e 
_PEWNA STRONA INTERNETU_

Jesteś tutaj: Profanum I Refleksje inspirowane (wstęp) O powołaniu do bezgrzeszności


O powołaniu do bezgrzeszności

Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca — Jezusa Chrystusa sprawiedliwego.
On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata.
BT, 1 Jn 2:1-2
Biblia Tysiąclecia
"Wydaje się nam niekiedy, że grzech to tylko obraza Pana Boga. Tymczasem jest to tylko jeden aspekt grzechu. Drugi — to zranienie samego siebie. Grzechy nawet po spowiedzi pozostawiają w nas pewien ślad; coś się w nas odkłada, pozostaje duchowy paraliż, który polega na tym, że nie jesteśmy w stanie wykonać ruchu ku dobru".
Tomasz Kwiecień OP
Tomasz Kwiecień OP
"Mój synu, ty pewnie myślisz, że grzech to przekroczenie Prawa. Nie. Grzech to gwałt, zdrada zadana Miłości".
Św. Ojciec Pio
Św. Ojciec Pio (1887-1968)

Wydaje się, że dzisiaj zapomnieliśmy o powołaniu do bezgrzeszności, pojętej jako życie bez grzechu zrywającego naszą więź z Chrystusem. W tym sensie bezgrzeszność nie oznacza jakiejś wyimaginowanej doskonałości moralnej, ale trwanie — pomimo własnej słabości — w łasce, dzięki której jesteśmy przybranymi synami Boga Ojca. Pierwsi chrześcijanie traktowali to powołanie do życia w Bogu bardzo poważnie. Stąd znajdujemy w Nowym Testamencie tak mocne wypowiedzi jak ta z Listu do Hebrajczyków: „Niemożliwe jest bowiem tych — którzy raz zostali oświeceni, a nawet zakosztowali daru niebieskiego i stali się uczestnikami Ducha Świętego [...], a jednak odpadli — odnowić ku nawróceniu” (6,6). Tekstu tego nie należy oczywiście interpretować jako wskazania niemożliwości odpuszczenia grzechów, ale jako podkreślenie krańcowych konsekwencji grzechu, a szczególnie odejścia od wiary. Zauważmy jednak, iż w tej perspektywie sakramentalna pokuta i pojednanie nie są jakąś prostą procedurą, która w stosunkowo bezbolesny sposób pozwala zaradzić grzechowi w myśl zasady: »Zgrzeszyłeś? Co za problem?! Wyspowiadasz się i po krzyku«.
Czy zatem nosimy w sobie wiarę w moc Boga, który chce i może zachować człowieka w stanie nazywanym łaską uświęcającą? Czy nie jest tak, że zamiast ulegać Bożemu działaniu w nas i świadczyć o Jego skuteczności, wyznajemy — w gruncie rzeczy zdroworozsądkową — teorię o nieusuwalnej nędzy człowieka, który im częściej biegnie do kratek konfesjonału tym lepiej? Tymczasem Dobra Nowina nie polega na wezwaniu: »Idź i wróć jak najszybciej, aby znowu wyznać grzechy!«, ale na słowie-obietnicy: »Idź i nie grzesz więcej!« Przy czym nie chodzi tu o zachętę do nadzwyczajnego wysiłku, ale o wskazanie na moc płynącą z wiary: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, to nic nie będzie dla was niemożliwe (por. Mt 17,20). Wezwanie do bezgrzeszności nie jest więc jakimś nadludzkim moralizmem, ale obietnicą, że Bóg może nas ustrzec od grzechu. Bez wiary w tę obietnicę nie miałyby sensu słowa wypowiadane w każdej Mszy świętej: „Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu, pełni nadziei oczekiwali przyjścia naszego Zbawiciela”.
Czy współcześni chrześcijanie rozumieją i wcielają w życie Chrystusowe: »Idź i nie grzesz więcej!«? A może raczej zdają się myśleć: »Nigdy od grzechu wolny nie będę, a zatem powinienem spowiadać się jak najczęściej!« Sobór Laterański IV (1215 r.) wprowadził obowiązek dorocznej spowiedzi. Sobór Trydencki potwierdził tę praktykę. Trzeba jednak zauważyć, że istnieje tu pewna rozbieżność wypowiedzi. Otóż Lateran IV postanowił, że „wszyscy wierni obojga płci, doszedłszy do używania rozumu, powinni osobiście przynajmniej raz w roku wiernie wyznać wszystkie swoje grzechy własnemu kapłanowi”. Trydent stwierdza jednak, iż Jezus Chrystus „pozostawił po sobie zastępców kapłanów [...] jako zwierzchników i sędziów, którym mają być przedstawione wszystkie grzechy ciężkie [...]. Powszednie zaś grzechy, które nas nie pozbawiają łaski Bożej i w której częściej upadamy, można przemilczeć bez winy i odpokutować innymi środkami”. Wyniki dyskusji dotyczącej powyższej rozbieżności J. Delumeau streszcza następująco: „nakaz dorocznej spowiedzi odnosi się w ścisłym sensie jedynie do grzechów śmiertelnych, ale tak czy owak lepiej stanąć przed księdzem przynajmniej raz w roku, z obawy przed wywołaniem skandalu i żeby oświadczyć, iż nie mamy na sumieniu żadnego grzechu śmiertelnego”.
W obowiązującym Kodeksie Prawa Kanonicznego czytamy natomiast: „Każdy wierny, po osiągnięciu wieku rozeznania, obowiązany jest przynajmniej raz w roku wyznać wiernie wszystkie swoje grzechy ciężkie” (kan. 989). Sformułowanie to przytacza najnowszy Katechizm Kościoła Katolickiego (nr 1457). Wynika z tego, że obowiązek spowiedzi w sensie ścisłym dotyczy grzechów ciężkich. Czy można więc wyobrazić sobie dobrego chrześcijanina, który przez lata nie przystępuje do sakramentu pokuty?

Dotykając tych kwestii powinniśmy unikać mieszania problemu „grzeszności” i/lub „bezgrzeszności” człowieka z tym, co moglibyśmy nazwać jego rozwojem wewnętrznym. Inaczej bowiem Spowiedź świętą traktują ludzie, którzy przechodzą od jednego grzechu śmiertelnego do drugiego grzechu śmiertelnego, a inaczej ludzie, którzy „usilnie postępują w oczyszczaniu się ze swoich grzechów [...] i wznoszą się od dobrego do lepszego”, chyba, że założymy, że ci już spowiedzi nie potrzebują, bo nie grzeszą ciężko — tylko czy mamy do tego prawo? W tym miejscu należy postawić sobie fundamentalne dla niniejszych rozważań pytanie: co to jest sakrament i czy jego potrzeba ustaje wraz z wewnętrznym przeorientowaniem życia chrześcijanina?
Uwalniając nasze umysły od „scholastycznych” wyobrażeń spróbujmy spojrzeć na problem powołania do bezgrzeszności niejako „z lotu ptaka”, aby móc w ten sposób ogarnąć całą jego bogatą strukturę.
Sakrament, jest to znak widzialny, który z ustanowienia Chrystusa Pana daje nam łaskę Bożą. I to właśnie jest główną „funkcją” sakramentu w ogólności: bycie „nośnikiem” łaski Bożej.
Współczesnemu katolikowi, słyszącemu nawoływanie do jak najczęstszej spowiedzi, trudno jest zapewne zrozumieć sens stosowanej w Kościele pierwotnym jednorazowej pokuty publicznej, która w dodatku rozumiana była jako coś, czego dojrzały chrześcijanin powinien uniknąć. Ktoś mógłby zapytać: Czy chrześcijanie pierwszych wieków byli aż tak naiwni, by wierzyć w możliwość życia bez grzechu? Wolność w Bogu i mocą Boga Powtórzmy więc raz jeszcze: Wiara w możliwość bycia wolnym od grzechu nie opiera się na zaufaniu w moc człowieka, ale poznaniu wielkości łaski, jaką Bóg pragnie obdarzyć człowieka. Ponadto stan, który nazywamy bezgrzesznością, nie oznacza wyidealizowanej doskonałości, gdzie nie ma miejsca na najmniejsze słabości. Chodzi o wolność od grzechu pojmowanego w pełnym sensie tego słowa. Tego rodzaju grzech, zwany grzechem ciężkim lub śmiertelnym, niszczy wspólnotę człowieka z Bogiem. Polega on na wolnej, egzystencjalnej i radykalnej decyzji przeciwstawienia się woli Bożej; zakłada pełną i jasną wiedzę, wolność i ciężką materię. W sensie ścisłym tylko ten, kto popełnił taki grzech, ma obowiązek przystąpienia do sakramentu pojednania. Inne grzechy, które nazywamy powszednimi, mogą zostać zgładzone poprzez osobistą modlitwę, odmówienie aktu pokutnego, przyjęcie Komunii świętej itp. W przypadku grzechów powszednich, które nie niszczą więzi z Bogiem i ze wspólnotą Kościoła, trudno nawet mówić o pojednaniu. Kto z kim miałby się bowiem jednać, skoro jedność nie została zerwana? I jaki to wszystko ma związek ze spowiedzią? Otóż taki, że jest ona przede wszystkim sakramentem, czyli środkiem do wzrostu łaski. Dlaczego więc pozbawiać się go tylko z powodu braku grzechów ciężkich? Może warto się spowiadać właśnie dla pomnożenia działającej w nas łaski Bożej? Sakrament miłosierdzia jest bowiem najpewniejszym oparciem: tam goją się wszelkie rany i wszelkie choroby znajdują lekarstwo. Ponieważ jest on nie tylko sądem, w czasie którego zostają przebaczone winy, lecz także lekarstwem dla duszy. Poza tym każda Spowiedź św. zakłada postanowienie poprawy oraz pewne ukierunkowanie na przyszłość, z racji czego jest łożyskiem kierownictwa duchowego. A Duch, to nie logika (jeśli już, to bardzo odległa od jej ludzkiego stereotypu). Zatem potrzeba ogromnej pokory i wrażliwości, aby nie ulec diabelskiej pokusie uwikłania się w szczegóły.
Nasuwają się jednak pytania: Jakie grzechy należy uważać za grzechy ciężkie? Kiedy człowiek popełnia grzech ciężki? Katechizm Kościoła Katolickiego mówi, m.in., że grzechem ciężkim, czyli „śmiertelnym jest ten, który dotyczy materii poważnej i który nadto został popełniony z pełną świadomością i całkowitą zgodą” (nr 1857).
W innym miejscu czytamy: „Grzech śmiertelny wymaga pełnego poznania i całkowitej zgody. Zakłada wiedzę o grzesznym charakterze czynu, o jego sprzeczności z prawem Bożym. Zakłada także zgodę na tyle dobrowolną, by stanowił on wybór osobisty. Niewiedza zawiniona i zatwardziałość serca nie pomniejszają, lecz zwiększają dobrowolny charakter grzechu” (KKK 1859). „Grzech śmiertelny jest — podobnie jak miłość — radykalną możliwością wolności ludzkiej. Pociąga on za sobą utratę miłości i pozbawienie łaski uświęcającej, to znaczy stanu łaski” (KKK 1861).

Czy można więc wyobrazić sobie osobę, która nie dokonała żadnego złego czynu dotyczącego tzw. materii ciężkiej, a pomimo to żyje przez długie lata w stanie radykalnego zamknięcia się na nadzieję i miłość, niszcząc w sobie w ten sposób działanie Bożej łaski?
I tu zaczynają się teoretyczne i praktyczne problemy. Dzisiaj jest bowiem tak, iż niektórzy — wskazując na psychologiczne i socjologiczne uwarunkowania ludzkiego działania — twierdzą, że bardzo trudno jest popełnić grzech ciężki, inni natomiast, przeciwnie, skłonni są go widzieć prawie wszędzie. Okazuje się, że odpowiedź na pytanie, czy w danym przypadku mamy do czynienia z grzechem ciężkim, czy jedynie powszednim, nie jest prosta. Trudność takiego rozróżnienia skłania — zdaniem K. Rahnera — do tego, by zwracać się do Kościoła o sakramentalne słowo przebaczenia, nawet jeśli ma się do wyznania tylko grzechy lekkie. Nasuwa się jednak pytanie, czy rzeczywiście niemożliwość uzyskania bezwzględnej pewności, co do stanu, w którym się znajdujemy, powinna prowadzić do częstej spowiedzi „na wszelki wypadek”? Kościół poucza nas, że „łaska, należąc do porządku nadprzyrodzonego, wymyka się naszemu doświadczeniu i może być poznana jedynie przez wiarę. Tak więc nie możemy opierać się na naszych odczuciach czy naszych uczynkach, by na ich podstawie wnioskować, że jesteśmy usprawiedliwieni i zbawieni” (KKK 2005). Nikt nie jest obiektywnym sędzią we własnej sprawie. Tym bardziej powyższa prawda nie powinna w nas budzić lęku, który staramy się stłumić poprzez powtarzanie magicznie traktowanych obrzędów (a takimi, niestety, mogą stać się sakramenty, w tym spowiedź), ale winna budzić w nas postawę ufności i bojaźni Bożej. Nikt zatem nie może twierdzić z zadufaną pewnością, że znajduje się w łasce uświęcającej, ale skoro sumienie nie wyrzuca nam w sposób oczywisty żadnego grzechu ciężkiego, to nie musimy poddawać się sakramentalnej pokucie. Świadomi jednak swojej słabości nieustannie zawierzajmy siebie i bliźnich Bożemu miłosierdziu, rozważając dobrodziejstwa Boga w swoim życiu, a On zachowa nas w stanie łaski, która ma wymiar uświęcający.
Droga do wolności Cóż zatem wynika z powyższych rozważań? Nie chodzi w nich oczywiście o przekreślanie praktyki tzw. spowiedzi z pobożności (lub jak kto woli terapeutycznej). Bo choć „wyznawanie codziennych win (grzechów powszednich) nie jest ściśle konieczne, niemniej jest przez Kościół gorąco zalecane” (KKK 1458). Ukochanie częstej spowiedzi jest jasnym znakiem wewnętrznej delikatności i miłości do Boga. Jej brak lub lekceważenie mogą wskazywać natomiast na zanik wewnętrznej delikatności i bardzo często na prawdziwe otępienie w dziedzinie rzeczy nadprzyrodzonych. Częsta spowiedź zobowiązuje nas do zaangażowanej walki ze świadomie popełnionymi grzechami lekkimi. Takie powinno być nasze zachowanie się i niezłomna wola, jeśli dostępujemy łaski częstego spowiadania się. Z drugiej strony jest oczywiste, że częsta spowiedź okaże się dobra i pożyteczna właśnie wtedy, kiedy coraz bardziej będziemy ufali, że poradzimy sobie nawet z grzechem lekkim. Wysiłek i szlachetne zaangażowanie w przezwyciężanie świadomie popełnianych grzechów lekkich (w tym wszelkiego rodzaju niewierności) jest barometrem, dzięki któremu możemy sprawdzić, jak dalece, z jaką powagą i jakimi wynikami praktykujemy częstą spowiedź. Częstotliwość spowiedzi zdeterminowana jest osobistymi potrzebami naszej duszy. Jeśli ktoś (np. osoba konsekrowana) jest szczególnie zobowiązany we wszystkim wypełniać wolę Boga, poleca mu się spowiedź tygodniową, albo przynajmniej co piętnaście dni. W przypadku sumienia skrupulanckiego, warto zwiększyć przedział czasowy miedzy kolejnymi spowiedziami. Gdyby zaś miały miejsce ciężkie upadki czy błędy, trzeba od razu iść do Sakramentu Życia.
Snując refleksję o powołaniu do bezgrzeszności warto uświadomić sobie skalę ewolucji jaką pod działaniem Ducha Świętego przeszedł sakrament pokuty na przestrzeni wieków, ustrzeże nas od pewnych niebezpieczeństw związanych ze współczesną formą spowiedzi, w tym ze spowiedzią wyłącznie z pobożności, a także przyczyni się do głębszego podjęcia odnowy, do której wezwał nas Sobór Watykański II. Bóg bowiem nie jest zimną abstrakcją, On jest Bogiem z „krwi i kości”, Zmartwychwstałym, który każe Tomaszowi włożyć rękę do Jego boku. Być może Bóg jest bardziej „zmysłowy” niż możemy sobie to wyobrazić. Jeżeli wierzymy w „jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”, to wierzymy również w sakramenty, a poprzez nie w obecność Chrystusa, która dla nas „ludzi w ciele” jest realna poprzez owe obrzędy sakramentalne przygotowujące nas Jego łaską do życia w innym wymiarze.
Ponadto nie sposób pominąć relacji, jaka występuje między sakramentem pojednania i Eucharystią. Dzięki temu można podjąć polemikę z zasadą pokutującą w naszym społeczeństwie: »przed komunią obowiązkowa spowiedź«. Wielu ludzi sądzi, że Komunia święta jest swoistą nagrodą za moralną czystość, którą można osiągnąć właśnie dzięki sakramentalnej pokucie. Stąd nie brak katolików ograniczających się do dwóch spowiedzi w ciągu roku (adwentowej i wielkopostnej) oraz dwukrotnego przyjęcia Ciała Chrystusa. Warto zatem przypomnieć, że tylko ten nie powinien przyjmować Komunii świętej, kto ma świadomość popełnienia grzechu śmiertelnego. Grzechy powszednie nie tylko nie zamykają drogi do pełnego korzystania z Eucharystii, ale są gładzone przez pełne uczestnictwo we Mszy świętej.
Sam opis ustanowienia Eucharystii wskazuje na to, że właśnie w niej człowiek dostępuje przebaczenia win: „to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26,28). Zauważmy ponadto, że Nowe Przymierze stanowi wypełnienie, a nie zaprzeczenie Starego Przymierza. Dlatego też nie można zrozumieć sensu Eucharystii bez odwołania się do żydowskiej Paschy. Otóż świętowanie Paschy miało podwójne znaczenie: z jednej strony, potwierdzenie i pogłębienie wspólnoty (komunii) ludu z Bogiem, z drugiej zaś, wyzwolenie z grzechu, który zagraża tej wspólnocie. Tak samo też liturgia eucharystyczna będąca pamiątką Paschy Chrystusa oznacza i realizuje skutecznie wspólnotę ludu z Bogiem oraz przebaczenie grzechów. Można więc mówić o dwóch skutkach Eucharystii: negatywnym, czyli odpuszczeniu grzechów, oraz pozytywnym, czyli budowaniu Kościoła. Wynika z tego, że zarówno Eucharystia, jak i Spowiedź święta są sakramentami nawrócenia i pojednania chrześcijanina grzesznika. Nie znaczy to, że są one sakramentami pojednania w tej samej mierze. Pojednanie w sensie ścisłym, czyli po grzechu śmiertelnym, możliwe jest dzięki sakramentowi pokuty, a nie Eucharystii.
Spowiedź z pobożności byłaby więc to taka spowiedź, która nie jest konieczna do tego, by móc w pełni uczestniczyć we Mszy świętej. Grzesznik, który nie popełnił grzechu śmiertelnego, może, a nawet powinien przystąpić do Komunii świętej bez uprzedniej pokuty sakramentalnej. Co więcej, akt pokuty we Mszy świętej oraz pełne w niej uczestnictwo, odnawiają człowieka w nie mniejszym stopniu niż to się dzieje podczas spowiedzi. Inaczej jest w przypadku świadomości popełnienia grzechu śmiertelnego: tu konieczne jest pojednanie w sakramencie pokuty. Dlatego też wielu autorów podkreśla, iż "pojednanie chrześcijanina, który zgrzeszył ciężko", oraz tzw. "spowiedź z pobożności" to dwa różne wydarzenia. Jedynie w pierwszym przypadku można mówić o pojednaniu w sensie właściwym. W drugim zaś trzeba mieć świadomość, że istnieje inna niż spowiedź możliwość „pojednania”. Może się bowiem okazać, iż częste przystępowanie do spowiedzi z pobożności nie prowadzi, niestety, do egzystencjalnego nawrócenia, ale — wręcz przeciwnie — do traktowania sakramentu pokuty jako magicznego rytu otwierającego przystęp do Sacrum, podczas gdy życiowe postawy pozostają dalekie od ducha ewangelii. Magiczne zaś oraz instrumentalne traktowanie sakramentalnego rozgrzeszenia jest w gruncie rzeczy zaprzeczeniem istoty nawrócenia. Dlatego też wydaje się, że w niejednym przypadku lepiej jest skupić się na Eucharystii jako sakramencie przemiany mentalności i postaw niż na częstej spowiedzi.
Dzielmy się wiarą jak chlebem Trzeba zatem podkreślić, że sakrament pokuty nie może zastępować egzystencjalnego wysiłku nawrócenia podjętego w perspektywie wiary w darmo daną łaskę samego Boga. Z drugiej strony, samo przyjęcie Komunii świętej nie jest zwieńczeniem chrześcijańskiej drogi nawrócenia, ale powinno wpisywać się w proces umierania starego człowieka, aby mógł narodzić się nowy.
Dla mnie Chrystus jest samym Centrum i Sacrum, i wszystko zmierza do wypełnienia się w Nim. A skoro tak, to musi istnieć jakiś kres wszystkich wysiłków ludzkości, owo „objawienie się Synów Bożych”, na które całe stworzenie oczekuje „jęcząc i wzdychając w bólach rodzenia” (Rz 8, 22). Niektórzy jednak ludzie (jeszcze za życia doczesnego) uczestniczą w sposób szczególny w tym rodzeniu. Mam tutaj na myśli wszystkich mistrzów życia duchowego, którzy im dalej postępowali w swoim „doświadczeniu mistycznym”, tym bardziej podkreślali potrzebę spowiedzi, jako sakramentu, w którym Bóg nie tyle „odpuści im grzechy”, ale może raczej zniesie nieznośny (z duchowego punktu widzenia) dystans między Sobą, a nimi. Wystarczy, że zacytuję tutaj klasyka „mistyki nieskończoności” św. Wincentego Pallottiego. „O Boże mój! Choć jestem nieczystością samą, pełnym wszelkiego brudu, choć winien jestem każdego grzechu, choć ciążą na mnie mnogie winy, nie ograniczone co do liczby i złości, to jednak uważam, że obraziłbym nieskończone Twe miłosierdzie, gdybym nie przyjął, że Ty poprzez nieprzebrane zasługi Jezusa Chrystusa [...] raczysz spoglądać na mnie, jak gdybym był bez grzechu w pełni Twej nieskalaności. O czystości, o czystości, [...] Ty mnie całego niweczysz i całkiem jesteś we mnie tak, żem przekształcony cały w Ciebie”. Do tego dodać trzeba, że spowiadał się on czasem nawet dwa razy dziennie. Niepotrzebna dewiacja, czy może nadprzyrodzony środek do tego, aby jakoś znieść wielką udrękę, jaką było poczucie małości w obliczu Boga?

Człowiek już odrodzony w Chrzcie świętym, a nawet ten, który przeszedł metánoię (wewnętrzną przemianę) jest ciągle w stanie „natury po grzechu” i wręcz gotowości do popełnienia zła, a to sprawia, że nie jest on wolny od wszelkich „utrapień” tego stanu rzeczy. Świat, w którym żyjemy ciągle jeszcze tkwi we władaniu Oskarżyciela i każdy z nas musi nieustannie, do końca swoich dni, uwalniać się z jego mocy przez walkę i pokutę. Owa pokuta jest koniecznością, ze względu na jej wielką rolę w łagodzeniu skutków chwilowych porażek, jakie zawsze są możliwe. Pokuta sakramentalna jest więc swoistym wyrazem tego wewnętrznego „nastawienia” człowieka i niejako materialnym wyrażeniem rzeczywistości duchowej. Wszystko to — w jakiś sposób — ukazuje miejsce sakramentu pokuty w pogłębianiu więzi między Bogiem a człowiekiem oraz stawia nas w przestrzeni łaski, która dla grzeszników jest lub może być cudowną wonią bezgrzeszności. "Nie grzeszyć" bowiem nie oznacza: być "wytresowanym w cnocie" lub "stworzyć w sobie psychologiczne przyzwyczajenia odsuwające daleko grzech od moich myśli, postaw i czynów". Prawdziwie nie grzeszę wtedy, gdy trzymam swoją rękę w dłoni Boga, a wzrok mam  utkwiony w Chrystusa. Jeśli zdam się na siebie, zaufam samemu sobie, swemu (pożal się Boże) hartowi ducha, wtedy nie mogę czuć się bezpieczny, daleki od grzechu. Stąd rodzi się nakaz: „Bądźcie czujni”. Wszak nasz grzech czasami może być konsekwencją dopustu Bożego, zgodnie z Jego planem. Każdy bowiem grzeszy, a Pismo św. mówi, że sprawiedliwemu zdarza się to siedem razy dziennie. Istnieje jednak różnica między kimś, kto jest na drodze ku chrześcijaństwu, a kimś, kto idzie w odwrotnym kierunku.  Otóż: człowiek, któremu nie zależy na świętości, grzeszy i leży w grzechu, natomiast sprawiedliwy grzeszy siedem razy dziennie, lecz zaraz wstaje. I to jest bardzo ważne, bo akcentuje znaczenie pychy i pokory w życiu konkretnego człowieka. Fundament z pokory jest bardzo drogi Bogu. On tak kocha pokorę, że czasem nawet dopuszcza grzech na zbyt pewnego siebie "świętoszka". A jeśli, mimo to, widzi człowieka pysznego, niepoprawnego, wręcz zniewolonego pychą subtelną (jakby zawoalowaną), dopuszcza na niego tak zawstydzający grzech ciężki, żeby ów pyszałek nikogo nie śmiał osądzać i nie uważał się za lepszego od innych. Dlatego niech Twa łaska, Panie, chroni mnie przed moją małością i pozostanie dla mnie najpiękniejszą wonią bezgrzeszności. Na zawsze.

[mr]
27-28.03.2008 (uzupełnienie: 10-14.04.2008)

☙❤❧


Bibliografia

  • BT - Biblia Tysiąclecia, wydanie trzecie poprawione, Wydawnictwo PALLOTTINUM, Poznań - Warszawa 1980,
  • Tomasz Kwiecień OP, "Nie, czyli tak", List, 2004, nr 11.
☙❤❧


Źródła internetowe


Prawa autorskie
Prawa autorskie
LuxDei.pl

• GŁÓWNAMAPAe-KONTAKTe-KSIĘGADOWNLOADWWWMEANDRYOSOBLIWOŚCIZADUMASBM
REFLEKSJEZAMYŚLENIAMODLITWASUPLEMENTMEDYTACJETRYPTYKDARYSTROFYAFORYZMYMYŚLIRADOŚĆINSPIRACJE
PROCES IHSKONTEMPLACJEADORACJA NSADORACJA KRZYŻAADORACJA GPNMPFASCYNUJĄCYJAKBY W ZWIERCIADLE
GUADALUPENAJUMARTA ROBINZEITUNNIEZNISZCZALNIWOLNI OSTATECZNIE
WARTO PRZECZYTAĆ, POSŁUCHAĆ, OBEJRZEĆFILMOTEKA IFILMOTEKA IIVIDEOTEKAFOTOKSIĄŻECZKA
TIMETE DEUMSZKOŁA PIĘKNEJ MODLITWYTAJEMNICA MSZY ŚWIĘTEJEUCHARYSTIA PRZEDSMAKIEM NIEBATAK NAM DOPOMÓŻ BÓG
SYNKRETOLOGIZMY NIEPORADNIK INTELEKTUALNO-DUCHOWY PROKLAMACJA «LuxDei.StudiumSacrum»


U nas, tj. na LuxDei.pl pliki cookies wykorzystywane są jedynie w celu tworzenia statystyk związanych z liczbą odwiedzin niniejszej witryny.
Odwiedzając nas akceptujesz ten fakt. Tutaj znajdziesz więcej informacji na temat cookies.
© 2007-17 Created & developed by J@cek Lewicki (under the inspiration of the Holy Spirit)

A.D. MMXVII