e 
_PEWNA STRONA INTERNETU_

Jesteś tutaj: Profanum I Refleksje inspirowane (wstęp) O pokucie chrześcijańskiej


O pokucie chrześcijańskiej

"Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.
Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.
Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę.
Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie. Wy zatem tak się módlcie:
Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci imię Twoje! Niech przyjdzie królestwo Twoje; niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj; i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili; i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego!
Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień.
Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie".
BT, Mt 6:1-18
Biblia Tysiąclecia

Ludzie sądzą, że grzech jest sam w sobie czymś dobrym, ale niestety zakazanym. Pismo św. poucza nas, że Bóg dlatego zakazał pewnych rzeczy, bo one niszczą wewnętrznie człowieka, odczłowieczają go, zabierają szczęście, pokój, zatruwają naszą egzystencję trucizną, melancholią. Bóg tego braku miłosierdzia w stosunku do nas samych nie chce, dlatego zabronił grzechu. Każdy grzech jest także jakimś targnięciem się na życie społeczne, zawsze w jakiś sposób rani ludzi. Są grzechy, które w sposób widoczny psują życie wspólne: w rodzinach, w małżeństwach, w społeczeństwach, we wspólnotach zakonnych. Wszystkie, nawet najbardziej wewnętrzne, grzechy to robią. Nawet gdy grzeszę sam, ten grzech zmienia mnie wewnętrznie — niszczy, odbija się więc na relacjach z drugim człowiekiem — pogarsza je. Każdy zatem świadomy Chrześcijanin wie, że grzesząc, obraża Boga, zrywa z Nim więź i obciąża swoje sumienie. Jednak dzięki posłudze Kościoła, a także własnej woli odpokutowania wyrządzonego zła, może pojednać się z Bogiem i ludźmi.
„Koroną i szczytem” duszpasterstwa pokuty jest i pozostanie sakrament pojednania. Żaden z innych aktów nie jest równie znaczący, ani w sposób nadprzyrodzony skuteczniejszy, wznioślejszy, a równocześnie dostępniejszy w samym swym obrzędzie, jak sakrament pokuty. Chociaż w Kościele praktykowane są również inne formy pokutne, to żadna z nich nie dorównuje sakramentowi Spowiedzi świętej. Mimo to wszystkie posiadają dużą wartość z punktu widzenia rozwoju życia chrześcijańskiego. Dotyczy to zarówno form liturgicznych (np. wspólnotowego wyznania grzechów) jak i obrzędów nie związanych bezpośrednio z liturgią mszalną (m.in. nabożeństw: Drogi Krzyżowej lub Gorzkich Żali).
Sakramentu pokuty i pojednania nie należy zatem uważać za jedyną drogę prowadzącą do otrzymania przebaczenia grzechów, zwłaszcza gdy chodzi o grzechy powszednie. Z tych bowiem uwalnia nas pobożny udział w Eucharystii. Obok Spowiedzi św. istnieją liczne, pozasakramentalne, sposoby ich gładzenia. Jednak, aby okazały się skutecznymi, winny być ożywione wiarą, nadzieją i miłością, mają prowadzić do Eucharystii — ofiary naszego pojednania, złożonej przez Chrystusa raz na zawsze na odpuszczenie grzechów.
Obecnie dokumenty Kościoła zalecają zwłaszcza wspólnotowe celebracje słowa Bożego oraz celebracje pokutne, ale także wszelkiego rodzaju nabożeństwa przebłagalne, praktykowanie cnoty cierpliwości (por. 1P 4,13), współuczestnictwo w cierpieniach Chrystusa, spełnianie dzieł miłosierdzia i miłości, gdyż „miłość zakrywa wiele grzechów” (1P 4,8), codzienne nawracanie się według wskazań Ewangelii, połączone z wolą działania i postanowieniem porzucenia grzesznego sposobu życia. Jako środki prowadzące do otrzymania przebaczenia grzechów Katechizm Kościoła Katolickiego wymienia ponadto „wysiłki podejmowane w celu pojednania się z bliźnim, łzy pokuty, troskę o zbawienie bliźniego (por. Jk 5,20), wstawiennictwo świętych i praktykowanie miłości. Pokuta prowadząca do prawdziwego wewnętrznego nawrócenia dokonuje się również przez troskę o biednych, o sprawiedliwość i praworządność, unikanie własnych błędów, braterskie upomnienie, rachunek sumienia, kierownictwo duchowe, przyjęcie i cierpliwe znoszenie prześladowań” (KKK 1434-5). Drogami wiodącymi do pojednania z Bogiem i braćmi są według papieża Jana Pawła II także: pokonywanie egoizmu, znoszenie niesprawiedliwości i dominacji nad drugim człowiekiem, znoszenie wyzysku innych, pokonywanie grzesznego przywiązania do dóbr materialnych, zwycięstwo nad niepohamowaną przyjemnością.

Przyjmijcie Boże błogosławieństwo... W refleksji nad pokutnym charakterem życia chrześcijańskiego warto podkreślić myśl zawartą przez Papieża Pawła VI w Konstytucji apostolskiej „Paenitemini” z 17 lutego 1966 roku, w której pisze, że nie należy dążyć do wyszukanych form pokuty, gdyż już samo życie codzienne chrześcijanina może być formą pokuty przejawiającej się w wytrwałym spełnianiu obowiązków swego wieku, stanu, powołania i na cierpliwym znoszeniu utrapień w życiu każdego dnia. Pokutne znaczenie mogą mieć także choroba, ból, cierpienie, niedostatek, bieda, jeśli znoszone są z poddaniem się woli Bożej i połączone z intencją wynagrodzenia za własne lub innych grzechy. Nie oznacza to oczywiście biernego poddania się tym cierpieniom, ani nie zwalnia innych do niesienia pomocy ludziom znajdującym się w takich sytuacjach.
Każdy chrześcijanin, podejmując różne formy pokuty zewnętrznej, nie może zapominać o istotnym znaczeniu pokuty wewnętrznej. To, co jest najbardziej istotne w chrześcijańskim rozumieniu pokuty, zawiera się w greckim słowie „metánoia”. Oznacza ono wewnętrzną zmianę całego człowieka. Dzięki tej odmianie człowiek zaczyna właściwie myśleć, sądzić i układać swe życie, przeniknięty tą świętością i miłością Boga, które w Jego Synu zostały nam na nowo objawione oraz w pełni udzielone. W tym sensie nawrócenie obejmuje cztery etapy:

  • poznanie i zrozumienie popełnionego zła,
  • żal i skruchę z powodu grzechów,
  • postanowienie czynienia dobra,
  • ekspiację za popełnione grzechy.

Tę samą myśl wyraża Katechizm Kościoła Katolickiego mówiąc o pokucie wewnętrznej jako warunku owocnego przyjmowania sakramentu pokuty i pojednania: „Pokuta wewnętrzna jest radykalną przemianą całego życia, powrotem, nawróceniem się do Boga całym sercem, zerwaniem z grzechem, odwróceniem się od zła z odrazą do popełnionych przez nas złych czynów. Pokuta wewnętrzna zawiera równocześnie pragnienie i postanowienie zmiany życia oraz nadzieję na miłosierdzie Boże i ufność w pomoc Jego łaski. Temu nawróceniu serca towarzyszy zbawienny ból i smutek, który Ojcowie Kościoła nazywali smutkiem duszy i skruchą serca” (KKK 1431).

Cisza sprzyja refleksji, medytacji i ... nawróceniu Pokuta, która obejmuje myśli i serce człowieka, powinna następnie przejawiać się na zewnątrz w sposób właściwy do warunków danego czasu. Papież Paweł VI wskazał na konieczność „cielesnego umartwienia”, które nie oznacza potępienia i pogardy ciała, ponieważ kiedyś przyjął je nawet Syn Boży. Oznacza ono wyzwolenie człowieka z kajdan nieuporządkowanej pożądliwości (por. Rz 7,23), aby przez post ciała otrzymał on duchową moc, o której mówi prefacja: „przez post ciała uśmierzasz wady, podnosisz ducha, udzielasz cnoty i nagrody”. Dlatego Kościół zachęca wszystkich wiernych, aby oprócz niewygód i nieszczęść, jakie przynosi życie codzienne, odpowiedzieli również na Boże przykazanie pokuty przez określone czyny cielesnego umartwienia. Katechizm Kościoła Katolickiego, odwołując się do Pisma świętego i nauczania Ojców Kościoła, także dużą wagę przywiązuje do tych trzech tradycyjnych form pokuty, jakimi są post, modlitwa i jałmużna. Praktyki te powinny towarzyszyć wiernym przez cały rok, ale mają specjalne znaczenie w piątki całego roku i w okresie Wielkiego Postu. Wielki Post jest bowiem czasem szczególnie odpowiednim dla „ćwiczeń duchowych, liturgii pokutnej, pielgrzymek o charakterze pokutnym, dobrowolnych wyrzeczeń, jak post i jałmużna, braterskiego dzielenia się z innymi” (KKK 1438). Podejmowanie codziennych praktyk pokutnych jest zwyczajną formą zadośćuczynienia za grzechy. Natomiast post wyraża nawrócenie do siebie samego, modlitwa — nawrócenie do Boga, a jałmużna — otwarcie się i zwrócenie do innych ludzi (por. KKK 1434; 1969).

Modlitwa zawsze jest znakiem wiary i miłości do Boga Stwórcy i Zbawiciela. Wyrażać się może w niej Jego uwielbienie, dziękczynienie za otrzymane dobrodziejstwa, prośba o Jego błogosławieństwo i przebłaganie za popełnione grzechy. Ta ostatnia forma modlitwy ma ścisły związek z poznaniem Bożego miłosierdzia i poczuciem winy za popełnione grzechy. Wtedy rodzi się w sercu grzesznika pragnienie i potrzeba pojednania z Bogiem. Modlitwa prośby grzesznika jest już powrotem do Boga, gdyż uznaje on, że Bóg jest jego Stwórcą i Panem (por. KKK 2629). Z kolei prośba o przebaczenie jest pierwszym dążeniem modlitwy błagalnej (por. KKK 2631). Poznając z Pisma świętego ogrom Bożego miłosierdzia i doświadczając go we własnym życiu, człowiek wierzący kieruje z kolei do Boga modlitwę dziękczynienia za otrzymany dar łaski i uwielbia Go za okazane mu przebaczenie grzechów.

Modlitwa o odpuszczenie grzechów winna być złączona z postem i jałmużną. Kościół był i jest przeciw jedynie zewnętrznemu stosowaniu postu jako pokuty na wzór postępowania faryzejskiego. Już św. Augustyn ostrzegał swych wiernych przed tego rodzaju postami, nauczając, że posty chrześcijańskie należy więcej odnieść do sfery duchowej, niż cielesnej. Przede wszystkim więc należy powstrzymywać się od grzechów, aby nasze posty nie zostały potępione przez Chrystusa, jak to się stało z postami żydowskimi. „Posty żydowskie” stały się synonimem postów cielesnych, obejmujących tylko sferę somatyczną człowieka. Św. Augustyn określił jako „nieużyteczny i próżny” ten post, który skłania nas tylko do odmówienia pożywienia brzuchowi, nie uwzględnia zaś potrzeby „usunięcia zła i nieprawości z naszego i serca, i umysłu”. Podobnie według św. Jana Chryzostoma zawężenie postu wyłącznie do sfery fizycznej jest jego największą dewaluacją, gdyż „istotna wartość postu nie zasadza się na abstynencji od pokarmów, lecz na odstąpieniu od grzechów. Kto by zatem zawężał posty do samej tylko wstrzemięźliwości od pokarmów, ten zarazem najbardziej by je deformował”. Nie należy więc skupiać całej uwagi na formie zewnętrznej postów, lecz na ich wartości wewnętrznej. „Z dobrymi zaś i świętymi postami nic tak zbawiennie nie idzie w parze jak uczynki miłosierdzia [...] Kto współczuje z serca jakiejkolwiek nędzy, cnotą życzliwości i dobrem pokoju uszczęśliwi siebie [...] Szeroki jest zakres uczynków miłosiernych”. Św. Leon Wielki pisze również, że „nie na samym ograniczeniu pokarmów polega istota naszych postów. Na nic się zda głodzenie ciała, jeżeli duch nie wyrzeknie się wszelkiej nieprawości i niepohamowany język nie zaprzestanie oszczerstw”. Według niego sam post bez jałmużny wprawdzie „karci ciało, lecz nie oczyszcza duszy”. Podobnie pisze św. Augustyn: „post bez miłosierdzia nic nie znaczy”. Według św. Cezarego z Arles „post bez jałmużny, to tyle co lampa bez oliwy”.
Ojcowie Kościoła mówią o poście „miłym i doskonałym w oczach Bożych”, który obejmuje trzy elementy:

  • wstrzemięźliwość od zła (w myśli, mowie i uczynkach),
  • wstrzemięźliwość od pokarmów i napojów,
  • dobre uczynki.

Św. Jan Chryzostom pisze: „Pościsz? Udowodnij to czynami. Zapytasz jakimi? Gdy ujrzysz biednego — ulituj się nad nim; spotkasz nieprzyjaciela — pojednaj się z nim; zobaczysz przyjaciela, który coś dobrego czyni — nie zazdrość mu; spotkasz piękną niewiastę — nie zatrzymuj się. Niech nie pości tylko podniebienie, lecz także oko, ucho, nogi, ręce i wszystkie członki naszego ciała”. Chrześcijański post jest zatem postawą wstrzemięźliwości całego człowieka, obejmuje jego sferę fizyczną i duchową. Nie można, jak to czyni się obecnie, sprowadzać postu jedynie do kategorii fizycznych i traktować jako powstrzymanie się od pokarmów mięsnych lub ograniczenie ich przyjmowania. Ma on objąć całego człowieka i dotyczyć jego życia we wszystkich wymiarach: indywidualnym, rodzinnym i społecznym. Według papieża Jana Pawła II post może być praktykowany „w sposób dawny i nowy, jako znak nawrócenia, skruchy i osobistego umartwienia, jednocześnie w łączności z Chrystusem Ukrzyżowanym i w solidarności z głodującymi i cierpiącymi”. Współczesną formą postu mogą być przykładowo: ograniczenie oglądania telewizji (post dla oczu), słuchania radia czy muzyki, zwłaszcza typowo rozrywkowej (post dla uszu), rezygnacja lub ograniczenie korzystania z używek — kawa, alkohol, słodycze itp.

W refleksji nad teologicznym znaczeniem celebracji pokutnych zwykle stawia się trzy pytania:

  • czy przez uczestnictwo w celebracjach pokutnych wierni uzyskują odpuszczenie tylko grzechów lekkich?
  • jaka relacja zachodzi między celebracjami pokutnymi a spowiedzią indywidualną?
  • czy celebracje pokutne są sakramentalną formą pokuty, a więc czy są sakramentem?

Podkreśla się również społeczny wymiar pokuty chrześcijańskiej z zaznaczeniem, że nie jest to alternatywna i/lub zastępcza forma spowiedzi indywidualnej. Duże znaczenie przypisuje się bowiem psychologicznemu aspektowi tej formy celebracji pokuty, uznając tym samym doniosłość jej roli w kształtowaniu ducha pokuty, tak poszczególnych wiernych jak i konkretnej wspólnoty. Poza tym celebracje pokutne wyraźnie różnią się od sakramentu pokuty. W nich przed Bogiem staje nie pojedynczy grzesznik, lecz wspólnota, która publicznie uznaje swoje grzechy i we wspólnej modlitwie zanosi do Boga prośby o ich przebaczenie. Jest to zatem odmienna forma pokuty chrześcijańskiej, lecz o ustalonej strukturze, która bazuje na schemacie celebracji słowa Bożego połączonej z rachunkiem sumienia, wspólną modlitwą i podejmowaniem zobowiązań czynów pokutnych (np. postu rozumianego j.w.). Warto więc uświadomić sobie, że podczas celebracji pokutnych nie może być mowy o sakramentalnym rozgrzeszeniu, ponieważ ich celem jest jedynie pomoc w obudzeniu doskonałego żalu za grzechy płynącego z miłości. To właśnie dzięki owemu żalowi wierni w połączeniu z pragnieniem sakramentalnej pokuty mogą odzyskać łaskę Bożą. Kościół naucza bowiem, że żal doskonały odpuszcza grzechy. Może się to dokonać także podczas celebracji pokutnych, lecz potem grzechy (zwłaszcza ciężkie) powinny być wyznane w spowiedzi indywidualnej. Spowiedź indywidualna gwarantuje odpuszczenie grzechów, nawet wtedy, gdy żal za grzechy nie jest doskonały. Wówczas sakrament niejako uzupełnia deficyt osobistej skruchy. Celebracje pokutne należy zatem traktować jako te, które nie zastępują sakramentu pokuty, lecz go poprzedzają i intensyfikują, pozostając pozasakramentalną formą pokuty. Ponadto pełnią one ważną rolę wychowawczą ukazując prawdę o grzechu człowieka, nieskończonym miłosierdziu Boga i odkupieniu dokonanym przez misterium paschalne Chrystusa. Dlatego Chrześcijanie nie powinni unikać pozasakramentalnych form pokuty, które zawsze jednak powinny prowadzić do sakramentu pokuty i pojednania.

Snując refleksję o pokucie chrześcijańskiej nie sposób nie wspomnieć o obawach towarzyszących nam przed spowiedzią indywidualną. Jeżeli przez długi czas, bez względu na przyczyny, nie przystępowaliśmy do tego sakramentu, to sama myśl o podejściu do konfesjonału rodzi lęk. Dlatego warto z owym problemem zmierzyć się racjonalnie, analizując najpierw to, czego tak naprawdę się boimy. Trzeba odróżnić lęk przed księdzem od lęku i upokorzenia, który wywołuje własny grzech. Najczęściej nie boimy się spowiednika, ale obawiamy się raczej dotykać swoich ran i grzechów w jego obecności. Boimy się też upokorzenia. Kiedy żyjemy w takiej lękowej sytuacji wobec spowiedzi, wówczas nie warto rozwiązywać problemu „siłowo”. Byłoby wtedy dobrze znaleźć spowiednika, o którym wiemy, że okaże się człowiekiem delikatnym, roztropnym i będzie miał dla nas czas. Jest bardzo dużo księży, którzy są wytrawnymi spowiednikami gotowymi poświęcić nam tyle czasu, ile potrzebujemy. Jan Paweł II wielokrotnie przypominał, iż każdy ma prawo spowiadać się także poza konfesjonałem. Jest on proponowany przez Kościół jako tradycyjne miejsce spowiedzi. Ale w sytuacjach nadzwyczajnych możemy prosić o spowiedź w innym miejscu, w którym łatwiej nam będzie przedstawić spowiednikowi sytuację swojej duszy. Sakrament pojednania ma służyć temu, abyśmy nie bali się Boga. Zauważmy, jak często Pan Jezus mówi: „Nie lękajcie się”. Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek przestał się Go bać. Bliskość Boga w Jezusie Chrystusie jest zaproszeniem do wyzbywania się wszystkich lęków, także wobec spowiedników. Ostatecznie nie idziemy do spowiedzi dla księdza, ale ze względu na Boga. Wypowiadamy grzechy przed kapłanem, ale spowiadamy się przecież Bogu. Ksiądz w konfesjonale (lub poza nim) jest tylko marnym, „nieużytecznym sługą”, który ma ukazywać niezgłębione miłosierdzie Boże. Kapłan zawsze powinien być przejrzystym świadkiem dobroci, cierpliwości i hojności Boga. Powinien być miłosierny i wskazywać na nieskończone miłosierdzie Boże. Spowiedź jest dobra i ważna także wtedy, kiedy odchodzimy od konfesjonału z brakiem ludzkiej satysfakcji, ponieważ ksiądz okazał się człowiekiem mało wyrozumiałym i niezbyt serdecznym. Potrzebne jest tu wzajemne miłosierdzie i zrozumienie z obu stron.
Jedna drogocenna łza Odmiennym, bo wymykającym się racjonalnej analizie, problemem jest kwestia skruchy lub, jak kto woli, żalu za grzechy. Żal za grzechy jest bowiem doświadczeniem złożonym, dynamicznym. Mówiąc: „Nie czuję żalu”, opisujemy własne emocje. Żal za grzechy jednak jest przede wszystkim aktem wiary, a nie doświadczeniem uczuciowym. Dlatego możemy wzbudzić w sobie żal także wtedy, gdy nasza sfera uczuciowa ma upodobanie w grzechu i gdy tkwimy w rodzącej grzechy namiętności. To wiara mówi nam, że Bogu nie podoba się to, w czym ma jeszcze upodobanie nasza grzeszna natura. Człowiek przywiązany do grzechu nie odczuwa emocjonalnego żalu. Ale i w tej sytuacji dzięki rozumowi oświeconemu wiarą możemy stwierdzić, że każdy grzech jest złem. Tak mówią nam Boże przykazania, Ewangelia, Kościół. Człowiek może uznać i wyznać zło grzechu, ponieważ ufa Bogu i Kościołowi. Dobrze jest w sakramencie pojednania wyznać przywiązanie do namiętności rodzącej fakty grzechu i zadeklarować pragnienie wyzwolenia się spod jej destrukcyjnego wpływu. Takie wyznanie pogłębia nasz żal. Jednak ani żalu, ani też samego grzechu nie jesteśmy w stanie pojąć rozumem, jeżeli nie zostanie on oświecony łaską. Zrozumienie prawd wiary jest ważne, przychodzi ono jednak jako owoc zaufania Bogu i Jego miłosierdziu. Bóg daje nam przykazania, ponieważ nas kocha. Mówi nam: „To jest dobre, a to jest złe”, bo tylko On wie, co jest dla nas pożyteczne, a co szkodliwe.
Żal za grzechy zawiera dwa ważne elementy. Po pierwsze, jest uznaniem zła i zniszczenia, które sprawia ono w nas samych, w bliźnich, a nawet — choć w innym znaczeniu — w Bogu. Po drugie, jest powierzeniem odkrytego i wyznanego zła miłosierdziu Boga. Żal jest doświadczeniem dynamicznym, bo wiąże się z przejściem skruszonego grzesznika z nizin grzechu do wyżyn miłosierdzia Bożego. Ważne jest, aby wzbudzając żal za grzechy nie koncentrować się wyłącznie na samym grzechu, ale widząc go i uznając jego zło, oderwać się od niego, by dostrzec miłosiernego Ojca, który przytula do swego Serca syna marnotrawnego. Psalmista mówi: „Głębia przyzywa głębię hukiem Twych potoków” (Ps 42,8). Głębia grzechu (mówimy przecież o tajemnicy ludzkiej nieprawości) ma przywołać głębię dobroci i miłosierdzia Bożego. Dlatego też, przygotowując się do sakramentu pojednania, mamy nie tylko liczyć swoje grzechy, ale także dostrzegać dobroć Boga i Jego łaskę.

I tu wkraczamy w problematykę rachunku sumienia, który powinien być dobrym przygotowaniem do Spowiedzi św. Pytanie: „jak należy dokonać rachunku sumienia?” — nie jest ani retoryczne, ani banalne. Dlatego w mojej refleksji o pokucie chrześcijańskiej nie powinno zabraknąć tego ważnego wątka.
Możemy posłużyć się rachunkiem sumienia z naszej książeczki do nabożeństwa. Ważne jednak, aby była to książeczka dostosowana do wieku i sytuacji egzystencjalnej, w jakiej się znajdujemy. Książeczka od pierwszej Komunii świętej niech zostanie pomocą dla dzieci. Rachunek sumienia winien rosnąć razem z Chrześcijaninem. Trzeba w nim odwoływać się także do własnej intuicji moralnej i duchowej, czyli do własnego sumienia: „Co wyrzuca mi moje sumienie? W czym ono mnie upomina? W jakich sytuacjach byłem nieuczciwy?”. Często bowiem zdarzają się nam grzechy, które trudno jest ująć w jakieś określone przykazania i które nie są zapisane w książeczkach. Grzech i zło są zawsze tam, gdzie dochodzi do wykorzystania bliźniego, nadużycia jego dobroci, manipulacji jego wolnością.
Powierzchowność naszych rachunków sumienia wynika nieraz z tego, że robimy je pospiesznie. Rachunek sumienia domaga się czasu. Podobnie jak sama miłość, tak rozliczanie się z własnym sumieniem, będące wyrazem miłości do Boga, do bliźniego i do siebie samego, wymaga czasu. Jeżeli zamierzamy iść do spowiedzi, byłoby dobrze, abyśmy jeden lub nawet dwa dni wcześniej modlili się rano i wieczorem w tej intencji, prosząc Boga o światło dla poznania grzechu oraz odkrycia głębi miłosierdzia Bożego. Grzech nie zawsze daje się łatwo rozpoznać. On jakby ukrywa się w nas i dlatego do dobrego rachunku sumienia potrzebne jest nam światło łaski. Św. Ignacy Loyola zachęca, aby modlić się „o łaskę poznania grzechów”. Jeżeli człowiek ma małą wiarę, to zwykle sądzi, iż ma także małe grzechy. Jeżeli nie ma wiary, nie czuje się grzesznikiem. Ci, którzy nie liczą się z Bogiem, będą pytać, dlaczego określone czyny i postawy są grzechem, choć ludzie powszechnie je aprobują. To nie my ustalamy, co jest dobre, a co złe. Jeżeli nie widzimy naszych grzechów, nie musimy zbytnio się tym trapić. Powinniśmy raczej modlić o większą wiarę. Wraz z nią odkryjemy zło i brzydotę własnego grzechu. Największymi grzesznikami zawsze bywali wielcy święci. Wielka świętość, wielka miłość do Boga i ludzi sprawia, że człowiek postrzega każdy grzech, także ten najmniejszy, jako wielkie zło. Nie ma grzechów banalnych. Są tylko grzechy banalnie przeżywane.
Do banalnych na pewno nie należy problem odczuwania upokorzenia rozpatrywanego w kontekście rachunku sumienia i wyznania grzechów przed spowiednikiem. Jeżeli wielu ludzi odkłada spowiedź na czas nieokreślony, to właśnie dlatego, iż boi się upokorzenia. W spowiedzi należy odróżnić ukorzenie się przed Bogiem od poniżania się przed człowiekiem. Nie jest dobrze, kiedy, wyznając swoje grzechy, czujemy się upokorzeni lub poniżeni przed księdzem. Stawiamy sobie wówczas pytania: „Co ksiądz sobie pomyśli? Co mi powie? Jak mnie potraktuje?”. Jeżeli rodzą się w nas takie wątpliwości, możemy powiedzieć sobie w duchu: „Jeżeli ksiądz sobie źle pomyśli o mnie, to jest jego problem, a nie mój. Powinien dobrze o mnie myśleć, ponieważ chcę się szczerze wyspowiadać”. Idziemy do spowiedzi nie po to, żeby się upokarzać, ale by odzyskać poczucie wartości i godności. Ukorzenie się przed Bogiem nigdy nie jest poniżaniem siebie. Kiedy wyznajemy grzechy przed Ojcem, stajemy w duchu prawdy. Prawda nas wyzwala, ale prawda pełna: nie tylko ta o naszej kruchości moralnej, ale także ta o nieskończonej dobroci Boga, którą wyrażają słowa:  „Pan odpuszcza ci twój grzech, nie umrzesz”. Tu mamy coś bardzo dobrego i ważnego. Gdy Pan światłem swego słowa odsłoni ci twoje wnętrze, zobaczysz, jak głęboko w twoim sercu gnieździ się grzech; jak jest on przykryty pobożnością i pozorami, a może cię popchnąć do rzeczy, o których nawet nie myślisz, że możesz być zdolny. Gdy człowiek jest ślepy i tego nie widzi, wpada czasem w bardzo gruboskórny grzech, aby przejrzał. Gdy Bóg da ci to poznać swoim słowem i w twoim sercu zrodzi się aż wstręt do siebie samego, wówczas Pan swoim Duchem Świętym zaświadczy ci w twym sercu: tam, gdzie ty siebie nienawidzisz, On — Bóg kocha ciebie, podnosi, nie odpowiada na twoje zło jak człowiek odpowiada na zło drugiego, odwróceniem się, odrazą, sądzeniem. Nie! Bóg odpowiada miłością, a tego trzeba doświadczyć na sobie. Twoja historia pójdzie dalej. Nie umrzesz, bądź pewny. A skutki twego grzechu Bóg obróci w dobro. Gdy tego doświadczysz, wiedz, że Bóg zaczyna w tobie proces ku czemuś bardzo wielkiemu, autentycznemu, co zaprowadzi do wyleczenia cię z grzechu, do osiągnięcia prawdziwej świętości.
Przypomnijmy sobie piękny fragment Starego Testamentu, w którym Bóg ustami proroka Izajasza zwraca się do Izraela: „Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam — wyrocznia Pana — odkupicielem twoim — Święty Izraela. Oto Ja przemieniam cię w młockarskie sanie, nowe, o podwójnym rzędzie zębów: ty zmłócisz i wykruszysz góry, zmienisz pagórki w drobną sieczkę; ty je przewiejesz, a wicher je porwie i trąba powietrzna rozmiecie. Ty natomiast rozradujesz się w Panu, chlubić się będziesz w Świętym Izraela” (Iz 41,14–16). Prorok mówi, że Izrael jest tylko małym robaczkiem. Kiedy jednak ten nieborak przyjmie moc Boga, jego działanie stanie się podobne do potężnych maszyn, które kruszą góry. Poczucie własnej niemocy przed Bogiem i wyznanie przed Nim grzechów sprawia, iż stajemy się mocni i możemy zwyciężać nasze słabości, znosić różnorakie trudności życiowe, dźwigać krzyże, które spotykamy na drodze życia.
Problemem często bywa także samo wyznanie grzechów. Wielu ludzi czuje związany z tym niepokój. Pytają siebie z niemałą obawą: „Czy aby wszystko powiedziałem, czy dobrze nazwałem grzech, czy nie wprowadziłem księdza w błąd?”
Pan Bóg nie jest liczykrupą. Ważne, aby spowiadać się szczerze, bez zamiaru ukrywania czegokolwiek. Wyznając grzechy, i tak dotykamy jedynie czubka góry lodowej. Ten sam grzech moglibyśmy opisywać nieraz bardzo długo. Rodzi się jednak pytanie, po co to robić. Trzeba wyznawać grzech prosto, szczerze, bezpośrednio, bez owijania w bawełnę. Nieraz należy też podać istotne okoliczności grzechu. Niekiedy dobrze jest też odsłonić grzeszne motywy ważniejszych czynów. Ale nie są bynajmniej konieczne szczegóły opowiadające o popełnionym grzechu. Jeżeli wyznajemy wszystkie grzechy szczerze i prosto, a mimo to nie znajdujemy pokoju serca, to rodzi się pytanie o przyczynę tego stanu. Przyczyn może być wiele, m.in.:

  • koncentracja na grzechu i chore poczucie winy,
  • fałszywy obraz Boga,
  • źle uformowane sumienie.

Jeżeli wyznajemy grzechy tak, jak umiemy, szczerze, otwarcie i z zaufaniem, Pan Bóg odpuszcza nam je wszystkie, również te, których nie jesteśmy do końca świadomi. Otrzymując rozgrzeszenie po wyznaniu wszystkich grzechów ciężkich, co do rodzaju i liczby, otrzymujemy uwolnienie także od tych grzechów, które po prostu zapomnieliśmy. Łaska poznania grzechu wzrasta w nas wraz ze wzrostem zaufania w miłosierdzie Boga. Jeżeli będziemy bardziej wrażliwi na Boga, to zrodzi się w nas także większa wrażliwość na grzechy, również lekkie.
Zdarza się nieraz, że grzech ciężki, który spowodował wielką ranę, choć został wyznany na spowiedzi, wraca jednak przy kolejnym przygotowaniu do sakramentu pojednania. Aby uniknąć wielokrotnego powtarzania na spowiedzi jednego (wciąż niepokojącego nas) grzechu, powinniśmy uczyć się rozeznawania naszej skruchy i odróżniania prawdziwego, szczerego żalu od chorego poczucia winy. Zauważmy, że Judasz wyznał grzech. Powiedział: „Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną” (Mt 27,4). Ale w wyznaniu grzechu i żalu Judasza nie było Boga, nie było odwołania się do Jezusa. Judasz zatrzymał się na swojej nieprawości. Żal za grzechy, w którym brakuje odwołania się do miłosierdzia Bożego, jest zawsze destrukcyjny. Właśnie dlatego Judasz się powiesił. Prawdziwe wyznanie grzechów łączy świadomość grzechu z zaufaniem miłosierdziu Boga. Dawid mówi: „Zgrzeszyłem wobec Pana” (2 Sm 12,13). Król nie opisuje swojego grzechu. Właśnie owo „wobec Pana” jest integralną częścią prawdziwego żalu. Jeżeli czujemy się zaniepokojeni, rozdzierani grzechami już wyznanymi, powinniśmy wówczas dłużej, gorliwiej i hojniej kontemplować miłosierdzie, modlić się, by go w pełni doświadczyć. Chore poczucie winy bywa nieraz wielką przeszkodą w rozwoju życia duchowego. Kiedy bowiem człowiek zaczyna się modlić, wtedy przypominają mu się własne grzechy. One wówczas stają się treścią modlitwy, podczas gdy winno nią być przede wszystkim doświadczenie miłości do Boga i do człowieka. Chore poczucie winy jest wówczas równoznaczne z pokusą powracania do grzechów z przeszłości. Dzieje się tak dlatego, ponieważ w jednym grzechu jesteśmy kuszeni zawsze dwa razy. Najpierw — do fascynacji namiętnością. Zły duch zdaje się nam wówczas mówić: „Jeżeli nie zerwiesz zakazanego owocu, będziesz wiecznie nieszczęśliwy”. Po zerwaniu go zaś przychodzi rozczarowanie, a z nim druga pokusa, znacznie gorsza od pierwszej: pokusa rozpaczy. Dlatego też Jan z Karpatos, Ojciec Pustyni z VII wieku, mówił, że „rozpacz jest czymś gorszym niż grzeszenie. Gdy bowiem Judasz [...] popadł w rozpacz, wróg rzucił się na niego i założył mu sznur na szyję. Gdy Piotr natomiast [...] doznał straszliwego upadku [...], nie uległ ani nie poddał się rozpaczy”. Właśnie w momentach zniechęcenia i rozpaczy zło ma większy wpływ na nas niż dobro. Często człowiek w rozpaczy nie wie, co robi, a pokusa zdaje się mówić: „Patrz, coś zrobił, musisz ginąć. Nie jesteś już godny miłości. Musisz być odrzucony”. Człowiek wówczas zaczyna się kryć przed Bogiem i ludźmi. Staje się nieszczery, zamknięty w sobie. Odkładanie spowiedzi bywa uleganiem pokusie zniechęcenia i rozpaczy. Człowiek ucieka wtedy od ludzkiej życzliwości i miłosierdzia Bożego.
Jakość naszych spowiedzi zależy od dobrze ukształtowanego sumienia. Zdarza się jednak, że sumienie milczy wówczas, kiedy winno nas upomnieć. Żyjemy bowiem w cywilizacji, która skutecznie rozmywa wszelkie granice moralne, sugerując nam niemoralne rozwiązania różnych ludzkich problemów. Kiedy, zwłaszcza młody, człowiek naczyta się, nasłucha i naogląda takich propozycji, wówczas jego sumienie może zostać stępione, rozregulowane. Dzisiaj wielu, zwłaszcza młodych Chrześcijan, ze zdziwieniem pyta: „Dlaczego »to« jest grzechem? Dlaczego mi »tego« nie wolno?”. Są to symptomy nie do końca dobrego ukształtowania sumienia, któremu brakuje wyczucia i rozeznania moralnego.
Bezcennym dla nas Chrześcijan jest to, gdy świadomie, z wewnętrznego wyboru, deklarujemy przed Bogiem pragnienie życia w prawdzie, w wewnętrznej przejrzystości, uczciwości moralnej. Spowiedź św. jest wspaniałą okazją do złożenia takiej deklaracji, wypowiedzenia takiego pragnienia przed Bogiem, ponieważ — jak mówi Jezus — „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8).
Niezależnie od tego, co proponuje nam dziś środowisko, w którym żyjemy, winniśmy wzbudzać w sobie pragnienie życia według Bożego słowa, według Bożych przykazań. Taka deklaracja złożona Bogu jest szalenie ważna dla formacji naszego sumienia. To nie tylko my własnymi zabiegami kształtujemy sumienie. Kształtuje je również łaska Boża. Mówimy przecież, że sumienie jest „głosem Boga”. On pracuje w nas, On również w/do nas przemawia.
Innym ważnym elementem kształtowania sumienia jest regularna spowiedź i kierownictwo duchowe. Kiedy coś niepokoi nasze sumienie, wówczas powinniśmy porozmawiać z jakimś roztropnym kapłanem. Trzeba bowiem szanować te niepokoje. Czasem jednak zdarza się, iż niektórzy ludzie przychodzą na rozmowę z kierownikiem duchowym tylko po to, aby uspokoić nieczyste sumienie. Niestety człowiek może je zagłuszać, a przecież nie wolno nam żyć wbrew swojemu sumieniu, czy — nie daj Boże — go łamać. Jeżeli popełnimy grzech, trudno. Nie musimy rozdzierać szat i popadać w rozpacz. Trzeba jednak uznać go oraz wyznać przed Bogiem i Kościołem. Zepsucie moralne przychodzi wtedy, kiedy człowiek bywa dumny z własnego grzechu (por. Flp 3,18–19).

Jezus wyrzucał apostołom brak wiary. My też nie zawsze korzystamy z Jego obecności pośród nas. Nieraz traktujemy Go jak kogoś stojącego na uboczu, bezczynnie, jak Zbawiciela nie mogącego nas zbawić. Na pierwszy plan nie wychodzi On, lecz nasze możliwości, nasz wysiłek, jakby wszystko od nas zależało. I wtedy statek naszego życia tonie. Jezus mówi do nas: „Ja istnieję. Ja jestem. Choroba, na którą chorujesz — grzech, który masz w sobie jest czymś poważniejszym niż myślisz. Tu nie wystarczy twoja dobra wola. Ona jedynie zakrywa grzech, stwarza pozory ładu, lecz głęboko uleczyć nie potrafi. Zrobić to mogę tylko Ja, Jezus. Po to istnieję w Kościele, w Eucharystii, zapraszam do spowiedzi, abyś na sobie doświadczył Mojej mocy, która cię głęboko w twych korzeniach uleczy”. „Miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat.” (J 16,33b).

Każdy Chrześcijanin wie, że grzesząc, obraża Boga, zrywa z Nim więź i obciąża swoje sumienie. Jednak w spowiedzi konieczna jest świadomość, że ani my sami, ani nasz bliźni — także spowiednik — nie może uwolnić nas od grzechów. Może je wziąć na siebie tylko Jezus. To jest najpiękniejsza tajemnica sakramentu pojednania. I rzeczywiście Jezus z miłości do nas bierze na siebie nasze grzechy. „On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie” (Iz 53,5). Nasze zdrowie duchowe i moralne, a wraz z nim także zdrowie emocjonalne, jest w doświadczeniu miłości Boga, która objawiła się w Jezusie Ukrzyżowanym. Nie do przecenienia jest zatem to, aby spowiedź wiązać nie tylko z przyjmowaniem miłości Boga, ale także z okazywaniem Mu naszej. Prawdziwe przebaczenie jest miejscem wzajemnego obdarowywania się miłością. Bóg przychodzi jako pierwszy ofiarując nam miłość. Liczy jednak, że odpowiemy miłością na Jego miłość. Przebaczywszy Piotrowi jego grzech, Jezus pyta, prosząc o jego miłość: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?” (J 21,15). Człowiek, który doświadczył przebaczającej miłości, jest zaproszony, aby odwzajemniał miłość Boga i dzielił się nią z innymi. Dlatego też przebaczenie bliźnim zawsze będzie bardzo ważnym znakiem autentyczności korzystania z sakramentu pokuty. Przygotowując się do spowiedzi, przyglądajmy się nie tylko naszym uczuciom związanym ze spowiedzią i żalem za grzechy, ale także naszym relacjom z bliźnimi. One powiedzą nam więcej o naszym korzystaniu z sakramentu pojednania i o przeżywaniu pokuty chrześcijańskiej.

[mr]
22.02-03.03.2008 (uzupełnienie: 17.04.2008)

☙❤❧


Bibliografia

  • BT - Biblia Tysiąclecia, wydanie trzecie poprawione, Wydawnictwo PALLOTTINUM, Poznań - Warszawa 1980.
☙❤❧


Źródła internetowe


Prawa autorskie
Prawa autorskie
LuxDei.pl

• GŁÓWNAMAPAe-KONTAKTe-KSIĘGADOWNLOADWWWMEANDRYOSOBLIWOŚCIZADUMASBM
REFLEKSJEZAMYŚLENIAMODLITWASUPLEMENTMEDYTACJETRYPTYKDARYSTROFYAFORYZMYMYŚLIRADOŚĆINSPIRACJE
PROCES IHSKONTEMPLACJEADORACJA NSADORACJA KRZYŻAADORACJA GPNMPFASCYNUJĄCYJAKBY W ZWIERCIADLE
GUADALUPENAJUMARTA ROBINZEITUNNIEZNISZCZALNIWOLNI OSTATECZNIE
WARTO PRZECZYTAĆ, POSŁUCHAĆ, OBEJRZEĆFILMOTEKA IFILMOTEKA IIVIDEOTEKAFOTOKSIĄŻECZKA
TIMETE DEUMSZKOŁA PIĘKNEJ MODLITWYTAJEMNICA MSZY ŚWIĘTEJEUCHARYSTIA PRZEDSMAKIEM NIEBATAK NAM DOPOMÓŻ BÓG
SYNKRETOLOGIZMY NIEPORADNIK INTELEKTUALNO-DUCHOWY PROKLAMACJA «LuxDei.StudiumSacrum»


U nas, tj. na LuxDei.pl pliki cookies wykorzystywane są jedynie w celu tworzenia statystyk związanych z liczbą odwiedzin niniejszej witryny.
Odwiedzając nas akceptujesz ten fakt. Tutaj znajdziesz więcej informacji na temat cookies.
© 2007-17 Created & developed by J@cek Lewicki (under the inspiration of the Holy Spirit)

A.D. MMXVII