, świętą, stałą i bezinteresowną...

Jezu, żyjący w Maryi, przyjdź i żyj w nas!

Najpiękniejszym owocem Miłości jest Miłosierdzie, a najmarniejszym »ja« — sam z siebie...
  Czyżbyś miał niską samoocenę...
Jezus Miłosierny (Płock)
LuxDei
To nie jest kwestia zaniżonej samooceny, lecz pryncypiów odpowiednio ustawionych w życiu. Bóg JEST Jeden i Pierwszy, a Jego największym przymiotem jest Miłosierdzie (por. Dz. 949-951, 1363-1365), natomiast ja jestem tym, który najbardziej potrzebuje Bożego Miłosierdzia. Jeśli więc Trójjedyny jest na pierwszym miejscu — wszystko inne jest na swoim miejscu.
  Widzę, że zręcznie meta- i parafrazujesz słowa znanych postaci z historii Kościoła. Mam rację...
Poniekąd...
Nie o zręczność słowną jednak tu chodzi, lecz o dobór właściwych autorytetów. Każdy bowiem powinien mieć w życiu swoje autorytety, tak jak i swoje Westerplatte. Bez tego życie kruszy się i zaczyna przypominać lotne piaski. Każdy też powinien formować w swym życiu właściwy sposób wartościowania, bo — jak mówi biblijny Job — «Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? Czy nie pędzi on dni jak najemnik? Jak niewolnik, co wzdycha do cienia, jak robotnik, co czeka zapłaty» (BT, J 7:1-2).
Głębia tych słów zdumiewa mnie i jednocześnie inspiruje do autorefleksji...
  A co cię najbardziej zdumiewa w dziecięctwie duchowym...
Mam takie trzy zdumienia, którymi chętnie się podzielę, ale na obecnym etapie mojego rozwoju duchowego nie chciałbym werbalizować związanych z nimi przemyśleń, a jedynie opuścić na nie kurtynę milczącej medytacji. Są to:
  • kontrast między najwyższą świętością ukrytą w pokorze bycia najmniejszym,
  • przepaść nicości ukrytej w niewyczerpanej obfitości łask,
  • cud pełni.
  Skąd więc u ciebie ten pomysł, aby zainteresować się doktryną dziecięctwa...
To nigdy nie był mój pomysł w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Wszystko pochodzi od Boga i tylko On wie kiedy, jak i kogo ma obdarzyć swą Łaską, aby wydała dobry owoc, we właściwym czasie, zgodnie z Jego odwiecznym zamysłem. Bóg dysponuje bowiem nieogranicznymi możliwościami (s)twórczymi. Jeśli taka będzie Jego Wola może (choćby i dziś) posłać z misją swojego Anioła tak jak to już drzewiej bywało (patrz BT, Mt 1:20-24,2:13,19,28:2-5; Łk 1:11-19,26-38,2:9-15,22:43; J 20:12).
Oto słowa, które podyktował Alicji Lenczewskiej Boży Posłaniec.
[Archanioł Gabriel:]
— Ponieważ w grzechu pierworodnym człowiek odwrócił się od dziecięctwa Bożego ku swojej samodzielności — cały czas ludzkość wydana jest tej swojej samodzielności i nawracana jest, ponosząc konsekwencje tego. Ojciec — cała Trójca Święta — pragnie przywrócić dziecięctwo: to jest pełne zjednoczenie człowieka z Bogiem w Jego woli i miłości.
Cała historia ludzkości jest stopniowym przywracaniem dziecięctwa: naprawianiem tego, co zniszczył w duszy grzech pierworodny. Dzieje się to przez coraz wyraźniej objawianą Miłość Bożą i poprzez bolesne sytuacje będące wynikiem samodzielności człowieka.
Ukazywana jest Miłość i jednocześnie skutki oddzielenia od Boga — coraz wyraźniej, aż do czasu powtórnego przyjścia Jezusa.
Ojciec pragnie w pełni przygotować ludzkość na spotkanie z Nim. Doprowadzić do tego, aby każdy musiał zadecydować, czy wybiera Boga, czy siebie bez Boga. A jednocześnie Bóg czyni wszystko, co jest możliwe w granicach wolnej woli, jaką dał każdemu, aby każdego uratować i zbawić.
Jezus Chrystus jest Miłością Bożą ratującą, ocalającą, rozlewającą nieograniczone miłosierdzie. Każdego ta łaska miłosierdzia dotyczy i obejmuje. Wyłączeni są tylko ci, którzy sami, z własnej woli jej nie chcą przyjąć do chwili śmierci.
Życie człowieka i historia ludzkości jest czasem danym na powrót do domu Ojca. Jest czasem na powrót od samodzielności ludzkiej do dziecięctwa Bożego. Od kierowania się swoim rozumem i swoją ludzką wolą do dziecięcego oddania się w ramiona Ojca i poddania Jego woli w każdej chwili życia. Czas dany ludzkości i każdemu człowiekowi dany jest po to, by odzyskać dziecięctwo Boże jako przygotowanie i uzdolnienie do pełni zjednoczenia w zmartwychwstaniu duszy i ciała — do wniebowzięcia.
Drogę tę ukazał Jezus Chrystus w Swoim zmartwychwstaniu. Ukazana też została we wniebowzięciu Jego Matki, która była Człowiekiem nieobciążonym grzechem — takim, jakim mogą stać się wszyscy po odzyskaniu dziecięctwa Bożego. Przywrócenie dziecięctwa jest ostatnim etapem rozwoju człowieka ku Miłości. Ono jest odzyskaniem stanu sprzed grzechu pierworodnego. Dar ten, który teraz jest tak szeroko rozlewany na świat, jest darem zapowiadającym, że przybliża się królestwo Boże — a z nim ostateczne oczyszczenie ludzkości i każdej duszy ludzkiej. Ostateczne oddzielenie owiec od kozłów.
Dar dziecięctwa jest darem przywracającym każdemu bezpośredni kontakt z Ojcem: życie w Jego ramionach, w Jego sercu. Karmienie się Jego miłością, czerpanie z Niego i życie w Nim na podobieństwo dziecka żyjącego w łonie matki. Przyjmując w pełni dar dziecięctwa, człowiek żyje wolą Bożą. Bóg kieruje nim bezpośrednio poprzez Swoje działanie w duszy i sytuacje zewnętrzne. Zjednoczenie z Bogiem w miłości dziecięcej jest zjednoczeniem z wolą Bożą, która objawiana jest i wlewana w serce człowieka, by był niesiony przez Trójcę Świętą do nieba Miłości Oblubieńczej.
Miłość Oblubieńcza jest niebem, do którego prowadzi brama dziecięctwa Bożego. Brama ta jest już otwarta i dar dziecięctwa rozlewany przez powtórne wylanie Ducha Świętego na cały świat — na wszelkie ciało.
Wszystko jest już przygotowane na oczyszczenie i odrodzenie ludzkości. A jest to powtórna godzina Chrystusa i powtórne zesłanie Ducha Świętego. Jest to zmartwychwstanie Miłości Czystej.
To już jest!
Ofiara Jezusa, Jego konanie na krzyżu, ból Jego Matki — to wszystko — jest i dokonuje się w tych sercach, które wydały się na ofiarę za świat, za swoich braci tak, jak wydał się Jezus i Maryja. Jest zesłanie Ducha Świętego i napełnianie Jego darami. Jest prowadzenie głosem wewnętrznym w zjednoczeniu woli. Jest zmartwychwstanie Miłości i są apostołowie Miłości, poprzez których Miłość uzdrawia ludzką naturę zranioną grzechem odrzucenia Miłości, by przywrócić czystość Niepokalanej. Wszystko jest i trwa, i dojrzewa, i czeka na chwilę przebicia Serca Miłości Ukrzyżowanej, aby się wykonało i stało powtórne zbawienie świata [ * ].
  Jak zatem w praktyce należy realizować powołanie do Miłości na drodze dziecięctwa Bożego...
Najlepszych rad w tej kwestii udzielił ojcu Emilowi sam Jezus, rozwijając w 8-miu punktach następujące stwierdzenie:

Bądź posłuszny jak Ja mojej Matce!

[Jezus:]
  1. Bracie mój, czy chcesz tak jak Ja okazywać swoją miłość mojej Matce? A więc bądź Jej posłuszny jak Ja. Dzieckiem małym oddałem się Jej woli zupełnie: dałem się położyć w żłóbku, nosić na rękach, karmić, powijać, zabrać do Jerozolimy, do Egiptu, do Nazaretu. Później, starszy, spieszyłem wykonywać Jej życzenia, zgadywać je nawet i uprzedzać. Zdumiawszy mądrością doktorów, wróciłem do Nazaretu i byłem Jej poddanym, powolny każdemu Jej życzeniu.
  2. Niewysłowionego doznawałem szczęścia w posłuszeństwie dla Niej. Przez moją uległość czyniłem Jej zadość za wszystko, co dla Mnie zrobiła, a szczególnie za to, co kiedyś miała cierpieć za Mnie.
  3. Posłuszeństwo moje zachowało zupełną prostotę: byłem Jej Bogiem, ale byłem także Jej Synem; Ona zaś była moją Matką i przedstawicielką Ojca mojego. Z całą prostotą rozkazywała Mi i kierowała Mną, i była niewypowiedzianie szczęśliwa widząc, jak uprzedzałem najmniejszą Jej chęć. Jeżeli chcesz Jej to szczęście odnowić; bądź Jej posłuszny tak jak Ja.
  4. Moja Matka ma dla ciebie rozkazy. Rozkazuje ci naprzód głosem obowiązku. Dla niektórych całe nabożeństwo do Maryi zasadza się na obrazkach i figurach, na świecach i kwiatach; dla innych polega ono na formułkach pacierzy i pieśniach; dla innych znowu — na uczuciach czułości i uniesieniach; dla innych wreszcie — zawiera się ono w praktykach i umartwieniach. Niektórym się wydaje, że Ją bardzo kochają, bo lubią o Niej mówić, albo widzą siebie w wyobraźni, czyniących wielkie rzeczy dla Niej, albo starają się ciągle o Niej myśleć. Wszystko to jest dobre, ale nie najważniejsze. Nie ci, co mówią «Panie, Panie», wejdą do Królestwa Niebieskiego, ale ten, który czyni wolę Ojca mego, ten wejdzie do Królestwa Niebieskiego. I nie ci, którzy mówią «Matko, Matko», są prawdziwymi dziećmi Maryi, ale ci, którzy zawsze spełniają Jej wolę. A Maryja nie ma innej woli, tylko moją, a moją jest wolą, żebyś spełniał swój obowiązek.
  5. Staraj się więc przede wszystkim spełniać swój obowiązek i spełniać go z miłości dla Niej: obowiązek wielki czy mały, łatwy czy ciężki, zajmujący czy nudny, świetny czy ukryty. Dla podobania się Matce swojej bądź uleglejszy względem zwierzchników, uprzejmiejszy dla równych sobie, łagodniejszy dla podwładnych, uczynniejszy dla wszystkich. Bądź dokładniejszy w posłuszeństwie, sumienniejszy w pracy, cierpliwszy w przeciwnościach.
  6. I wypełniaj to wszystko z największą miłością, z uśmiechem na twarzy. Uśmiechaj się do swego ciężkiego zadania, do prozaicznych zajęć swoich, do monotonnej kolei powinności, jaki ci wypełniać wypadło; a raczej uśmiechaj się do Matki swojej, która żąda, byś wypełniał obowiązek ochoczo, okazując Jej tym samym swoją miłość.
  7. Oprócz obowiązków stanu Maryja okazuje ci w inny sposób swoją wolę; mianowicie przez natchnienia łaski. Każda łaska przychodzi do ciebie przez Nią. Kiedy łaska nagli cię do wyrzeczenia się jakiejś przyjemności, do opanowania jakiejś skłonności, do naprawienia błędu lub zaniedbania, do wykonania aktu cnoty, to Maryja słodko, z miłością objawia ci swoje życzenia. Lęk cię ogarnia czasem wobec wymagań tych natchnień. Nie bój się, to Matka twoja mówi do ciebie, Matka, która pragnie twego szczęścia. Poznaj Jej głos, zawierz Jej miłości i odpowiadaj »tak« na wszystko, o co cię poprosi.
  8. Masz jeszcze trzeci sposób wykonania posłuszeństwa względem Maryi, to jest wykonanie szczególnego zadania, które ci powierzy; Bądź gotów je spełnić [ * ].
  Jak myślisz, dlaczego posłuszeństwo względem Maryi jest takie ważne...
W postawie całkowitej zależności od Maryi kryje się pełnia łaski. Zatem, parafrazując słowa św. Ludwika, możemy stwiedzić, że szybciej osiągamy cel przez posłuszeństwo względem Maryi, niż przez długie lata własnej woli i polegania na sobie samym (por. [8], nr 155). Poza tym, jak wynika z proroctwa św. ojca Pio: «dzieci ocalą świat». Słowa te należy traktować zarówno dosłownie jak i w przenośni...
Dosłownie, bo wskazują na to wydarzenia z Fatimy (1917), w których doniosłą rolę odegrały (i wciąż odgrywają) dzieci...
W przenośni — gdy uwzględnimy wszystkich, którzy żyją duchem dziecięctwa Bożego...
Na Maryi jeszcze nikt się nigdy nie zawiódł...
Bóg się nigdy na Niej nie zawiódł...
My też się nie zawiedziemy...
Warto zatem być posłusznym dzieckiem Maryi...
Serca płonące miłością do Jezusa i Maryi ocalą ten świat...

Tylko Prawda wyzwala, a Miłość ocala...

  Czy zatem dziecięctwo Boże możemy traktować jak dar...
Zdecydowanie tak! To piękny Dar z Łaski kochającego Ojca, którego Jednorodzony Syn — Jezus sam zechciał stać się ongiś Człowiekiem. Dlatego u progu Świąt Bożego Narodzenia, parafrazując słowa bpa Franza Kamphausa, chciałbym wyrazić najgłębsze przesłanie płynące ze stajenki betlejemskiej:

stań się jak Bóg — bądź człowiekiem...

tzn. przyjmuj jak dziecko wszystko co otrzymujesz przez Maryję od Boga, któremu jesteś szczególnie bliski, bo kocha cię odwiecznie, a w doczesności rozpostarł wśród nas namiot swej Miłości między szaleństwem żłóbka a szaleństwem Krzyża.
JMKWRD
[...]
3. Puenta kwarantanny 2021...   Jak rozumiesz słowo KOCHAĆ...
Prawdziwie kochać to znaczy oddać Wszystko...
• Tak jak nasz Ojciec Niebieski, który tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (por. BT, J 3:16)...
Jezus Ukrzyżowany
LuxDei
• Tak jak Jezus, który umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował (por. BT, J 13:1)...
• Tak jak Duch Święty, który jest Duchem Miłości udzielającym nam również radości, pokoju, cierpliwości, uprzejmości, dobroci, wierności, łagodności i opanowania (por. BT, Ga 5:22)...
• Tak jak Najświętsza Maryja Panna, która, kochając Trójjedynego Boga bardziej, niż wszyscy ludzie (w przesłości, teraźniejszości i w przyszłości) razem wzięci, oddała Mu nie tylko całą siebie, ale i największy swój Skarb — Dzieciątko Jezus...
Bogurodzica Dziewica należy do Boga w sposób pełny i dlatego jest pełna Łaski...
Jej oblubieńcza miłość osiągnęła szczyt w Boskim Macierzyństwie z mocy Ducha Przenajświętszego...
  W czym więc tkwi istota powołania do miłości...
Powołanie człowieka do miłości jest w istocie rzeczy powołaniem przez Miłość do świętości, przy czym dojrzewanie do świętości polega na umartwianiu ciała aż do uduchowienia. Z tej perspektywy miłość powinna jawić się w duszy jako narzędzie, którym ma się ona stale posługiwać w celu osiągnięcia świętości. Jednak, przyglądając się sobie, widzę wyraźnie, że moja droga do świętości nie jest drogą, w której »ja wstępuję« na wyżyny cnót. Przeciwnie: ona jest Łaską, przez którą »sam Bóg zstępuje« do mojej nędzy i udziela mi ze swojej Świętości. Zatem to nie przypadek, że pierwszym świętym Kościoła został łotr, zwany dziś Dobrym Łotrem (św. Dyzma): przestępca i wielki grzesznik, kanonizowany przez Ukrzyżowanego Jezusa, ponieważ uznał swoją nędzę i całkowicie oddał się Bogu poprzez prosty akt skruchy i ufności. Oto pierwszy raz w historii Krew Baranka uczyniła świętym nawróconego grzesznika. Wieki po tym wydarzeniu św. Tereska od Dzieciątka Jezus przekonywała, że Miłość, aby być w pełni zaspokojoną, musi się zniżyć aż do głębin nicości i tę nicość przemienić w ogień, np. w Sakramentach świętych włączających nas w życie Boże. Jednym z efektów owego uniżenia jest przymierze Chrztu Świętego wciąż pozostające objawieniem Miłości, która kocha do końca...
To właśnie w Chrzcie Świętym Bóg daje nam Wszystko, czyli siebie całego...
Chrzest Święty był właściwą konsekracją mojej osoby...
Poprzez przymierze Bierzmowania dusza otrzymuje równie potężną Moc Duchową...
Tylko miłość i wierność może ją uaktywnić — wówczas przynosi obfity plon, np. jako błogosławiony skutek przebaczenia i odpuszczenia grzechów...
Eucharystia jest tajemnicą całkowitego oddania (Jezusa — Ojcu Przedwiecznemu i Jezusa — mojej nicości)...
To wręcz przekracza możliwości mojego intelektu: przebóstwienie człowieka czyli całkowicie zjednoczenie z Bogiem...
Nicość dostępuje zaszczytu przebóstwienia...
Większej godności niż dar przebóstwienia człowiek nie może już otrzymać...
  W czym zatem wyraża się twoja nicość...
Moją nicością jest nie tylko moja ograniczoność, niewystarczalność i słabość, ale przede wszystkim wrodzona skłonność do popełniania grzechów. Grzech bowiem nie ma nic wspólnego z Miłością, a Bóg, będąc Miłością Miłosierną, brzydzi się grzechem, ale nie brzydzi się grzesznikiem. Sam Jezus wyjaśnił to s. Leonii, zwracając się do niej we właściwy dla siebie sposób: "Dziecino, wytłumaczę ci, dlaczego Bóg nie może znieść żadnej, nawet najmniejszej, plamy grzechowej w duszy. Oto dlatego, że jest nieskończenie święty, że jest samą świętością. Źrenica oka ludzkiego jest tak delikatna, że skoro wpadnie do niej bodaj drobny pyłek, zalewa się łzami, aż wyrzuci z siebie obce ciało. Tak Bóg — nieskończona Świętość — nie może znieść w sobie tego, co jest Mu obce, a tym jest grzech. Bóg i grzech nigdy ze sobą współistnieć nie mogą. Niech więc żadna dusza nie odważa się powiedzieć, że Bogu nic nie szkodzi, jeżeli ona tak czy inaczej postępuje. Bogu szkodzi to bardzo, jak szkodzi źrenicy wszystko, co z zewnątrz do niej się dostanie. Istota Boża nie może być nieczuła na to, co jest Jej wręcz przeciwne, a dzieje się to w Jego [w Boga] obecności, tuż przy Nim" [ * ].
Dlatego swoją nicość postrzegam jako wyjątkową drogę, po której Bóg przychodzi do mnie — pospolitego grzesznika. Jeśli więc wypieram się swoich grzechów i słabości — odwracam się do Boga, zamykając się na Jego Łaski. Kiedy zaś oddaję moje słabości Bogu (przez ręce Maryi) przestaję się lękać, bojąc się jedynie grzechu, bo jest on obrazą Boga samego. Doświadczam wówczas ukojenia duchowego, ponieważ Maryja nawet moją nicość potrafi spożytkować dla chwały Bożej i dla mojego dobra. Na tym właśnie polega geniusz Matki, która cała jest nasycona Duchem Świętym.
  Duchem Świętym...
  Jak rozumiesz Jego rolę w tym wszystkim, co dotyczy naszego stawania w prawdzie o sobie...
Rola Ducha Świętego (to oczywiste!) jest niewspółmiernie większa od tego, co my — zwykli śmiertelnicy — możemy o niej powiedzieć. Napisano już o tym opasłe tomy, a my wciąż stoimy bezradni wobec największej tajemnicy w życiu człowieka, tj. Asystencji Ducha Świętego. Jednak w traktacie św. Ludwika Marii Grignion de Montforta kiedyś znalazłem fragment, który warto nie tylko zacytować, ale gruntownie przemyśleć i przemodlić: "Aby oderwać się od samych siebie, trzeba nam, po pierwsze: z pomocą światła Ducha Świętego dobrze poznać naszą skażoną naturę, naszą nieudolność w czynieniu tego, co dobre, naszą we wszystkim słabość, ustawiczną niestałość, niegodność wobec wszelkiej łaski i ogólną naszą nieprawość. Grzech pierwszego rodzica zatruł nas wszystkich, przekwasił i popsuł, jak kwas przekwasza i psuje ciasto, w które go włożono. Popełnione grzechy uczynkowe, śmiertelne czy powszednie, choć już odpuszczone, powiększyły naszą pożądliwość, słabość, chwiejność i nasze skażenie, pozostawiając w duszy złe naleciałości.
Ciała nasze są tak skażone, że Duch Święty nazywa je ciałami grzesznymi, poczętymi w grzechu, karmionymi grzechem i do każdego grzechu zdolnymi. [...] Udziałem naszym jest tylko pycha i zaślepienie ducha, zatwardziałość serca, słabość i chwiejność duszy, zmysłowość, zbuntowane namiętności i choroby ciała"
[ * ].
  Dlaczego więc ty...
Prawdopodobnie dlatego, że sam z siebie jestem pustką i bezładem, chaosem i nicością — po prostu zerem.
Tak! Bóg wybrał mnie, bo jestem nicością, oddawszy Mu przez ręce Niepokalanej wszystko co mam i wszystko kim jestem...
Tak! Jestem pustkowiem, bo moje ręce są puste, a ja wyzbyłem się tego co własne, aby móc przyjąć to co Boże...
Tak! Jestem bezładem, który pragnie Jego harmonii, piękna, dobra i mądrości...
Tak! Jestem mrokiem, bo zgasiłem wszystkie własne świecidełka, aby żyć w blasku Jego Chwały i wciąż uczyć się świecić nie własną, lecz odbitą Jego życiodajną Światłością...
Tak! Być może to jest właściwa odpowiedź. Co prawda nie mam pewności i wiedzieć nie muszę, ale ufam, iż znalazłem Łaskę u Pana, choć nie czuję się jej godzien nawet w najmniejszym zakresie...
Tak! Owa Łaska jest — według mnie — niczym niezasłużonym przywilejem. Więcej: siebie uważam za najbardziej godnego pożałowania ze wszystkich, bo wiem, że gdyby Bóg dał innym tę Łaskę (jaką ja otrzymałem), przynieśliby owoc lepszy od mojego. Mimo to, odpowiadając z radością i wdzięcznością na wezwanie Pana, idę i głoszę, choć sam z siebie nic nie jestem w stanie uczynić. Wszak nie zdołam wszystkiego ogarnąć rozumem. Jestem bowiem najgłupszy z ludzi, nie mam wystarczających zdolności, nie nabyłem (jak dotąd) prawdziwej mądrości, a wiedza Świętego jest mi obca (por. BT, Prz 30:2-3). Jednak jeśli pomimo swych ograniczeń otrzymuję jakieś (choćby częściowe) poznanie i zrozumienie, poprzez tajemnicze Boskie światło pochodzące od Ducha Świętego, wówczas odkrywam ów ewangeliczny wątek, który wyjaśnia, że gdy Jezus wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał — oni przyszli do Niego (por. BT Mk 3:13).
W ten sposób zaledwie dotykam prawdziwej tajemnicy mego powołania, całego mojego dotychczasowego życia, a przede wszystkim tajemnicy uprzywilejowania mojej duszy przez samego Jezusa. On bowiem nie wzywa tych, którzy są tego godni, ale tych, których sam chce.
  Jak doszedłeś do tak zaskakujących wniosków...
Bóg stopniowo i delikatnie dawał mi poznać, że swojej grzesznej natury nigdy sam nie jestem w stanie zmienić, ani przez dobre postanowienia, ani tym bardziej przez surowe praktyki ascetyczne. Jedynie cud wynikający z Woli Bożej, jeśli pokornie będę podejmować własne usiłowania, ufając w Jego Miłosierdzie. Jednocześnie zostałem utwierdzony w przekonaniu, że Bóg bardzo sobie upodobał w tych pokornych nędzarzach, którzy uznają swoją nędzę i tylko w Nim pokładają nadzieję, wszystko inne traktując jak marność nad marnościami. A gdy przeczytałem w Dzienniku duchowym s. Leonii, że Jezus na prośbę jednej pokornej duszy jest gotów przebaczyć tysiącom grzeszników, zrozumiałem jak wielką moc posiada nad Jego Sercem niemoc uznająca, czym jest.
Niemal codziennie dostrzegam, że mój własny egoizm wraz z pychą, narzucając się natrętnie, wciąż klecą mi granice trudne do przekroczenia. Stawanie się zaś najmniejszym te granice otwiera. Maria de Fiesole komentuje ową sytuację w charakterystyczny dla siebie sposób, a ja zgadzam się z nią w całej rozciągłości: "Dusza najmniejsza jest życzliwa ludziom, bowiem staje się wyrozumiała. Nie może nie być im życzliwa, bo widzi wszystko w Bogu, a ściślej rzecz ujmując, patrzy na bliźnich pełnymi miłości oczyma Maryi.
Dusza najmniejsza nie osądza. Raczej usprawiedliwia bliźniego niż go oskarża. Jej misją jest promieniować miłosierdziem swej ukochanej Matki, z Niej (ex ipsa)"
[ * ].
  Jak zatem tu i teraz można streścić rolę Niepokalanej Dziewicy Maryi...
Najpiękniejszym streszczeniem roli jaką odgrywa dla nas Niepokalana są Jej własne słowa zanotowane przez s. Leonię: "Popatrz, jak blisko przeze Mnie do nieba" [ * ]. Czy to nie jest wystarczający powód, by Ją kochać i płakać ze szczęścia?
  Dlaczego więc jesteś taki szczęśliwy, że kochasz Maryję...
Odpowiedź na to piękne pytanie zawierają słowa Jezusa: "Żyjesz przeze Mnie. Moje usposobienie musi się stać twoim usposobieniem. Jestem szczepem winnym, a ty latoroślą: te same soki krążą w szczepie jak i w latoroślach. Jestem Głową, a ty członkiem mojego Ciała Mistycznego: ta sama krew płynie zarówno w głowie, jak i w członkach. Kiedy jesteś czysty, to Ja jestem czysty w tobie; kiedy jesteś cierpliwy, to Ja jestem cierpliwy w tobie; kiedy wypełniasz akty miłości, to Ja wypełniam je w tobie; żyjesz, już nie ty żyjesz, ale Ja żyję w tobie; kochasz moją Matkę — nie, już nie ty Ją kochasz, ale Ja kocham Ją w tobie. Czy rozumiesz teraz, dlaczego jesteś taki szczęśliwy, że kochasz Maryję? To Ja w tobie szczęśliwy jestem, że Ją kocham" [ * ].
Reszta to już tylko mój okrzyk radości: JMKWRD !
  I co ostatecznie...
  Tylko radość...
Nie! Te trzy razem: radość, pokój i miłość...
Pozostając w ukryciu oraz śpiewając Bogu oficjum uwielbienia i dziękczynienia, przygotujmy się na żniwa ostateczne, bo czas Łaski jest krótki! Kłosami zbieranymi podczas tych żniw będą najmniejsze dzieci Maryi...
Oto nadchodzi godzina wielkiego triumfu Niewiasty obleczonej w Słońce (por. BT, Ap 12:1-18)...
Godzina radosnego triumfu Niepokalanego Serca Maryi...
Wszak co we łzach posiano, żąć będą z radością (por. BT, Ps 126:5)...
Jezus — mój Najwyższy Autorytet — mówi:
  • "Pielęgnuj zażyłość wewnętrzną ze Mną jako największy skarb, jaki można znaleźć, będąc na ziemi. To wewnętrzne obcowanie ze Mną rodzić będzie w tobie wszystkie dary i owoce Ducha Świętego, a nade wszystko pokój i miłość, które przemieniać będą ludzi i świat wokół ciebie i za twoim wstawiennictwem.
    Przygotowuj się na moment wyprowadzenia cię z «Nazaretu» i oczekuj go. Wiele zależy od twojej gorliwości i wierności trwania we Mnie. Czas biegnie coraz prędzej, a w nim spiętrza się wszystko to, co musi runąć i być oczyszczone ogniem z nieba.
    Potrzebni są apostołowie niosący ludziom Mój pokój i Moją miłość, aby ich wesprzeć i ocalić. Potrzeba takich wielu: ludzi o czystych sercach i czystych dłoniach, którzy nie plamią się pożądliwością świata, w których nie ma nic swego zły duch wprowadzający śmierć i zamieszanie wszędzie, nawet wśród sług Kościoła Mego.
    W tym ostatecznym czasie szatan szczególnie atakuje Kościół od wewnątrz, niszcząc i zniewalając dusze poświęcone Bogu. Uderza w pasterzy, by rozproszyć owce.
    Trwaj w Sercu Moim i módl się za nich, by ocaleli i by dzięki nim ocalało wielu. Ogniową próbę przechodzi Kościół i słudzy Moi, bo trzeba, aby ujawniło się, co jest zbożem, a co kąkolem, gdyż czas żniw nadchodzi"
    [ * ].
  • "Dałem obietnicę, że dusze oddane Mi będą deptać po wężach i skorpionach i żadna trucizna im nie zaszkodzi. Ufaj tej obietnicy i bądź spokojna w wypełnianiu twego powołania, choć świat pełen jest węży, skorpionów i trucizny.
    Jam zwyciężył świat i świt odrodzenia życia na ziemi już nadchodzi"
    [ * ].
  • "Jakże szczęśliwi są ci, którzy całkowicie oddają Mi siebie: swoją wolę, pragnienia, swoje wszystko. Którzy kochając, pragną tylko Mnie samego — ponad wszystko na świecie i ponad samych siebie. Ci są wolni i szczęśliwi, i zawsze bezpieczni, cokolwiek się dzieje i cokolwiek ich otacza" [ * ].
  • "To oddanie jest miarą waszej świętości: oddanie duszy i ciała — wszystkiego, co zewnętrzne i wewnętrzne, do całkowitej Mojej dyspozycji. Bez zastanawiania się, co z tym uczynię, jak wykorzystam do ratowania dusz ludzkich i świata. W tym oddaniu macie trwać bez względu na to, co dzieje się w was i wokół was.
    Koncentruj swoją uwagę i wysiłek na takim oddaniu — z miłości do Mnie i braci. I mów Mi o tym oddaniu i tej miłości bardzo często. To cię będzie umacniać i rozwijać twoją świętość. Nie zrażaj się upadkami wynikającymi z twojej natury. Oddawaj Mi je natychmiast i w spowiedzi — i żyj w radości i pokoju, pełniąc Moją świętą wolę według rozumienia, jakie ci daję"
    [ * ].
Słowa Matki też napawają optymizmem: "Drogie dzieci! W tym czasie wzywam was do modlitwy, postu i wyrzeczenia, abyście byli mocniejsi w wierze. To jest czas przebudzenia i rodzenia. Niczym przyroda, która daje siebie, także i wy dziatki, rozważajcie, ile otrzymaliście. Bądźcie [ludźmi] radośnie niosącymi pokój i miłość, aby było wam dobrze na ziemi. Pragnijcie nieba, a w niebie nie ma ani smutku ani nienawiści. Dlatego dziatki, ponownie zdecydujcie się na nawrócenie i niech świętość zapanuje w waszym życiu. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie" [ * ].
Reszta to już tylko moje ciche westchnienie: JMKWRD, modlitwa i milczenie przed Najświętszym Sakramentem...
☙❤❧


Szczyt powołania człowieka na ziemi [ * ]

[Jezus do s. Leonii:]
"Szczytem powołania człowieka na ziemi jest oddać chwałę Bogu, jest to bowiem spełnieniem woli Bożej. Bóg wydobył wszechświat z nicości dlatego tylko, by sobie samemu oddać chwałę, a na drugim planie jest uszczęśliwienie stworzeń, właśnie przez oddanie chwały Bogu. Ale uważ, moje dziecię, Bóg pragnie chwały doskonałej, a więc chwały oddawanej Mu całą siłą swojego jestestwa. Taką doskonałą chwałę odbiera Bóg z ust niemowłątek i ssących. Pierwszy okres życia Boga-człowieka na ziemi — okres niemowlęctwa Jezusa — był hymnem doskonałej chwały Boga, chwały, jakiej Mu dotąd nie oddawał nikt. Trójca Przenajświętsza była tak zachwycona, tak ujęta uwielbieniem miłości Niemowlęcia Jezus, że przez wzgląd na to niemowlęctwo Jezusa przyjmuje dotąd i do końca świata przyjmować będzie niemowlęta ludzkie, by je umieścić tuż u tronu swego i słuchać hymnu ich uwielbień. Czyż serce twoje, moja Leonio, nie drży z radości na myśl o tym, że niemowlęta przyjmuje Bóg do nieba nie dla ich zasług, ale dla zasług Jezusa? Czyż się nie cieszysz, że one nie są sądzone? Ciesz się, bo skoro całą duszą oddajesz się Bogu, by stać się niemowlęciem na wzór Jezusa, będziesz przyjęta do nieba dla Jego zasług, będziesz przyjęta z łaskawością ze strony Boga, który cię w Sercu swoim umieści na wieki. Jeszcze jest wiele tajemnic, które ci chcę odkryć, bo w maleńkich mam upodobanie. One [niemowlęta] będą jakoby nic nie wiedzące według rozumienia świata, a tymczasem spodobało się Bogu takowym dać zrozumienie tajemnic Bożych, bo one doskonałą oddają Mu chwalę. Chwała ich doskonała, bo sobie nic nie przypisują, bo nie szukają własnego interesu, bo się nie oglądają na wzgląd ludzki. Jeden cel im przyświeca — oddanie chwały Bogu przez miłość doskonałą. Zapatrzone w to Słońce, na które reagują wszystkimi siłami, przechodzą przez życie niby promienie świetlane, innym ukazując drogę. A gdy spełnią swoje posłannictwo, wracają do swego Źródła i w nim się gubią, stając się niejako jednym ze Słońcem.
(...) Dusze — najmniejsze dzieci Boże — oddajcie się na ofiarę. Przed wami zakryte to, co cierpieć będziecie. A jeżeliby nawet Bóg uchylił zasłonę, nie lękajcie się, bądźcie wspaniałomyślne, połączcie waszą małeńkość z wielkością.
Odrzućcie wielkodusznym gestem wszystko, co jest z tego świata, co wam do Jezusa może utrudniać przystęp. A jeżeli zauważycie, że prawda i sprawiedliwość są w pogardzie, stójcie mocno przy Bogu; jeżeli mówić wam nie będzie dane — tym serdeczniej kochajcie Jezusa, tym ofiarniej bądźcie Mu oddane. To będzie nieme kazanie, wygłoszone przez najmniejszych do tych, którzy siebie uważają za wielkich i mądrych. Niech wielkość wasza polega na pogardzie tego, za czym świat się ugania, na ofiarowaniu siebie, na gotowości czynienia wszystkiego, czego Bóg zażąda. Wielcy tego świata nie potrafią sobie odmówić przyjemności, nie potrafią zwyciężyć siebie w drobiazgach nawet, a maleńkie dziecię Boże przejdzie koło sideł ponętnych z bohaterską wielkością, a raczej przejdzie wysoko ponad nią — przy Sercu Niepokalanej Matki. Czyż zamieniłoby pieszczoty Jej najczulsze nad zwodnicze przynęty?
Dzieci moje, otwórzcie oczy. Chciejcie zrozumieć, gdzie [jest] wielkość prawdziwa. Stańcie się małymi, a uczynię was bohaterami. Uczynię z was przednią straż mego królestwa. Uczynię z was najodważniejszą milicją, która w pierwszy gotowa iść ogień, ale też pierwsza zdobędzie nagrodą. Z ust niemowlątek i ssących doskonałą odbiorę chwalą (Por. Ps 8,3). Z najsłabszych najsilniejszą utworzę fortecę. Z tych, którymi świat pogardza, utworzę aureolę swojej chwały. Kto chce być wielki, niech się stanie małym przez pokorę, wyrzeczenie się siebie, zapomnienie o sobie, a przede wszystkim przez niemowlęcą ufność we wszechmoc Tego, który [go] kocha i przy Sercu swoim wychowuje" [ 10 ].

[mr]: Wielki Post i Adwent 2020; luty 2021
☙❤❧


Szkoła Bożego Serca dla dusz maleńkich, szukających Drogi, Prawdy i Życia

Z Dziennika duchowego Czcigodnej Służebnicy Bożej s. Leonii Nastałowej:
"Poszukaj Mi uczniów, którzy by chcieli uczęszczać do Mojej Boskiej szkoły. Jest to uczelnia pod nazwą: "Szkoła Bożego Serca dla dusz maleńkich, szukających Drogi, Prawdy i Życia". Sam udzielać będę wykładów dla tych, którzy Mnie słuchać umieją. Na lekturę podam kiedyś Moim uczniom to, co napiszesz"
(Uwierzyłam miłości, Zeszyt 1, s.117).
Uwierzyłam miłości
LuxDei

Wymagania wstępne

Boska szkoła — jak wyjaśnia sam Jezus Chrystus (patrz powyższy cytat) — nie jest dla każdego. Już sama jej nazwa precyzyjnie określa z kogo może składać się przyszłe audytorium zbierające się na wykładach Boskiego Mistrza. Chodzi tu o dusze najmniejsze poszukujące imperatywów gwarantujących osiągnięcie ostatecznego celu duchowego czyli dotarcie do Domu Ojca. Ponadto od przyszłych uczniów, którzy chcieliby uczęszczać do Boskiej szkoły, Jezus oczekuje umiejętności słuchania, a jako lekturę proponuje zapiski s. Leonii.
Tak klarowne postawienie sprawy skłania mnie do zadania sobie kilku podstawowych pytań:

  Czy jestem już duszą najmniejszą...
  Czy chcę uczęszczać do Boskiej szkoły Jezusa...
  Czy poszukuję Drogi, Prawdy i Życia...
  Czy mam świadomość, że, szukając Drogi, Prawdy i Życia, szukam samego Jezusa Chrystusa...
  Czy rozumiem, że, odnajdując prawdziwego Jezusa, sukcesywnie umniejszam swoje »ja«...
  Czy umiem słuchać Jezusa, który może do mnie mówić na różne sposoby...
Niestety nie na wszystkie pytania udzielam dziś odpowiedzi twierdzącej. To jednak ani nie przeraża mnie, ani nie zniechęca. Przeciwnie: wszystko oddaję Bogu, zwłaszcza swoje braki, słabości i niemożności, a więc całą swoją bezradność i niewystarczalność. W ten sposób staję się pusty, wyzbywszy się własnych zasług, ale i ufnie otwarty. Jest zatem we mnie wolna przestrzeń dla Łaski, bez której sam z siebie nie jestem w stanie uczynić nic dobrego, a tym bardziej spełnić Jezusowych wymagań wstępnych. Coż dopiero powiedzieć, gdy samoocena ma dotyczyć wymagań docelowych?

Wymagania docelowe:

  1. Unicestwić siebie, aby zamarło wszystko, a pozostał tylko Jezus...
    "Niemowlęctwo duchowe wymaga bardzo wielkiej ofiary i zaparcia [się] samego siebie. To już prawie graniczy z unicestwieniem. Słowo unicestwienie trudne jest do zrozumienia dla istot, które czują w sobie energię życia, zdolność do działania, do tworzenia — do życia poniekąd niezależnego w rozumieniu ludzkim. Mało ludzi zastanawia się nad słowem unicestwienie. Nawet nie wiedzą, co ono znaczy, jak je zrealizować. Niemowlęctwo duchowe ma im to ułatwić. Tu unicestwienie jest niejako ucieleśnione, uzmysłowione. Można mu się z bliska przyjrzeć, można je nawet pokochać, bo ono w swej prostocie [jest] tak czarujące. Człowiek jest nicością, ale przez zapominanie o Bogu, o świętości życia, o jego przeznaczeniu, jakże bardzo wyrasta [w swoim mniemaniu] ponad tę nicość, jak chciałby być czymś zupełnie niezależnym. Tymczasem Bóg żąda unicestwienia, a bardziej po ludzku powiedziane znaczy to: Bóg żąda zmniejszenia siebie aż do rozmiarów niemowlęctwa, które jak już wyżej powiedziałem — graniczy z unicestwieniem. Unicestwić swoje ja, by na jego miejscu zakrólowało Ja Jezusowe, a uczynić to dobrowolnie i ze świadomością, to kosztuje ofiary.
    Stać się niemowlęciem w rozumieniu własnym i nie chcieć być za coś uważanym od drugich — to też kosztuje ofiary. Ale trzeba dawać, dawać tak długo, aż się odda wszystko; trzeba zejść aż na dno, aż do samego źródła i to źródło oddać, by się unicestwić przed Bogiem. Niemowlęctwo duchowe ma ułatwić to unicestwienie, a właściwie jego zrozumienie, dla dusz pragnących doskonałości, a w tych [duszach], które już wejdą na tę drogę [unicestwienia] ma je zrealizować tak, by zamarło wszystko, a pozostał Jezus sam.
    Ogólny plan drożyny niemowlęctwa duchowego już jest rzucony. Znajdą się dusze kochające, które wejdą w jego istotę, objaśnią — i myśl Jezusa nie zginie. Tobie, której tę drożynę objawiłem, przypomnę ją jeszcze w chwilach, gdy zażądam ofiary. Dzisiaj na jedno zwrócę uwagę. Dziecino moja, nie myśl o przeszłości — powierz ją zupełnie miłosierdziu Bożemu; nie myśl o przyszłości — powierz ją całkowicie dobroci Bożej. Czyż niemowlę myśli o tym? Jedno zadanie masz do spełnienia — kochać Jezusa coraz więcej i coraz goręcej. Nie myśl o przeszłości, by się nią martwić. Wolno ci płakać przy Sercu twojego Jezusa, wolno żałować z miłości, ale wiedz, że miłość własna może się wśliznąć nawet do najświętszych uczuć. Nie przywiązuj do niczego swojego serca, jedynie do miłości Jezusowej. Oddaj się pod kierownictwo Ducha Świętego. Jeżeli rozbudzi w twoim sercu żal, nie tłum go, ale nie zacieśniaj twojego serca — nie przestawaj w takich chwilach powtarzać Jezusowi, że Go kochasz.
    (...) Nie myśl o przyszłości. Nie myśl o tym, co cię spotkać może. Jest ktoś, kto obmyślił wszystko, który wybrał dla ciebie aniołów i ludzi, którzy się tobą zaopiekują. Jest ktoś, kto odmierzył dla ciebie pokusy i łaski, trudności i pomoce — a uczynił to z miłości. Czy odgadujesz twojego Jezusa? Niemowlę nie troszczy się o jutro, spokojnie i ufnie powierza się kochającej je matce. Nie chcę przez to powiedzieć, by ludzie zaniedbywali swoje obowiązki i nie troszczyli się o wyżywienie osób ich pieczy powierzonych — to byłoby spaczenie myśli Bożej. Chodzi o to, by duszom wskazać sposób, w jaki to czynić mają, co jest ich obowiązkiem. Nie czynić tego ze szkodą duszy, zapomnieniem o rzeczy najważniejszej, o sprawie uświęcenia duszy; czynić zabiegi, ale spokojnie, ze wzrokiem utkwionym w niebo, z ufnością, że Bóg — najlepszy Ojciec — więcej myśli o swoich dzieciach, niż one same to potrafią. Im dusza więcej myśli o Bogu, o tym, by Mu radość sprawiać świętym życiem, tym więcej Bóg myśli o tej duszy, by jej dostarczyć wszystkich środków potrzebnych do życia. Czasem doświadcza, ale czyni to dlatego, by móc wynagrodzić dziecięce zaufanie.
    Tak samo ma się rzecz z życiem wewnętrznym. Dlaczego się przerzucać z drożyny jednej na drugą? Czyż to szamotanie na wiele się przyda? — Błagać Boga o poznanie własnej drogi i ufać, że wskaże, że nią poprowadzi, że na niej znajdzie dusza uświęcenie. Niech całym twoim staraniem będzie miłość Boża, wzrost ustawiczny w tej miłości, zapomnienie o sobie, unicestwienie siebie" [ 10 ].
  2. Bezgraniczne zaufać, aby zdobyć Najświętsze Serce Jezusa...
    "Nade wszystko od dusz maleńkich domagam się ufności. Pragnę, by Mi zaufały, by Mi wszystko powierzyły — swoje kłopoty i troski, radości i nadzieje. Czyż sama nie postępowałaś tak w domu wobec matki? Jeżeli czegoś nie umiałaś zrobić sama, biegłaś do matki z myślą — mamusia to umie. Jeżeli coś popsułaś, byłaś przekonana, [że] mamusia to naprawi. O, jak Ja lubię tego rodzaju zaufanie. Jeżeli dusza zna swoją nicość, musi sobie na każdym niemal kroku powiedzieć — nic nie umiem, niezdolna jestem do wykonania jakiegokolwiek dobra — tylko niemowlęciem jestem, w którym tkwią energie życia, ale musi być ktoś, kto by dopomagał do rozwoju tego życia. Największą radość sprawia Mi dusza, jeżeli w takich chwilach naocznego poznania swej bezradności ufa, że Jezus to zrobi, bo umie, bo może, bo mnie kocha, więc uczyni to dla mnie. On chce to uczynić, bo jest dobry, chce wspierać nędzę, bo jest możny. Takie ślepe zaufanie Jezusowi podbija Jego Serce, bo zaufania zawieść nie może. A więc złóż całą twoją ufność w Panu Jezusie. Niech ci się nic nie wydaje niemożliwe do osiągnięcia, bo Pan Jezus wszystko może.
    (...) Niemowlę ludzkie nie opiera się matce. Pozwala jej robić ze sobą, co chce. Trzeba, by dusza w dobrowolnym niemowlęctwie duchowym wyrzuciła ze serca wszelkie opieranie się działaniu łaski. Niech nie stawia żadnego oporu; niech pozwala lasce uczynić z niej, co chce, a łaska dokona uświęcenia" [ 10 ].
  3. Osiągnąć świętość dzięki powołaniu przez Miłość do miłości...
    "Niech żadna dusza nie mówi, że coś jest dla niej niemożliwe, że to było tylko dla świętych. Czy święci własną mocą zdobyli cnotę, czy własną mocą stali się świętymi? To Jezus w nich działał, a czynił to dlatego, bo Mu działać pozwolili, bo nie ufając sobie, ufali Jezusowi. To jest tajemnica działania Bożego w duszy, to jest sekret świętości. Wiesz, moja droga, że Ja pragnę, by wszyscy ludzie byli świętymi. Nie zabraknie Mi łask, by nimi móc obdarzać każdą duszę przeobficie, i Kościołowi memu nie zabraknie dla nich ołtarzy, byleby tylko ludzie chcieli Mi ufać, byleby współdziałali z łaską. Dlatego sekret świętości zdradzam, oznajmiam go ludziom przez duszę, która wierzy słowom moim" [ 10 ].

Święty pobór w szeregi «Dusz-Ofiar» na przedśmiertelny bój

"Kto pierwszy złożył za Mnie swoje życie w ofierze? Kto pierwszy za Mnie krew przelał? Niemowlęta — owe niewiniątka betlejemskie. Nie stało się to jedynie wskutek okrucieństwa Heroda. Ojciec przedwieczny chciał swemu Synowi-niemowlęciu dać ofiarę z istot najmniejszych, z istot Jego wieku i to ofiarę krwawą, by zaznaczyć, że wyniszczenie Jezusa w wieku niemowlęcym równało się męczeństwu i że dla naśladowania tego niemowlęctwa potrzeba ze strony duszy ofiary równej męczeństwu, a Niemowlę Jezus zasługuje na to, by Mu tego rodzaju ofiary składać.
Wówczas, gdy słyszałem jęki konających niewiniątek, myślałem o tobie Leonio, której miałem ukazać drogę niemowlęctwa, i o tym zastępie dusz, które wejść na nią miały. Nie przypadkiem się to stało, że ty pierwsza w waszym zgromadzeniu zaciągnęłaś się w szeregi «Dusz-Ofiar» i że przez ciebie rozpowszechnia się ten święty pobór w szeregi ofiar w zgromadzeniu. Ja to sprawiłem, bo chciałem w tobie powtórzyć dzieje mego niemowlęctwa. Pierwszej ofiary ze zgromadzenia zażądałem od duszy kroczącej drogą niemowlęctwa.
Posłuchaj, niewiniątka nie wiedziały, dla kogo składają ofiarę z życia; nie szły na ofiarę dobrowolnie, bo były niezdolne do tego. W chwili ich śmierci jednak objawiłem im siebie oraz wzniosłość ich ofiary. A kiedy po śmierci krzyżowej wstąpiłem do otchłani, pierwsi rodzice wysłali na moje przywitanie owe niewiniątka, jako najmłodsze swoje potomstwo, które złożyło dla Mnie w oferze pierwociny swego życia, swoją krew. Tę krew, przelaną w męczeństwie, rzucały one do stóp moich jako kwiaty niewinności i miłości. Mile przyjąłem ten hołd i zapragnąłem powiększyć zastępy maleńkich dusz ofiarnych.
(...) Moja droga dziecino, odwagi i ufności. Trzeba ci wejść w przedśmiertelny bój; że jesteś maleńka, rozłożyłem go na raty. Największą część boju Ja dokonam, ale trzeba i tobie ścierać utarczki bolesne.
(...) Umrzeć sobie. Moja dziecino, jeszcze niezupełnie umarłaś sobie. (...) Trzeba, byś sobie zupełnie umarła. Zamieraj nawet takim uczuciom jak pragnienie sprawiania radości Jezusowi, jeżeli w nim kryłoby się nieco zadowolenia z siebie. Trzeba sobie zupełnie i całkowicie umrzeć, by żyć życiem Jezusa.
(...) To, z czego się wyniszczasz dla Mnie, Ja zabieram, ale miejsca pustego nie zostawiam, zapełniam je sobą. Tym więcej będzie Mnie w tobie, im mniej będzie ciebie w tobie" [ 10 ]. [mr]: kwiecień 2021
☙❤❧


Bibliografia | materiały audio

  1. Biblia Tysiąclecia - Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu;
  2. o. Lorenzo Sales: "TRAKTAT O MALEŃKIEJ DRODZE MIŁOŚCI"| MP3;
  3. o. Lorenzo Sales: "ORĘDZIE MIŁOŚCI SERCA JEZUSA DO ŚWIATA"| MP3;
  4. TOTUS TUUS;
  5. Wszystkie nagrania audio są materiałami formacyjnymi Wspólnoty Dusz Najmniejszych i pochodzą z archiwum Radio Konsolata ;
  6. DZIENNIKI ALICJI LENCZEWSKIEJ: «Świadectwo», Wydawnictwo Agape, Poznań 2018; «Słowo Pouczenia», Wydawnictwo Agape, Poznań 2016;
  7. o. Emil Neubert: «Mój ideał Jezus, Syn Maryi», (edycja księgarni św. Wojciecha, Poznań 1936 r.);
  8. św. Ludwik Maria Grignion de Montfort: «Pisma Wybrane» (Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny), PROMIC, Warszawa 2017;
  9. Maria de Fiesole: « Sekret bycia najmniejszym. Mała droga maryjna», Flos Carmeli, Poznań 2015;
  10. s. Leonia Nastał BDNP: « Uwierzyłam miłości », WYDAWNICTWO WAM, Kraków 2015.

Prawa autorskie

• GŁÓWNAMAPALINKIe-KONTAKT & MEANDRYSKARBIECOSOBLIWOŚCIZADUMASACRUMSBMWWWDOWNLOAD ☺☺☺
REFLEKSJEZAMYŚLENIAMODLITWASUPLEMENTMEDYTACJETRYPTYKDARYSTROFYAFORYZMYMYŚLIRADOŚĆINSPIRACJEROZMOWY
PROCES IHSKONTEMPLACJEADORACJA NSADORACJA KRZYŻAADORACJA GPNMPFASCYNUJĄCYJAKBY W ZWIERCIADLE
GUADALUPENAJUMARTA ROBINZEITUNNIEZNISZCZALNIWOLNI OSTATECZNIEZNAKI CZASU
WARTO PRZECZYTAĆ, POSŁUCHAĆ, OBEJRZEĆFILMOTEKA IFILMOTEKA IIWIDEOTEKAAROMAT PRAWDYFOTOKSIĄŻECZKA
TIMETE DEUMSZKOŁA PIĘKNEJ MODLITWYTAJEMNICA MSZY ŚWIĘTEJEUCHARYSTIA PRZEDSMAKIEM NIEBATAK NAM DOPOMÓŻ BÓGPOWOŁANIE
SYNKRETOLOGIZMY NIEPORADNIK INTELEKTUALNO-DUCHOWY NIEUSTANNIK MODLITEWNO-MIŁOSNY PROKLAMACJA LuxDei.plLITURGIA
O(DE) MNIEZATRUDNIĘ OD ZARAZKONTAKT e-MAILOWY





© 2007-21 Created & developed by J@cek Lewicki (under the inspiration of the Holy Spirit)

A.D. MMXXI

U nas, tj. na LuxDei.pl RODO nie ma zastosowania, a pliki cookies wykorzystywane są jedynie w celu tworzenia statystyk związanych z liczbą
odwiedzin niniejszej witryny. Odwiedzając nas akceptujesz ten fakt. Tutaj znajdziesz więcej informacji na temat cookies.
© 2007-21 Created & developed by J@cek Lewicki (under the inspiration of the Holy Spirit)

A.D. MMXXI