e 
_PEWNA STRONA INTERNETU_

Jesteś tutaj: Profanum IRadość prawdziwa



Wtedy rzekł do nich: Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednak nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie. BT, Łk 10:18-20
LuxDei.pl
Radość w Panu jest moją ostoją.
por. BT, Ne 8:10
Chwalę Cię, Panie, całym sercem, opowiadam wszystkie cudowne Twe dzieła. Cieszyć się będę i radować Tobą, psalm będę śpiewać na cześć Twego imienia, o Najwyższy.
BT, Ps 9,2-3
Będziemy się radować ze zbawienia i wielbić imię Pana Boga naszego.
BT, Ps 20,6
Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości, jak oblubieńca, który wkłada zawój, jak oblubienicę strojną w swe klejnoty.
BT, Iz 61:10
Dałeś mi poznać drogi życia i napełnisz mnie radością przed obliczem Twoim.
BT, Dz 2:28
"Bóg przemawia cicho, ale daje nam różne (widoczne) znaki".
Benedykt XVI (papież)
"Śmierć jest najbardziej kreatywnym aktem duszy, bo po każdej śmierci następuje zmartwychwstanie. Ale nie możemy umrzeć spokojnie i radośnie, dopóki nie nauczymy radować się za życia".
Dr Michael Medea (pisarz)
"Najważniejszym posłannictwem człowieka na Ziemi jest nasycenie wszystkiego pierwiastkiem duchowym".
Salvador Dalí (surrealista)
"Nie pozwól, aby ktoś odebrał ci twoją radość i marzenia tylko dlatego, że ich nie rozumie".
autor nieznany

Zaduma początkowa: Wprowadzenie

Co sprawia, że człowiek ma poczucie prawdziwego zadowolenia?
LuxDei.pl
Co sprawia, że człowiek ma poczucie prawdziwego zadowolenia? Nie trudno się domyśleć, że odpowiedzi na to pytanie jest wiele, a ich zróżnicowanie będzie narastać tym bardziej, im większej liczbie osób je zadamy. Jedni stwierdzą, że udany zakup (np. modnej kreacji), inni, że zdany egzamin (np. maturalny), a jeszcze inni, że atrakcyjny prezent lub jakieś ważne wydarzenie będące owocem ich trudu, tęsknoty bądź wyrzeczenia. Człowiek potrafi zatem cieszyć się albo ze spraw nieoczekiwanie przynoszących mu radość albo z tych, których nadejście okupione było daniną jego pracy, cierpliwości i konsekwencji. Jednym słowem to w nas generuje poczucie zadowolenia, co ma (naszym zdaniem) wartość ponadprzeciętną. Jakże wielką sztuką jawi się w tym kontekście umiejętność cieszenia się z rzeczy małych i prostych. My jednak (ze swej natury) chcemy wciąż sięgać dalej, po więcej i częściej, stając się, nim to w ogóle dostrzeżemy, konsumentami na straganie życia.
Jakże dziwną (dla wielu) i pozbawioną racjonalnego odniesienia jest więc radość powstająca w sferze duchowej człowieka. A jest to (moim zdaniem) bodaj najcenniejsza, bo najszlachetniejsza i nie dla wszystkich dostępna odmiana tego, co zwykliśmy nazywać poczuciem zadowolenia.
Prawdziwe zadowolenie w sferze duchowej
LuxDei.pl
Prawdziwe zadowolenie w sferze duchowej przychodzi na człowieka wraz z łaską Bożą, która, będąc wielkim darem Miłości Trójjedynego, może przyjmować najróżniejsze formy, znajdując jednocześnie odniesienie do różnorakich treści. Zawsze jednak dotyczy konkretnego człowieka i jest (można by rzec) szyta na jego miarę. I tu właściwie należałoby opuścić kurtynę milczenia, bo sfera duchowa człowieka jest tajemniczą przestrzenią, w której dochodzi do najintymniejszej interakcji Boga z człowiekiem, czyli Stwórcy ze swym stworzeniem. Ale jak tu milczeć, gdy ściga mnie wewnętrzne przynaglenie do tego, aby podzielić się z bliźnim swymi przeżyciami jak chlebem. Postanowiłem zatem, przełamując swoisty skurcz intelektualny wynikający ze świadomości skali zadania, które przede mną stoi, bardziej lub mniej udolnie przelać na papier niektóre z moich przeżyć duchowych. A owa skala jest wręcz niewyobrażalna, bo każde słowo osobno i razem wzięte wszystkie słowa ludzkiego języka są zbyt małe, aby oddać głębię i koloryt tej wspaniałej rzeczywistości duchowej, która może być odsłonięta człowiekowi jedynie za przyzwoleniem Opatrzności Bożej. Nie spodziewaj się jednak, kimkolwiek jesteś drogi czytelniku, opisów spektakularnych zdarzeń bogatych w moje doświadczenia mistyczne. Te zarezerwowane są jedynie dla wybranych przez Boga charyzmatyków, jakich wielu na przestrzeni wielowiekowej historii Kościoła Katolickiego, a do których ja nie ośmielam się nawet porównywać. Moje przeżycia duchowe są zaledwie drobnymi okruchami obecności Miłującego Boga w życiu małego człowieka, który w głębokości swej duszy szepce z pokorą do swego Stwórcy, Zbawiciela i Pocieszyciela:
  • jam jest Twój sługa nędzny i nieużyteczny — dzięki Ci, Panie, że nazywasz mnie swym przyjacielem (por. BT: Łk 17:10, Jn 15:14);
  • Boże, nie tak jak ja, ale jak Ty chcesz, niech się dzieje w życiu moim — teraz i na całą wieczność (por. BT, Mt 26:39);
  • Trójjedyny Boże, wierzę w Ciebie i wierzę Tobie, mimo mojej małości i grzeszności, w Tobie pokładam całą swoją nadzieję — jak dziecko, Ciebie kocham i pragnę miłować Cię zawsze i mocniej. Dzięki Ci, któryś JEST, za łaskę wiary, nadziei i miłości (por. BT: PS 143:8, Mr 10:15, Łk 18:17). Dziękuję Ci, że wciąż na nowo obdarzasz mnie, umacniasz, oczyszczasz, błogosławisz i uświęcasz. Tobie chwała na wieki.
☙❤❧

♫ "Ogrody" ♫
Wyk.: Zespół Deus Meus
Źródło MP3

Player mp3 Maxi

☙❤❧


Epizod I: 2006 — Materializacja dobrych myśli

To było u schyłku lata 2006 roku. W związku z tym, że moja córka wkrótce miała rozpocząć studia, wybrałem się wraz z nią i z żoną do Bydgoszczy w poszukiwaniu zakwaterowania dla przyszłej studentki. Postanowiliśmy również zabrać w podróż zaprzyjaźnioną z nami zakonnicę — siostrę Nazarię (ZSMBM), która przy okazji chciała odwiedzić swą matkę chrzestną mieszkającą w Czaplinku.
Było ciepło i słonecznie, a podróż upływała w miłej atmosferze. Rozmowom i wspomnieniom towarzyszyły żarty i śpiewy. Była również modlitwa. Na kilkanaście kilometrów przed Bydgoszczą zatrzymaliśmy się na krótki postój w lesie. Piękna pogoda zachęcała do spaceru wśród zieleni, a gdy moje towarzyszki podróży oddaliły się nieco, szukając ustronnego miejsca, postanowiłem w samotności pozachwycać się pięknym otaczającej przyrody. Od zachwytu do wdzięczności jest bardzo blisko, tak więc nikogo nie powinien zdziwić fakt, że moje myśli wyrażały uwielbienie Boga za Jego stwórcze dzieło. Czułem się szczęśliwy, mogąc spędzać ten krótki czas na łonie przyrody, pośród smukłych, pachnących sosen, chodząc po miękkim dywanie z mchu, sycąc swe oczy soczystą zielenią, a swe uszy relaksującym śpiewem skrzydlatych artystów. I nagle uświadomiłem sobie, że w myślach rozmawiam z Bogiem. On mówił do mnie obrazami, dźwiękami, zapachami i uczuciami, które mi towarzyszyły, a ja otworzyłem przed nim swe serce z dojrzewającym wewnątrz jednym małym pragnieniem: obdarowania siostry Nazarii, a właściwie jej matki chrzestnej.
Piękna pogoda zachęcała do spaceru
LuxDei.pl
x
Posłuchaj lasu

Player mp3 Maxi

Panie Boże — mówiłem w myślach — dla Ciebie nie ma rzeczy niemożliwych. Wszak JESTEŚ Stwórcą wszystkiego. Skoro stworzyłeś takie piękno, możesz dawać co chcesz, komu chcesz i ile chcesz. Nic Cię nie ogranicza, bo Ty JESTEŚ Nieskończony. Codziennie obsypujesz mnie swymi Łaskami, a Dobra pochodzącego od Ciebie nie sposób wyczerpać. Masz go dla mnie zawsze w nadmiarze i wiem, że mógłbym poprosić Cię o cokolwiek, a Ty to spełnisz, jeśli taka będzie Wola Twoja. Ale cóż, Ty przecież masz ważniejsze sprawy na głowie, niż zajmowanie się moim małym, niedorzecznym pragnieniem. Ja jednak ośmielam się prosić nie dla siebie, ale dla mojej siostrzyczki.
Boże — kontynuowałem w myślach — wszystko wokół pochodzi od Ciebie, każda szyszka, każdy listek — mało tego — każda igła sosnowa i każdy najmniejszy robaczek są dziełem Twojej Miłości. Cóż więc dla Ciebie za problem posiać w tym lesie grzyby, które mógłbym zebrać i podarować Nazarii, aby zawiozła swojej chrzestnej matce. Ale to byłby prezent — pomyślałem — zwłaszcza, że ona bardzo lubi grzyby.
Uśmiechając się do własnych myśli, oczami wyobraźni widziałem Boga Najwyższego, który też dobrotliwie się do mnie uśmiechał. Im bardziej zachwycało mnie otoczenie, tym śmielej konfrontowałem swe myśli z sytuacją, w której realnie się znajdowałem. Przeszedłem bowiem już kilkadziesiąt metrów i nie napotkałem ani jednego grzybka, choćby nawet trującego.
Dobry Boże — myślałem sobie dalej — w tym lesie chyba w ogóle nie ma grzybów. Miałbyś zatem sporo pracy, gdybyś postanowił zaspokoić moje "grzybne" pragnienie.
Uśmiechnąwszy się ponownie do własnych myśli zacząłem powoli zataczać koło, kierując się w stronę samochodu, a przed oczyma wyobraźni stawały mi sympatyczne wizerunki Boga Ojca, jako staruszka o ciepłym i przyjaznym spojrzeniu, miłym uśmiechu, siwej i lekko falującej brodzie — krótko mówiąc — o pogodnym i jasnym Obliczu.
Były świeżo oczyszczone i ułożone w zgrabny stosik
LuxDei.pl
Idąc między kolejnymi drzewami zbliżyłem się do granicy lasu, a na samym jego skraju, ku mojemu kompletnemu zaskoczeniu, tuż pod moimi stopami, ujrzałem leżące podgrzybki. Były świeżo oczyszczone i ułożone w zgrabny stosik, tak jakby ktoś je specjalnie dla mnie przygotował. Stanąłem jak wryty, a moje myśli przepełniała milcząca już wdzięczność. Po chwili uświadomiłem sobie, że to nie może być przypadek. Wszak Dobroć Boga nie jest przypadkowa.

Moja wyobraźnia szybko przetwarzała napływające obrazy:

  • Bóg, odwieczny zamysł Boży, Słowo Boga, Duch Boży... (wszystko poza czasem, Transcendentna Pełnia);
  • Betlejem, Wcielenie Słowa, Jezus Chrystus, Bóg-Człowiek... (pełnia czasu i historii, początek nowej ery);
  • tu i teraz, ja i moja myśl, materializacja myśli... (pełne poczucie Boga, czas ostateczny).
Tak. Kiedyś Słowo stało się Ciałem. Dziś myśl zamieniła się w materię...
Tak. Bóg jest Panem czasu, przestrzeni i materii...
Tak. Dla Boga nie ma nic niemożliwego.

Z uśmiechem na ustach i z dziękczynieniem w sercu zebrałem w zanadrze znalezione grzyby i udałem się do samochodu. Wkrótce wróciły moje towarzyszki podróży — zadowolone, że też znalazły kilka dorodnych okazów. Gdy włożyliśmy swe znaleziska do wspólnej torby foliowej okazało się, że była niemal pełna. W drodze do Bydgoszczy opowiedziałem im historię swojego zdumiewającego grzybobrania, a siostra Nazaria, którą dyskretnie obserwowałem w lusterku, wesoło pokiwała głową i trafnie podsumowała: "Pan Bóg ma przecież poczucie humoru".
Gdy dziś, z perspektywy lat, patrzę na Boga przez pryzmat moich ówczesnych myśli, widzę, że On w swym Boskim Majestacie chce być dla nas — śmiertelników — tak dostępny jak to tylko możliwe. W każdej (albo w prawie każdej) sytuacji jest gotów pomagać nam w budowaniu dobrych z Nim relacji. Jest otwarty na miłość, bo sam jest Miłością i każda okazja jest dla Niego odpowiednia, by przyciągać do siebie grzeszników, nawet wtedy, a może zwłaszcza wtedy, gdy ma to być związane z materializacją ich dobrych myśli.
Bóg rzeczywiście ma poczucie humoru. Ten fakt jest pięknym uzupełnieniem obrazu Boga, który dotychczas nosiłem w swym sercu. Gdy myślę o Bogu jestem pewien, że i On też myśli o mnie. Nie jestem mu obojętny, a On dla mnie jest Kimś najważniejszym w życiu. Najważniejszym, bo tylko przed Nim mogę otworzyć najskrytsze zakamarki swej duszy i tylko Jego świętej Woli ufam bezgranicznie. On przenika mnie swą Łaską. Zna mnie po imieniu i każdego dnia okazuje mi swą troskliwą czułość. Często uśmiecha się i JEST zawsze blisko mnie. Bliżej niż bym mógł sobie to wyobrazić. Kocha mnie, a ja staram się odwzajemniać Jego Miłość.
Czy umiem sobie wyobrazić Boga puszczającego do mnie oko? Ależ tak! Przecież wiara katolicka nie jest wiarą smutnych ludzi w smutnego Boga. Nie przypadkowo bowiem w Księdze Psalmów napisano: "Niech Bóg się zmiłuje nad nami, niech nam błogosławi; niech zajaśnieje dla nas Jego oblicze!" (BT, Ps 67:2), a w innym miejscu Pisma Świętego możemy przeczytać Boże zaproszenie skierowane do sługi dobrego i wiernego — "[...] wejdź do radości swego pana!" (BT, Mt 25:23). Gdyby tego było mało, przypomnijmy sobie słowa jednej z bardziej znanych pieśni wielkanocnych, która zachęca: "Otrzyjcie już łzy, płaczący, żale z serca wyzujcie! Wszyscy, w Chrystusa wierzący, weselcie się, radujcie".
Odrębną jednak kwestią pozostaje fakt, że Boga często zasmucamy, grzesząc. Wówczas sami popadamy w tarapaty i smutek. Jakiej wówczas postawy możemy spodziewać się po naszym Dobrym Ojcu Niebieskim? Opowiada o tym, bodaj najpiękniejsza, przypowieść ewangeliczna — o synu marnotrawnym (patrz BT, Łk 15:11-32).
☙❤❧


Epizod II: 2012 — Boże Ciało

To było w 2012 roku. Właśnie trwały piłkarskie mistrzostwa Europy, których organizatorami były: Polska i Ukraina. Wokół panowała wyraźnie wyczuwalna, a przez to udzielająca się wielu, atmosfera rywalizacji sportowej połączona z nadziejami polskich kibiców na to, że nasza drużyna narodowa wreszcie zaprezentuje europejski poziom piłkarski. W prasie, w radio, w telewizji i w Internecie — wszędzie dominowały komentarze podsycające nastrój wielkiego święta sportowego w Polsce. Mnie jednak zupełnie nie interesowało: kto z kim gra lub zagra, kto przegrywa lub wygrywa i wreszcie jaki poziom osiągnęli poszczególni polscy piłkarze lub cały zespół. Momentami czułem się trochę jak przybysz z innej planety, który bez najmniejszej ekscytacji, najpierw długimi przygotowaniami, a potem uroczystym otwarciem i przebiegiem samej imprezy, we wszystkich rozmowach, w których był zapytany o własną ocenę gry Polaków, miał do powiedzenia tylko jedno: graliśmy jak nigdy, przegraliśmy jak zawsze (sic!). Z jednym może wyjątkiem, którym był remis z Grecją.
Tak, czy inaczej kibice marzyli o spektakularnych sukcesach swojej ukochanej drużyny, ale niestety ... szybko przekonali się (z resztą nie po raz pierwszy), jak wielka przepaść (pod każdym względem) zionie między zespołami europejskimi, a reprezentacją Polski, która po kilku meczach, zajmując ostatnie miejsce w grupie, odpadła z rozgrywek.
W tej sytuacji sympatykom futbolu pozostało jedno: cieszyć się dalej turniejem Euro 2012 bez udziału naszych piłkarzy. I tak rzeczywiście było. Z meczu na mecz emocje kibiców rosły, a ja przeżywałem swą radość zupełnie z innych powodów. Jej źródłem było par excellence  Boże Ciało, które (dla wielu nawet niezauważone jako święto, a jedynie odnotowane jako dzień wolny od pracy) przypadło 7 czerwca 2012 roku, w przeddzień meczu otwarcia mistrzostw. I nic w tym dniu nie byłoby szczególnego, gdyby nie drobny epizod, który wydarzył się podczas popołudniowej Mszy św. odprawianej w płockim Sanktuarium Bożego Miłosierdzia przy Starym Rynku.
A skądże mi to, że mój Pan przychodzi do mnie?
LuxDei.pl
Otóż, gdy kapłan miał przystąpić do udzielania wiernym Najświętszego Sakramentu zauważyłem, że tym razem Komunię św. przygotowuje pod dwiema postaciami. Jakaż radość duchowa ogarnęła mnie na myśl, że za chwilę będę mógł przyjąć Najświętsze Ciało i Krew Chrystusa. Klęcząc kilka metrów od uchylonego tabernakulum — "ziemskiego nieba", dziękowałem, a właściwie próbowałem dziękować Bogu za ten wielki Dar. Chciałem w duszy powtarzać najpiękniej dobrane słowa dziękczynienia, ale żadne z nich nie wydawały mi się wystarczająco uroczyste, a jednocześnie odpowiednio korespondujące ze skalą radości odczuwanej przeze mnie w tej właśnie chwili. Łzy wzruszenia napłynęły mi do oczu, a serce po prostu chciało wyskoczyć mi z piersi. Zbliżając się do kapłana trzymającego w dłoniach Jezusa Chrystusa w myślach wypowiedziałem następujące słowa: "A skądże mi to, że mój Pan przychodzi do mnie?" Dopiero po pewnym czasie uświadomiłem sobie, że podobne pytanie radośnie wykrzyknęła św. Elżbieta na głos pozdrowienia odwiedzającej ją Najświętszej Maryi Panny (por. BT, Łk 1:43).
Komunia św. udzielana przez zanurzenie (per intinctionem) Hostii we Krwi Pańskiej Komunia św. była udzielana przez zanurzenie (per intinctionem) Hostii we Krwi Pańskiej, a ja jak zwykle (nie zważając na to, że inni robią to na stojąco) przyjąłem Najświętszy Sakrament, klęcząc.
Czy rozumiesz — drogi czytelniku — jak wielkiej dostąpiłem wówczas Łaski? W uroczystość Bożego Ciała 2012 roku spożyłem samego Boga, tj. Jego Przenajświętsze Ciało i Jego Przenajświętszą Krew ofiarowane jako bezcenne lekarstwo i pociechę dla naszych dusz, w czasie ziemskiego pielgrzymowania do niebieskiej ojczyzny.
Radość, która w tamtym cudownym momencie stała się moim udziałem trwa do dziś, choć jej (jeśli tak można powiedzieć) natężenie jest już słabsze. Teraz, gdy mam opisać swój stan duchowy, na myśl przychodzą mi takie określenia jak: pokój, stabilizacja, zrównoważenie, wyciszenie, itp. I chyba nic w tym dziwnego, bo gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne jest na miejscu właściwym. Wówczas przez wiele tygodni odczuwałem w sercu i na duszy prawdziwą słodycz, która jest w stanie ukoić każdy duchowy ból czy smutek.
Wykonując zwykłe codzienne czynności wciąż myślę o Bogu, tj. o Jego Dobroci, o Jego Miłości, o Jego Miłosierdziu. To są tak wielkie i niewypowiedziane przymioty Trójjedynego Boga, że każda pokorna dusza wobec nich staje bezradna i onieśmielona, a jednocześnie otulona czułym ciepłem błogosławionej Opieki i zaproszona do prawdziwej Radości, której nie sposób do końca wyrazić najwykwintniejszym językiem. A spośród licznych przymiotów Boga największym jest Miłość i to Miłość Miłosierna. Dlatego, modląc się słowami Litanii do Miłosierdzia Bożego, w zasadzie opowiadamy o Miłosierdziu Bożym jako nieogarnionym przymiocie Stwórcy, najwyższej doskonałości Odkupiciela, niezgłębionej miłości Uświęciciela, niepojętej tajemnicy Trójcy Świętej, wyrazie największej potęgi Pana, itd. W tym kontekście Najświętsze Ciało i Krew Pańska jawi się jako bezcenny Dar Nieba (zarówno w sensie materialnym jak i duchowym), który uobecnia samego Jezusa Chrystusa. Eucharystię natomiast należy uznawać za najważniejszy przejaw działania Boga m.in. dlatego, że ofiara Chrystusa i ofiara Eucharystii są jedną i tą samą ofiarą, tj. krwawą daniną Miłości.
Boże, Ojcze Miłosierny, dziękuję Ci, że objawiłeś swoją Miłość w Twoim Synu Jezusie Chrystusie, i wylałeś ją na nas w Duchu Świętym, Pocieszycielu. Wszechmogący Boże, spraw, abyśmy zawsze się radowali Twoim Darem, z którego czerpiemy nowe życie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
Wprowadzenie, epizod I i II popełniłem w Wielkanoc 2013 roku [mr]
☙❤❧


Epizod III: 2013 — Żywe oczy NMP

"Ale nie dlatego chwalę Boga, żeby uzyskać zdrowie, ale jeśli chwalę Boga, mam zdrowie rozumiane jako pełnię radości z życia" [ * ].
o. Augustyn Pelanowski osppe
o. Augustyn Pelanowski osppe

Tym razem pragnę podzielić się swymi radosnymi przeżyciami związanymi z równie ważnym dla mnie, co opisane wyżej, wręcz cudownym wydarzeniem, jakie miało miejsce na początku stycznia 2013 roku, a mianowicie uzdrawiającym spojrzeniem NMP, które uleczyło moje chore oko, doprowadzając je do całkowitego wyleczenia. I tu właściwie mógłbym zakończyć swą opowieść, bo realista-sceptyk, który drzemie w każdym z nas, w fakcie odzyskania zdrowia nie jest w stanie dostrzec niczego nadzwyczajnego. O tak po prostu: była choroba, postawiono właściwą diagnozę, podjęto prawidłowe leczenie i... nastąpił oczekiwany powrót do zdrowia.

NMP z Lourdes-Medjugorie (fot. Giuseppe Tomarchio 2009)
LuxDei.pl
Jednak, patrząc na wszystko oczyma wiary, można dostrzec w niniejszej historii dominujący (choć ukryty pod wielokropkiem) pierwiastek nadprzyrodzony lub (jak kto woli) metafizyczny. Bo, wychodząc z fundamentalnego założenia, że nic w życiu człowieka nie jest kwestią, nomen omen,  ślepego przypadku, dziś stwierdzam z całą mocą, że moja choroba oka nie była bezsensownym kaprysem losu, lecz zaistniała na Chwałę Boga. Czym bowiem jest radość człowieka wierzącego odzyskującego zdrowie? Dziękczynieniem, wdzięcznością, pochwałą dobroci Boga, uwielbieniem Jego Miłosierdzia, cudownym uczuciem, że On JEST, działa i czynnie troszczy się o mnie — małego robaczka. Dziękuję Ci z głębi serca, o Trójjedyny! Bo ulitowałeś się nade mną jak niegdyś m.in. nad Bartymeuszem, synem Tymeusza z Jerycha (patrz BT, Mr 10:46-52).
Jaką rolę odegrała w mojej sprawie NMP? Bardzo istotną! Wierzę, że to dzięki Jej matczynej interwencji zostałem obdarzony przez Boga łaską zdrowia. I to wówczas, gdy pogodziłem się już z najgorszym scenariuszem mojej choroby, mówiąc Bogu w głębi serca: "Nie tak jak ja, ale jak Ty chcesz, Panie, niech mi się stanie".
Skąd wiem o doniosłej roli Maryi Dziewicy w tym konkretnym wydarzeniu? Dała mi to odczuć w tej jedynej, krótkiej, ulotnej chwili, gdy po raz pierwszy spotkały się nasze spojrzenia, gdy w zupełnie irracjonalny sposób zachwyciłem się głębią Jej żywego spojrzenia z fotografii wykonanej przez Giuseppe Tomarchio w 2009 roku, gdy w Jej zdrowych, czystych i kochających oczach ujrzałem matczyną troskę. Najświętsza Panienka przeniknęła mnie swym wzrokiem na wskroś. Zajrzała do wnętrza mej duszy i pozostawiła w niej nadzieję, że niebawem stanie się to, o co proszę bez słów, bo jest to zgodne z Wolą Najwyższego.
Twoje światło w Fatimie
LuxDei.pl
Gdy tak ze wzruszeniem wpatrywałem w Jej przepiękne oczy, łzy radości spływały mi po policzkach i już wiedziałem, że oto dzieje się CUD. Czułem bowiem, że nie tylko moje chore oko robiło się wręcz gorące, ale również wypływające z niego łzy były znacznie cieplejsze od policzka. To zaś, co równocześnie działo się w moim sercu wymyka się wszelkim opisom i już na zawsze pozostanie tajemnicą Miłości. Odtąd każdego kolejnego dnia siadałem do komputera, by chociaż przez chwilę popatrzeć, modląc się w milczeniu, w przeczyste oczy NMP. A Ona sprawiała, że cofająca się choroba stopniowo umożliwiała mi coraz lepsze widzenie uzdrawianym okiem.
Po kilku tygodniach (podczas wyznaczonego wcześniej badania okulistycznego) okazało się, że zaplanowana operacja laserem nie będzie potrzebna, bo nastąpił radykalny przełom w leczeniu farmakologicznym, które do tej pory nie przynosiło żadnych efektów. I tak oto — drogi czytelniku — czytasz świadectwo pacjenta, który kilka dni wcześniej usłyszał od lekarza prowadzącego, że (po roku od postawienia diagnozy) jest całkowicie zdrowy. Lekarze (sceptyczni w kwestiach nadprzyrodzonych), którzy próbują wytłumaczyć coś niewytłumaczalnego używają w takich przypadkach terminu spontaniczna remisja. Ja jednak świadomie pozostanę przy tym słowie na literę C, które dla mnie ma piękny zapach Nieba.
Czy może być większa radość duchowa, gdy generuje ją u zwykłego śmiertelnika sam Nieśmiertelny Bóg — Ojciec o sercu Matki? Potraktujmy to pytanie jako retoryczne.

Matko moja i Matko Boga, przyjmij ode mnie hołd wdzięczności. Epizod III popełniłem 08-09-2013 roku [mr]
☙❤❧


Epizod IV: 2013 — 50 lat życia w niewiedzy

NMP z Tihaliny k-Medjugorie
LuxDei.pl
Dziś jest dla mnie szczególny dzień, bo obchodzę swoje 50 urodziny. Ale wyjątkowość tego dnia nie polega, moim zdaniem, ani na jakimś magicznym traktowaniu półwiecza swego istnienia na tym "łez padole", ani na nadmiernym przywiązywaniu wagi do okolicznościowych życzeń, kwiatów, upominków itp. Te oczywiście są miłe, ale nie stanowią głębszego punktu odniesienia. Wyjątkowe natomiast jest to, iż uświadomiłem sobie, że oto przeżyłem 50 lat w kompletnej niewiedzy, że dziś, tj. 12 września, przypadają imieniny NMP czyli, jak podaje liturgia mszalna, wspomnienie dowolne Najświętszego Imienia Maryi. Dlatego w antyfonie rozpoczynającej dzisiejszą Mszę św. znalazły się tak uroczyste słowa: "Błogosławiona jesteś, Dziewico Maryjo, przez Boga Najwyższego, więcej niż wszystkie niewiasty na ziemi; tak bowiem wsławił Twe imię, że Twoja chwała nie zejdzie z ust ludzi" (por. BT, Jdt 13,18.19 ). A słowami kolekty kapłan modlił się w następujący sposób: "Wszechmogący Boże, spraw, aby Najświętsza Dziewica Maryja wszystkim oddającym cześć Jej chwalebnemu Imieniu wyjednała dary Twego miłosierdzia. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków".
To zadziwiające, jaką głębię przekazu odnalazłem (wierzę, że za sprawą NMP) w dzisiejszym pierwszym czytaniu, które można streścić następującym zdaniem: "Bóg wybrał nas w Chrystusie przed założeniem świata" (patrz BT, Ef 1,3-6.11-12). Słuchałem słów czytanych przez lektora z rozradowanym sercem, słysząc w nich potwierdzenie teraźniejszości opisywanej moimi przeżyciami, np:
  • Bóg tu i teraz napełnia mnie wszelkim błogosławieństwem duchowym (por. BT, Ef 1,3);
  • istnieję (już pół wieku) ku chwale Bożego majestatu, ja, który niegdyś złożyłem nadzieję w Chrystusie (por. BT, Ef 1,11-12).
Czy to nie wspaniałe urodzić się w dniu poświęconym Dziewicy Maryi?
Dla mnie to wielkie wyróżnienie i jeszcze jeden ważny powód do odczuwania prawdziwej radości duchowej.
Jak ją wyrażam?
Myślę, że najwłaściwszym jest, wzorując się na NMP, wyśpiewanie sercem Bogu: "Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy" (BT, Łk 1:46-47).

Epizod IV popełniłem 12-09-2013 roku [mr]

Á propos  imienin NMP, czy znasz datę urodzin Maryi? Otóż Matka Boża obchodzi swoje urodziny 8. września!

12-09-2014 roku [mr]

☙❤❧


Zaduma końcowa: Radość duchowa jest twórcza

"Szczęście przebywania z Bogiem jest czymś na wyciągnięcie dłoni. Chociaż Pan Bóg me daje od razu całej ręki, bo Jego ręka jest potężna. Najpierw daje mały palec" [ * ].
o. Augustyn Pelanowski osppe
o. Augustyn Pelanowski osppe
Radość jest czymś banalnym tylko wtedy, gdy postrzegamy ją sytuacyjnie, a więc jako uczucie towarzyszące określonemu wydarzeniu. Jest to wówczas rodzaj tryskania nadmiarem energii, co zupełnie nie koresponduje z tym, co zawiera się w (szeroko rozumianej) sferze ducha.
Radość duchowa jest twórcza i dlatego
LuxDei.pl
Radość duchowa jest twórcza i dlatego można ją nazwać prawdziwą. Człowiek dotknięty Miłością Boga nie może pozostawać bierny, zamykając się na otoczenie. Radość tego typu (co nieudolnie opisana przeze mnie w wybranych epizodach z mojego życia) rodzi w człowieku optymizm, chęć działania na rzecz dzielenia się z bliźnim tym, co go przepełnia, wylewając się niejako (na bliższe i dalsze otoczenie) w formie dobrych uczuć, gestów, uczynków i (ogólnie rzecz ujmując) pozytywnego myślenia. Człowiek radosny duchowo jest kreatywny i (chciałoby się powiedzieć) płodny, tj. gotowy do pomnażania tego wszystkiego, co otrzymał od Ducha Świętego, a czym nie sposób się nie dzielić w różnorakiej formie. Można chyba zaryzykować twierdzenie, że taki człowiek "świeci". Oczywiście nie własnym światłem, lecz odbitym, którego źródłem jest sam Bóg. Dlaczego tak się dzieje? To proste. Radość wynika z jedności, a mówiąc dokładniej, ze świętowania jedności (nawet w tzw. szarej codzienności). Komunia z Bogiem jest bowiem nośnikiem radości bliskiego i pełnego spotkania. W swej najczystszej formie jest radością połączenia tego, co ludzkie z tym, co boskie. Wyjaśnia to prorok Izajasz, pisząc pod natchnieniem Ducha Świętego: "Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami — wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje — nad waszymi drogami i myśli moje — nad myślami waszymi. Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa. O tak, z weselem wyjdziecie i w pokoju was przyprowadzą. Góry i pagórki przed wami podniosą radosne okrzyki, a wszystkie drzewa polne klaskać będą w dłonie. Zamiast cierni wyrosną cyprysy, zamiast pokrzyw wyrosną mirty. I będzie to Panu na chwałę, jako znak wieczysty, niezniszczalny!" (BT, Iz 55:8-13).
To niebywałe, gdy człowiek czuje jakby zakwitał w swym wnętrzu
LuxDei.pl
To niebywałe, gdy człowiek czuje jakby zakwitał w swym wnętrzu, bo w niewytłumaczalny sposób spływa na niego z góry Lux Dei i przenika go na wskroś. To niesamowite, gdy widzi, że wydaje z siebie dobry owoc. Mając jednak poczucie faktu, że wszystko to dane mu jest z góry i od Boga pochodzi, temuż samemu Bogu dziękuje i wciąż ma wrażenie, że otrzymuje więcej. Najlepszym komentarzem do tego, co próbuję niniejszym tekstem wyrazić są słowa Jezusa zapisane przez Ewangelistę św. Łukasza: "Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie" (BT, Łk 6:36-38).
Słoneczna dusza
LuxDei.pl
W tym kontekście utrzymywanie stałej pogody ducha jest poważnym wyzwaniem dla współczesnego człowieka, a zwłaszcza katolika. Zgodzisz się ze mną — drogi czytelniku — iż wielkiej potrzeba siły woli, by zawsze — mimo piętrzących się trudności, przykrości, niepowodzeń, niepokojów, a także dopadających nas chorób i cierpienia — być pogodnym, jasnym, słonecznym, spokojnym. Oj, niemało hartu ducha potrzeba (jak pisała niegdyś św. Urszula Ledóchowska), by nie dać się wyprowadzić z tej jasnej pogody. Nie tak łatwo (jedynie własną mocą) być "słoneczną" duszą, gdy niepokój szarpie, gdy ludzie męczą i dręczą, gdy nawał pracy i codziennych obowiązków nie zostawia nam chwili spokoju, gdy choroby podkopują siły ciała, a ból fizyczny i/lub moralny nas degraduje, gdy dusza upada pod ciężarem krzyża codzienności! Niełatwe to, a nawet wręcz niewykonalne! Bo tylko dusza zgodna z wolą Bożą, dusza szukająca szczęścia w woli Najwyższego, czerpiąca ze źródła Miłosierdzia Bożego, potrafi mimo wszystko zachować w sobie tę świętą pogodę, to jasne, słoneczne, Boże szczęście — Radość prawdziwą — radość świadectwa.

Zakończenie dopisałem w Wigilię Święta Miłosierdzia Bożego 2013 roku [mr]
☙❤❧


Postscriptum

Dziecko Boże
LuxDei.pl
Dziś, pracując w ogrodzie, uświadomiłem sobie rzecz wręcz zdumiewającą. A mianowicie to, że wydarzenia opisywane przeze mnie przed laty, a opatrzone wspólnym tytułem "Zamyślenia 1994 ... 2002", stanowią dla mnie jedyną w swoim rodzaju genezę epizodów zebranych w ramach niniejszego opracowania pt. "Radość prawdziwa". Mam wrażenie graniczące z pewnością, że gdyby nie było tamtych zamyśleń, nie powstałyby obecnie moje autorskie teksty poświęcone radości w sferze duchowej. I oto czuję, że Bóg w moim życiu dokonał (i wciąż dokonuje) swojego wielkiego dzieła/planu, tj. zasiewu w mojej duszy swojego Słowa, abym przynosił coraz obfitszy plon — radosny plon dziecka Bożego.
Cóż zatem pozostaje? Wyśpiewać w głębi duszy:
  • refren psalmu responsoryjnego: "Idźmy z radością na spotkanie Pana",
  • antyfonę (na wejście), która rozbrzmiewa w III niedzielę adwentową — GAUDETE: "Radujcie się zawsze w Panu, raz jeszcze powiadam: radujcie się! Pan jest blisko" (BT, Flp 4:4,5)
lub zawołać za prorokiem Habakukiem: "[...] będę się radować, weselić się będę w Bogu, moim Zbawicielu", bo On jest moją siłą (por. BT, Ha 3:18).
21 września 2013 roku [mr]
☙❤❧

♫ "Kiedy dusza śpiewa" ♫
Wyk.: Magda Anioł
Wyd.: płyta pt. «Kiedy dusza śpiewa»
debiut zespołu na scenie muzyki chrześcijańskiej 2006
Źródło MP3

Player mp3 Maxi


☙❤❧


Bibliografia wraz ze źródłami internetowymi

  1. Biblia Tysiąclecia,
  2. Duchowość optymizmu i radości,
  3. Teksty liturgii Mszy św. (Czwartek, 12 września 2013, NAJŚWIĘTSZEGO IMIENIA MARYJI).

Prawa autorskie
Prawa autorskie
LuxDei.pl

• GŁÓWNAMAPAe-KONTAKTe-KSIĘGADOWNLOADWWWMEANDRYOSOBLIWOŚCIZADUMASBM
REFLEKSJEZAMYŚLENIAMODLITWASUPLEMENTMEDYTACJETRYPTYKDARYSTROFYAFORYZMYMYŚLIRADOŚĆINSPIRACJE
PROCES IHSKONTEMPLACJEADORACJA NSADORACJA KRZYŻAADORACJA GPNMPFASCYNUJĄCYJAKBY W ZWIERCIADLE
GUADALUPENAJUMARTA ROBINZEITUNNIEZNISZCZALNIWOLNI OSTATECZNIE
WARTO PRZECZYTAĆ, POSŁUCHAĆ, OBEJRZEĆFILMOTEKA IFILMOTEKA IIVIDEOTEKAFOTOKSIĄŻECZKA
TIMETE DEUMSZKOŁA PIĘKNEJ MODLITWYTAJEMNICA MSZY ŚWIĘTEJEUCHARYSTIA PRZEDSMAKIEM NIEBATAK NAM DOPOMÓŻ BÓG
SYNKRETOLOGIZMY NIEPORADNIK INTELEKTUALNO-DUCHOWY PROKLAMACJA «LuxDei.StudiumSacrum»


U nas, tj. na LuxDei.pl pliki cookies wykorzystywane są jedynie w celu tworzenia statystyk związanych z liczbą odwiedzin niniejszej witryny.
Odwiedzając nas akceptujesz ten fakt. Tutaj znajdziesz więcej informacji na temat cookies.
© 2007-17 Created & developed by J@cek Lewicki (under the inspiration of the Holy Spirit)

A.D. MMXVII